Joanna Michałowska - psychoterapeutka CBT i ACT

Joanna Michałowska - psychoterapeutka CBT i ACT Jestem certyfikowaną psychoterapeutką CBT, bliski mi jest nurt trzeciej fali terapii behawioralnej (ACT, CFT, DBT), teoria więzi, NVC.

Prowadzę psychoterapię indywidualną osób dorosłych i konsultacje dla rodziców.

Jestem na tej liście i mogę oficjalnie powiedzieć, że przetrwałam superwizję superwizji (a to już brzmi jak poziom gry d...
25/02/2026

Jestem na tej liście i mogę oficjalnie powiedzieć, że przetrwałam superwizję superwizji (a to już brzmi jak poziom gry dla zaawansowanych). Było intensywnie, momentami pokornie, czasem z myślą „czy na pewno wiem, co robię?” i właśnie dlatego tak rozwojowo. Bardzo się cieszę, że mogę dalej uczyć się i towarzyszyć innym w uczeniu się, już z nowym „odblokowanym levelem”.

Ze względu na moją pracę algorytmy karmią mnie treściami okołopsychologicznymi. I znów trafiam na spektakularną, ekspres...
25/02/2026

Ze względu na moją pracę algorytmy karmią mnie treściami okołopsychologicznymi. I znów trafiam na spektakularną, ekspresową metodę pracy, która w niemal magiczny sposób ma odmienić życie. Usunąć cierpienie. Zniwelować lęk. Zrewolucjonizować codzienność. Zapewnić pomyślność w relacjach. Uczynić seks kosmicznym doświadczeniem.

Szybki ten świat, szybkie obietnice. I coś we mnie rozumie to pragnienie. Bo kto z nas nie chciałby ulgi tu i teraz? Kto nie marzy o jednym kluczu, który otworzy wszystkie drzwi? O metodzie, która raz na zawsze wyciszy wewnętrzny hałas i pozwoli oddychać pełną piersią?

Rozumiem, że te oferty są odpowiedzią na bardzo ludzką tęsknotę. Za spokojem, za bliskością, zza poczuciem, że wreszcie „jest dobrze”.

A jednocześnie złoszczę się i smucę. Bo wiem, że zmiana rzadko bywa spektakularna. Częściej jest cicha, powolna, prosta (lecz niełatwa). To suma małych kroków, codziennych aktów odwagi, wybierania inaczej, nawet kiedy w głowie wciąż grają stare melodie. To praktykowanie nowych zachowań w obecności lęku, a nie po jego zniknięciu. To powracanie do wartości wtedy, gdy łatwiej byłoby się wycofać.

Nie ma w tym fajerwerków. Jest pot, wątpliwości, czasem rozczarowanie. Ale jest też coś prawdziwego. Coś, co nie obiecuje magii, tylko zaprasza do pracy, do cierpliwości i współczucia wobec siebie. Do uznania, że jesteśmy procesem, a nie projektem do szybkiej naprawy.

Może to mniej chwytliwe, może nie sprzedaje się tak dobrze, ale to właśnie w tych małych, powtarzalnych ruchach rodzi się realna zmiana.

Zabawa to poważna i niepoważna sprawa. To potrzeba, która nie kończy się wraz z dzieciństwem.W dorosłości często słyszym...
23/02/2026

Zabawa to poważna i niepoważna sprawa. To potrzeba, która nie kończy się wraz z dzieciństwem.

W dorosłości często słyszymy w głowie znajomy głos: „to niepoważne”, „to strata czasu”, „zajmij się czymś konkretnym”. Umysł lubi produktywność, cele, efekty, mierzalne rezultaty. Zabawa wydaje się podejrzana, bo nie prowadzi „do czegoś”. Jest po prostu byciem w działaniu. A właśnie ta samocelowość jest jej siłą.

Dla mnie zabawa jest doświadczeniem niezwykle witalnym. Czuję wtedy więcej życia w ciele. Więcej swobody w ruchu, w głosie, w myślach. Kiedy robię coś tylko dlatego, że to sprawia przyjemność, że mnie ciekawi, że mnie wciąga, uruchamia się inna jakość obecności. Bez oceniania. Bez sprawdzania, czy to wystarczająco dobre. Bez porównywania.

Dorośli bawią się inaczej niż dzieci. To może być taniec w kuchni, śpiewanie bez publiczności, rysowanie bez planu, żarty przy stole, improwizacja na warsztatach, gra planszowa, wygłupy z bliskimi, uczenie się czegoś nowego tylko dlatego, że to fascynuje. Formy są różne. Rdzeń jest ten sam: działanie, którego jedynym celem jest samo działanie.

Zabawa przywraca kontakt z ciałem i spontanicznością. Rozluźnia sztywne role. Daje przestrzeń na eksperymentowanie bez lęku przed porażką. W relacjach buduje bliskość, bo w zabawie łatwiej odsłonić autentyczność niż w poważnej rozmowie o „ważnych sprawach”.

Paradoksalnie to, co umysł nazywa niedojrzałością, bywa przejawem dojrzałej zgody na bycie człowiekiem. Na to, że nie wszystko musi być użyteczne, nie wszystko musi przynosić efekt, nie wszystko musi się opłacać. Czasem wystarczy, że jest żywe.

Może więc pytanie nie brzmi, czy mamy czas na zabawę. Może brzmi: czy mamy odwagę pozwolić sobie na działanie, które nie musi prowadzić donikąd poza doświadczeniem bycia bardziej sobą.

Czwartkowy live był technicznym wyzwaniem. Opóźnienie, kiepska jakość wideo, widać było tylko kawałki twarzy. A razem z ...
21/02/2026

Czwartkowy live był technicznym wyzwaniem. Opóźnienie, kiepska jakość wideo, widać było tylko kawałki twarzy. A razem z tym wszystkim pojawiały się myśli. Że to nieprofesjonalne. Że tak nie powinno być. Że trzeba było przewidzieć więcej.

Umysł robi to, co potrafi najlepiej. Porównuje, ocenia, buduje standardy. Tworzy opowieści o tym, jak „powinno” wyglądać dobre wystąpienie. Problem zaczyna się wtedy, gdy te opowieści zaczynamy traktować jak twarde zasady, a nie jak zdania w głowie. Wtedy łatwo utknąć w czekaniu na idealne warunki. A idealne warunki rzadko przychodzą, bo zawsze jest coś do poprawienia.

Niedoskonałe działanie bywa bardziej rozwojowe niż doskonały plan. To w realnym kontekście, z realnym opóźnieniem i rozmytym obrazem, uruchamia się uczenie. Pojawia się informacja zwrotna. Pojawia się możliwość korekty. Pojawia się kontakt z własnym napięciem i z tym, jak mimo niego zostać w działaniu.

Nie chodzi o to, żeby odpuścić jakość. Dbanie o standard ma sens, jeśli wspiera to, co dla nas ważne. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy standard staje się klatką. Gdy zamiast pomagać działać, zaczyna działanie blokować.

Uczenie się wymaga wielokrotnego wychodzenia do ludzi z czymś, co jeszcze nie jest dopracowane. Wymaga słyszenia różnych reakcji. Wymaga gotowości na to, że coś pójdzie nie tak. Bo tylko wtedy możemy poszerzać swój repertuar, a nie jedynie pielęgnować wyobrażenie o tym, jacy powinniśmy być.

Może więc to opóźnienie i te „kawałki twarzy” są częścią procesu. Alternatywą dla perfekcyjnego live’a, który nie wydarza się nigdy. Jeśli chcę się uczyć, muszę próbować. A próbując, brać na klatę, że czasem obraz się zatnie. I zostać w tym, co dla mnie ważne, mimo wszystko. Dzięki Wam, że towarzyszyliście nam w tym doświadczeniu.

Zapraszam na czwartek o 18:30, na live o robieniu fajnego żyćka w oparciu o terapię akceptacji i zaangażowania Razem z M...
18/02/2026

Zapraszam na czwartek o 18:30, na live o robieniu fajnego żyćka w oparciu o terapię akceptacji i zaangażowania

Razem z Miłe Obrazki - Maria Kaczorowska porozmawiamy o tym, dlaczego tak często próbujemy najpierw „naprawić siebie”, a dopiero potem żyć. I co się dzieje, gdy przestajemy czekać, aż ból minie.

Przyjrzymy się temu, jak ewolucyjnie jesteśmy zaprogramowani na unikanie zagrożeń i jak to, co kiedyś chroniło, dziś potrafi nas zatrzymywać. Zastanowimy się, dlaczego samo rozumienie siebie nie zawsze prowadzi do zmiany oraz co się zmienia, gdy zamiast pytać „dlaczego taki jestem?”, zaczynamy pytać „po co chcę zrobić ten krok?”.

Jeśli masz w sobie ciekawość, jak żyć pełniej i bardziej w zgodzie ze sobą, nawet wtedy, gdy nie wszystko jest łatwe, będzie nam bardzo miło spotkać się z Tobą na tym live. Spotkanie odbędzie się poprzez platformę Facebook.

Wstyd jest jedną z najbardziej samotnych emocji. Paradoksalnie dlatego, że dotyczy relacji. Rodzi się między ludźmi. W s...
15/02/2026

Wstyd jest jedną z najbardziej samotnych emocji. Paradoksalnie dlatego, że dotyczy relacji. Rodzi się między ludźmi. W spojrzeniu, które milknie. W tonie głosu, który się zmienia. W mikrosygnałach, że coś z nami „nie tak”.

Kiedy czuję wstyd, moje ciało chce zniknąć. Skulić się, odwrócić wzrok, wycofać. To nie jest tylko dyskomfort. To lęk przed wykluczeniem. Przed utratą miejsca w stadzie. A przecież przez większość historii przetrwanie zależało od tego, czy ktoś nas przyjmie, czy zostawi. Wstyd jest więc bardzo stary. I bardzo mądry. Próbuje mnie ochronić. Problem w tym, że chroniąc, izoluje.

Nie wierzę w pracę ze wstydem w samotności. Możemy go rozumieć, nazywać, analizować. Ale on mięknie dopiero wtedy, gdy ktoś zostaje. Gdy mówię coś trudnego i widzę, że druga osoba nie odwraca wzroku. Gdy odsłaniam kawałek siebie i nie dzieje się katastrofa. W takich momentach układ nerwowy uczy się nowej odpowiedzi: mogę być widziana i nadal należeć.

W relacji wstyd się rodzi i w relacji może zostać zaopiekowany. Potrzebuje czyjejś regulacji, czyjegoś ciepła, czyjejś autentycznej obecności. Czasem wystarczy drobny gest, miękkość w głosie, szczere „jestem”. To doświadczenia, które powoli aktualizują nasze wewnętrzne mapy. Pokazują, że bliskość nie zawsze oznacza zagrożenie.

Myślę o wstydzie z czułością. Nie jak o wrogu, którego trzeba pokonać, ale jak o strażniku, który przesadza w swojej czujności. I który najbardziej potrzebuje tego, czego najbardziej się boi: bliskiej i autentycznej relacji.

Umysł ma niezwykłą zdolność porządkowania świata. Robi to jednak nie tylko poprzez bezpośrednie doświadczenie, lecz prze...
13/02/2026

Umysł ma niezwykłą zdolność porządkowania świata. Robi to jednak nie tylko poprzez bezpośrednie doświadczenie, lecz przede wszystkim dzięki językowi. Teoria ram relacyjnych (znów behawioryzm!) zakłada, że naszą podstawową zdolnością psychologiczną jest tworzenie relacji między zdarzeniami. Nie musimy dotknąć ognia, by wiedzieć, że parzy. Wystarczy, że ktoś nam to powie, a umysł natychmiast włącza tę informację do sieci znaczeń.

Od najmłodszych lat uczymy się relacji takich jak „większy i mniejszy”, „lepszy i gorszy”, „taki sam”, czy „przyczyna i skutek”. Z czasem zaczynamy stosować je automatycznie, często poza świadomością. Gdy słyszymy, że ktoś jest „lepszy”, umysł błyskawicznie dopowiada historię. Skoro lepszy, to ja pewnie gorsza. Jeśli coś zostaje nazwane zagrożeniem, ciało może zareagować napięciem nawet wtedy, gdy realnego niebezpieczeństwa nie ma.

Język daje ogromną przewagę. Pozwala planować, przewidywać i uczyć się bez ponoszenia kosztów każdego błędu. Ma jednak również swoją cenę, ponieważ słowa nie tylko opisują rzeczywistość, ale aktywnie ją współtworzą w naszym doświadczeniu. Potrafią łączyć fakty z emocjami w sposób, który bywa ograniczający. Jedno zdanie, „nie poradzę sobie”, może uruchomić kaskadę reakcji, jakby było obiektywną prawdą, a nie jedną z wielu możliwych interpretacji.

Z perspektywy teorii ram relacyjnych cierpienie często wiąże się nie tyle z samymi wydarzeniami, ile ze znaczeniami, które nadaje im umysł. Kategoryzowanie, porównywanie i ocenianie jest jego naturalną aktywnością. Warto jednak pamiętać, że relacje językowe są sposobem organizowania doświadczenia, a nie jego wiernym odbiciem. Ponieważ są wyuczone, pozostają także podatne na zmianę.

Ramy relacyjne mogą aktualizować się wraz z nowymi doświadczeniami. Kiedy przeżywamy sytuacje, które nie mieszczą się w dotychczasowych schematach, umysł stopniowo tworzy bardziej elastyczne powiązania. Nowe działania, odmienne konteksty i spotkania z ludźmi potrafią osłabiać stare, sztywne znaczenia i poszerzać repertuar możliwych reakcji. Nie zawsze dzieje się to szybko ani w pełni świadomie, ale właśnie ta zdolność do reorganizowania znaczeń sprawia, że nasze sposoby rozumienia siebie i świata mogą pozostawać żywe, a nie zamknięte w raz na zawsze ustalonych interpretacjach.

Celebrowanie różnych wersji układu nerwowego jest czymś głęboko cennym. Kiedy zaczynamy mówić o neuroróżnorodności z cie...
09/02/2026

Celebrowanie różnych wersji układu nerwowego jest czymś głęboko cennym. Kiedy zaczynamy mówić o neuroróżnorodności z ciekawością i szacunkiem, zdejmujemy z wielu osób dodatkowy ciężar, czyli poczucie „bycia nie takim jak trzeba”. Normalizacja tych doświadczeń przynosi ulgę, pozwala odetchnąć i przestaje zmuszać do nieustannego dopasowywania się do jednego, wąskiego wzorca funkcjonowania. Taka perspektywa ma też potencjał niesienia swoistej instrukcji obsługi; pomaga lepiej rozumieć własne reakcje, potrzeby, tempo, wrażliwość czy sposoby regeneracji.

Jednocześnie warto pamiętać, że każda wersja neuroróżnorodności, poza opowieściami o „supermocach”, niesie ze sobą także trud, wyzwania i realne cierpienie. Nadwrażliwość może oznaczać głębokie przeżywanie, ale też szybkie przeciążenie. Nieszablonowe myślenie bywa źródłem kreatywności, a jednocześnie poczucia niezrozumienia. Energia może prowadzić do działania, lecz także do wyczerpania. Ta historia nigdy nie jest jednowymiarowa.

Kiedy mówimy wyłącznie o zasobach i mocach, łatwo zapomnieć o tej drugiej, równie ważnej części. Wtedy, często nieświadomie, odbieramy sobie lub innym prawo do opłakiwania tego, co trudne, do wkurzania się na ograniczenia oraz do zmęczenia ciągłym wysiłkiem. Odbieramy też zgodę na bardzo ludzką, czasem wstydliwą myśl: „chciałabym, żeby było mi łatwiej”.

Najbardziej wspierające podejście do neuroróżnorodności potrafi pomieścić oba te światy naraz. Pozwala widzieć potencjał bez idealizowania oraz uznawać cierpienie bez sprowadzania człowieka wyłącznie do trudności. Prawdziwa ulga pojawia się tam, gdzie nie trzeba wybierać jednej narracji, gdzie można jednocześnie doceniać swoją wyjątkowość i mieć pełne prawo do tego, by niekiedy było po prostu ciężko.

Adres

Łódź

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Joanna Michałowska - psychoterapeutka CBT i ACT umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Joanna Michałowska - psychoterapeutka CBT i ACT:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria