01/04/2026
Specjaliści z USK uratowali życie ciężarnej kobiety
11 marca pracownicy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz kilku klinik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego zapamiętają na długo. Przez kilka godzin walczyli o życie ciężarnej kobiety – Białostoczanki, pani Justyny. Wykonano śródresuscytacyjne cięcie cesarskie, czyli wydobycie płodu podczas resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Dziś Pani Justyna opuściła szpital - a żegnali ją ci, którzy ratowali jej życie. A było to około 70 osób.
11 marca nic nie zapowiadało, że w życiu pani Justyny, 36-letniej mieszkanki Białegostoku, wydarzy się coś dramatycznego. Był to pierwszy dzień zwolnienia lekarskiego, które wzięła, będąc już w 36. tygodniu ciąży. Po południu pomagała mężowi skręcać łóżeczko. Po godzinie 15 nagle poczuła duszność i nawet omdlała. Mąż natychmiast wezwał pogotowie.
Zespół ratownictwa medycznego zbadał pacjentkę. Jej stan (niska saturacja oraz podwyższone tętno) wskazywał na poważne problemy medyczne. Karetka przywiozła pacjentkę na SOR w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym około godziny 16:33. Pacjentka była przytomna, ale już z zaburzeniami świadomości i silną dusznością. Od początku jako przyczynę tego stanu podejrzewano zator płucny.
Około godziny 16:40, czyli tuż po przyjęciu, doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Rozpoczęła się akcja ratunkowa. Podjęto decyzję o natychmiastowym wykonaniu cięcia cesarskiego. Natychmiast wezwano położników i neonatologów. Zespół SOR prowadził reanimację, pacjentkę zaintubowano, podłączono do respiratora i przewieziono na salę operacyjną SOR.
O godzinie 16:47 – po 7 minutach od nagłego zatrzymania krążenia – zespół położników wykonał cesarskie cięcie. W tym czasie nieprzerwanie trwała akcja ratunkowa – masaż serca, a za pacjentkę oddychał respirator. Noworodek również był w stanie zatrzymania krążenia, dlatego drugi zespół neonatologów podjął jego reanimację. Po przywróceniu krążenia dziecko zostało przekazane na Oddział Intensywnej Terapii Noworodka w Klinice Neonatologii (dziecko jest tam nadal).
Stan matki jednak się nie poprawiał. Serce wznawiało pracę, by po chwili znów przestać bić. W trakcie cięcia cesarskiego kobietę czterokrotnie poddano defibrylacji. Dodatkowo wystąpiło krwawienie – jeszcze na SOR przetoczono jej krew i czynniki krzepnięcia.
Po zamknięciu powłok brzusznych kardiochirurdzy zakwalifikowali pacjentkę do terapii ECMO, czyli podłączenia do sztucznego płuco-serca (urządzenie to przejmuje funkcje płuc – natlenianie krwi i usuwanie dwutlenku węgla – oraz serca – pompowanie krwi). Chorą przewieziono na Oddział Intensywnej Terapii.
Tam wykonano tomografię komputerową klatki piersiowej, jamy brzusznej i głowy. Badanie nie pozostawiało wątpliwości – pani Justyna miała masywny zator płucny typu „jeździec”, blokujący dopływ krwi do obu tętnic płucnych. Dodatkowo okazało się, że pacjentka krwawi do jamy brzusznej.
Na łóżku sali intensywnej terapii specjaliści z Kliniki Perinatologii oraz Ginekologii wykonali operację – zatamowali krwawienie i usunęli ponad litr krwi z jamy brzusznej. W trakcie operacji pacjentka ponownie była reanimowana, ponieważ doszło do kolejnego zatrzymania krążenia.
Gdy stan kobiety się ustabilizował, do działania przystąpili kardiochirurdzy. Przeprowadzili małoinwazyjną embolektomię płucną. Przez nakłucie żyły udowej, bez otwierania klatki piersiowej, usunęli z tętnicy płucnej masywny zator.
Mimo wykonanego zabiegu przez kolejne dwa tygodnie trwała walka o życie pacjentki na oddziale intensywnej terapii. Dopiero 27 marca jej stan ustabilizował się na tyle, że mogła zostać przeniesiona do Kliniki Kardiologii. Dziś opuściła szpital.
- Ta walka o życie pacjentki była bardzo heroiczna – mówiła podczas dzisiejszej konferencji prasowej dr Marzena Wojewódzka-Żelezniakowicz, kierownik SOR, zastępca dyrektora USK ds. lecznictwa. – Pacjentka, która miała ogromną wolę życia, i zespół, który się nie poddawał. Wykorzystaliśmy wszystkie techniki, wszystkie nowoczesne metody leczenia, które są dostępne w naszym szpitalu. Dzięki temu możemy mówić o sukcesie. Nasza pacjentka przeżyła, żyje człowiek, kobieta, mama, żona. Zespół naszego szpitala potrafił zareagować we właściwy sposób na każdym etapie leczenia.
Jak przyznała dr hab. Wojewódzka-Żelezniakowicz pacjentkę ratowało około 70 osób. Lekarze i ratownicy z SOR, kardiochirurdzy, położnicy, ginekolodzy, anestezjolodzy, ale też osoby które zajmują się gospodarką krwią.
- Pacjentka była we wstrząsie krwotocznym, we wstrząsie obturacyjnym – mówił dr Sławomir Czaban, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii z Blokiem Operacyjnym. - Pani otrzymała kilkukrotną transfuzje wymienną. Mój zespół Kliniki Anestezjologii skoncentrowany był na tym, by utrzymać pacjentkę przy życiu, ale też na stabilizacji układu hemostazy i opanować zaburzenia krzepnięcia i uzupełnić niedobory krwi krążącej. W Pani nie krąży ani kropla własnej krwi, dostała jej Pani tyle, że można byłoby ją obdzielić kilka osób.
Dr Czaban przyznał, że choć anestezjologią zajmuje się 42 lata, przez te lata nigdy nie miał tak skomplikowanego przypadku klinicznego.
Żylna choroba zakrzepowo-zatorowa wikła do 0,2% wszystkich ciąż. Wśród przyczyn zgonów ciężarnych zator płucny stanowi od 14 do 20%. W większości przypadków choroba ma przebieg łagodny lub umiarkowany, jednak co piąta ciężarna umierająca na świecie umiera właśnie z powodu zatoru płucnego. Do rozwoju zatorowości w ciąży przyczyniają się m.in. zmiany hormonalne zachodzące w organizmie kobiety.
- Ostatni okres ciąży oraz połogu czyli tych pierwszych tygodni po zakończeniu ciąży są okresem wysokiego ryzyka - mówił prof. Karol Kamiński, kierownik Kliniki Kardiologii. - Czy to w wyniku zaburzeń krążenia, czy to wrodzonych lub nabytych tendencjach do powstawania zakrzepów w żyłach kończyn dolnych lub miednicy mniejszej powstaje zakrzep. On jest transportowany wraz z prądem krwi do prawej komory i tętnicy płucnej. W momencie, kiedy zatrzyma się w tętnicy płucnej, nie pozwala przepłynąć krwi do płuc, i powoduje duszność, bóle w klatce piersiowej, zasłabnięcia.
Zdj. UMB Adam Ludwiczak