Katarzyna Binkiewicz - psycholog, psychoonkolog, terapeuta

Katarzyna Binkiewicz - psycholog, psychoonkolog, terapeuta RADOM/GRÓJEC/WARSZAWA
🔹 psychoonkologia 🔹 żałoba 🔹szkolenia&edukacja
(1)

Trwają drugie holistyczne, wspierające warsztaty dla osób chorujących Fundacja Onkologiczna Rakiety. Do niedzieli jeszcz...
15/05/2026

Trwają drugie holistyczne, wspierające warsztaty dla osób chorujących Fundacja Onkologiczna Rakiety. Do niedzieli jeszcze wiele się tam pięknego wydarzy - w obecności, w uważności, w wiedzy. Wzrusz i duma - dla tej ekipy niemożliwe nie istnieje. A każde takie doświadczenie rodzi kolejne pomysły na działanie.
Wdzięczność…. po prostu wdzięczność.

k

Przez życie chodzi za mną to zdanie. Wraca falami - czasem cicho, a czasem nagle, jakby ktoś je wypowiedział tuż obok mn...
24/04/2026

Przez życie chodzi za mną to zdanie. Wraca falami - czasem cicho, a czasem nagle, jakby ktoś je wypowiedział tuż obok mnie: „a co jeśli naprawdę nie mamy czasu?” - czasu na brak czasu. Na odkładanie życia. I za każdym razem to pytanie nie jest o strach. Nie o dramatyzowanie, nie o pesymizm, a o coś dużo bardziej prostego i trudnego jednocześnie: o zgodę na to, żeby żyć teraz. Gotowość, by żyć teraz.

Bo tak często nam się wydaje, że życie zacznie się „potem”. Po tym projekcie. Po zmianie pracy. Po przeprowadzce. Po uporządkowaniu spraw. Po znalezieniu stabilności, odwagi, pieniędzy, czasu, idealnego momentu. Jakby życie było czymś, do czego się przygotowujemy, zamiast czymś, co już trwa.
A przecież ono trwa. I nie czeka…..

Nie sprawdza, czy jesteśmy gotowi. I nie daje gwarancji, że zdążymy „kiedyś”. Czasem przypominają nam o tym wydarzenia, które wstrząsają - jak różne nagłe, tragiczne sytuacje, które pokazują, że jutro nie jest czymś oczywistym. Dla nikogo. Ani dla młodych, ani dla starszych. Ani dla zdrowych, ani dla chorych. Ani dla tych, którzy „mają jeszcze czas”, ani dla tych, którzy myślą, że już go wykorzystali.

Wróciło do mnie wczoraj to pytanie, razem z informacją o śmierci Łukasza Litewki. W takim głębokim, ludzkim poruszeniu, które zostaje gdzieś w środku. Bo kiedy odchodzi ktoś młody, obecny, zaangażowany, ktoś kogo wielu z nas kojarzyło z wielkim sercem i energią - znowu dociera do nas: jutro nie jest obiecane nikomu.
I to nie jest myśl, którą warto się straszyć… To raczej zaproszenie do szczerej refleksji: skoro nie mamy pewności jutra, to jedyne, co naprawdę mamy, to dziś.

Dziś, w którym można odezwać się do kogoś, zanim „będzie odpowiedni moment”.
Dziś, w którym można powiedzieć „tak” albo „nie”, nawet jeśli nie jest idealnie.
Dziś, w którym można odpocząć bez zasługiwania.
Dziś, w którym można zacząć coś małego, zamiast czekać na wielką gotowość.

Bo życie dzieje się dokładnie teraz - w tym, co wybieramy, czego unikamy, co przesuwamy i co wreszcie dopuszczamy do głosu. „Teraz” jest jedynym miejscem, w którym naprawdę możemy kochać, wybierać, mówić i być. Żyjcie, żyjcie teraz! 💖

z refleksją,
kb

23/04/2026

Żyjemy w czasach, w których troska o siebie wreszcie wybrzmiewa głośno - i bardzo dobrze. Uczymy się stawiać granice, odchodzić od tego, co nas rani, nazywać przemoc, chronić swoje zasoby. To ważne. Potrzebne!!!

Ale gdzieś po drodze „dbanie o siebie” zaczęło niekiedy znaczyć także: nie wchodzę w trud, nie konfrontuję, nie ryzykuję rozmowy, która może coś we mnie poruszyć. Unikam dyskomfortu, bo przecież mam prawo do spokoju. Mój spokój, moja granica, mój komfort, mój, mój, mój…

Tylko że spokój nie zawsze rośnie tam, gdzie omijamy to, co trudne. Są takie napięcia w relacji, które nie są sygnałem, żeby uciekać, ale żeby się zatrzymać. Są rozmowy, które drżą w gardle, bo dotykają czegoś prawdziwego: rozczarowania, zranienia, tęsknoty, winy. Są przeprosiny, które kosztują, bo wymagają zobaczenia siebie bez filtrów i iluzji - własnej bądź innych. Są momenty, w których łatwiej byłoby się wycofać i nazwać to „dbam o siebie”, niż zostać i powiedzieć: „to cholernie trudne, ale chcę spróbować to zrozumieć razem z tobą”.

Dyskomfort bywa językiem bliskości. Bo dojrzałe relacje nie polegają na tym, że jest w nich zawsze lekko. Polegają na tym, że jest w nich przestrzeń na to, co ciężkie - i gotowość, żeby tego nie zostawiać między sobą jak nierozpakowanej paczki. Bo to właśnie w tych momentach uczymy się siebie nawzajem: jak reaguję, kiedy jest trudno, czy potrafię zostać, czy umiem usłyszeć, czy potrafię wziąć odpowiedzialność. Odpowiedzialność.

Nie każdy dyskomfort jest wart znoszenia, ale! nie każdy jest też sygnałem, żeby się wycofać.

z czułością,
kb

18/04/2026

Żałoba antycypacyjna to stan, w którym zaczynamy przeżywać stratę zanim ona realnie nastąpi. W psychoonkologii najczęściej dotyczy sytuacji choroby terminalnej, kiedy pacjent i bliscy stopniowo konfrontują się z możliwością odejścia. To nie jest pojedyncza reakcja emocjonalna, ale proces rozciągnięty w czasie, wynikający z realnie postępującej zmiany stanu zdrowia i relacji.

Kluczowe jest to, że strata nie pojawia się nagle, tylko stopniowo obejmuje kolejne obszary: relację, codzienność, role rodzinne i wyobrażenia o przyszłości. Właśnie utrata przyszłości - planów, wspólnego „jutra”, poczucia ciągłości - często generuje największe cierpienie jeszcze przed faktycznym odejściem. Jest to sytuacja szczególnie trudna, bo osoba jest jednocześnie obecna i „tracona”. Pojawia się silna ambiwalencja: potrzeba bliskości i jednocześnie emocjonalne odsuwanie się, które ma chronić przed przyszłym bólem. Te dwa procesy często współistnieją i nie są sprzecznością, tylko próbą regulacji w warunkach długotrwałej niepewności - ale też bezradności.

Żałoba antycypacyjna nie dotyczy tylko procesu utraty osoby, ale może też dotyczyć innych utrat w naszym życiu - relacji, zdrowia, sprawności, przyszłości.

z czułością,
kb

Ktoś ostatnio zapytał mnie o słowo, które ma dla mnie szczególne znaczenie. Takie, które „niesie”, które ma w sobie jaki...
10/04/2026

Ktoś ostatnio zapytał mnie o słowo, które ma dla mnie szczególne znaczenie. Takie, które „niesie”, które ma w sobie jakiś szczególny rodzaj mocy.

Jestem.

To słowo ma w sobie odpowiedzialność i czułość jednocześnie. Nie jest deklaracją „na zawsze”, która brzmi pięknie, a bywa pusta.

„Jestem” to wybór. Decyzja. To gotowość, żeby być obok drugiego człowieka nawet kiedy nie wiadomo, co powiedzieć. Nawet kiedy boli, kiedy pojawia się bezradność. Bo to wypowiedziane do kogoś „jestem” - jestem obok, jestem dla Ciebie, jestem z Tobą to czyjaś obecność, która mówi: nie uciekam.

To słowo jest też dla mnie bardzo osobiste. Niby takie nic…. Jedno słowo, ale.. odpowiedzialność w nim i za nie. Nie używam go lekko. Nie rzucam go w przestrzeń, żeby brzmiało dobrze. Mówię „jestem” do bardzo konkretnych, ważnych osób w moim życiu.
Do tych, wobec których naprawdę wybieram bycie.
Do tych, przy których chcę zostać - także wtedy, gdy jest trudno, gdy pojawia się niewygoda.
Bo głęboko wierzę, że za tym słowem musi iść prawda. Obecność, która się nparswdę wydarza - nie tylko deklaruje.

„Jestem” nie oznacza: naprawię, nie oznacza: uniosę za Ciebie. Oznacza: zostaję, nawet jeśli jest trudno.
wytrzymuję to, co trudne - razem z Tobą.
Nie odwracam wzroku.
I paradoksalnie - to słowo nie przytłacza, nie uciska, nie wymusza. Bo prawdziwe „jestem” nie stawia warunków., nie wymaga, żebyś był inny, silniejszy, „lepszy”, „naprawiony”.

Jest jak bezpieczne miejsce. Bezpieczne miejsce. Takie, w którym można na chwilę zdjąć ciężar. W którym ktoś naprawdę widzi Cię i słyszy - i zostaje. Czasem myślę, że tego właśnie najbardziej potrzebujemy jako ludzie. Nie spektakularnych gestów. Tylko obecności, która jest prawdziwa.

Masz w swoim życiu kogoś, kto naprawdę „jest”?
A może - czy Ty potrafisz być tak dla kogoś? Jakie słowo, słowa są tymi, które mają dla Ciebie szczególną moc? Znaczenie?

do refleksji,
kb

07/04/2026

Czasem żałoba nie dotyczy osoby, która odeszła, ale także innych form straty. Zakończenie relacji, utrata sprawności, roli życiowej, poczucia bezpieczeństwa… Może też dotyczyć tego, kim mieliśmy się stać albo kim już nie jesteśmy. Choć te doświadczenia mają różny charakter, łączy je realna utrata znaczeń, które wcześniej organizowały nasze życie i poczucie tożsamości. Żałoba w takich sytuacjach bywa niedostrzegana lub umniejszana - także przez nas samych. A jednak - w pewnych obszarach, przebiega podobnie: pojawia się smutek, złość, poczucie pustki, czasem ulga. Może towarzyszyć jej dezorientacja, trudność w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości, tęsknota za tym, co było częścią naszej tożsamości i naszego życia.

Z perspektywy psychologicznej jest to proces adaptacyjny, w którym dochodzi do stopniowego integrowania doświadczenia straty z dotychczasowym obrazem siebie i świata. Nie przebiega on linearnie ani według uniwersalnych etapów - raczej faluje, aktywizując się w momentach przypominających o utracie lub konfrontujących z jej konsekwencjami. Wymaga czasu oraz możliwości przeżywania emocji - nierzadko ambiwalentnych, które często współwystępują.
To, co bardzo ważne w tym procesie - to uznanie znaczenia tej straty - nadanie jej miejsca w narracji o sobie, zamiast jej minimalizowania czy przyspieszania „powrotu do normy”. (!)

Żałoba po relacjach, rolach, sprawności czy utraconych możliwościach jest pełnoprawnym doświadczeniem i - podobnie jak każda inna forma straty - potrzebuje czasu, przestrzeni oraz czułej uwagi.

kb

Ruszyła kolejna edycja kampanii „Choroby przewlekłe i cywilizacyjne”, w ramach której miała przyjemność napisać kilka sł...
31/03/2026

Ruszyła kolejna edycja kampanii „Choroby przewlekłe i cywilizacyjne”, w ramach której miała przyjemność napisać kilka słów o tym, jak wspierać osobę chorującą onkologicznie i nie zapomnieć o sobie.

"Towarzyszenie osobie chorującej na nowotwór to proces rozłożony w czasie - bardziej maraton niż krótki sprint. Kluczowe są uważność, autentyczna obecność i gotowość do wysłuchania i towarzyszenia bez oceny. Wsparcie nie polega na dawaniu prostych odpowiedzi, lecz na byciu obok - w sposób, który uwzględnia zarówno potrzeby chorego, jak i realne możliwości jego bliskich."

Polecam uwadze🥰:
https://tinyurl.com/przewleklecywilizacyjne

Mediaplanet Poland
Fundacja Onkologiczna Rakiety

Pamiętam świat bez internetu. Bez telefonów komórkowych, bez nawigacji, wyszukiwarki google’a 😉, blika i natychmiastowyc...
20/03/2026

Pamiętam świat bez internetu. Bez telefonów komórkowych, bez nawigacji, wyszukiwarki google’a 😉, blika i natychmiastowych odpowiedzi.
Pamiętam kolonie, z których dzwoniło się do rodziców kilka razy przez cały wyjazd - z budki telefonicznej… z karty na impulsy. I aparaty fotograficzne na limitowaną liczbę zdjęć też pamiętam. 🙃
Pamiętam czasy, w których nie byliśmy w stałym kontakcie. Nie dlatego, że nie chcieliśmy - tylko dlatego, że nie mogliśmy. Nie mieliśmy takich możliwości ani narzędzi.

Dziś możemy wszystko, mamy siebie na wyciągnięcie ręki.Kilka kliknięć, wybrany numer, powiadomienie, zielona kropka aktywności.
A jednak żyjemy w czasach epidemii samotności.
Paradoks? Hmm..
To pokazuje, że bliskość nie rodzi się z dostępności - a na pewno nie tylko z dostępności. Bliskość rodzi się z zaangażowania, obecności, wyboru, podejmowania działania. 

Kiedyś relacja wymagała wysiłku.
Czekania, planowania - ha, kiedyś nawet listu.
A z drugiej strony - domy były bardziej otwarte, wpadaliśmy do siebie „przy okazji”, a sąsiedzi znali się wzajemnie.
Dziś relacja jest często „opcją” - dostępną zawsze, więc odkładaną na później. Na odczytanym lub nieodczytanym, na polajkowaniu zdjęcia i lowkach w komentarzu.
Dziś jesteśmy online, ale wcale nie jesteśmy bliżej. Technologia skróciła dystans między nami, ale wcale nie nauczyła nas, jak być bliżej. Czy potrafimy jeszcze wybierać siebie nawzajem - nie z wygody,
ale z potrzeby bycia naprawdę w relacji? Z poświęceniem czasu, z gotowością do bycia, z zaangażowaniem?

do refleksji,
kb

Nasze potrzeby się zmieniają. Dokładnie tak samo, jak w każdym kryzysie:czasem chcemy rozmowy i „normalnego” życia, czas...
17/03/2026

Nasze potrzeby się zmieniają.
Dokładnie tak samo, jak w każdym kryzysie:
czasem chcemy rozmowy i „normalnego” życia, czasem ciszy i obecności w tym, co trudne.

I tu pojawia się - często jedno z najwiekszych źródeł frustracji - zgadywanie. Z jednej strony bliscy boją się powiedzieć coś „nie tak” i próbują „wyczuć”, z drugiej strony osoby chore czują, że nikt ich naprawdę nie rozumie, bo wsparcie nie trafia w punkt.

Dlatego dobre wsparcie nie polega na zgadywaniu ani na „idealnych słowach”.
Polega na otwartej komunikacji i wspólnym dostrajaniu się:
- mówieniu, czego dziś potrzebujemy
- pytaniu o potrzeby, proponowaniu i sprawdzaniu
- słuchaniu i towarzyszeniu w emocjach, nawet jeśli nie wiemy dokładnie, co powiedzieć

Towarzyszenie w kryzysie to towarzyszenie w procesie, który zmienia się każdego dnia. Nie ma jednej reakcji, która zawsze zadziała. Jest kontakt, obecność i gotowość do słuchania siebie nawzajem. Z akceptacją - z obydwu stron i gotowością do współbycia. 💙

z czułością,
kb

Kilka słów ode mnie o stratach relacyjnych w chorobie - i w każdym kryzysie tak naprawdę. Polecam uwadze 🌷➡️ https://fun...
17/03/2026

Kilka słów ode mnie o stratach relacyjnych w chorobie - i w każdym kryzysie tak naprawdę. Polecam uwadze 🌷

➡️ https://fundacjarakiety.pl/relacje-w-chorobie-nowotworowej-dlaczego-jedni-zostaja-a-inni-sie-oddalaja/

Diagnoza to moment, w którym codzienność nabiera zupełnie nowego tempa. W tym czasie relacje z otoczeniem naturalnie ulegają przemianom - czasem pewne więzi stają się bliższe, a czasem dystans między ludźmi nieświadomie się zwiększa.

W naszym nowym artykule przyglądamy się temu, jak choroba wpływa na to, w jaki sposób towarzyszymy sobie nawzajem. Piszemy o tym, jak - mimo braku wpływu na samą diagnozę - odzyskiwać przestrzeń na bliskość, której potrzebujemy i na jaką jesteśmy gotowi.

👉 Przeczytaj cały artykuł: fundacjarakiety.pl/relacje-w-chorobie-nowotworowej-dlaczego-jedni-zostaja-a-inni-sie-oddalaja/

To lektura dla każdego, kto szuka odpowiedzi na trudne pytania o bliskość w czasie choroby.

Każda bliska relacja współtworzy naszą tożsamość. Przy różnych osobach jesteśmy trochę inni. Ktoś znał nas od dzieciństw...
16/03/2026

Każda bliska relacja współtworzy naszą tożsamość. Przy różnych osobach jesteśmy trochę inni. Ktoś znał nas od dzieciństwa i pamięta wersję nas sprzed wielu lat, ktoś był świadkiem naszych porażek i momentów, których nie pokazujemy nikomu innemu. Przy kimś mogliśmy być słabsi, przy kimś bardziej spontaniczni, przy kimś odważniejsi. Te nasze „bycia” nie istnieją w próżni - powstają w konkretnej relacji.

Dlatego śmierć bliskiej osoby często przynosi doświadczenie, którego wiele osób się nie spodziewa. To nie jest wyłącznie tęsknota za kimś - to także poczucie, że pewna część naszego „ja” nagle straciła swoje miejsce. Nikt już nie wycisza czy nie denerwuje nas w taki sposób. Nikt nie reaguje na nasze żarty dokładnie tak, jak reagowała ta osoba. Nikt nie widzi w nas tej wersji, którą ona widziała. Z tego powodu żałoba bywa doświadczeniem głęboko dezorientującym. Człowiek nie tylko opłakuje stratę kogoś ważnego, ale też stopniowo konfrontuje się z pytaniem: kim jestem teraz, kiedy tej relacji już nie ma?

Proces zdrowej żałoby nie polega na „zapomnieniu” o zmarłej osobie ani na odcięciu się od więzi. W rzeczywistości dzieje się coś zupełnie innego. Z czasem relacja zmienia swoją formę. Nie istnieje już w codziennych rozmowach czy wspólnych planach, ale pozostaje w pamięci, w wartościach, które od tej osoby przejęliśmy, w sposobie patrzenia na świat. Często powtarzam zresztą osobom w żałobie, że miłość i więź nie znikają wraz ze śmiercią. Zmienia się tylko sposób ich obecności w naszym życiu - z tej fizycznej na symboliczną. A część nas, która powstała dzięki tej relacji, nie musi zostać utracona. Może stać się elementem naszej historii i tożsamości, które niesiemy dalej.

kb

Adres

Taraska 19a
Aleksandrów
26-337

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Katarzyna Binkiewicz - psycholog, psychoonkolog, terapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Katarzyna Binkiewicz - psycholog, psychoonkolog, terapeuta:

Udostępnij