10/10/2025
Kiedy mogę powiedzieć, że jestem zdrowy, zdrowa, że wszystko ze mną w porządku? Kiedy dopuszczam do głosu wszystkie swoje części, czyli PRZYJMUJĘ SIEBIE w całości. 💛
Banalne? Ale to nie jest zwyczajne mówienie sobie, że jestem wystarczająca czy ok czy może nawet wspaniała taka, jaka jestem. To jest taka łagodnie ćwiczona umiejętność wytrzymywania swoich wewnętrznych sprzeczności. Zgoda na niezgodę. Akceptowanie istnienia dwóch lub więcej racji, pragnień, myśli, dążeń, wierzeń czy potrzeb, których nie da się ze sobą pogodzić (na pierwszy rzut oka), a wygrana jednej strony pociąga za sobą uciszenie, zniszczenie, zepchnięcie na bok pozostałych stron czy głosów, a w konsekwencji cierpienie... Wygrana równa się strata. Bo człowiek jakoś tak ma, że musi zdecydować, uładzić, pogodzić, wybrać. (Wcale tak nie musi być, bo np. w fizyce kwantowej paradoksy są na porządku dziennym np. taki kot Schrödingera, który jest jednocześnie i żywy i martwy.) 🐈⬛
Przykład: kiedy odczuwam smutek z powodu samotności, mogę czuć się nieszczęśliwa, doświadczać ukłucia w sercu i tracić nadzieję na przyjaźń czy związek. Wtedy może pojawić się taki głos, który mówi: lepiej już nic nie chcij, przestań czuć, lepiej się czymś zajmij, takie pragnienia przynoszą tylko rozczarowanie. I przez chwilę ten drugi głos może „wygrywa” („Nie potrzebuję nikogo”), a potem znów odzywa się pierwszy: „jest mi źle i bardzo chcę kogoś”. A potem mogę od siebie usłyszeć: „w sumie jest mi całkiem dobrze w życiu, mam to i tamto, i naprawdę bywam radosna i szczęśliwa.”
Czy rozpoznajecie w sobie takie głosy? Czy któryś wygrywa? Czy któryś jest prawdziwszy?
Otóż, wszystkie są prawdziwe, bo WSZYSTKIE SĄ TOBĄ: jednocześnie chcę mieć kogoś bliskiego, źle mi, że nie mam, boli mnie to, boję się tego bólu, widzę dużo dobrego w moim życiu, radzę sobie same, czasem chcę bardziej, czasem coś innego jest na pierwszym planie. I to już nie jest paradoks, ani sprzeczność nie do pogodzenia, prawda?
Ćwiczenie akceptacji siebie to łagodne nawet kilkusekundowe albo krótsze zatrzymanie się i przyjęcie wszystkich tych głosów. Takie niemal jednoczesne wysłuchanie wszystkich stron. Bez wybierania, ważenia, których lepszy, bez decydowania, uzgadniania, sporu, rozejmu czy kapitulacji. Chociaż przez sekundę.
Kiedy ja pozwalam sobie na takie kilkusekundowe zatrzymanie, zauważam, że najczęściej bezwiednie robię głębokich wdech i wydech ulgi, a moje ciało się przyjemnie rozluźnia. Godząc się na tę – pozorną – wewnętrzną niezgodę rozluźniam się, jak niemowlę w ramionach kochającej spokojnej mamy.
Rozluźniona nie boję się już tak bardzo dopuścić do siebie głosów, które wiążą się z bólem. Ból, który wcześniej był nie do zniesienia, teraz może wypłynąć i mogę się nim w końcu zająć. Głos, który mnie przed nim chronił staje się mniej natarczywy i powoli zamienia się w głos łagodnej troski.
Z okazji Światowego Dnia Zdrowia psychicznego życzę sobie i wszystkim czytającym zgody na niezgodę, pomieszczania wewnętrznych różnic i oczywiście zaspokojenia swoich potrzeb (no bo w końcu o to chodzi, nie?) Niech Twój wewnętrzny kot Schrödingera sobie w końcu odpocznie!;-) 💛💛💛
(Dziś chyba już nie muszę dodawać, co NIE JEST oznaką zdrowia psychicznego: nie jest nią brak cierpienia, nieodczuwanie smutku, bycie ciągle zadowolonym, niepopełnianie błędów, brak wątpliwości, nieodczuwanie strachu, brak konfliktów z ludźmi i sobą itd... pomimo tego, że fajne by to było.....)