30/10/2025
Nie czytaj jeśli nie chcesz płakać
Była chłodna noc
Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi tonął w deszczu i niewidocznych łzach. 💔
Nasza pacjentka rodziła swoje trzecie dziecko – wiedziała, że będzie z nią tylko przez chwilę.
Śmiertelna diagnoza pojawiła się w połowie ciąży. Gdy rodzina do nas trafiła, wspólnie z nią, zespołem szpitala i naszego hospicjum perinatalnego starannie zaplanowaliśmy to, co mogliśmy. Co było przewidywalne.
Mama, tata i rodzeństwo poznali najbardziej prawdopodobny scenariusz. Jednak serca marzyły, że maleństwo zostanie z nimi chociaż na kilka tygodni. Mieli dla niego morze miłości, czułości i troski.
W domu czekała kołyska, a w samochodzie fotelik w króliczki. Kocyk był żółty, z pomponami – wybrany przez starsze rodzeństwo.
W dniu porodu nad wszystkim czuwała Gajuszowa położna oraz koordynatorka. Na czas przybył ksiądz oraz fotografka. Pod telefonem była psycholog.
Wszyscy zadbali o całą rodzinę.
Mama powiedziała do koordynatorki, że wpada w panikę. Usłyszała w odpowiedzi:
„– Czy leci z nami pilot? Damy radę”. Zaczęła się śmiać i płakać jednocześnie, spokój wrócił na chwilę.
Jednak kiedy zbliżał się moment narodzin, znów się bała, bo jakaś jej część nie chciała urodzić maluszka. W macicy przecież żył, był po prostu bezpieczny...
I tak mijały godziny, z rozwarciem 8 cm. Nic się nie działo.
Wtedy koordynatorka i położna poprosiły mamę o zgodę na rozmowę z dzieckiem (taki rytuał), które także chciało pozostać po tamtej stronie brzuszka. Kiedy dziecko usłyszało, że już czas, że nie ma powodu do obaw, to jeszcze mama musiała się na to powitanie zgodzić. Dotknęła brzucha, pogłaskała, jakby wiedziała, co się wydarzy za chwilę i wypłakała dwie litery: „OK". Ku zdumieniu lekarza, dwie minuty później dziecko przyszło na świat.
Wyglądało jak rybka wyrzucona na brzeg, która nie może już wrócić tam, skąd przybyła.
Życie maluszka trwało kilkanaście minut.
Rozpacz mamy była ogromna.
Byliśmy z rodziną całą noc i dbaliśmy o ich emocje.
Później pomogliśmy w pożegnaniu. Dziękujemy księdzu Grzegorzowi Chirkowi za poprowadzenie wzruszającego pogrzebu.
Psycholog będzie z rodziną tyle, ile trzeba.
Kołyska w domu na razie została – rodzice nie chcą jej oddawać.
Mama wciąż wozi w samochodzie fotelik. Po prostu ma taką potrzebę.
Rytm żałoby jest inny dla każdego. Rodzina rozumie, nie pyta, czeka – bo takie rany goją się powoli. Pomaga im nie tylko czas, ale przede wszystkim LUDZIE.
🖤🖤🖤🖤
Hospicjum perinatalne to mądra pomoc bez oceniania.
Pomóż nam dbać o każde dzieciństwo. Nawet najkrótsze.
👉 gajusz.org.pl/pomagam/zostan-pomagajuszem