13/05/2026
Sama prawda💚
O dwóch modelach edukacji, czyli dobro jest naturalne, a zło wynikiem konfliktu
W ostatni weekend byłem z warsztatami w Bielsku-Białej i w gościnie u znajomych, których dzieci uczą się w pobliskiej szkole waldorskiej. Zachwyciłem się nimi, chłopcem i dziewczynką, ich inteligencją, spokojem, a przede wszystkim pogodą ducha. Z przyjemnością spędzałem z nimi czas mimo zmęczenia zajęciami, graliśmy w szachy i układaliśmy kostki rubika. Słuchałem opowieści o szkole, o tym, że niektórzy rodzice przeprowadzili się z drugiego końca kraju, aby ich pociechy mogły do niej uczęszczać. Szybko przestało mnie to dziwić. Chłopiec pokazał mi swoje pierwsze zeszyty do nauki liter i cyfr, duże zeszyty bez linii, gdzie można było pisać nierówne litery.
Natomiast dzisiaj przeczytałem wykład Moshe Feldenkraisa z lat chyba 60-tych. Oto parę uwag zainspirowanych wykładem.
Możemy rozróżnić dwa modele edukacji:
MODEL 1. Nauczyciel – policjant mówi, jak ma być, co jest dobre, słuszne, właściwe i prawidłowe. Jest tym, który wie, jak być powinno i tym samym uzurpuje sobie prawo mówić to i narzucać. Wiedza jest tutaj władzą. Z drugiej strony uczeń - poddany w lęku przed karą, w pragnieniu bycia zaakceptowany i kochanym lub w nadziei na nagrodę słucha się, stara dopasować do przedstawionych oczekiwań, uczy się, jaki powinien być, uczy się udawania i imitacji. Aby to się udało, tłumi własne zdanie, własne pragnienia, wewnętrzny głos, tłumi siebie. Czasami to się naprawdę udaje i wtedy uczeń przestaje być sobą, staje się własną karykaturą. Dochodzi do stanu, w którym nie wie, co czuje, ani nie wie, czego chce. Czasami jednak nie udaje się sprostać oczekiwaniom, wrodzona indywidualność człowieka skutecznie staje na przeszkodzie. Wtedy pojawia się konflikt wewnętrzny np. sprzecznych uczuć, myśli i działań lub zewnętrzny między uczniem, a nauczycielem – policjantem. Wygrywa silniejszy, tracą wszyscy. Taka edukacja jest narzędziem władzy i jest wciąż dominującym sposobem. Jeśli ktoś edukowany w tym modelu, pragnie się z niego wydostać, to stopniowo odrzuca wszystko to, co w nim przyswoił, a tak naprawdę nigdy nie było jego. Możemy nazywać to terapią, uwolnieniem od tego, co mu narzucono.
MODEL 2. Nauczyciel nie mówi, jak ma być ani co jest dobre, słuszne, właściwe czy prawidłowe. Natomiast wie, jak wydobyć z ucznia to, kim on jest i kim może być. Nauczyciel nie sprawuje władzy, nie nagradza ani nie karze. Akceptuje. Pomaga uczniowi uczyć się, stwarza mu środowisko, w którym ten może uczyć się sam z siebie. Z drugiej strony, uczeń nie lęka się odrzucenia, nie stara się o pochwałę ani nagrodę. Nie musi już dopasowywać się ani udawać, może pozostać autentycznym sobą. Nie musi tłumić własnego zdania, własnych pragnień, siebie. Nie ma konfliktu wewnętrznego.
W modelu pierwszym nakazuje się człowiekowi być dobrym i zakazuje być złym. W efekcie on zaczyna się ze sobą zmagać, ale nie tyle dobro walczy ze złem jak przestawiają to w infantylnych filmach, ile zewnętrzne nakazy i zakazy z wewnętrznym „ja”. W rezultacie tej walki pojawiają się niepotrzebne napięcia, sztywności, wyparte części siebie i człowiek nie wie już co robi, traci rozeznanie i czasami czyni dobrze, a czasami źle. Gdyby mu nic nie narzucano, co jest dobre, a co złe i uczyłby się (z) siebie tzn. eksplorowałby swoje działanie, opcje, porównywał je, oceniał i samodzielnie wybierał, to wiedziałby, co robi i czyniłby dobrze zgodnie z własną naturą. Dlatego zdaniem Moshe Feldenkraisa pierwszy model edukacji jest niepotrzebny i szkodliwy, wystarczy model drugi. Wierzył on, że człowiek z natury jest dobry i kiedy rozwija się w zgodzie ze sobą, to pozostaje też w zgodzie z innymi.
Fot. z lekcji Feldenkraisa.