15/01/2026
✨Czy joga i Ajurwedą mogą mieć w ogóle coś wspólnego z feministyczną perspektywą?
Obie te filozofie powstały w kontekstach patriarchalnych i nie były projektami emancypacyjnymi w dzisiejszym sensie. Nie oznacza to jednak, że nie mogą być dziś czytane w dialogu z feminizmem jako refleksją nad władzą, ciałem i prawem do własnego doświadczenia.
Zarówno joga, jak i Ajurweda operują pojęciami wykraczającymi poza społeczne role płci. Kategorie takie jak śakti, prakriti czy teoria dosz odnoszą się do uniwersalnych zasad funkcjonowania natury i organizmu. Problem pojawia się wtedy, gdy symboliczna afirmacja kobiecej energii nie idzie w parze z realnym uznaniem podmiotowości kobiet w praktyce.
Ajurweda widzi ciało jako system dynamiczny i zmienny, a nie jako defekt wymagający korekty. Współczesna praktyka coraz częściej przesuwa akcent z kontroli na uważne słuchanie sygnałów ciała. To podejście zbliża ją do nurtów feminizmu, które traktują ciało jako wiarygodne źródło wiedzy o granicach, bezpieczeństwie i relacji.
W tym kontekście szczególnie istotny staje się temat przemocy i nadużyć seksualnych we współczesnym świecie jogi. Idealizacja nauczyciela, hierarchia oparta na autorytecie duchowym oraz język „przekraczania ego” bywały wykorzystywane do normalizowania przekroczeń granic. Ciało, zamiast być źródłem informacji, stawało się czymś, co należało „uciszyć” w imię rozwoju.
Perspektywa feministyczna może być narzędziem przywracania etyki praktyki, przypominania o znaczeniu zgody, jasnych granic i prawa do przerwania praktyki bez tłumaczenia się. Może pomóc odróżniać pracę z energią od dostępu do ciała drugiej osoby oraz duchowość od władzy.
Dialog feminizmu z jogą i Ajurwedą nie polega więc na odrzuceniu tradycji, lecz na jej świadomym przefiltrowaniu. Tylko wtedy praktyka może rzeczywiście służyć rozwojowi – nie kosztem ciała, nie kosztem granic, lecz w ich obrębie.