Klaudia Woźniak psychoterapia

Klaudia Woźniak psychoterapia Psychoterapia poznawczo-behawioralna (CBT). www.gabinetzagiel.pl

Często używamy słów "zamartwianie się" i "ruminacja" zamiennie, ale to dwa zupełnie różne mechanizmy, które żyją w różny...
06/05/2026

Często używamy słów "zamartwianie się" i "ruminacja" zamiennie, ale to dwa zupełnie różne mechanizmy, które żyją w różnych wymiarach czasowych i inaczej wpływają na nasze samopoczucie.

Zamartwianie się patrzy w przyszłość. Ruminacja wraca do przeszłości. I choć obie potrafią być równie wyczerpujące, zrozumienie tej różnicy jest pierwszym krokiem do tego, żeby zacząć z nimi pracować, bo każdy z tych mechanizmów wymaga nieco innego podejścia.

W karuzeli poniżej znajdziesz dokładne wyjaśnienie obu pojęć z przykładami myśli, które mogą brzmieć znajomo.

Rozpoznajesz u siebie jeden z tych wzorców albo oba naraz?

🤲
Klaudia

Martwisz się. Ale czy wiesz, że zamartwianie się często ukrywa się pod zupełnie inną twarzą?Nie wygląda jak lęk czy prob...
04/05/2026

Martwisz się. Ale czy wiesz, że zamartwianie się często ukrywa się pod zupełnie inną twarzą?

Nie wygląda jak lęk czy problem, wygląda jak odpowiedzialność. Jak ktoś, kto po prostu "poważnie podchodzi do życia", kto nie pozwala sobie na niedbałość. Stąd tak trudno to zauważyć. Bo skoro "martwię się, bo mi zależy" to przecież dobrze, prawda? Ale jest pewna granica, za którą troska przestaje nią być, a zaczyna wchodzić w meandry zamartwiania się. I ta granica jest trudniejsza do uchwycenia, niż mogłoby się wydawać, bo zamartwianie się jest mistrzem kamuflażu. Potrafi przybrać twarz perfekcjonizmu czy sumienności, twarz osoby, która "po prostu chce dobrze".

〰Odkładasz decyzję, bo "chcesz to przemyśleć dokładnie" a tak naprawdę boisz się, że się mylisz.
〰Sprawdzasz coś po raz trzeci, bo "lepiej być pewnym" a tak naprawdę żadna ilość sprawdzania nie daje Ci spokoju.
〰Budzisz się w nocy z myślami o jutrzejszym spotkaniu, bo "chcesz być przygotowana" a tak naprawdę Twój mózg nie potrafi już odróżnić chwili, kiedy można odpuścić, od chwili, kiedy trzeba być czujną.

Jeśli czytając to masz gdzieś z tyłu głowy myśl "to trochę o mnie" to być może jest właśnie ten moment, żeby nie odpuścić jej zbyt szybko.

🤲
Klaudia

-behawioralna.

Kwiecień był dla mnie miesiącem  zbierania siebie w  mało widowiskowy sposób. Bywałam w lesie. Czasem świadomie, z inten...
01/05/2026

Kwiecień był dla mnie miesiącem zbierania siebie w mało widowiskowy sposób. Bywałam w lesie. Czasem świadomie, z intencją odpoczynku a czasem trochę mniej gubiąc się między ścieżkami, skręcając nie tam, gdzie planowałam.

Odpoczynek wielokrotnie jest traktowany jako przerwa między obowiązkami. Coś, co ma nas szybko zregenerować, żeby można było wrócić do zadańi spraw do dowiezienia.

Kwiecień przypomniał mi, że odpoczynek nie musi być narzędziem produktywności. Może być po prostu aktywnością, jak każda inna. Bez konieczności uzasadniania, po co.

I może dlatego dziś wracam tutaj inaczej. Z mniejszym pośpiechem.

A Ty gdzie ostatnio naprawdę odpoczywałaś?

Zamartwianie się na pierwszy rzut oka wygląda jak uważność, a nawet troska o drugiego człowieka. Wracasz myślami do rozm...
30/04/2026

Zamartwianie się na pierwszy rzut oka wygląda jak uważność, a nawet troska o drugiego człowieka. Wracasz myślami do rozmowy, przypominasz sobie ton głosu, swoje słowa. Zastanawiasz się, czy coś mogło zabrzmieć inaczej, niż chciałaś.

Tylko że kiedy przyjrzysz się temu bliżej, możesz zauważyć, że to „przerabianie” rzadko kończy się większym spokojem, a raczej zaczyna podważać zaufanie do Twojej spontaniczności.

Bo skoro po każdej rozmowie trzeba wracać do tego, co powiedziałaś, to łatwo uwierzyć, że naturalna reakcja nie jest wystarczająca. Że zanim coś powiesz, dobrze byłoby to najpierw sprawdzić czy przewidzieć możliwe skutki.

Możesz zauważyć, że coraz mniej jesteś w samym kontakcie, a coraz bardziej w obserwowaniu siebie podczas kontaktu - jak wyglądasz, jak mówisz. A kiedy tak dużo uwagi idzie w kontrolowanie siebie, mniej zostaje jej na prawdziwą obecność.

I to jest jeden z mniej oczywistych kosztów zamartwiania się w relacjach. Nie tylko zabiera spokój po rozmowie a potrafi odebrać bliskość już w jej trakcie.

Bo trudno być autentycznie z kimś, kiedy większą część spotkania spędzasz na zarządzaniu sobą.

I wtedy pojawia się zmęczenie, które trudno wyjaśnić, bo przecież nic szczególnego się nie wydarzyło. Dzień był „normaln...
28/04/2026

I wtedy pojawia się zmęczenie, które trudno wyjaśnić, bo przecież nic szczególnego się nie wydarzyło. Dzień był „normalny”. Wszystko było pod kontrolą.

Zamartwianie się, że przez długi czas wydaje się tylko wyłącznie sprawą głowy. Jakby wszystko działo się tylko w myślach, które mają Cię przed czymś ochronić.

Napięcie rzadko pojawia się od razu jako wielki alarm. Częściej wchodzi po cichu. W zaciśniętej szczęce, której już nawet nie zauważasz. W barkach uniesionych trochę za wysoko. W oddechu, który stał się płytszy. W brzuchu, który coraz częściej reaguje ściskiem, mimo że „nic się przecież nie dzieje”.

Możesz zauważyć, że ciało nie odróżnia dobrze tego, czy zagrożenie jest realne, czy właśnie odtwarzane po raz kolejny w Twojej głowie. Jeśli regularnie wracasz do tego, co mogło pójść źle, co może się wydarzyć, co trzeba jeszcze przewidzieć, organizm bardzo często odpowiada tak, jakby miał przygotować się do działania.

Jednak trudno się regenerować, kiedy układ nerwowy od rana do wieczora dostaje wiadomość, że trzeba jeszcze chwilę poczuwać.

Jest coś w zamartwianiu się, co sprawia, że trudno je zakwestionować. Daje poczucie, że coś robisz. Że jesteś zaangażowa...
23/04/2026

Jest coś w zamartwianiu się, co sprawia, że trudno je zakwestionować. Daje poczucie, że coś robisz. Że jesteś zaangażowana. Analizujesz rozmowy, przewijasz sceny, sprawdzasz reakcje, układasz inne wersje tego samego zdarzenia. I to może sprawiać wrażenie, że jesteś w procesie. Tylko że kiedy przyjrzysz się temu bliżej, możesz zauważyć coś nadwyraz prostego, że to „działanie” rzadko prowadzi do jakiejkolwiek zmiany, nie pojawia się nowe rozwiązanie, nie zapada decyzja, która faktycznie do czegoś prowadzi.

Bo jeśli coś zajmuje Twoją uwagę długo to regularnie, zaczyna wyglądać jak coś ważnego. A jeśli wygląda jak coś ważnego, łatwo uwierzyć, że musi być potrzebne. Możesz zauważyć, że w ten sposób zamartwianie zaczyna dawać wrażenie kontroli.

czy to, co w Twojej głowie wygląda jak działanie, faktycznie prowadzi do czegokolwiek poza zmęczeniem?

Jest coś bardzo kuszącego w obietnicy analizowania, że dzięki niej zaczniesz ufać własnym decyzjom bardziej. Jakby wysta...
21/04/2026

Jest coś bardzo kuszącego w obietnicy analizowania, że dzięki niej zaczniesz ufać własnym decyzjom bardziej. Jakby wystarczyło poświęcić temu jeszcze trochę czasu, jeszcze raz wszystko przemyśleć, wrócić do każdej rozmowy, każdej reakcji, każdego „mogłam powiedzieć inaczej”, żeby w końcu pojawiło się to upragnione poczucie, że tym razem wybór naprawdę jest dobry. I może właśnie dlatego tak trudno to zatrzymać, bo na pierwszy rzut oka nie wygląda to jak brak zaufania do siebie, tylko jak próba jego zbudowania. Jakbyś naprawdę chciała podejmować lepsze decyzje, po których nie trzeba już wracać myślami po raz dziesiąty.Tylko że kiedy przyjrzysz się temu bliżej, możesz zauważyć, że ta pewność, na którą czekasz, bardzo rzadko pojawia się jako efekt samego analizowania. Raczej się odsuwa. Bo zawsze można jeszcze coś sprawdzić, jeszcze jedną rzecz uwzględnić zanim uznasz, że to już wystarczająco dobre.

Możesz zauważyć, że im częściej próbujesz dojść do pewności przez myślenie, tym trudniej jest Ci uznać własne pierwsze wybory za wystarczające. Rośnie potrzeba, żeby mieć pewność zanim zrobisz cokolwiek.

Czy to analizowanie naprawdę buduje Twoje zaufanie do decyzji, czy tylko sprawia, że coraz mniej wierzysz w siebie, zanim jeszcze w ogóle zdążysz cokolwiek wybrać?

Jest coś bardzo uspokajającego w tej myśli, że jeśli tylko przeanalizuję coś wystarczająco dokładnie, to następnym razem...
20/04/2026

Jest coś bardzo uspokajającego w tej myśli, że jeśli tylko przeanalizuję coś wystarczająco dokładnie, to następnym razem zrobię to lepiej. Powiem coś inaczej, zareaguję spokojniej. I może właśnie dlatego tak trudno to zatrzymać, bo na pierwszy rzut oka to wygląda jak odpowiedzialność. Jakbyś naprawdę próbowała wyciągnąć wnioski, być uważniejsza, bardziej świadoma tego, jak wpływasz na innych ludzi. Tylko że kiedy przyjrzysz się temu bliżej, możesz zauważyć, że to „wyciąganie wniosków” rzadko kończy się w jednym miejscu. Raczej rozlewa się na kolejne scenariusze, kolejne „a co jeśli”. I przewrotnie zamiast poczucia, że coś zostało domknięte, pojawia się coraz więcej rzeczy, które też warto byłoby przemyśleć, żeby następnym razem było jeszcze bardziej właściwsze. Aż w pewnym momencie to „następnym razem” przestaje być konkretną sytuacją, a zaczyna być ogólną zasadą funkcjonowania "że lepiej mieć wszystko wcześniej przemyślane, przewidziane". Możesz zauważyć, że to, co miało dawać Ci większe poczucie kontroli, zaczyna działać w drugą stronę. Im więcej analizujesz, tym mniej ufasz temu, co robisz w danym momencie.
I to jest ta złudna magia zamartwiania się, która daje Ci poczucie, że jesteś krok bliżej spokoju, podczas gdy tak naprawdę oddala go trochę dalej, każąc Ci wracać do tych samych sytuacji jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz.

Czy to analizowanie faktycznie przybliża Cię do rozwiązania problemu?

Akceptacja podatności na zranienie wcale nie osłabia, tylko w bardzo cichy sposób zaczyna poszerzać przestrzeń na podejm...
10/04/2026

Akceptacja podatności na zranienie wcale nie osłabia, tylko w bardzo cichy sposób zaczyna poszerzać przestrzeń na podejmowanie ryzyka. kiedy przestajemy tak bardzo koncentrować się na tym, żeby się zabezpieczyć, przewidzieć każdy możliwy scenariusz i nie dopuścić do sytuacji, w której coś mogłoby mnie dotknąć, pojawia się trochę więcej miejsca na działanie, które nie jest już tak mocno ograniczone strachem.

I to nie jest tak, że nagle przestajemy się bać albo że ryzyko znika, bo ono nadal jest, nadal coś może się nie udać, ktoś może mnie nie zrozumieć, coś może zaboleć bardziej, niż byśmy chcieli, tylko różnica polega na tym, że nie próbujemy już za wszelką cenę tego uniknąć.

Akceptacja tej podatności sprawia, że nie trzeba być idealnie przygotowaną, mieć wszystkiego pod kontrolą, czekania na moment, w którym będziemy „gotowi”. Gotowość polega na zgodzie na to, że zranienie będzie mi towarzyszyć.

I w tym sensie ryzyko przestaje być czymś, co trzeba odsunąć, a zaczyna być czymś, na co można się powoli zgadzać. Bez niego trudno byłoby naprawdę coś zmienić.

Coraz wyraźniej widzę, że pytanie nie polega już tylko na tym, czego nie chce się czuć, ale raczej na tym, na ile jesteś...
07/04/2026

Coraz wyraźniej widzę, że pytanie nie polega już tylko na tym, czego nie chce się czuć, ale raczej na tym, na ile jesteśmy gotow_ wybierać takie działania i takie życie, z którym wiążą się określone emocje, nawet jeśli nie są one łatwe ani przyjemne, bo porzucenie utrwalonych przez lata strategii przetrwania kontroli, napięcia, dążenia do bycia w porządku i ukrywania tego, co niewygodne wcale nie daje od razu ulgi, a wręcz przeciwnie, na początku potrafi wywołać wrażenie, że coś zaczyna się chwiać.

W środku bardzo często toczy się wtedy cichy, ale wyraźny konflikt między tym, co znane i przewidywalne, a tym, co dopiero zaczyna się kształtować, i choć jedna część nadal domaga się większej kontroli, lepszego funkcjonowania i szybkiego przykrywania niedociągnięć, to druga, dużo spokojniejsza, przez długi czas buduje poczucie siły oparte na stopniowym zaufaniu do siebie.

I kiedy zaczynamy choć trochę podążać za tym drugim kierunkiem, kiedy pozwalamy sobie na więcej kontaktu, więcej prawdy i więcej zauważania tego, co naprawdę się we mnie dzieje, pojawia się coś, co łatwo pomylić z błędem albo cofnięciem, bo emocje, które wcześniej były spłaszczane albo omijane, zaczynają być bardziej intensywne jakby domagały się zauważenia, i w tym wszystkim może pojawić się wrażenie, że życie zamiast się porządkować, zaczyna się rozpadać.

A jednak to tylko moment, w którym przestaje działać stary sposób utrzymywania wszystkiego w ryzach, i nie ma już możliwości całkowitego wyeliminowania ryzyka ani niepewności co do tego, co będzie dalej, bo wybór zmiany zawsze wiąże się z tym, że coś przestaje być znane i przewidywalne.

I może właśnie na tym polega ten wybór... na zgodzie na to, że będą się pojawiać jako naturalna konsekwencja życia bliżej siebie, nawet jeśli oznacza to większą wrażliwość, więcej niewiadomych i mniej kontroli, bo to, co na początku wydaje się trudne i niepewne, z czasem zaczyna układać się w coś, co daje głębsze poczucie spokoju i autentyczności, którego wcześniej nie dało się osiągnąć poprzez ciągłe napięcie i dopasowywanie się. 🌿

Kiedy zaczynamy żyć według nowych zasad, to, czym kierowałyśmy się wcześniej lęk, poczucie winy, wstyd, unikanie zaczyna...
03/04/2026

Kiedy zaczynamy żyć według nowych zasad, to, czym kierowałyśmy się wcześniej lęk, poczucie winy, wstyd, unikanie zaczynają być bardziej widoczne. Odrzucenie zasad, których przez lata byłyśmy zakładniczkami, i wybór nieznanej drogi może być doświadczeniem bardzo intensywnym. I choć na wielu poziomach jest to krok w stronę czegoś ważnego i dobrego, może być jednocześnie odczuwany jako coś nieprzyjemnego, a czasem wręcz „niewłaściwego”. Pozory panowania nad sytuacją, dążenie do zadowalania innych, nieustanne trzymanie nogi na gazie to wszystko przez długi czas pełniło funkcję ochrony. I w pewnym sensie… było jak zbroja. Odsłonięcie się na zranienie może przypominać rzucenie broni pośrodku bitwy. A jednak właśnie wtedy, kiedy zaczynamy pokazywać nie tylko swoje zasoby i zalety, ale także trudności i słabsze strony pojawia się przestrzeń na coś więcej niż tylko kontrolę. W procesie ujawniania prawdy kiedy przestajemy zgadzać się na spłaszczanie siebie albo ukrywanie emocji pojawia się też dyskomfort.

I może właśnie na tym polega to doświadczanie uczuć, które rodzą się z wyboru, że nie wybieramy samych emocji, tylko wybieramy sposób życia, a emocje przychodzą razem z nim.

Nie zawsze łatwe, nie zawsze przyjemne🌿

Adres

Łódź

Telefon

+48506801910

Strona Internetowa

http://www.znanylekarz.pl/klaudia-wozniak/psychoterapeuta/lodz

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Klaudia Woźniak psychoterapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij