22/12/2025
Na sesję przychodzi wcześniej,
kiedy siada w fotelu, przez chwilę milczy.
Wzrok ma skierowany w dół, dłonie splecione.
- Znowu to samo - mówi w końcu.
- Zbliżają się święta i robi się nerwowo. Pieniądze… one po prostu znikają.
Jak co roku.
- Co dokładnie dzieje się w Tobie, kiedy to mówisz ?
Wzdycha, jakby właśnie to pytanie dotknęło czegoś ważnego.
- Ścisk w brzuchu. Pośpiech.
Myśl, że trzeba wszystko ogarnąć teraz. Prezenty, jedzenie,
zobowiązania
… i nagle orientuję się, że wydałam więcej, niż planowałam,
a potem złość na siebie.
Zapada chwila ciszy.
- Zauważasz , że to się powtarza? — pytam spokojnie.
Klientka unosi wzrok.
- Tak. I to jest dziwne, bo w tym roku wcale nie jest źle finansowo,
a Ja reaguję, jakby miała się wydarzyć katastrofa.
- Jakby ciało i emocje wiedziały coś wcześniej niż głowa ?
Kobieta zamyka oczy.
- Tak… jakby święta same w sobie były sygnałem alarmowym.
- Z czym kojarzą się święta z pani domu rodzinnego?
Klientka milczy dłużej. Oddech staje się płytszy.
- Z napięciem.
Z liczeniem pieniędzy.
Z mamą, która była podenerwowana
i powtarzała, że „na wszystko nie starczy”.
Oczy klientki lekko się szklą.
- Czyli pieniądze były wtedy źródłem stresu - nazywam.
Kiwa głową przytakując.
- I ja teraz… jakby nieświadomie to powtarzam.
Nawet jeśli sytuacja jest inna.
- To nie pieniądze znikają - mówię- to uruchamia się stary schemat.
Klientka prostuje się w fotelu.
- Pierwszy raz czuję, że to nie jest moja „nieudolność”,
to coś, co noszę w sobie od dawna,
Chwila ciszy staje się lżejsza.
- Co by się stało, gdybyś w tym roku spróbowała się zatrzymać się w tym momencie napięcia i sprawdzić: „czy to jest teraz, czy wtedy”? pytam
Klientka oddycha głębiej.
- a może… pieniądze nie muszą uciekać... może Ja mogę zostać.
Na jej twarzy pojawia się delikatny spokój.
Kończymy w ciszy, która nie jest już ciężka - raczej pełna możliwości.
A jakie Ty to masz ?