21/03/2026
Dziś przyszła do mnie kobieta, która przez długi czas była całkowicie pochłonięta życiem.
Macierzyństwem.
Codziennością.
Nie dlatego, że nie chciała zadbać o siebie.
Po prostu… nie było na to przestrzeni.
Dopiero teraz, kiedy dzieci są trochę większe,
pojawiła się wreszcie przestrzeń, żeby zatrzymać się na chwilę.
Złapać oddech.
Poczuć siebie.
I właśnie z tym przyszła.
Podczas masażu zaczęłyśmy odkrywać, jak bardzo wszystko jest ze sobą połączone…
Dotyk w jednym miejscu… a odczucia pojawiały się gdzieś zupełnie indziej.
Ciało zaczęło się otwierać.
Zostało poruszone coś głębiej.
Pojawiły się zawroty głowy, mdłości…
i emocje, które już dłużej nie chciały być zatrzymywane.
I wtedy przyszły łzy.
„Płakałam z żalu do siebie…”
To jest moment przełomowy.
Nie każdy tam dochodzi.
Bo to nie jest płacz „o coś”.
To jest spotkanie ze sobą.
Z tym, co było odkładane.
Pomijane.
Przesuwane na później.
I nagle pojawia się coś nowego.
Jakby coś się otworzyło…
Nie tylko w ciele, ale w podejściu do samej siebie.
Pojawiła się gotowość.
Prawdziwa.
„Ja naprawdę chcę się sobą zająć.”
I właśnie w takich momentach czuję, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam.
To nie jest tylko masaż.
To praca z człowiekiem.
Z ciałem.
Z emocją.
To przestrzeń, w której można się zatrzymać.
Poczuć.
Zrozumieć.
I wtedy czuję… że żyję.
Bo wiem, że to wszystko, przez co przeszłam…
nie było przypadkiem.
To właśnie te doświadczenia nauczyły mnie czuć głębiej.
Widzieć więcej.
Słuchać nie tylko ciała… ale i tego, co pod nim.
I dziś mogę się tym dzielić.
Tworzyć przestrzeń, w której ktoś na chwilę
może poczuć ulgę, spokój i… siebie 🤎