23/08/2023
Wrzucam nagranie z mojej codziennej, porannej praktyki. Przez połowę nagrania brakuje mi głowy. To bardzo pasuje do tego o czym chcę teraz powiedzieć. Ten post jest napisany z perspektywy heteroseksualnej ciskobiety, bo nią właśnie jestem.
Niezliczoną liczbę razy zastanawiałam się (i nadal zastanawiam) jak wygląda moje ciało. Niezliczoną liczbę razy poddawałam (i nadal poddaję) je ocenie. I wściekam się na to, że to robię. Ile pokładów energii zabiera ciągłe obserwowanie mojego ciała z boku: czy jest dostatecznie ładne, dostatecznie dobrze ubrane, dostatecznie umięśnione, dostatecznie jędrne, dostatecznie rozciągnięte. Przeżywam swoje życie, ale zawsze obok jest mała część mnie, która obserwuje i ocenia moje ciało: obserwuje i ocenia mnie: prawie nigdy nie jest dostatecznie, a w rzadkich momentach, w których jest, zajmuje to całą przestrzeń, a po czasie pojawia się lęk: jest dostatecznie tylko przez chwilę.
Przez większość życia myślałam, że ja tak nie mam. To nie jest mój problem. Nie zastanawiałam się skąd ten ciągły niepokój, czasami ukryty gdzieś pod skórą, a czasami tak bardzo na wierzchu. Uczę jogi, praktykuję ruch, chcę przywracać ludziom ciało. To dla mnie ważne. Najważniejsze. A potrafię sama sobie powiedzieć, że moje ciało jest niewystarczające. Nie wpisuje się w normę.
Skąd się to bierze? Czy jako kobieta jestem na to skazana? Na niezgodę na swoje własne ciało? Na poświęcanie ogromnych pokładów energii na kontrolowanie go, ujarzmianie, upiększanie, nawet wtedy kiedy mi samej nie jest to do niczego potrzebne?
Od dziecka jestem tresowana, że kobieta musi wyglądać w określony sposób, spełniać określone standardy, odpowiadać na potrzeby społeczeństwa. Golić konkretne części ciała, nosić określone fryzury. I choć na poziomie intelektualnym wszystkie te rzeczy są mi obce, niezgodne z moim systemem wartości, sposobem życia, to są tak głęboko we mnie zakorzenione, że często nawet nie zauważam jak dużą mają nade mną władzę: to nie o mnie, to nie jest mój problem.
Nie. To jest i będzie mój problem dopóki ciała kobiet będą tresowane. Dopóki będzie odbierana nam ta niesamowita przyjemność z posiadania ciała, doświadczania ciała, cieszenia się ciałem. Dopóki nasza cielesność będzie ośmieszana, bagatelizowana, oceniania i sprowadzana do seksu oraz wyglądu.
Dlaczego piszę o tym w kontekście jogi i praktyk ruchowych? Ponieważ kiedy praktykuję zdarzają się momenty, w których odzyskuję moje ciało. Zapominam o tym jak wygląda. Nie zerkam na nie z boku. Jestem swoim ciałem. Doświadczam go. Istnieję.
Regularna praktyka daje mi ciałoświadomość, zachwyt, budzi zainteresowanie. Dzięki ruchowi ciało odzyskuje witalność i wolność. Wolność bycia po prostu ciałem. Moim ciałem.