04/01/2026
Kiedy przestajemy praktykować – ciało zaczyna mówić. I robi to bardzo wyraźnie.
Zaczyna się niewinnie.
Dzień bez oddechu.
Tydzień bez jogi.
Kilka dni bez sportu.
Bez spaceru z psem.
Bez wyjścia „tylko na chwilę” do sklepu.
Bez tych drobnych rytuałów, które wydawały się zupełnie oczywiste.
A potem nagle…
coś się spina.
coś boli.
coś nie śpi.
coś choruje.
I pytamy: dlaczego, skoro nic się nie stało?
Bo to, co nazywamy codzienną rutyną, nie było rutyną.
To był system regulacji ciała i układu nerwowego.
Oddech – ten prosty, świadomy, znany z jogi klasycznej – był pilotem do spokoju.
Kilka minut dziennie wystarczało, żeby ciało wiedziało, że jest bezpiecznie.
Joga nie była tylko rozciąganiem.
Była rozmową z powięzią, stawami i napięciem.
Uczyła, jak być stabilnym bez sztywności.
Sport – nieważne jaki: bieganie, siłownia, rower, pływanie, taniec –
był ujściem dla stresu, emocji, nadmiaru bodźców.
Spacery z psem nie były obowiązkiem.
Były rytmem dnia.
Spacery rodzinne – synchronizacją.
Nawet wyjście do sklepu było sygnałem: jestem w świecie.
Kiedy to wszystko znika, a stres zostaje,
ciało zaczyna kompensować.
Spina się. Skraca oddech. Obniża odporność.
Nie dlatego, że jest słabe.
Tylko dlatego, że pamięta, jak było dobrze.
Paradoks jest prosty:
im bardziej dbaliśmy o siebie,
tym szybciej czujemy brak.
To nie regres.
To wrażliwość.
To świadomość ciała.
W pracy manualnej widzę to codziennie.
Ciała, które „nagle” zaczęły boleć,
często po prostu straciły rytm.
Czasem nie trzeba wracać do wszystkiego.
Wystarczy:
– kilka spokojnych oddechów
– krótki spacer
– prosty ruch
– świadomy dotyk
Ciało nie potrzebuje perfekcji.
Potrzebuje ciągłości.
Bo spokój nie jest luksusem.
Jest stanem, do którego ciało pamięta drogę.
—
ManuMassage Therapy
Tam, gdzie ciało zwalnia, a spokój wraca naturalnie.
Eindhoven