27/04/2026
„Chcę, żeby ten lęk wreszcie zniknął.”
To jedno z najczęstszych zdań, które słyszę w gabinecie.
I bardzo je rozumiem.
Kiedy ciało zalewa napięcie, serce przyspiesza, ściska żołądek, trudno myśleć o czymkolwiek poza ulgą.
Naturalnie chcemy się tego pozbyć.
Tylko jest pewien paradoks.
Im bardziej walczysz z lękiem, próbujesz go zatrzymać, kontrolować albo sprawić, żeby „natychmiast minął” — tym częściej lęk rośnie.
Bo ciało dostaje komunikat:
„To niebezpieczne.”
„Muszę się przed tym bronić.”
I uruchamia alarm jeszcze mocniej.
W terapii często nie chodzi o to, żeby nauczyć ciało nigdy nie reagować.
Chodzi o coś trudniejszego, ale uwalniającego:
* przestać traktować objawy jak zagrożenie
* zmniejszać strach przed samym lękiem
* budować gotowość: „mogę to czuć i nadal sobie poradzić”
I właśnie wtedy często dzieje się coś zaskakującego — objawy zaczynają słabnąć.
Nie dlatego, że zostały siłą wyciszone.
Tylko dlatego, że przestają być karmione walką.
Czasem zdrowienie nie polega na pozbyciu się lęku.
Tylko na tym, że przestajesz przed nim uciekać.