30/10/2025
🔥🔥🔥
Justyna Dąbrowska: Chciałabym dzisiaj porozmawiać o czymś, o czym rzadko terapeuci rozmawiają - o lęku przed śmiercią, przed przemijaniem. Śmierć to jedna z tych trwóg z którymi nie chcemy się konfrontować. To jest zresztą jak najbardziej zrozumiałe, trudno wciąż myśleć, że nasze życie się z pewnością kiedyś skończy. Irvin Yalom przestrzega, byśmy przed tym jednak nie uciekali. Co Ty myślisz w tej sprawie?
profesor Bogdan de Barbaro: Trudno się nie zgodzić z Yalomem. Podstawowe pytania o sens istnienia i podstawowe pytania metafizyczne dotykają zagadnienia śmierci. Dotykają więc każdego z nas, niezależnie od tego, jakie przyjmujemy rozstrzygnięcia ontologiczne. A w gabinecie psychoterapeuty ten wątek pojawia się nie tylko w kontekście kryzysu wieku średniego czy u pacjenta konfrontującego się z terminalną chorobą. Często spotykam się z pacjentami w tak zwanym słusznym wieku, którzy opisują swój lęk przed śmiercią, przed umieraniem.
Zauważ, że zarówno określenie „słuszny wiek”, jak i wszystkie nazwy odwołujące się do śmierci są swego rodzaju ucieczką od istoty sprawy. Mówimy, że ktoś „odszedł”, albo nas „zostawił”, albo „opuścił”. Mój bliski krewny, który jest świadom, że zapadł na chorobę nieuleczalną mówi, że jeszcze dokładnie nie wiadomo, kiedy „zniknie”. Seniorzy (to określenie wydaje mi się eleganckie) poruszają wiele wątków, a najsilniej wybrzmiewa ból samotności. Ktoś czuje, że nadchodzi kres – może nie zaraz, ale niechybnie i czuje się z tym samotny, nawet jeśli ma bliskich wokół. Ta samotność nie wynika z tego, że ten ktoś nie jest kochany przez bliskich, czy sam nikogo nie kocha. Chodzi raczej o zanurzenie się w bezradności i ekstrapolowanie tej bezradności na to, co będzie dalej.
Czasem obserwuję sytuację, w której ktoś mówi, że chciałby umrzeć tu i tu, albo tak i tak, żeby dzieci nie miały z tym problemu. Albo „co to będzie z tym bałaganem, który zostawiam w mieszkaniu, ależ im narobię kłopotu.” To taki specyficzny rodzaj niepokoju, który dana osoba próbuje osłabić konkretnymi pomysłami i poczuciem własnej sprawczości.
JD: Może więc chodzi tu o zachowanie poczucia wpływu? Że to my decydujemy jak sprawy się potoczą? Bardzo to rozumiem.
BdB: Zdarza się, że osoby cierpiące, samotne, schorowane znajdują ucieczkę i ukojenie w religii do tego stopnia, że z powodu wiary w Boga nie odbierają sobie życia. I zauważ, że nie zawsze tu chodzi o lęk przed śmiercią. Najczęściej spotykam się z refleksją: „Nie boję się śmierci, boję się bolesnego umierania.”
JD: I co terapeuta może na takie zdanie odpowiedzieć?
BdB: Po pierwsze, ma się nie wymądrzać. I nie podejmować z własnej inicjatywy filozoficznej dysputy na temat eutanazji. To w takich sytuacjach jest chyba szczególnie ważne.
JD: Co to znaczy w praktyce?
BdB: Nie powinien dawać żadnych rad. Wiadomo, że terapeuta nie jest od dawania rad, ale w tej sytuacji jest to chyba szczególnie ważne. Nasza praca polega na tym, aby towarzyszyć tej osobie, starać się rozumieć, co przeżywa i co do nas mówi. Tu pojawia się istotny wątek duchowości, a czasem religijności. Jest to delikatny wątek, bo z jednej strony terapeuta nie ma prawa ingerować w zagadnienia światopoglądowe, ale z drugiej strony powinien być otwarty na ten obszar przeżyć pacjenta. Wśród terapeutów coraz częściej można się spotkać z gotowością rozmowy na te tematy, niegdyś w gabinecie terapeutycznym tabuizowane.
Tu warto odróżnić religijność jako społecznie zorganizowaną duchowość z jej dogmatami, symboliką, rytuałami, świętymi księgami i konkretną wiarą od samej duchowości, która jest metafizycznym poszukiwaniem odpowiedzi na główne pytania egzystencjalne. Sądzę, że w gabinecie psychoterapeuty jest miejsce na taką rozmowę, oczywiście pod warunkiem, że tego chce pacjent. Być może nie każdy terapeuta tak uważa, ale moim zdaniem refleksja nad duchowością też może podlegać wspólnemu oglądowi. Obojętnie czy ona jest ufundowana na przekonaniu (albo domyśle), że Bóg nie istnieje, czy przekonaniu (albo domyśle), że Bóg istnieje. Jeśli pacjent jest religijny, to może mieć sens skierowanie go do księdza, ale warto pamiętać, że duszpasterz jest związany z doktryną, a terapeuta ma większą gotowość i możliwość wnikania w niepokój egzystencjalny pacjenta.
Badania wskazują, że dla większości ludzi duchowość jest czymś istotnym w życiu, a tym bardziej w obliczu nadchodzącej śmierci.
fragment książki "Swoją Drogą..." wyd Agora, pod patronatem LP.
fot Mateusz Skwarczek