13/03/2026
Na weekend mamy dla Was bardzo budującą historię o tym, jak ważna w życiu jest pasja. Krystian Makac od 5 lat pracuje na SOR-ze w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym jako ratownik medyczny. W wolnych chwilach pisze wiersze. Wydał właśnie drugi tomik.
Katarzyna Malinowska-Olczyk: Skąd ta pasja do pisania wierszy?
Krystian Makac: Pisanie wierszy to moja pasja, hobby, ale też trochę taka ucieczka od tego świata, który czasami przytłacza. To też ucieczka od tych emocji, które czasem wybuchają we mnie. Myślę, że to jest też takie pokazanie ludziom takiego drugiego siebie. W swoich wierszach, szczególnie w tym nowym tomiku, nawiązuję do zakładania maski. Na co dzień jestem innym człowiekiem niż jestem w rzeczywistości, w środku. Więc to też jest takie trochę odkrycie kart. Liczę, że jak ktoś to przeczyta, to zobaczy, że jest we mnie coś więcej. I że może ktoś czuje podobnie po prostu i może moje wiersze mu pomogą. Może zobaczy, że ktoś jest taki na świecie, taki jak on, z podobnymi emocjami i przeżyciami. Może wtedy nie będzie się czuć aż tak samotnie z tym.
Tak od razu przyszła myśl, by te wiersze pokazać światu? Czy najpierw było pisanie do szuflady?
– Na początku pisałem do szuflady. Do pokazania moich wierszy światu przekonała mnie moja ówczesna dziewczyna. Radziła mi, żebym wyszedł z „szafy”, żebym pokazał, co właśnie jest wartościowe we mnie. Podobnie namawiał mnie brat.
Kiedy zaczął Pan pisać?
– Było to w okresie liceum. Wtedy człowiek najwięcej wszystko przeżywa, te wszystkie przemiany, miłości, trudności życiowe. I to pisanie pomagało mi. Jak pisałem, to czułem, że te emocje gdzieś poszły, uwolniły się.
Kiedy ukazał się pierwszy tomik?
– Na początku 2024 roku. Są też tam grafiki, które stworzyłem sam za pomocą sztucznej inteligencji na podstawie treści, jakie napisałem.
I jak te wiersze zostały odebrane przez znajomych?
– Lepiej, niż się spodziewałem. Nikt ich nie skrytykował. To dało mi takiego boosta, że może to wypalić. To sprawiło, że chciało mi się dalej pisać. Potem ten tomik wystawiłem w sklepie internetowym. Ale trzeba byłoby też zrobić jakąś reklamę, a na to potrzebne były pieniądze. Więc postanowiłem jeszcze bardziej wyjść ze swojej strefy komfortu i zacząłem umieszczać moje wiersze na Instagramie. Widzę, że jest tam 200–300 wyświetleń za każdym razem. I to jest takie budujące, że ktoś to czyta.
Myślę, że internet sprawia, że ludzie mają odwagę pisać to, co myślą, co czują, ale też krytykować otwarcie. Myślę, że internet jest takim papierkiem lakmusowym. Ale wracając do drugiego tomiku wierszy, który właśnie się ukazał pt. „Dorzecze”. Pisze Pan: „urodzony w małym miasteczku”. Czyli gdzie?
– W Czeremsze. Przy granicy z Białorusią.
Pisze też Pan o sobie: „od najmłodszych lat fascynował się literaturą i sztuką”.
– To prawda. Pisałem od najmłodszych lat. Lubiłem takie nierymowane zdania, ale które miały skład i ład.
To skąd wybór takich studiów? Czemu ratownictwo medyczne, a nie np. polonistyka?
– To jest bardzo ciężkie pytanie. Chyba bardziej z takiej świadomości, jak życie wygląda. Wiedziałem, że z pisania wierszy nie przeżyję. I potrzebny jest konkretny zawód. Wiedziałem, że pisanie wierszy to może być hobby, może dawać mi satysfakcję. Nigdy nie robiłem tego z myślą, że będę z tego miał pieniądze. Bo wtedy to nie miałoby dla mnie sensu. Bo jeśli myślałbym o pisaniu wierszy dla zarobku, to myślę, że nie byłbym szczery sam ze sobą.
A skąd wybór ratownictwa?
– Chciałem po prostu pomagać ludziom. Podobnie jak z wierszami – piszę z myślą, że to komuś pomoże, że ktoś coś odnajdzie w moich wierszach. Jak szedłem na studia, to bardziej wyobrażałem sobie siebie w karetce. Odnalazłem się jednak na SOR-ze, gdzie jest większa różnorodność pracy. I też ważny jest ten zespół ludzi, z którymi się pracuje. Człowiek się z tym zespołem zżył i ciężko sobie wyobrazić, że gdzieś indziej może być.
A jak Pan sobie wyobraża swoją przyszłość?
– Nie wiem. Nie wiem, co będę robił jutro. Ale chciałbym żyć twórczo. Wiem, że pisanie wierszy nie pozwoli mi przeżyć. Ale jeszcze w moim życiu jest muzyka. Gram na ukulele. I teraz próbuję swoich sił w pisaniu tekstów piosenek. Myślę o pracy ghostwritera. Ghostwriterzy to ludzie, którzy piszą teksty dla piosenkarzy. Bo oni nie piszą tekstów – to jest rzadkie. Kupują teksty, potem powstaje linia melodyczna i powstaje piosenka.
A coś udało się już napisać i sprzedać? Powstała już jakaś piosenka?
– Jeszcze póki co piszę do szuflady (śmiech). Ale takie marzenie jest. Zacząłem pisać. Chcę spróbować pójść w tę stronę.
Ale rozumiem, że ratownictwo na razie się nie znudziło. Będzie Pan dalej ratować na naszym SOR-ze?
– Tak, ratownictwo daje mi tę satysfakcję. Ale nie jestem pracoholikiem. Kiedy jestem w pracy, to skupiam się na niej w 100 proc. i daję z siebie to, co mogę – swoją wiedzę i umiejętności. Ale jak wychodzę z pracy, to zostawiam ją gdzieś tam z tyłu i skupiam się właśnie na tym pisaniu. Potrafię zamknąć drzwi i zostawić wszystko. Myślę, że tę umiejętność mam właśnie przez to, że mam tę swoją pasję, hobby.