Psychoterapia Białystok

Psychoterapia Białystok „Nigdy nie zmieniasz rzeczy, walcząc z istniejącą rzeczywistością.

Aby coś zmienić, zbuduj nowy model, który sprawi, że ​​istniejący model stanie się przestarzały”

Fantastyczne spotkanie, wsłuchanie, uczenie się. Cudowna prowadząca Justyna Dąbrowska   Inspirujące towarzystwo innych p...
29/03/2026

Fantastyczne spotkanie, wsłuchanie, uczenie się.

Cudowna prowadząca Justyna Dąbrowska

Inspirujące towarzystwo innych
psychoterapeutów.

18/03/2026
https://www.facebook.com/share/18Ctpis7bm/
15/03/2026

https://www.facebook.com/share/18Ctpis7bm/

W ciągu siedmiu lat, które minęły od ostatniej konferencji PTPP w Krakowie, wiele się zmieniło. Wybuch pandemii rozsadził wiele dotychczasowych pewników. Na różne sposoby wstrząsnął naszym poczuciem bezpieczeństwa. Kolejne konflikty zbrojne, tocząca się za naszą wschodnią granicą wojna w Ukrainie, napełniają nas grozą, poczuciem bezradności, chęcią działania, przygnębieniem, poczuciem niesprawiedliwości.

Z miesiąca na miesiąc - na naszych oczach - następuje gwałtowny rozwój technologii oraz obecności AI w naszej codzienności.
W tym samym czasie przyroda i klimat zmieniają się nieodwracalnie, domagając się konkretnych działań zapobiegających dalszym zniszczeniom.

Wokół trwają dyskusje o niestabilnym porządku i kruszących się sojuszach. Język, którym dysponujemy nie pomieszcza różnorodności i gwałtowności współczesnych zmian - niejednokrotnie staje się orężem walki a nie porozumienia.

Żyjemy w gwałtownie zmieniającym się świecie i dzielimy to doświadczenie z naszymi Pacjentami.

Poszukiwaliśmy tematu, który pozwoliłby nam podjąć namysł nad „tym” stanem umysłu - pełnym dezorientacji, natłoku, niepewności i pomieszania a zarazem pragnień, chęci życia i troski o to co cenne.

Wspólne dyskusje oraz rozmowy z Prelegentami skłoniły nas do wyboru tytułu i tematu konferencji, jakim będzie NADMIAR.
W jaki sposób jest obecny w naszych gabinetach? Czym jest w życiu psychicznym - naszym i naszych Pacjentów? W jaki sposób podejmuje go psychoanaliza?

Jak temat NADMIARu rozwiną nasi Prelegenci? Tego jeszcze nie wiemy ale ich nazwiska przestawimy Państwu już niebawem w kolejnych postach. Zachęcamy do pozostania z nami.

* Autorką grafik promujących konferencję jest Wiktoria Mateja.

Takie Nowe ❤️ Kolejna długofalowa inwestycja, przygoda, zaangażowanie. Żeby bardziej rozumieć, być przy, pomóc...
23/02/2026

Takie Nowe ❤️ Kolejna długofalowa inwestycja, przygoda, zaangażowanie. Żeby bardziej rozumieć, być przy, pomóc...

Refleksyjnie...
22/02/2026

Refleksyjnie...

08/02/2026

Co skrywa się za tym, co widać..???

https://www.facebook.com/share/p/18CXvbcCjj/
27/01/2026

https://www.facebook.com/share/p/18CXvbcCjj/

Myślała, że ​​studiuje mleko.
Odkryła, że ​​była to rozmowa.
W 2008 roku antropolog ewolucyjny Katie Hinde pracowała w laboratorium badawczym naczelnych w Kalifornii, analizując mleko matki makaka rezus.
Miała setki próbek i tysiące punktów danych.
Wszystko wyglądało zwyczajnie, dopóki jeden wzór nie chciał zniknąć.
Matki wychowujące synów produkowały mleko bogatsze w tłuszcz i białko.
Matki wychowujące córki produkowały większą objętość przy różnym bilansie składników odżywczych.
To było spójne.
Powtarzalne.
I głęboko niewygodne dla konsensusu naukowego.
Koledzy zasugerowali błąd.
Hałas.
Statystyczny zbieg okoliczności.
Ale Katie ufała danym.
A dane wskazywały na radykalny pomysł.
Mleko to nie tylko odżywianie.
To jest informacja.
Przez dziesięciolecia biologia traktowała mleko matki jako proste paliwo.
Kalorie w. Wzrost.
Ale gdyby mleko miało tylko kalorie, dlaczego miałoby się zmieniać w zależności od płci dziecka?
Katie kopała dalej.
W przypadku ponad 250 matek i ponad 700 próbek historia stała się bardziej złożona.
Młodsze matki, które po raz pierwszy urodziły dziecko, produkowały mleko o mniejszej zawartości kalorii, ale o znacznie wyższym poziomie kortyzolu – hormonu stresu.
Dzieci, które je piły, rosły szybciej.
Byli także bardziej czujni, ostrożniejsi i bardziej niespokojni.
Mleko nie tylko budowało ciała.
To kształtowało zachowanie.
Potem przyszło odkrycie, które zmieniło wszystko.
Kiedy dziecko ssie, mikroskopijne ilości śliny spływają z powrotem do piersi.
Ta ślina niesie sygnały biologiczne dotyczące układu odpornościowego niemowlęcia.
Jeśli dziecko zachoruje, organizm matki to wykrywa.
W ciągu kilku godzin mleko się zmienia.
Zwiększa się liczba białych krwinek.
Makrofagi rozmnażają się.
Pojawiają się ukierunkowane przeciwciała.
Kiedy dziecko wyzdrowieje, mleko powraca do wartości wyjściowych.
To nie był przypadek.
To było wołanie i odpowiedź.
Biologiczny dialog udoskonalany przez miliony lat.
Niewidzialny – dopóki ktoś nie pomyślał, żeby go wysłuchać.
Przeglądając istniejące badania, Katie zauważyła coś niepokojącego.
Przeprowadzono dwa razy więcej badań naukowych na temat zaburzeń erekcji niż na temat składu mleka matki.
Pierwszy pokarm, który spożywa każdy człowiek.
Substancja, która ukształtowała nasz gatunek.
W dużej mierze ignorowane.
Zrobiła więc coś odważnego.
Założyła bloga o celowo prowokacyjnej nazwie: Ssaki Ssają Mleko.
Eksplodował.
Ponad milion czytelników w pierwszym roku istnienia.
Rodzice.
Lekarze.
Naukowcy.
Osoby zadające pytania pominęły badania.
Odkrycia wciąż napływały.
Mleko zmienia się w zależności od pory dnia.
Przedmleko różni się od mleka tylnego.
Ludzkie mleko zawiera ponad 200 oligosacharydów, których dzieci nie są w stanie strawić, ponieważ służą one jako pokarm dla pożytecznych bakterii jelitowych.
Mleko każdej matki jest biologicznie wyjątkowe.
W 2017 roku Katie wprowadziła tę pracę na scenę TED.
W 2020 r. film dotarł do odbiorców na całym świecie za pośrednictwem Netflix’s Babies.
Dziś w Laboratorium Porównawczym Laktacji na Uniwersytecie Stanowym w Arizonie nadal kształtuje sposób, w jaki medycyna rozumie rozwój niemowląt, opiekę nad noworodkami, projektowanie formuł i zdrowie publiczne.
Konsekwencje są zdumiewające.
Mleko ewoluuje od ponad 200 milionów lat – dłużej niż dinozaury chodziły po Ziemi.
To, co kiedyś odrzuciliśmy jako proste pożywienie, jest jednym z najbardziej wyrafinowanych systemów komunikacji, jakie kiedykolwiek stworzyła biologia.
Katie Hinde nie tylko zajmowała się badaniem mleka.
Ujawniła, że ​​odżywianie to inteligencja.
Żywy, responsywny system kształtujący to, kim się stajemy, zanim w ogóle zaczniemy mówić.
Wszystko dlatego, że jeden z naukowców nie zgodził się z faktem, że połowa tej historii to „błąd pomiaru”.
Czasami największe rewolucje zaczynają się od wysłuchania tego, co wszyscy inni ignorują.

https://www.facebook.com/share/p/17x7z7ikB2/
18/01/2026

https://www.facebook.com/share/p/17x7z7ikB2/

Miała 78 lat i była zbyt biedna, by kupować świąteczne prezenty — więc zamiast tego zaczęła malować. W świecie sztuki nazywano ją „amatorką”. A jednak została milionerką.

Nazywała się Anna Mary Robertson Moses. Być może znasz ją jako Babcię Moses.
To opowieść o tym, jak uboga żona rolnika została jedną z najbardziej ukochanych artystek Ameryki — i zaczęła swoją karierę wtedy, gdy większość ludzi planuje już własny pogrzeb.

Eagle Bridge, stan Nowy Jork, rok 1938.
Anna Mary Moses miała za sobą 78 lat ciężkiej pracy.

Urodzona w 1860 roku, jeszcze przed końcem wojny secesyjnej, całe życie robiła to, czego oczekiwano od kobiety na wsi: pracowała na farmie, prowadziła dom, wychowywała dzieci, ubijała masło, gotowała mydło, szyła ubrania, próbowała przetrwać.

Urodziła dziesięcioro dzieci. Pięcioro zmarło w niemowlęctwie. Taka była tamta rzeczywistość.

Gdy skończyła 78 lat, jej mąż już nie żył, dzieci wyjechały z domu, a jej dłonie, zniszczone przez artretyzm, nie były już w stanie utrzymać igły do haftowania — a haft był jej jedynym twórczym zajęciem.

Była biedna. Samotna. I traciła poczucie, że jest jeszcze do czegoś potrzebna.

Nadchodziło Boże Narodzenie.

Anna chciała dać swoim dzieciom i wnukom prezenty. Nie miała jednak pieniędzy. Życie na farmie nigdy nie uczyniło ich bogatymi, a teraz utrzymywała się z niewielkiego, stałego świadczenia. Nie było mowy o prezentach ze sklepu.

Więc zrobiła to, co robiło wiele biednych ludzi: stworzyła coś własnymi rękami.

Zaczęła malować. Nie dlatego, że była artystką — nigdy nie brała lekcji malarstwa. Nie dlatego, że miała wielkie, twórcze ambicje. Po prostu potrzebowała prezentów, na które ją nie było stać.

Malowała na skrawkach drewna i płótna. Używała taniej farby do ścian i starych pędzli.
Malowała to, co pamiętała: ośnieżone farmy, dzieci na sankach, wiejskie zabawy przy zbiorze soku z klonów, dożynki. Proste sceny z życia, które znikało.

Jej rodzinie te obrazy się spodobały. Były pogodne, ciepłe, pełne nostalgii. Zawiesili je na ścianach.

Anna malowała dalej. Nie dla sławy. Po prostu po to, by wypełnić długie godziny. Żeby jej dłonie pracowały mimo bólu.

Namówiona przez córkę, oddała kilka obrazów do miejscowej apteki — sprzedawano tam jej domowe przetwory, więc czemu nie spróbować z obrazami?

Aptekarz zgodził się. Powiesił kilka prac w witrynie, z ceną od 3 do 5 dolarów za sztukę.

Wisiał tam miesiącami. Nikt ich nie kupił.

Aż pewnego dnia, w październiku 1938 roku, przejeżdżał obok mężczyzna o nazwisku Louis Caldor.

Był kolekcjonerem z Nowego Jorku, polującym na antyki. Spojrzał w witrynę i zamarł.

Obrazy były… dziwne. Wyraźnie namalowane przez kogoś bez akademickiego przygotowania. Prymitywne nawet. Ale była w nich jakaś prawda — ciepło, szczerość, radość, którą wyrafinowana sztuka gdzieś po drodze utraciła.

Kupił wszystkie. Potem pojechał do Anny na farmę i kupił resztę — około dziesięciu sztuk.

Anna była zdezorientowana. Ten „miastowy” chciał zapłacić prawdziwe pieniądze za jej amatorskie malunki? Te, które powstały tylko dlatego, że nie stać jej było na prezenty?

Sprzedała mu je za 3–5 dolarów za sztukę.

Caldor wrócił do Nowego Jorku z bagażnikiem pełnym obrazów 78-letniej wdowy i zaczął chodzić po galeriach.

Wszędzie usłyszał odmowę.

„Zbyt prymitywne”.
„To nie jest sztuka”.
„Nie ma wykształcenia”.
„Amatorszczyzna”.

Był rok 1939. Świat sztuki żył abstrakcją, intelektualnym modernizmem i europejską awangardą. Malownicze scenki wiejskie wyglądały jak ilustracje do książek dla dzieci.
Powaga świata sztuki nie znosiła sentymentu.

Ale Caldor był uparty.

W 1939 roku namówił MoMA, by włączyła trzy prace Anny do wystawy nieznanych artystów amerykańskich. Krytycy prawie ich nie zauważyli. Ale zwykli ludzie zatrzymywali się, uśmiechali, patrzyli długo. Te obrazy przypominały im dzieciństwo, farmy dziadków, spokojniejszą Amerykę sprzed Wielkiego Kryzysu i wojny.

W listopadzie 1940 roku prestiżowa galeria Galerie St. Etienne zorganizowała jej pierwszą indywidualną wystawę.

Właściciel Otto Kallir — uchodźca z nazistowskiej Austrii — rozumiał, że wielka sztuka nie musi rodzić się w akademiach. Czasem rodzi się w duszy.

Nazwano ją „Grandma Moses” — Babcią Moses — imieniem, które podkreślało jej wiek, zwyczajność, autentyczność.

Wystawa okazała się sensacją. Nie wśród krytyków — ci nadal mówili o „kiczu” i „sentymencie”.
Ale wśród zwykłych Amerykanów.

Znużonych kryzysem i przestraszonych wojną.
Oni nie chcieli intelektualnych gier. Chcieli poczuć ulgę.

Obrazy sprzedały się natychmiast. Gazety pisały, magazyny publikowały artykuły. Babcia Moses stała się sławna z dnia na dzień.

Miała 80 lat.
I dopiero zaczynała.

Przez kolejne 21 lat namalowała ponad 1600 obrazów — od 78 do 101 roku życia. Wiele sprzedawano za tysiące dolarów — fortunę dla kogoś, kto kilka lat wcześniej nie miał pieniędzy na prezenty.

Była na okładce Time, spotkała prezydenta Trumana, wystąpiła u Eda Sullivana, jej obrazy znalazły się na kartkach pocztowych i znaczkach.

Tam, gdzie krytycy widzieli „naiv art”, ludzie widzieli prawdę.

Babcia Moses malowała aż do momentu, gdy fizycznie nie była już w stanie.

W dniu jej setnych urodzin — w 1960 roku — gubernator Nowego Jorku ogłosił „Dzień Babci Moses”.

Ostatni obraz skończyła w 1961 roku. Zmarła kilka miesięcy później, mając 101 lat.

Przetrwała wojnę secesyjną, dwie wojny światowe, Wielki Kryzys, epokę atomu i wyścig kosmiczny.

A w ostatnich 23 latach swojego życia przeszła drogę od ubogiej wdowy do artystki-milionerki, której prace dziś znajdują się w muzeach na całym świecie.

Jej obrazy osiągają dziś ceny od 100 tysięcy do ponad miliona dolarów.

Nieźle jak na „amatorkę”.

Bo Babcia Moses udowodniła jedno:
to nie świat sztuki decyduje, co jest wartościowe — tylko ludzie.
Wykształcenie nie daje autentyczności. Autentyczność daje prawdę.
Wiek nie ogranicza potencjału. Ogranicza jedynie strach.

Babcia Moses nie czekała na pozwolenie. Nie potrzebowała dyplomu. Nie potrzebowała młodości.
Potrzebowała tylko czegoś do powiedzenia — i odwagi, by to powiedzieć.

Miała 78 lat, była biedna, z artretyzmem, bez „kwalifikacji”.
A jednak malowała.
I została legendą.

Więc mam do ciebie pytanie:
Z jakiego marzenia rezygnujesz, bo „za późno”, „za stary”, „bez przygotowania”?
Co zacząłbyś dziś, gdybyś przestał czekać na pozwolenie?

Babcia Moses nie czekała.
Wzięła pędzel w wieku 78 lat i zmieniła historię sztuki.

Jakie jest twoje usprawiedliwienie?

Warto dla siebie: spacer, chwila spokoju, obserwacja tego, co obok
02/01/2026

Warto dla siebie: spacer, chwila spokoju, obserwacja tego, co obok

Adres

Sienkiewicza 55B Lok. 1
Białystok
15-002

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 20:00
Wtorek 09:00 - 20:00
Środa 09:00 - 20:00
Czwartek 09:00 - 20:00
Piątek 09:00 - 20:00

Telefon

+48783302994

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psychoterapia Białystok umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria