09/01/2026
Zaczynałam w świecie, gdzie wszystko kręciło się wokół wyniku, planu treningowego i „jeszcze jednego powtórzenia”. Fizjoterapia sportowa, trening personalny, praca z ciałem nastawiona na cel, poprawę parametrów, powrót do formy.
Było konkretne, logiczne, skuteczne. Ale z czasem coś zaczęło mi nie grać. Ciało wracało do sprawności, a człowiek w środku często dalej był napięty.
I wtedy pojawiła się twarz. Trochę niepozornie, bez wielkiego planu. Pierwszy masaż, potem kolejny. I nagle okazało się, że w tych kilku centymetrach skóry, mięśni i powięzi jest zapisane wszystko: stres, emocje, zmęczenie, historia życia. Tu nie chodziło o wynik. Tu chodziło o ulgę, o oddech, o powrót do siebie.
Zakochałam się po uszy. Bo masaż twarzy to nadal praca z ciałem, ale dużo subtelniejsza, bardziej uważna, bardziej ludzka. Zamiast motywować do „dawania z siebie więcej”, mogłam dawać przestrzeń na puszczenie kontroli. Zamiast naprawiać, mogłam wspierać.
Dziś wybieram uważną pracę z ciałem. Taką, która zaczyna się od słuchania, nie od planu. Pilates i joga stały się dla mnie naturalnym dopełnieniem masaży twarzy. Uczą obecności, czucia i szacunku do granic ciała. Bez pośpiechu, bez presji, bez oceniania.
Dziś wiem, że ta zmiana nie była ucieczką, tylko naturalnym krokiem dalej. Cała moja wiedza z fizjoterapii została ze mną, tylko dostała nowe serce. A masaże twarzy, pilates i joga są teraz moim flow i moim sposobem pomagania kobietom wracać do siebie.