17/04/2026
To będzie osobiste bardzo.
Kilka lat temu doświadczyłam przemocy emocjonalnej, psychicznej.
Takiej, w której człowiek wpada w kołowrotek zwątpienia, bezsilności. Niby źle, ale może nie tak strasznie, wytrzymam, przecież silna jestem, może druga storna się opamięta i zmieni, może jest w tym ważna lekcja, może naprawdę jestem taka beznadziejna, może, może….
Długo byłam w tym sama. Nikomu nie mówiłam, nie „skarżyłam” się, bo przecież nie ma o czym, przecież nic „złego” się nie dzieje.
To był czas, gdy zniknęło z mojego życia wielu ważnych dla mnie ludzi - no ale przecież nie byłam warta ich przyjaźni, albo - to chyba lepsze - oni nie byli warci mojej.
To był też czas, gdy przejadłam większość oszczędności, bo nie byłam w stanie pracować (widzisz, nawet nikt nie chce z tobą pracować)…
Dużo czasu zajęło mi wyplątanie się z tego.
Zaczęłam, gdy ktoś bliski zauważył, zapytał, zdziwił się.
Zaczęłam mówić. Przyjęłam wsparcie.
Długo nie wracałam do tej historii.
Zrobiłam swoją pracę somatyczną, oddechową. Jak czasem pojawiały się wspomnienia, czy obrazki z tamtego czasu, to miałam już narzędzia do tego, by to integrować. Ogarnełam.
Do niedawna, gdy na własnej skórze doświadczyłam czym jest trauma vortex.
W czasie rozmowy telefonicznej, z drugiej strony, od zupełnie innej osoby, usłyszałam ten sam ton głosu, dużo, szybko, bez chwili na przyjęcie. Słowa, których dawno nie słyszałam pod swoim adresem, i energia z jaką były wypowiadanie, uruchomiły wir.
Wpadłam. Nie potrafiłam się obronić.
I byłam w tym zupełnie sama. I wrócił ten lęk, że nie można o tym mówić, bo napewno nie mam racji. Tak bardzo, że straciłam głos.
Co w ciele? Nie mogę powstrzymać łez - szczególnie w kontakcie z innymi ludźmi. Płaczę, gdy jestem widziana. Bezruch, odcięcie, najchętniej pod kocyk, i spać.
Na szczęście, już jestem ciut „mądrzejsza”. Umiem sobie pomóc, sięgnąć po pomoc, choć nadal za bardzoo tym nie mówię… Może dlatego ten post.
Zrozumiałam, że to, co ja mam do zrobienia to zaakceptować, że czasami najlepszą rzeczą, jaką można dla siebie zrobić, to odejść, zrezygnować, wycofać energię.
Przyjąć, że tu niczego nie trzeba się tu nauczyć (może właśnie tego), że to nie moja rola, że ja nie mam tu nic do zrobienia innego, niż obronić siebie.
I że to nie unikanie, a ochrona. I mam do tego prawo.
A wręcz obowiązek.
Czemu o tym piszę?
Przemoc karmi się milczeniem.
Izoluje. Odbiera energię do działania, do życia.
Zabiera radość.
Możesz znać masę technik, przeczytać tonę książek, przejść masę szkoleń - i zawodowo wspierać innych, i nadal nie zorientować się, nie umieć odejść, obronić, utknąć.
Sięgaj po pomoc, proszę.
Nigdy nie jesteś sama.
z Miłością.