18/04/2026
Kilka zdań o zachowaniach w "branży" chociaż nie lubię tak mówić o moim zawodzie - będzie długo.
Znana psycholog opowiada, że na jakimś wykładzie dotyczącym rodzicielstwa jedna z matek rzuciła pytanie, co może zrobić, bo córka przestała się do niej odzywać, a wcześniej wysłała jej nieprzyjemnego SMSa. Ta psycholog poradziła, żeby może uda się jakoś skłonić córkę, by poszła do psychologa. Na to matka powiedziała, że to było zachowanie córki po wizycie u psychologa. I tu rozpoczęła się tyrada znanej psycholog X o strasznych psychologach rozwalających więzy rodzinne. Zresztą taki zarzut pojawia się dość często w przestrzeni komentarzy... z reguły od nieświadomych lub toksycznych osób w rodzinie, jeżeli ktoś zaczyna stawiać granice i się zmieniać. Natomiast tu chodzi o coś innego. Chodzi o to, że znana psycholog dyskredytuje spotkania córki tejże pani z psychologiem i efekt tej pracy, nie mając bladego pojęcia, dlaczego ta dziewczyna tak zrobiła. Córka potem wysłała matce wiadomość, że ma prawo do złości - może niedoskonały sposób, ale coś zostało otwarte.
Nie ma pojęcia pani psycholog X, co się stało w tej rodzinie, dlaczego to tak wygląda, dlaczego córka nie jest gotowa na konfrontację wprost i kim naprawdę jest mama. Ja nie przeczę, że jest dużo dziwnych psychologów, ale po jednym zdaniu, ocenianie negatywnie wizyt dziewczyny, której ta kobieta nie widziała na oczy, po jednym pytaniu matki, której też nie zna, jest po prostu kompletnie nieprofesjonalne.
Znana psycholog Y opowiada o tym, że matka jej nie kochała i że wkurzają ją osoby, które mówią jej, że było inaczej, bo przecież każda matka kocha dziecko, a jej matka nie kochała i już. Po czym za chwilę opowiada dziennikarce, że inna matka (koleżanka dziennikarki) ma prawo powiedzieć swojemu dziecku "wstrętny bachorze, nie lubię cię, wkurzasz mnie nie będę z Tobą gadać". No serio? Po pierwsze, można powiedzieć, nie byłam kochana, nie czułam się kochana, ale to co czuje nawet toksyczna matka wie tylko ona. Fakt mogło ją wkurzać przekonywanie innych, że tak nie było, niemniej rozmowa jest o tym co czuła lub nie matka, a irytacja dotyczy odczuć własnych - nie matki. Po drugie, czy przypadkiem takie teksty, ty wstrętny bachorze, nie lubię cię, nie będę z tobą gadać, to nie jest coś, czego się słucha od matki, o której potem się mówi, że nie kochała? Jestem zażenowana takim poziomem komunikacji przekazywanej przez psychologa.
Znana sycholog Z. Pani opowiada o tym, że presja na wybaczanie jest straszna, bo można nie chcieć wybaczyć i już. I tu jest tylko kwestia definicji. Moim zdaniem wybaczenie nie mówi o tym, że trzeba osobę krzywdziciela przytulać, kochać i wrócić do poprzedniej relacji, a raczej odpuszczam, żeby mnie to już nie trzymało. Prawda, że presja w wydaniu
„powinnaś wybaczyć, bo inaczej jesteś niedojrzała / toksyczna / zablokowana” jest wstrętną oceną. Robienie z wybaczenia obowiązku moralnego jest złe. Krzywdę trzeba nazwać. Dążenie do puszczenia dla własnego uwolnienia od ciężaru złości lub puszczenie trzymania siebie w roli ofiary jest oczyszczające.
W moim świecie brzmi to tak "wybaczam Tobie dla mojego spokoju. Nie chcę Cię blisko np dlatego, że nie ma więzi, zaufania etc" Nie zawsze jest konieczne to mówić. Wystarczy poczuć w sobie. Ten kto krzywdzi nie musi rozumieć wybaczenia, może nawet szydzić. To już nie jest odpowiedzialność tego kto odpuszcza.
Ostatnia sprawa. Pojawiły się oferty: zeszyty z pytaniami do klientów dla psychologów terapeutów i coachów, żeby cytat "nie byli w PANICE szukania pytania..." Serio ?! wtedy... chyba trzeba superwizować, albo wrócić na zajęcia szkoleniowe, a nie kupować zeszyty z gotowcem. To tylko moje spostrzeżenie.