08/05/2026
Kiedy rozwój utknie w odmętach nieprzeżytej żałoby, po której zaginął jakikolwiek ślad. A to, co zostało staje się substytutem żywego ale tak naprawdę kolaboruje z martwym.
UTRATA KTÓREJ "NIE BYŁO" CZYLI JAKIE SPUSTOSZENIE W PSYCHICE CZYNI KOMPLEKS "MARTWEJ MATKI"?
Życie, którego nie było" (tyt. oryg. The Forgotten) to thriller sci-fi o Telly Paretta (Julianne Moore), matce opłakującej syna zmarłego w katastrofie lotniczej. Film, chociaż kiepsko zrealizowany dotyka fundamentalnych pytań o realność wspomnień i o to, czy można wymazać z psychiki doświadczenie dawania życia i silnej, pierwotnej więzi.
Spoilerować nie będę dlatego zostawię to pytanie bez odpowiedzi, natomiast zadam je trochę inaczej:
"Czy można z psychiki wymazać doświadczenie straty, braku i śmierci ważnej osoby (niekoniecznie w sensie fizycznym)?"
Odpowiedzi poszukam w tekście André Green'a, który nie należy do łatwych. Bardziej się go intuicyjnie wyczuwa niż potrafi objąć umysłem. Niemniej jednak spróbuję trochę przybliżyć nakreślone w nim idee i fakty kliniczne. Jest to ważna i użyteczna w praktyce terapeutycznej charakterystyka stanu, który nie uchwycony w porę może zablokować autentyczny rozwój osobowy i progres w terapii na wiele lat.
Kompleks „martwej matki”, opisany przez André Greena, nie dotyczy realnej śmierci, lecz doświadczenia PSYCHICZNEJ NIEOBECNOŚCI. Dziecko pozostaje z matką, która fizycznie jest obecna, ale emocjonalnie wycofana najczęściej na skutek depresji lub własnej żałoby.
To właśnie ta nagła zmiana z żywego, reagującego obiektu w „pusty”, niedostępny - stanowi RDZEŃ TRAUMY. Nie chodzi tu tylko o utratę miłości, ale przede wszystkim o utratę znaczenia: dziecko nie rozumie, dlaczego relacja się załamuje, więc doświadcza tego jako czegoś niezrozumiałego i potencjalnie związanego z nim samym.
W odpowiedzi na tę sytuację psychika nie reaguje przede wszystkim NIENAWIŚCIĄ, jak mogłoby się wydawać, ale WYCOFANIEM. Dochodzi do odłączenia inwestycji emocjonalnej od obiektu i jednocześnie do nieświadomej identyfikacji z „martwą” matką. Powstaje wewnętrzna pustka czyli coś, co Green nazywa „dziurą” w strukturze psychicznej. To właśnie ona, a nie klasyczna depresja, staje się centralnym problemem.
Udawanie, mimikra, pobudzenie seksualne czy nadmierna aktywność intelektualna pojawiają się później jako próby poradzenia sobie z tą pustką, ale nie dotykają jej źródła.
W dorosłości osoby z tym doświadczeniem często funkcjonują pozornie dobrze: pracują, nawiązują relacje (choć powierzchowne), czasem nawet odnoszą sukcesy. Jednak w obszarze miłości pojawia się powtarzający się wzorzec: wycofania, ciągłego rozczarowania (brak czegoś istotnego, spełnienia), niemożność głębokiego zaangażowania.
Jeśli chodzi o osiąganie dojrzałości i rozwój to ulegają one zahamowaniu. Pojawia się poczucie utknięcia, unieruchomienie, czasami nawet przylgnięcia do obiektów na wiele lat bez możliwości odczucia satysfakcji, głębi i progresu.Takimi obiektami mogą być partnerzy osób z kompleksem martwej matki, pracodawcy czy terapeuci.
Miłość za pomocą której można nawiązać żywy (odżywiający) i rozwijający kontakt nie znika, ona zostaje "ZAMROŻONA" lub "ZMUMIFIKOWANA”. To sprawia, że relacje są jednocześnie potrzebne i niemożliwe.
Wchodzenie w znaczącą relację stanowi zagrożenie martwotą dlatego paradoksalnie "bezpieczniejsze" dla takich pacjentów jest wycofanie obsadzenia obiektów i trwanie w symulacji kontaktu, iluzji lub stanie "pomiędzy" (żywym i martwym). To sytuacja trudna do wytrzymania a jednocześnie jakikolwiek krok w przód czy w stronę wyjścia jest blokowany przez wciągającą, czarną dziurę pustki i zamierania.
W terapii największym wyzwaniem jest to, że problem nie ujawnia się wprost jako depresja. Pojawia się raczej w przeniesieniu jako doświadczenie terapeuty jako nieobecnego, chłodnego, niewystarczającego.
Kluczowe staje się wtedy nie tyle interpretowanie agresji czy konfliktów, ile zdolność do pracy z pustką, brakiem i wycofaniem. Niezmentalizowanym, konturowym, trudnym do uchwycenia świadomym umysłem. Zbyt duża neutralność czy milczenie mogą wręcz powtórzyć pierwotną traumę.
PROCES TERAPEUTYCZNY polega więc na czymś subtelniejszym: na stopniowym odróżnianiu (i oddzielaniu) tego co żywe od tego co umarło, ożywianiu relacji tam, gdzie wcześniej była pustka oraz na umożliwieniu przeżycia żałoby, która nigdy nie mogła się wydarzyć, a także na przywracaniu zdolności do kochania. Nie poprzez analizę samej nienawiści, ale poprzez dotarcie do tego, co ją poprzedzało - utraty, która nie została nazwana ani przeżyta. Po której zaginął mentalny i emocjonalny ślad.
Opracowanie tekstu:
Dominika Borowska-Stasica
Bibliografia:
André Green "Martwa matka"
Obraz:
Julia Tabenska "Mów do mnie"