Side by Side Support and Counselling

Side by Side Support and Counselling Counselling for adults in the UK / Terapia dla dorosłych (PL & EN). For adults who carry a lot and rarely ask for help. Guidance for parents. The dependable one.

Registered Member MBACP. Psychology Today profile:
https://www.psychologytoday.com/profile/1688114 EN

Therapy for adults

I work with adults who manage a lot. Work, family, responsibilities. Often the steady one. But it can be hard to switch off. Conversations replay in your head. There’s worry about disappointing people. You keep going, even when you’re tired. Therapy is a confidential conversat

ion. We slow down and look at what keeps weighing on you. This work is for people who are functioning — but tired of carrying everything alone. Guidance for parents and carers

Support for parents who want to respond more calmly and feel clearer about what to do. We talk about what may be driving your child’s behaviour and what could help in day-to-day life. Practical information

• £60 / 50 minutes
• Online across the UK
• In-person: Chesterfield
• Registered Member MBACP
• DBS checked

BACP profile:
https://www.bacp.co.uk/therapists/417663/magdalena-hetmanczuk/chesterfield-s41

Psychology Today profile:
https://www.psychologytoday.com/profile/1688114

Phone / WhatsApp: +44 7795 133 707
Email: hetmanczukmagdalena@gmail.com

You’re welcome to get in touch, even if you’re not sure yet. There’s no pressure to decide. PL

Terapia dla dorosłych

Pracuję z osobami, które na co dzień biorą na siebie bardzo dużo odpowiedzialności. Praca, rodzina, sprawy innych ludzi. Często to Ty jesteś tą osobą, na którą inni liczą. A jednak trudno się wyłączyć. Rozmowy potrafią wracać wieczorem, kiedy już jest ciszej. Pojawia się myśl, czy ktoś nie czuje się zawiedziony. I zmęczenie — nawet wtedy, gdy z zewnątrz wszystko wygląda w porządku. Terapia to poufna rozmowa. Zatrzymujemy się i przyglądamy temu, co wciąż obciąża. Ta praca jest dla osób, które funkcjonują — ale mają dość dźwigania wszystkiego samemu. Wsparcie dla rodziców i opiekunów

Wsparcie dla rodziców, którzy chcą reagować spokojniej i z większą jasnością. Przyglądamy się temu, co stoi za zachowaniem, i szukamy rozwiązań, które da się wprowadzić w życie. Informacje praktyczne

• £60 / 50 minut
• Online w całej UK
• Stacjonarnie: Chesterfield
• Registered Member MBACP
• Aktualne DBS

Profil BACP:
https://www.bacp.co.uk/therapists/417663/magdalena-hetmanczuk/chesterfield-s41

Profil Psychology Today:
https://www.psychologytoday.com/profile/1688114

Telefon / WhatsApp: +44 7795 133 707
Email: hetmanczukmagdalena@gmail.com

Możesz się odezwać, nawet jeśli nie masz pewności. To nie zobowiązuje do decyzji.

Kto się zajmie chomikiem jak będziemy w kościele?Przecież nie możemy go zostawić samego?- Nic mu nie będzie.Msza potrwa ...
07/05/2026

Kto się zajmie chomikiem jak będziemy w kościele?
Przecież nie możemy go zostawić samego?

- Nic mu nie będzie.
Msza potrwa tylko ze 2 godziny, później przecież wracamy prosto do domu. Nic mu nie będzie.

Wystrojona w sukienkę komunijną, z wiankiem na głowie, staram się uśmiechać za każdym razem, jak wujek wyciąga polaroida i krzyczy:

- Uśmiechnij się, przecież właśnie Jezuska przyjęłaś do serca.

Ja nie wiem, jak mam się cieszyć Jezuskiem, jak mój chomik jest chory i ledwo zipie. Jedyne, o czym myślę, to żeby wytrzymał do jutra. Jutro poniedziałek. Zabierzemy go do weterynarza. Nic mu nie będzie.

Ledwo pamiętam komunijne regułki. Dobrze, że inni wiedzą, co robić. Ja nie pamiętam, mimo że byłam na wszystkich próbach. Nie wiem dlaczego.

Czekam z niecierpliwością, aż msza się skończy. Chcę do domu. Chcę się upewnić, że nic mu nie jest.

Wracamy. Nareszcie. Biegnę przodem. Lakierki stukają o chodnik, sukienka plącze się między nogami. Ktoś za mną woła, żebym zwolniła. Wpadam do domu, biegnę prosto do niego, a on śpi. Ale jakoś inaczej. Biorę go na ręce, ale się nie budzi. Nie bardzo rozumiem, ale chyba umarł. Biorę go na ręce. I nagle wszystko boli tak bardzo, że aż trudno oddychać. Boli tak, że aż mnie zgina. Nie rozumiem, co się dzieje…

— No chodź już. Rosół gorący. Goście czekają. Dzisiaj jest dzień, żeby świętować, a nie płakać. No już. Wytrzyj buzię, ogarnij się i siadaj do stołu. Wszyscy na ciebie czekają. Nic się nie stało… Uśmiechnij się.

Ja naprawdę próbuję. Ale nie wiem, co zrobić z tym bólem w klatce. Więc chowam go do tego małego satynowego woreczka od książeczki komunijnej. To jest jedyne miejsce, które przychodzi mi do głowy.

Siadam do stołu. Gwar. Cała rodzina się śmieje, cieszy, bo Jezuska mam w sercu…
A ja nadal myślę tylko o tym, co jest w satynowym woreczku. Zabawa trwa. Ktoś włącza Puszek Okruszek z kasety, którą dostałam w prezencie. Zakładam nowy dres, ortalionowy. Idę się ścigać w nowych trampkach. Zajadamy się Hubą Bubą i robimy balony. Kto większy? Padam…

Na drugi dzień go już nie ma.
Nie pożegnałam się.
Nie ma o czym mówić.
Nie ma co się smucić.
Tak lepiej, że już jest „pochowany”.

30 lat później spotykam tę dziewczynkę.

Woreczki, torebki, plecaki, torby, reklamówki, worki na WF, kieszenie. Wszystko wypchane tym, co trzeba było schować. Tym, na co wtedy nie było miejsca. Tym czym nie można było się zająć, to nie był na to czas.

Bo trzeba było się uśmiechać. Nie psuć atmosfery. Ogarnąć się. Brać udział. zająć tym co było wtedy ważniejsze.

Nie idzie dalej, bo ciężar tego wszystkiego jak kotwica trzyma ją w miejscu.
I patrzę na nią, jak z czułością spod sterty innych bagaży wyciąga ten mały, pożółkły woreczek. I bardzo ostrożnie luzuje sznureczek. A tam nadal ból, żal, brak zrozumienia i smutek…
Czekają na rozpakowanie.

🤍
___

Who’s going to look after the hamster while we’re at church?
We can’t just leave him on his own, can we?

- He’ll be fine. Mass will only last a couple of hours, then we’re coming straight home. He’ll be fine.

Dressed up in my First Communion dress, with a flower crown on my head, I keep trying to smile every time my uncle pulls out the Polaroid and shouts:

- Smile. You’ve just welcomed Jesus into your heart.

I don’t know how I’m supposed to be happy about Jesus when my hamster is sick and barely breathing. The only thing I can think about is whether he’ll make it until tomorrow. Tomorrow is Monday. We’ll take him to the vet. He’ll be fine.

I can barely remember the Communion responses. Good thing everyone else knows what to do. I don’t remember, even though I went to every rehearsal. I don’t know why. I wait impatiently for the mass to end. I want to go home. I need to make sure he’s okay.

We finally get back. I run ahead. My patent shoes clatter against the pavement, my dress tangles between my legs. Someone behind me shouts to slow down. I burst through the door and run straight to him.

He’s sleeping. But somehow differently. I pick him up, but he doesn’t wake up.
I don’t fully understand it, but I think he’s dead. I hold him in my hands and suddenly everything hurts so much I can barely breathe. It hurts so much it folds me in half. I don’t understand what’s happening…

- Come on now. The soup’s getting cold. The guests are waiting. Today is a day for celebrating, not crying. Come on. Wipe your face, pull yourself together and come to the table. Everyone’s waiting for you. Nothing’s happened… Smile.

I try. I really do. But I don’t know what to do with that pain in my chest. So I hide it inside the little satin pouch from my Communion prayer book. That’s the only place I can think of.

I sit at the table. Noise. The whole family laughing, smiling, celebrating because Jesus is in my heart… And all I can think about is what’s inside that satin pouch.

The party carries on. Someone puts on my favourite song, from the cassette tape I got as a present. I change into my new tracksuit, the shiny nylon one. We race around in our new trainers. We chew Hubba Bubba and blow giant bubbles. Whose is bigger?

I fall asleep.

The next day he’s already gone. I never said goodbye. There’s nothing to talk about.
Nothing to be upset about. It’s better this way now that he’s “buried”.

30 years later, I meet that little girl again.

Pouches, handbags, backpacks, carrier bags, PE bags, pockets. Stuffed full of all the things that had to be hidden away. The things there was no room for back then. The things nobody had time for. Because she had to smile. Not ruin the atmosphere. Pull herself together. Take part. Focus on what mattered more.

She can’t move forward because the weight of all of it holds her in place like an anchor.
And I watch her gently pull out that little yellowed satin pouch from underneath all the other baggage. Very carefully, she loosens the string. And inside, the pain, grief, confusion and sadness are all still there. Waiting to be unpacked.
🤍










Są takie wyprawy, które zabierają w miejsca, o których nie wiedziałaś, że istnieją.Wszystko jest zaplanowane. Mapa w ręk...
29/04/2026

Są takie wyprawy, które zabierają w miejsca, o których nie wiedziałaś, że istnieją.
Wszystko jest zaplanowane. Mapa w ręku.
Z uśmiechem stawiasz pierwszy krok.

Wiesz, co chcesz zobaczyć.
Wiesz, co odkryjesz.
Jesteś na to gotowa.
Przygotowywałaś się.
Masz w głowie listę.
Odhaczasz kolejne punkty.

Do momentu, kiedy okazuje się, że trafiasz w miejsce, o którym nawet nie wiedziałaś, że istnieje.

I nagle - nie wiesz, co dalej.

Trzeba podjąć decyzję.

Wygląda to jak ciężka praca.
I pojawiają się pytania.
Czy będzie warto?
Czy to się „opłaci”?
Czy ten wysiłek ma sens?

Wtedy najczęściej słyszę:
„Ale jak ja mam podjąć taką decyzję?”
„Skąd mam wiedzieć, czy iść tą drogą?”

To jest moment, w którym nie pomogę Ci zdecydować.
Nie wiem, co jest dla Ciebie lepsze w tym miejscu Twojego życia.
Nie wiem, ile masz w sobie siły.
Jakie są Twoje priorytety.
Co jest teraz do uniesienia, a co już nie.

Nie powiem Ci, którą drogę wybrać.

Czy iść dalej - nawet jeśli koszt będzie duży,
bo zostanie tu jest zbyt trudne.

Czy zatrzymać się -
bo to, co przed Tobą, na ten moment jest za dużo.

To nie jest decyzja, którą ktoś może podjąć za Ciebie.
To nie jest tak, że ktoś wie lepiej niż Ty, nawet kiedy Ty jeszcze nie wiesz.

Nie zaprowadzę Cię za rękę.

Ale będę tutaj, kiedy Ty na głos lub w ciszy, z sensem lub w zagmatwaniu będziesz szukać Twojej odpowiedzi na pytanie: Co dalej?

🤍

Na warsztacie mówiliśmy o tym, co zrobić w tym momencie, kiedy dziecko „nie może zacząć”.U nas to wygląda tak:Wieczór. K...
23/04/2026

Na warsztacie mówiliśmy o tym, co zrobić w tym momencie, kiedy dziecko „nie może zacząć”.

U nas to wygląda tak:
Wieczór. Kuchnia. Zeszyt otwarty. On siedzi.

Patrzy. Nie robi nic.
Siadam obok.
„Dobra. Chwila przerwy.”
On patrzy na mnie:
„Przecież jeszcze nie zacząłem.”
No właśnie.
Mówię:
„Powiedz, co widzisz.”
On przewraca oczami:
„Serio?”
„Serio.”
„Kubek… twoja herbata… mój telefon, którego nie mogę wziąć…”
„Dokładnie ten.”
Ja:
„Widzę lampę. Okno. ten bałagan, którego nie ogarnęłam.”
On się uśmiecha.
Chwila ciszy.
„Dotknij blatu.”
„Mamo…”
„Ja też dotykam, zobacz.”
Przesuwam ręką po stole jak w jakimś dziwnym eksperymencie.
On robi to samo.
Trochę z rezygnacją, trochę z ciekawości.
Siedzimy.
Ja zaczynam oddychać trochę wolniej.
Nie mówię mu, co ma robić.
Po chwili:
„To jest głupie.”
„Trochę jest.”
„Ale jakby… trochę pomaga.”
„No.”
Jeszcze chwila.
On:
„Dobra." I zaczyna.

Nie dlatego, że „się ogarnął”.
Po prostu jego ciało trochę odpuściło.
To było dokładnie to, o czym rozmawialiśmy na warsztacie.
Nie, jak przyspieszyć.
Tylko co zrobić, kiedy wszystko stoi w miejscu i kiedy jest tego po prostu dużo za dużo.

Jak wspierać dziecko w czasie egzaminów?Jednym z pomysłów, o którym rozmawialiśmy na warsztatach, było uczenie się z kim...
16/04/2026

Jak wspierać dziecko w czasie egzaminów?
Jednym z pomysłów, o którym rozmawialiśmy na warsztatach, było uczenie się z kimś obok - study buddy.

Jak to działa w praktyce?

1. Pozwól dziecku wybrać przestrzeń
U nas neutralna - ani moja, ani jego. W naszym przypadku kuchnia.
Dlaczego? Szanujesz jego autonomię i potrzebę poczucia kontroli.
Neutralna przestrzeń nie narusza niczyjej prywatności - nie trzeba ogarniać, żeby można było usiąść, nie trzeba nic organizować, żeby był dostęp.

2. Pracujemy według wcześniej ustalonego grafiku
W naszym przypadku - pół godziny opóźnienia.
Nie wytykam, nie pospieszam, nie strofuję. Przypominam i sama się szykuję.
Dzieci wiedzą, jaki jest plan – same go ustaliły. Nie trzeba im przypominać co 2 minuty.
Potrzeba elastyczności jest realna i konieczna - modeluj ją.

3. Rytuał, żeby zacząć
Ustalamy, że jedno wydarza się po drugim - dzięki temu zmniejszamy opór przed rozpoczęciem (mózg w trybie „oszczędzania baterii” chroni nas przed wysiłkiem i wydatkiem energetycznym).
Ja - herbata w mojej specjalnej filiżance.
On - muzyka do nauki.

4. Technika pomodoro
Plan jest 25 minut pracy, 5 minut przerwy - 4 „pomidorki” na jeden przedmiot.
A w praktyce? Moje dziecko woli „flow” - bez przerywania. Tak mu idzie najsprawniej, dopamina rośnie, a on czuje satysfakcję.
Twoje dziecko wie - a jeśli nie wie, niech próbuje - co dla niego działa najlepiej.

5. Telefony na „nie przeszkadzać”
Ja czasem jeszcze nie mogę, bo jestem w pracy (moje dziecko to wie, bo mu mówię).
Jego telefon na czas nauki jest w trybie „nie przeszkadzać” – wie, że tak mu się lepiej pracuje, nauczyło się metodą prób i błędów.

6. Każdy robi swoje
„Jestem tutaj, jakbyś potrzebował pomocy” - informuję i tyle.
Nie zaglądam, nie pytam, nie komentuję, nie przeszkadzam.
No chyba że sama zapomnę i wyskoczę z: „Wysłałeś tę paczkę, jak prosiłam?”
- Co? 😂
Bo przecież nie ogarnia - jego mózg jest w trybie pracy.
Więc się śmiejemy. Zostawiam pytanie (na kartce, tak jak było na warsztacie), żeby nikomu nie przerywać i żebym sama nie zapomniała.

7. Kończymy
Nie sprawdzam liczby przerobionych kartek, nie patrzę na wyniki, nie komentuję.
Bo to nastolatek. (W zależności od wieku jest potrzeba dopasowania ilości i jakości wsparcia - warto to ustalić przed rozpoczęciem, żeby było jasne, czego się od Ciebie jako study buddy oczekuje, i trzymać się tego).
Syneczek wstaje, nie zbiera maneli, bo po dłuższej przerwie wracamy do jeszcze jednego przedmiotu.

Po co to wszystko?

Bo modelujesz - nie perfekcję, ale realne oczekiwania i realne możliwości.
Regulujesz układ nerwowy - przez szanowanie autonomii i przestrzeni, potrzebe kontroli i przez utrzymywanie spokoju we wlasnym ukladzie noerwowym.
Uczysz zaufania, odporności i odpowiedzialności.
„Jestem tu, jeśli będziesz potrzebować” - ale nie więcej ani mniej.

W ten sposób budujesz bezpieczną relację - bezpieczną dla mózgu i układu nerwowego.
W takich warunkach mózg uczy się najlepiej.

Do uslyszenia😊

Na warsztatach „Egzaminy bez paniki” siedzieli obok siebie rodzice i nastolatki.Nie osobno, ale przy tych samych stołach...
09/04/2026

Na warsztatach „Egzaminy bez paniki” siedzieli obok siebie rodzice i nastolatki.

Nie osobno, ale przy tych samych stołach, z wyboru.
Z tym samym tematem między nimi – takim, o którym trudno się mówi i na który brakuje wspólnego języka między pokoleniami.

I było w tym coś bardzo poruszającego.

W ankiecie, którą wcześniej wypełniły młode osoby, coś nas wszystkich zatrzymało. Najczęściej wybieranym słowem nie był „stres”, tylko zmęczenie.

Takie, które widać w sposobie siedzenia. W spojrzeniu. W tym „nie mam już siły”. Rodzice też to czują. Zgodziliśmy się, że to dotyczy nas wszystkich.

Rozmawialiśmy o tym, co wtedy dzieje się w ciele.
Jak napięcie odbiera dostęp do pamięci.
Jak można „umieć” i nie móc tego wydobyć.
Jak trudno jest zacząć, kiedy układ nerwowy już jest przeciążony.

Ale coś ważniejszego wydarzało się obok tej wiedzy.

Rodzice słuchali tego razem z dziećmi.
Dzieci słuchały razem z rodzicami.
I pojawił się moment zatrzymania.
Takiego cichego: „a więc o to chodzi”.

Był też ten trudny moment startu.
Odwlekanie. Unikanie. Napięcie rosnące, zanim jeszcze coś się zacznie.

Nazwanie tego zmieniało nasze postrzeganie.
Bo zamiast „nie chce mu/jej się”,
pojawiło się „to jest trudne, bo ciało i umysł już są na granicy”.

I to był moment, w którym coś zaczęło się rozjaśniać i nabierać sensu.

Pracowaliśmy bardzo konkretnie - małe rzeczy, które można zrobić tu i teraz.

5 minut zamiast „muszę ogarnąć wszystko”.
Jedno zadanie zamiast całej listy.
Krótki oddech, żeby ciało mogło wrócić.
Ktoś obok – kto pomoże się uspokoić i wyregulować układ nerwowy.

Ale to nie były tylko „techniki”.

To był wspólny język.
I dla mnie to było najważniejsze.
Że ten warsztat nie zatrzymał się na wiedzy.
On stworzył początek rozmowy.

Takiej, w której można powiedzieć:
„jest mi trudno zacząć” zamiast „nie chce mi się”.
„jestem już zmęczony” zamiast „nie ogarniam”.
„nie wiem jak pomóc” zamiast „zrób coś w końcu”.

Proste zdania. Ale zupełnie inny ciężar. Wspólny język, który można zrozumieć w obie strony.
Bo kiedy zaczyna się rozumienie - to zaczyna się budowanie relacji między ludźmi.

Bo kiedy jest trochę mniej napięcia - łatwiej jest być po tej samej stronie.

I może właśnie od tego się zaczyna.
Nie od zmiany wyników.
Nie od perfekcyjnego planu.
Tylko od rozmowy, która wcześniej była albo za trudna, albo nie było wspólnego języka, albo nie było świadomości.

Dziękuję wszystkim, którzy przyszli.
I tym, którzy usiedli obok siebie i spróbowali się nawzajem zobaczyć.

To miało ogromne znaczenie.
To początek budowania najważniejszej relacji w życiu naszych nastolatków.
Relacji, która pozostanie, kiedy czas egzaminów już dawno się skończy.

Do usłyszenia🤍

----

At the “Exams Without Panic” workshop, parents and teenagers sat side by side.

Not separately, but at the same tables - by choice.
With the same topic between them - one that’s hard to talk about and often has no shared language across generations.

And there was something deeply moving in that.

In the survey completed earlier by the young people, one thing really stood out.
The most common word wasn’t “stress”. It was tiredness.

The kind you can see in how someone sits. In their eyes.
In that quiet “I’ve got nothing left”.

Parents recognised it too.
We agreed - it’s something many of us feel.

We talked about what’s happening in the body in those moments.

How tension blocks access to memory. How you can know something and still not be able to recall it. How hard it is to begin when the nervous system is already overwhelmed.

But something more important was happening alongside that.

Parents were listening with their children.
Children were listening with their parents.
And there were these small pauses.
A quiet kind of: “so that’s what’s going on”.

We also stayed with that difficult starting point.
Putting things off. Avoiding.
The tension building before anything even begins.

Naming it shifted something.
Instead of “they just can’t be bothered”,
there was: “this is hard, because they're already overwhelmed”.

And that’s where things started to make more sense.

We worked with very practical, small steps - things that can actually be used.

5 minutes instead of “I have to do everything”.
One task instead of a full list.
A simple breath to help the body settle.
Someone nearby - not to push, but to help regulate mind and body.

But this wasn’t just about techniques.
It was about finding a shared language.
And for me, that was the most important part.

That this workshop didn’t stop at information.
It opened the beginning of a different kind of conversation.
One where it becomes possible to say:
“I’m finding it hard to start” instead of “I’m just lazy”.
“I’m already exhausted” instead of “I can’t cope”.
“I don’t know how to help” instead of “just do something”.

Simple sentences.
But carrying something very different.
A shared language that can be understood from both sides.

Because when understanding begins -
something starts to shift between people.
There’s a little less tension.
A little more sense of being on the same side.

And maybe that’s where it starts.
Not with better results.
Not with the perfect plan.
But with a conversation that felt too hard before.
Or didn’t have the words yet.

Thank you to everyone who came.
And especially to those who sat next to each other and tried to see one another.

That mattered.
This is the beginning of building one of the most important relationships in a young person’s life - one that stays long after the exams are over.

Speak soon🤍

Chciałam Ci przypomnieć....jesteś ważniejsza niż dzisiaj pamiętasz ❤️
04/04/2026

Chciałam Ci przypomnieć....jesteś ważniejsza niż dzisiaj pamiętasz ❤️

Do każdej kobiety dzisiaj —Chcę Ci dziś przypomnieć, żeprzetrwałaś wszystko, przez co przeszłaś.I radzisz sobie lepiej, ...
15/03/2026

Do każdej kobiety dzisiaj —

Chcę Ci dziś przypomnieć, że
przetrwałaś wszystko, przez co przeszłaś.

I radzisz sobie lepiej, niż kiedyś wierzyłaś, że to w ogóle możliwe.

Zatrzymaj się na chwilę
i zobacz, jaką mamą się stałaś.

Twoje dzieci mają dziś Ciebie po swojej stronie.
A Ty masz w sobie tę mamę, której kiedyś sama potrzebowałaś.

Tę mamę, o jakiej kiedyś marzyłaś —
ona już tu jest.

Celebruj ją.
Bo naprawdę na to zasłużyła.
🤍

Jeśli chciałabyś spotkać tę część siebie
i nauczyć się być dla niej trochę bardziej łagodna —
jesteś tutaj mile widziana.

Jeśli chciałabyś porozmawiać, po prostu napisz do mnie.

----
To all the women out there today —

Just remember:
you have survived everything you’ve been through.

And you’re doing better than you once believed was possible.

Celebrate the mother you have become.

Because your children now have you in their corner.
And you now have the mother you once needed — in yourself.

The mother you once dreamed of having —
she’s there.

Celebrate her.
She truly deserves it.
🤍

If you’d like to meet that part of yourself,
embrace her,
and be a little kinder to her —
you’re welcome here.

If you’d like to talk, just message me.










09/03/2026
– Zajrzałabym… ale się boję-  …– Magda...ja tam trzydzieści lat nie zaglądałam...– Widocznie miałaś powód– A co, jak ja ...
04/03/2026

– Zajrzałabym… ale się boję
- …
– Magda...ja tam trzydzieści lat nie zaglądałam...
– Widocznie miałaś powód
– A co, jak ja tam zajrzę i się rozsypię?
– Czego się najbardziej boisz?
– Że nie będzie czego zbierać...

Cisza

– Bo wiesz...ja wcześniej nie dałam rady tego ogarnąć
– Wcześniej byłaś sama

Cisza

– A jak naprawdę nie będzie czego zbierać?

Te słowa są echem wielu wspólnych rozmów,
powstałych z troską o pełną poufność.

🤍
---

– I’d look… but I’m scared
– …
– Magda...I haven’t looked there in thirty years...
– There was probably a reason
– What if I look and fall apart?
– What are you most afraid of?
– That there’ll be nothing left to pick up

Silence

– I couldn’t cope with it before
– You were on your own then

Silence

– What if there really is nothing left to pick up?

These words echo many shared conversations,
written with full respect for confidentiality.
🤍

Photo by Henry Acevedo: https://www.pexels.com/photo/key-in-door-20270229/







Wielu rodziców zaczyna rozmowę nie od problemu dziecka.Od poczucia, że zawiedli.Ten wstyd nie jest mi obcy.Jestem rodzic...
25/02/2026

Wielu rodziców zaczyna rozmowę nie od problemu dziecka.
Od poczucia, że zawiedli.

Ten wstyd nie jest mi obcy.
Jestem rodzicem.
I znam moment, w którym wychodzisz z pokoju dziecka i myślisz: mogłam to zrobić inaczej.

Zanim powstało wsparcie dla rodziców w Side by Side Support and Counselling, przez lata pracowałam w szkołach z dziećmi wykluczonymi z edukacji z powodu trudności emocjonalnych i zachowań, z którymi system sobie nie poradził.

To była praca, w której emocje były codziennością.
Złość. Bezsilność. Lęk.
I bardzo szybko stało się dla mnie jasne jedno:

Dziecko nigdy nie jest samo w tej historii.

Za każdym trudnym zachowaniem jest czyjaś próba poradzenia sobie.
I bardzo często – rodzic, który robi tyle, ile potrafi.

To tam zaczęłam rozumieć, że samo chcieć pomagać to za mało.
Intuicja nie wystarcza.

Jeśli chcę naprawdę wspierać, potrzebuję wiedzy.
O rozwoju dziecka - jak zmieniają się jego mózg, emocje, potrzeby na różnych etapach.
O relacji - jak napięcie jednego wpływa na drugiego.
I o tym, jak oddzielić to, co jest etapem rozwoju, od tego, co rzeczywiście wymaga dodatkowego wsparcia.

Counselling był naturalnym krokiem.
Nie zmianą kierunku, tylko pogłębieniem narzędzi.

A wsparcie dla rodziców?

Zrodziło się z obserwacji czegoś bardzo powtarzalnego.

Bo do mnie nie trafiają rodzice obojętni.
Trafiają ci, którzy próbują najbardziej.

Czytają książki.
Szukają wiedzy.
Analizują swoje reakcje.
Chcą nie powielać tego, co było dla nich trudne.

A mimo to mówią:

„Nie wiem, czy robię to dobrze.”
„Czuję się bezsilna.”
„Wstyd mi, że sobie nie radzę tak, jak powinnam.”

Ten wstyd nie bierze się z braku starań.
Bierze się z tego, że zależy.

Czasem przychodzą z konkretną sytuacją.

„Mój trzynastolatek zamyka się w pokoju i nie chce ze mną rozmawiać.
Jeszcze rok temu mówił mi wszystko.
Czy ja coś zepsułam?”

Ten moment ciszy za drzwiami potrafi boleć bardziej niż kłótnia.

Albo:

„Moja ośmiolatka znowu płacze przy rozstaniu.
Przecież już było dobrze.
Czy to moja wina?”

I w takich chwilach nie chodzi tylko o zachowanie dziecka.
Chodzi o lęk rodzica, że traci relację.
Że zawodzi.
Że nie nadąża.

Wsparcie dla rodziców to nie jest terapia dziecka ani rodzica.

To rozmowa z dorosłym o tym, co dzieje się w domu.
O tym, jak rozumieć zachowanie dziecka w kontekście jego wieku i rozwoju.
O tym, co jest naturalnym etapem, a co sygnałem, że potrzebna jest dodatkowa pomoc.
O tym, gdzie kończy się Twoja odpowiedzialność, a zaczyna proces dorastania.

Czasem wystarczy jedno spotkanie, żeby to uporządkować.
Oddzielić lęk od faktów.
Zobaczyć jaśniej.

Terapia to coś innego - to dłuższa praca, w której skupiamy się na Tobie.
Na Twoich doświadczeniach i relacjach, które Cię ukształtowały.
Przyglądamy się temu, skąd biorą się Twoje reakcje, lęk, nadmierna odpowiedzialność czy trudność w stawianiu granic.
To proces zaglądania do korzeni - nie tylko do tego, co dzieje się teraz, ale do tego, skąd to się wzięło.

Wsparcie dla rodziców nie jest więc terapią - jest skupione na konkretnej sytuacji tu i teraz.
Na relacji z dzieckiem.
Na aktualnym etapie.

Po rozmowie wysyłam krótkie podsumowanie tego, o czym rozmawiałyśmy.
Bo kiedy emocji jest dużo, łatwo nie zapamiętać wszystkiego.
To podsumowanie pozwala wrócić do rozmowy spokojnie, kiedy napięcie opadnie.

Nie naprawiam dzieci.
Nie oceniam rodziców.
Pomagam zrozumieć, co się naprawdę dzieje.

Możesz umówić jedno spotkanie – rozmowę dla rodziców.
Zadzwoń: +44 7795 133 707
lub napisz wiadomość i ustalimy termin.

Nie musisz wiedzieć, czego dokładnie potrzebujesz.
Pierwsza rozmowa służy właśnie temu, żeby to uporządkować.
🤍

Photo by Charlotte May: https://www.pexels.com/photo/crop-person-opening-building-door-in-sunlight-5825395/








Address

Chesterfield

Opening Hours

Monday 9am - 6pm
Tuesday 9am - 6pm
Wednesday 9am - 6pm
Thursday 9am - 6pm
Friday 9am - 6pm

Website

https://www.instagram.com/sidebysidesupportcounselling/?__pwa=1, https:

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Side by Side Support and Counselling posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share