30/06/2023
Dzień dobry!
"Lato, lato, lato czeka,
A za latem czeka rzeka,
A za rzeką czeka las...." (pisane z pamięci, może było inaczej ;) ) .....
I co jeszcze czeka?
Wakacje z wielu różnych powodów mogą być czasem trudnym.
Wrzucam tekst, który mi się spodobał:
https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=737524928376778&id=100063578326888&sfnsn=scwspmo
(WY)TRZYMAĆ WRESZCIE SIEBIE
Nie wytrzymam!
Tak mówi pani Jadzia na plaży o swoim wnuczku.
Wnuczek płacze. Gryzie. Biega. Krzyczy. Chce gofra. Nie, już go nie chce. Teraz chce wracać do domu wczasowego. Teraz nie chce wyjść nad morze. Teraz chce się kąpać w falach. Znowu płacze.
Nie wytrzymam!
Tak mówię, gdy moje dzieci kłócą się o ostatni kawałek czekolady. Kiedy mówią " nudzi mi się". Kiedy jęczą w upalne popołudnie. Kiedy są śpiące. Kiedy trzeba coś zrobić, a one nie mają ochoty, bo są czymś zajęte. Kiedy skarżą na siebie. Kiedy płaczą, bo ktoś coś powiedział nie tak.
Wakacje są czasem, w którym wychodzi z nas małe nieutulone dziecko. Dosłownie wychodzi z siebie, żeby otrzymać to, czego nie dostało wiele lat wcześniej i szczególnie zdarza się to wtedy, gdy opiekujemy się dziećmi.
I można tego nie wytrzymać. Nie pomieścić.
Dzieje się tak, gdy w ciele mamy zapisane doświadczenie opuszczenia nas jako dzieci przez opiekuna w sytuacji trudnej dla niego do przeżycia/ pomieszczenia.
Złość.
Płacz z niewiadomych przyczyn.
Plucie.
Marudzenie.
Niemiłe słowa.
Niespełnione potrzeby, nawet te podstawowe.
I w wakacje, w warunkach ekstremalnych, w czasie wyjazdu, na plaży, na oczach często niezbyt przychylnych obserwatorów, nasz podopieczny może nam odpalić matrycę opuszczenia.
Dorosły, który był naszym opiekunem
n i e w y t r z y m a ł.
Nie ustał.
Nie pomieścił.
Nie wytrwał.
Opuścił nas emocjonalnie w ekstremalnej dla nas sytuacji... lęku, złości, smutku.
Zgasił.
Zdusił.
Z pośpiechu, z niecierpliwości, z własnej złości, z tego, że sam kiedyś został opuszczony.
Ty i ja jesteśmy pokoleniem opiekunów, które przerywa ten schemat.
Przekształca go z bezsilności i złości w świadomą obecność.
Trudne zadanie, bo żeby pomieścić emocje dziecka, trzeba mieć dostęp do swoich zamrożonych scen z dzieciństwa.
A to może boleć.
Może przerastać.
Może kusić odwrotem i ucieczką.
Wiele lat temu nie wytrzymywałam.
Bardzo nie wytrzymywałam.
Z moimi dziećmi i z sobą również.
Dziś umiem. Nie zawsze jest różowo, ale odkrywam nowe przestrzenie w swoim sercu.
Oczyszczam je i robię miejsce na pełne spektrum uczuć.
Co mi pomogło?
1. Pozwolenie sobie na płacz z bezsilności po takim dniu. Siadałam wieczorem , bywało tak, że zwijałam się w kłębek na łóżku i pozwalałam sobie na szloch. Na bezsilność. Za którymś razem zaczęły pojawiać się we mnie obrazy z przeszłości. Osamotnione dziecko.
Nie uciekałam.
Patrzyłam na nie.
Widziałam je.
Zaczęłam czuć, czego potrzebowało.
Chciało być przyjęte. Zobaczone. Usłyszane.
Nie chciało być tak samotne. I samo z tym, co czuje.
Byłam przy nim.
2. Zmiana pozycji ciała w czasie przeżywania trudnych emocji moich dzieci. Na przykład kucnięcie, by moje oczy były na wysokości oczu mojego dziecka.
" Wiem, że Ci trudno. Chcę być przy Tobie. Mogę?"
I czułam, że wypowiadam te słowa również do siebie sprzed lat.
Czasami moje dziecko jednocześnie chciało i nie chciało, żebym była.
Czasami moje dziecko nie chciało aż takiej bliskości. Odsuwałam się o krok lub dwa i byłam w pobliżu.
Byłam przy nim.
3. Oglądanie filmów i czytanie książek z dzieciństwa z dziećmi i w samotności również.
Wracałam dzięki nim do uczuć, które były tam schowane, porzucone. I czekały na mnie do odkrycia i przyjęcia.
4. Niewstydzenie się, że bywa mi ciężko. Miałam dwie bliskie osoby, którym mogłam, chlipiąc i trzęsąc się, opowiedzieć o tym, że nie wytrzymuję. Bez oskarżeń, bez poczucia winy, bez analizowania przyczyn. Chodziło o to, że mogłam być wysłuchana. Ulga, jakiej doświadczałam i obecność drugiego człowieka, który mnie nie pouczał i nie oceniał, były największym uwolnieniem, jakiego zaznałam. Właśnie w takich momentach otrzymywałam jasne i wyraźne wglądy w sytuacje z przeszłości, w których doświadczyłam opuszczenia. Dzięki łzom i byciu przyjętą, możliwe było ich uwolnienie i przytulenie. Już mi nie zagrażały, bo byłam połączona ze sobą.
Działało.
Coś się powoli rozpuszczało.
Obecność, której niejednej i niejednemu z nas zabrakło jest największym lekarstwem.
Nigdy nie jest za późno, żeby spotkać się z tym, czego nie unieśli, nie utrzymali, nie pomieścili nasi opiekunowie.
Teraz mogę być obecna.
Teraz umiem nazwać, co czuję.
Teraz widzę moje dziecko.
Teraz nazywam jego uczucia.
Teraz czuję w sobie łzy, z przeszłości i z chwili obecnej.
Teraz wyciągam do Ciebie ramiona, kochanie.
Teraz nie boję się czuć tego, co zostało we mnie poruszone.
Teraz jestem.
Wytrzymam.
Jestem tutaj dla Ciebie.
Słowa: Maja Wąsała
Obraz: Hélène Delforge i Quentin Gréban