Urszula Jakuć - psycholog i terapeuta

Urszula Jakuć - psycholog i terapeuta Zajmuję się opiniowaniem, diagnozowaniem i badaniem psychologicznym.

Wybaczyć nie oznacza zapomnieć.Oznacza przestać nosić w sobie cudze zło.Wybaczenie krzywdy, kłamstwa, oczerniania czy pl...
18/01/2026

Wybaczyć nie oznacza zapomnieć.
Oznacza przestać nosić w sobie cudze zło.

Wybaczenie krzywdy, kłamstwa, oczerniania czy plotek to jedna z trudniejszych decyzji w życiu.
Ale jeśli chcesz odzyskać spokój w sercu – musisz to zrobić. Nie dla innych. Dla siebie.

Są ludzie, którzy, aby wybielić siebie, ukryć swoją winę, zataić swoje błędy, pójdą na całość. Będą kłamać, obgadywać, insynuować… Posuną się do najpodlejszych podstępstw, aby ratować swoją władzę, prestiż, wpływy, nazwisko, pieniądze. Nawet, jeśli będą musieli skrzywdzić kogoś niewinnego…

I na to często nie masz wpływu. Na to, że ktoś nie dopuszcza do siebie myśli, że rani zachowaniem, słowem albo milczeniem…

Mądrość polega na odpuszczeniu. Na zostawieniu tego, co ktoś próbuje w tobie zaszczepić.

Wybaczenie nie jest zgodą na zło.
To decyzja, że nie będziesz dalej dźwigać cudzego ciężaru.
I że wyciągasz wnioski – żeby następnym razem lepiej widzieć, szybciej reagować, mądrzej wybierać.

Ranienie innych bardzo często wynika z pustki, którą ktoś niesie w sobie.
A ty nie musisz tej pustki wypełniać własnym spokojem.

I tu dochodzimy do sedna: ludzie obok ciebie mają realny wpływ na twoje życie.
Nie symboliczny. Realny.

Pokaż mi pięć osób, z którymi przebywasz najczęściej, a zobaczysz kierunek, w jakim idziesz.
Ich język staje się twoim językiem.
Ich normy stają się „normalne” w twoim życiu.
Ich emocje wchodzą ci pod skórę.
Ich sposób myślenia zniewala twoją głowę.

Dlatego to takie ważne, żeby świadomie wybierać środowisko. W życiu prywatnym i zawodowym.
Bo w dłuższej perspektywie nie wygrywa ten, kto ma rację. Ale ten, kto choć pamięta o krzywdach, to wybacza…
Ten, kto potrafi żyć bez żalu, bez nienawiści, bez goryczy. Wygrywa ten, kto po prostu nie ogląda się za siebie❤️

Nie ma przypadków.Są spotkania, które przychodzą dokładnie wtedy, kiedy są potrzebne.Jedni ludzie są lekcją – bolesną, a...
07/01/2026

Nie ma przypadków.
Są spotkania, które przychodzą dokładnie wtedy, kiedy są potrzebne.

Jedni ludzie są lekcją – bolesną, ale konieczną.
Inni - zadaniem wymagającym cierpliwości, odwagi i dojrzałości.
Są tacy, którzy stają się wyzwaniem – bo zmuszają nas do przekroczenia własnych granic.
I tacy, którzy pozostają niespełnionym marzeniem – pięknym, choć niedomkniętym.
Bywają też fascynacją i inspiracją – kimś, przy kim na nowo czujemy, że żyjemy.

Trzeba mieć otwarte oczy i serce, żeby to dostrzec.
Zobaczyć.
Poczuć.

Nie oceniać.
Nie przyklejać etykiet.
Nie pytać obsesyjnie: dlaczego się nie udało?

Lepiej zapytać: co ta relacja wniosła do mojego życia?
Czego mnie nauczyła o mnie samym?
Co we mnie obudziła – albo co pomogła zamknąć?

Czasem dopiero z perspektywy czasu widzimy, że nic nie było na darmo.
Że każda relacja – nawet ta krótka, trudna czy niedokończona – zostawiła ślad.
Uczyła granic.
Uczyła odwagi.
Uczyła miłości do siebie.

Nie każdy zostaje na zawsze.
Ale każdy coś po sobie zostawia…

Byłam dziś po pracy w kinie. Potrzebowałam czegoś, co na chwilę mnie zatrzyma i natchnie nadzieją.Film „Ścieżki życia” t...
05/01/2026

Byłam dziś po pracy w kinie. Potrzebowałam czegoś, co na chwilę mnie zatrzyma i natchnie nadzieją.

Film „Ścieżki życia” to gwarantuje. (Oryginalny tytuł: „The Salt Path”, czyli Słona ścieżka). Jest słony jak morze, ale zniewala widokami i głębią. Jest cichy, a jednocześnie rozdzierająco prawdziwy. Niespieszny, a pełen dramatyzmu. Pokazuje, jak szybko można stracić to, co uznawało się za pewne. I zadaje pytanie najważniejsze: co zostaje, kiedy znika wszystko?

Bohaterowie tracą niemal całe dotychczasowe życie. Dom, źródło dochodów, poczucie bezpieczeństwa.Ale zamiast się poddać, wybierają drogę. Dosłownie. Wyruszają pieszo w długą wędrówkę wzdłuż dzikiego wybrzeża. Bez pieniędzy, z namiotem i tym, co da się unieść. Idą przed siebie — nie po to, żeby udowodnić światu siłę, ale żeby ocalić coś w sobie. I siebie nawzajem.

„The Salt Path” to film o wolności, która nie ma nic wspólnego z posiadaniem. O życiu, które zaczyna się naprawdę nie tam, gdzie jest wygodnie, ale tam, gdzie jest prawdziwie. W naturze, która choć dzika i nieposkromiona, potrafi ukoić nas bardziej niż najpiękniejsze ściany. W drugim człowieku, który zostaje obok, nawet gdy nie ma już nic do zaoferowania poza swoją obecnością.

Wyszłam z kina z myślą, że czasem trzeba stracić „wszystko”, żeby zobaczyć, co było najważniejsze od początku. I że siły witalne przede wszystkim objawiają się w sile ducha, a nie ciała. A najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

Życie nie prosi o wielkie czyny. Prosi tylko nas o to, żebyśmy zauważyli to, co naprawdę ważne — zanim minie❤️

https://helios.pl/Ta historia podniesie Was na duchu! Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, poruszająca i pełna nadziei opowieść o dojrzałej miłości, która o...

Nowy Rok nie zmienia niczego sam z siebie — jest tylko lustrem: pokazuje, kim jesteś i co naprawdę chcesz nieść dalej.Mó...
01/01/2026

Nowy Rok nie zmienia niczego sam z siebie — jest tylko lustrem: pokazuje, kim jesteś i co naprawdę chcesz nieść dalej.

Mówi się, że coś się kończy i coś się zaczyna. Nowe plany, marzenia, postanowienia. Ale nasza zmiana nie zależy od magicznej zmiany daty, tylko od tego, czy naprawdę jej chcemy. I jeśli jej chcemy — to dlaczego?

Zatrzymaj się na moment i zobacz, w jakim miejscu jesteś. Czy dobrze Ci było w minionym roku? Kto się w nim pojawił? Kto był lekcją, a kto nadzieją? Kto został przy Tobie w trudnych chwilach, kto odszedł, kto przyszedł — bo czasem pewne odejścia są potrzebne, żeby zrobiło się miejsce dla innych ważnych osób. O kim myślisz, a z kim żyjesz. W jakim miejscu jesteś — w pracy i w życiu — i dokąd chcesz iść dalej.

To nie magia. Najważniejsza jest chęć codziennej zmiany. I jeszcze jedno: ludzie. Bo nie wszystko zależy od planów i postanowień. Czasem największą zmianą jest to, kogo dopuszczasz blisko. Warto być przy tych, którzy dodają Ci siły — a nie przy tych, przy których musisz się stale tłumaczyć, porównywać albo udowadniać swoją wartość. Takich, przy których możesz oddychać.

Może warto coś zostawić. Puścić. Złe myśli, stare nastawienie, rozczarowania, które już nic nie wnoszą. I wejść w nowy rok lżej — z wdzięcznością za moment, za chwilę i za osoby, które są teraz w Twoim życiu.

Życzę Ci, żebyś nie czekał(a) na „magiczny” Nowy Rok, tylko zmieniał(a) życie małymi, codziennymi decyzjami: wracał(a) do tego, czego naprawdę chcesz, puszczał(a) to, co już nie służy, i wybierał(a) ludzi, przy których możesz oddychać i rosnąć.

Złota klatka nadal jest klatką.Miłość, która zamyka, powoli zabija…Szacunek zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba z...
29/12/2025

Złota klatka nadal jest klatką.
Miłość, która zamyka, powoli zabija…

Szacunek zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba zmieniania drugiego człowieka pod siebie.
Nie wtedy, gdy wszystko jest podobne i wygodne,
ale wtedy, gdy spotykają się dwa światy ukształtowane w innych domach,
przez inne wartości, inne braki, inne sposoby radzenia sobie z życiem.

Na początku różnice fascynują.
Czyjaś wrażliwość. Spokój. Ambicja. Swoboda.
A potem — im bliżej, im bardziej „na serio” —
te same różnice zaczynają przeszkadzać.
Bo bliskość uruchamia lęk.
Że ktoś nie kocha tak, jak my umiemy.
Że nie spełnia obrazu, który nosimy w sobie od lat.

I wtedy pojawia się cicha próba przebudowywania.
Żeby był bardziej taki.
Żeby była mniej taka.
Żeby przestał patrzeć.
Żeby zrezygnowała z tego, co ją karmi.

Tylko że człowieka nie da się kochać, jednocześnie go poprawiając.
Nie da się budować relacji kosztem czyjejś wolności,
nawet jeśli robimy to z lęku albo w imię „dobra związku”.

Nie zabronisz zachwytu.
Nie wyłączysz wrażliwości.
Nie zmienisz czyjegoś wnętrza siłą — nawet w imię miłości.
Bo zmiana bez zgody serca jest przemocą, choćby była cicha i „dla dobra”.

Szacunek to pozwolenie.
Na taniec, którego nie rozumiesz.
Na ścieżki, po których sam nie chcesz iść.
Na książki, gdy ty wybierasz ryby.
Na inne tempo, inną definicję szczęścia.

Szacunek to także kompromis.
Nie jako dowód przegranej, ale jako znak obecności.
Czasem pójście na koncert, który nie jest „mój”.
Czasem kolacja z ludźmi ważnymi dla niej, choć sam wolałbyś ciszę.
Czasem wysłuchanie historii, która nie dotyczy bezpośrednio mnie —
ale dotyczy kogoś, kogo kocham.

Uczestniczenie w życiu drugiej osoby nie oznacza utraty własnego.
To decyzja by interesować się tym, co dla niej ważne,
nawet jeśli nie jest to moim światem.
Bo relacja nie rośnie tylko tam, gdzie jest wygodnie,
ale tam, gdzie jest uważność i gotowość do spotkania — w połowie drogi.

Bycie razem nie polega na całkowitym rezygnowaniu z siebie ani na podporządkowaniu drugiego.
Polega na uważności, delikatności i dawaniu sobie przestrzeni.

Bo miłość nie potrzebuje klatek.
Miłość potrzebuje przestrzeni.

Niektóre zachody są po to, by człowiek mógł spotkać samego siebie…
28/12/2025

Niektóre zachody są po to, by człowiek mógł spotkać samego siebie…

Święta nie zmieniają życia.One tylko wyraźniej pokazują, w jakim miejscu jesteśmy…Zdejmują warstwy. Spowalniają to, co p...
23/12/2025

Święta nie zmieniają życia.
One tylko wyraźniej pokazują, w jakim miejscu jesteśmy…

Zdejmują warstwy. Spowalniają to, co przez cały rok było w biegu. W tej pauzie cisza zaczyna mówić głośniej niż wszystko inne. I wychodzi to, czego nie dało się już zagłuszyć: zmęczenie, tęsknota, strata, pytania bez prostych odpowiedzi…
Święta nie dokładają bólu. One tylko przestają go zasłaniać.

Dlatego dla jednych są ciepłem, a dla innych ciężarem.
Dla jednych spotkaniem, dla innych konfrontacją.
Z tym, kim się stałem.
Z tym, czego nie udało się ocalić.
Z tym, co jednak przetrwało — czasem w najmniej oczywistej formie.

To także czas wyciszenia. Jeśli tylko pozwolimy sobie nie zagłuszać go kolejnym planem, kolejną rozmową, kolejną aktywnością. Czas, w którym można usiąść w ciszy i zajrzeć w siebie bez pośpiechu. Zobaczyć, co naprawdę boli. Ale też — co nadal daje oparcie. Co mamy, choć często przestajemy to zauważać, bo wydaje się zbyt zwyczajne.

Psychologicznie to powrót do sedna. Do potrzeb, które były odkładane. Do uczuć, które domagały się uznania. Do pytania, czy potrafię być dla siebie łagodny, zanim spróbuję być taki dla innych. Czy umiem docenić to, co jest — zanim znów zacznę gonić za tym, czego jeszcze nie mam…

Bo piękno świąt nie jest w perfekcji.
Jest w kruchości.
W niedokończonych rozmowach.
W spokoju, który nie krzyczy.
W wzruszeniu, które przychodzi bez zapowiedzi.
W uśmiechu, który nie musi być szeroki — wystarczy, że jest prawdziwy.

I takich właśnie świąt Wam życzę.
Pełnych ukojenia.
Ciszy, która porządkuje.
Zatrzymania, które nie boli.
Głębi i czułości dla siebie.
Wdzięczności za to, co jest.
I obecności bliskich, która zostaje na dłużej niż same święta❤️

Miłość nie odchodzi razem z człowiekiem. Zmienia miejsce – z obecności obok przechodzi w obecność w nas. I tam zostaje❤️...
16/12/2025

Miłość nie odchodzi razem z człowiekiem. Zmienia miejsce – z obecności obok przechodzi w obecność w nas. I tam zostaje❤️

Odejście ukochanej osoby nie jest jednym momentem. To pęknięcie, które nagle pojawia się w świecie, który jeszcze wczoraj był spójny i bezpieczny.

Ta osoba była bliskością. Kimś, kto widział więcej, niż było wypowiedziane. Kto dawał ciepło w sposób naturalny, bez wysiłku, na długo. Była wsparciem, gdy brakowało sił, drogowskazem, gdy wszystko się mieszało, i takim cichym piorunochronem – brała na siebie to, co mogło nas przytłoczyć. Jej obecność porządkowała rzeczywistość. A czasem jedno spojrzenie albo zwykłe milczenie mówiło więcej niż słowa.

Kiedy ktoś taki odchodzi, ból nie znika. Naprawdę. Nie da się go „przepracować” ani zamknąć w kolejnych etapach. On zostaje. Jest tak samo intensywny, tylko nie pojawia się już bez przerwy. Przychodzi falami. I gdy wraca, boli dokładnie tak samo jak na początku. Są dni spokojniejsze, kiedy da się normalnie oddychać, i takie, gdy jedno wspomnienie potrafi rozsypać wszystko od nowa.

Nie lubię słowa „żałoba”. Brzmi zbyt technicznie, jakby ktoś opisał cierpienie w punktach. Jakbyśmy mieli działać według schematu. A przecież tak to nie wygląda. Życie po stracie nie jest procesem do odhaczenia. To próba odnalezienia się w codzienności, w której brakuje kogoś bardzo ważnego. Kogoś, kto był stały. Kto był „domem”.

Często słyszy się, że potrzeba czasu, żeby nauczyć się życia bez tej osoby. Ja czuję, że to nie do końca prawda. Czas sam z siebie niczego nie załatwia. Potrzeba raczej zgody na to, że wszystko się zmieniło. Że już nigdy nie będzie tak samo. Odejście bliskiej osoby zmienia nas na zawsze. Uczy kruchości życia w sposób, którego nie da się zapomnieć. Zabiera poczucie kontroli. I jednocześnie pokazuje, że więź nie kończy się wraz z odejściem – tylko przybiera inną formę. Ciszy. Tęsknoty. Obecności, której nie widać, ale którą czuje się bardzo wyraźnie.

Tego nie da się nauczyć z książek ani cudzych opowieści. Tego się nie tłumaczy. Kto stracił kogoś bliskiego, po prostu wie. Wie, że świat dalej się kręci, ale już inaczej. Że można funkcjonować, pracować, nawet się śmiać – i jednocześnie nosić w sobie pustkę, która zostanie na zawsze.

Bliskość nie znika wraz z odejściem. Zostaje w spojrzeniu na innych ludzi. W czułości. W sposobie reagowania. W tym, jak kochamy. I choć boli, choć brakuje, choć czasem brakuje słów – to właśnie ta więź jest dowodem, że to, co było między nami, było prawdziwe.

Nie uczymy się życia bez tej osoby.
Uczymy się życia z jej brakiem.

„bo życie dzieje się tu i teraz – w tym śniegu za oknem, w śmiechu dzieci. Nie oglądaj się za siebie, życie jest takie piękne”- moja mama❤️❤️❤️
16.12.2023

Wychowujemy dziś dzieci o coraz słabszej odporności psychicznej. Nie dlatego, że świat stał się trudniejszy, ale dlatego...
14/12/2025

Wychowujemy dziś dzieci o coraz słabszej odporności psychicznej. Nie dlatego, że świat stał się trudniejszy, ale dlatego, że robimy za nie zbyt dużo.

Zwraca na to uwagę dr Daniel Amen – jeden z najbardziej znanych psychiatrów dziecięcych na świecie, neuropsychiatra, autor bestsellerowych książek o mózgu i zdrowiu psychicznym. Od ponad 40 lat pokazuje, jak styl wychowania wpływa na rozwój mózgu dziecka i jego zdolność radzenia sobie z trudnościami. I mówi wprost: nadopiekuńczość osłabia.

Amen podkreśla, że dzieci nie budują odporności psychicznej wtedy, gdy są stale chronione przed dyskomfortem, porażką i frustracją. Budują ją wtedy, gdy mogą działać samodzielnie, popełniać błędy i doświadczać konsekwencji – przy obecnym, wspierającym dorosłym, ale bez wyręczania.

To stanowisko nie jest odosobnione. Psychologia rozwojowa, pedagogika i podejście Montessori są w tej kwestii spójne. Dziecko nie nauczy się odpowiedzialności, jeśli za każdym razem ktoś je ratuje. Nie rozwinie samoregulacji, jeśli odbierzemy mu frustrację. To właśnie frustracja – jak podkreśla Amen – jest treningiem dla mózgu: uczy cierpliwości, elastyczności i szukania rozwiązań.

Poczucie sprawczości rodzi się z doświadczenia. Z działania. Z prób i błędów. Gdy pozwalamy dziecku działać i ponosić skutki własnych decyzji, zaczyna ono naprawdę czuć: „potrafię”. A wiara rodzica w dziecko staje się fundamentem jego wewnętrznej siły.

Dr Daniel Amen powtarza jedno: nie ratuj, jeśli nie trzeba. Czasem najlepszą pomocą jest krok w tył. Towarzyszenie zamiast wyręczania. Obecność zamiast kontroli.

To nie jest wychowanie „na twardo”.
To wychowanie do życia…

Pozory są jak cienka warstwa lakieru — błyszczą na początku, ale szybko odpryskują. To, co zostaje pod spodem, pokazuje ...
09/12/2025

Pozory są jak cienka warstwa lakieru — błyszczą na początku, ale szybko odpryskują. To, co zostaje pod spodem, pokazuje prawdę o człowieku…

Ludzie potrafią oślepnąć na wszystko poza własnym ego. Wystarczy odrobina władzy, przewagi, stanowiska – i niektórzy zaczynają wierzyć, że są ponad innymi. Że wolno im więcej. Że mogą rządzić za pomocą strachu, manipulacji, pogardy. Przesuwać ludzi jak pionki. Upokarzać, by poczuć się silniejszymi. A przecież właśnie wtedy widać prawdę: kim jesteś, gdy nikt nie może cię zatrzymać.
Zazdrość, podchody, ciche gry – to codzienność tych, którzy żyją w przekonaniu, że świat ma ich słuchać. Że inni istnieją po to, by wypełniać ich oczekiwania. Że odejście kogoś od nich to zdrada, a nie wolny wybór. Przyjaźń staje się kontraktem, relacja – narzędziem, a ludzie – materiałem, który można wykorzystać i wyrzucić.
Życie jednak nie pyta, czy było po naszej myśli. Ono pokazuje, kogo wybieraliśmy, komu zabieraliśmy siłę, a komu ją dawaliśmy. Jest lustrem, które prędzej czy później trzeba unieść do twarzy. I już nie da się od niego odwrócić.
A potem przychodzi moment nieunikniony. Pozycja znika. Władza gaśnie. Przychodzi degradacja, utrata pracy lub emerytura. Znikają przywileje, strach w oczach innych, znika krąg ludzi, którzy byli „blisko”, dopóki coś z tego mieli. I nagle siedzisz przy wielkim, lśniącym stole w pięknym domu… i słyszysz tylko własne myśli. Telefon, który kiedyś nie milknął, nagle cichnie. Drzwi, które otwierały się same, pozostają zamknięte. Bo relacje budowane na strachu nie przeżywają jednej rzeczy – braku władzy.
I zostaje tylko sumienie. Bilans lat. Twarze tych, których złamałeś milczeniem, krzykiem, obojętnością. Pytanie, którego już nie da się odłożyć: Kim byłem dla ludzi? Jaka byłam dla podwładnych? Jak traktowałem słabszych?
Z perspektywy psychologii ego to konstrukcja „ja”: nasze potrzeby, granice, tożsamość. Zdrowe ego chroni. Nadęte – rani innych, by przetrwać. Słabe – potrzebuje kontroli, by nie rozpaść się na kawałki. Ego staje się więzieniem, gdy zaczyna być ważniejsze niż uczciwość, szacunek i człowieczeństwo.
Ostatecznie wartość człowieka mierzymy nie ilością władzy, którą zdobył, ale tym, jak jej używał…

Patrzenie na drugiego człowieka zaczyna się tam, gdzie kończą się założenia.Nie wtedy, gdy widzimy jego rolę, wizerunek,...
06/12/2025

Patrzenie na drugiego człowieka zaczyna się tam, gdzie kończą się założenia.
Nie wtedy, gdy widzimy jego rolę, wizerunek, tytuł — ale wtedy, gdy widzimy człowieka.
Tego prawdziwego: kruchego, zmiennego, czasem pogubionego, czasem silnego.
Takiego, który nie musi niczego udowadniać…

Najtrudniej zobaczyć kogoś takim, jaki jest naprawdę, gdy w głowie niesiemy cudze narracje.
Plotki, opowieści, etykiety.
Historie, które nie mają z nim nic wspólnego, a jednak próbują go definiować.
Prawdziwe widzenie wymaga rezygnacji z tego wszystkiego.
Zatrzymania się i powiedzenia sobie: chcę poznać go sam.

Bo wartość człowieka nie tkwi w legendzie, tylko w obecności.
W prostych gestach.
W uważnym słuchaniu.
W pytaniu „jak się masz?”, które nie jest kurtuazją, tylko troską.

Ludzie, którzy widzą innych bez filtrów, nie potrzebują wielkich słów ani fanfar.
Nie mierzą życia lajkami ani imponującą pozą.
Nie porównują i nie rywalizują, bo wiedzą, że dla wszystkich wystarczy miejsca pod słońcem.
Ich siła tkwi w naturalności.

Człowieka naprawdę widać dopiero wtedy, gdy przestaje się patrzeć cudzymi oczami…

Dziś wziełam udział w konferencji poświęconej diagnostyce i leczeniu raka piersi – spotkaniu, które wypełnione było wied...
05/12/2025

Dziś wziełam udział w konferencji poświęconej diagnostyce i leczeniu raka piersi – spotkaniu, które wypełnione było wiedzą, faktami i bardzo konkretnymi danymi. Ale to, co najbardziej mnie zatrzymało, to refleksja, która wybrzmiała między slajdami o starzeniu, stresie okołooperacyjnym i wielochorobowości.
Bo tak naprawdę te prezentacje mówiły o czymś więcej niż medycyna.

Pokazywały, że nasze zdrowie w wieku podeszłym jest sumą decyzji podejmowanych przez całe życie.
Że ciało pamięta – każdy okres braku ruchu, każdą nieprzespaną noc, każdy przewlekły stres, ale też każdą chwilę troski o siebie.

Dane były jasne:

• każdy dzień unieruchomienia oznacza tydzień rehabilitacji,
• kilka dni w łóżku to nawet 10% utraty masy mięśniowej,
• w starzeniu kluczowe są nie lata, lecz choroby towarzyszące i ogólny stan zdrowia,
• 75% stresu okołooperacyjnego wynika z kondycji, jaką zbudowaliśmy wcześniej

To nie była tylko prezentacja.
To była mapa życia – bardzo czytelna i bardzo uczciwa.

Uświadomiła mi jedno: profilaktyka nie zaczyna się po 40., 50. czy 60. roku życia. Ona zaczyna się dziś. Teraz. W tym, jak śpimy, jak się ruszamy, jak się odżywiamy i jak regulujemy stres.

Starzenie się jest pewne.
Ale jakość starzenia – to przestrzeń, na którą mamy realny wpływ.

Dzisiejsze spotkanie przypomniało mi, że dbanie o siebie nie jest luksusem ani dodatkiem.
Jest formą odpowiedzialności wobec swojej przyszłości.
I wobec siebie samej❤️

Adres

Białystok

Godziny Otwarcia

Wtorek 15:00 - 20:00
Środa 15:00 - 20:00
Czwartek 15:00 - 20:00
Piątek 15:00 - 16:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Urszula Jakuć - psycholog i terapeuta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Urszula Jakuć - psycholog i terapeuta:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria