Wiejski Zielarz

Wiejski Zielarz Nie ma już Wiejskich Zielarzy

Związani z naturą jesteśmy od zawsze, szacunek do innych istot, troska o ich dobrostan, wysiłek by nieść pomoc.

Oto miara człowieczeństwa. Przyłóż ucho do ziemi i wsłuchaj się w głos matki natury.

23/11/2025

MNISZEK LEKARSKI – ZŁOTY KWIAT POLNYCH DRÓG

Mniszek lekarski (Taraxacum officinale) to jedno z najbardziej znanych ziół polnych.

W dawnych zielarniach wykorzystywano go głównie jako roślinę codzienną, zawsze obecną w pobliżu domu.

Najczęściej stosowano korzeń i ziele, z których powstawały środki wspierające trawienie, funkcję wątroby oraz pracę dróg żółciowych — wskazania te pojawiają się również w
nowoczesnych monografiach EMA i ESCOP (m.in. przy uczuciu pełności, wzdęciach,spowolnionym trawieniu, przejściowym braku apetytu).

Kwiat mniszka wykorzystywano dawniej inaczej — dodawano go do miodów, win i syropów,przede wszystkim ze względu na barwę i łagodny aromat. W literaturze etnograficznej
pojawiają się wzmianki o suszeniu kwiatów jako dodatku do domowych napojów wiosennych.

Suszony kwiat mniszka, stosowany dziś w naparze, jest łagodniejszą formą klasycznego surowca.

Zawiera te same grupy składników — goryczki, flawonoidy i kwasy fenolowe — które odpowiadają za delikatne pobudzenie trawienia i lekki, kwiatowo-goryczkowy smak.

W tradycyjnych gospodarstwach napary sporządzano najczęściej w ceramicznych kubkach: ceramika nie zmieniała smaku, dobrze trzymała ciepło i była powszechnie dostępna.
To naczynie naturalnie współgra z delikatnym charakterem naparu — pozwala mu stygnąć spokojnie, zachowując jego jasny, łagodny profil.

Napar z kwiatu mniszka dobrze sprawdza się zimą: jest lekki, wspiera trawienie cięższych potraw, a jego miękki aromat łączy się harmonijnie z miodem lipowym lub spadziowym.

Dlachętnych można dodać cienki plasterek imbiru — współczesny, zimowy akcent.

SKŁADNIKI NAPARU

1 płaska łyżeczka suszonego kwiatu mniszka
lekarskiego (Taraxacum officinale)

250 ml wody o temperaturze ok. 90°C

DODATKI OPCJONALNIE

– 1 łyżeczka miodu lipowego lub spadziowego
(dodać po ostudzeniu naparu poniżej 50°C)
– cieniutki plasterek świeżego imbiru
– kropla soku z cytryny (dodatek
współczesny)

SPOSÓB PRZYRZADZNIA NAPARU

1.Wsyp płaską łyżeczkę suszonego kwiatu mniszka
do ceramicznego kubka.

2.Zagotuj wodę i odczekaj około 1 minutę, aż
temperatura spadnie do 90°C.

3.Zalej surowiec wodą.

4.Przykryj i zaparzaj 10 minut.

5.Przecedź przez drobne sitko, aby napar był
klarowny.

6.Jeżeli chcesz dodać miód, poczekaj aż napar
wyraźnie ostygnie (miód zachowa wtedy swoje
właściwości).

7.Podawaj ciepły.

CIEKAWOSTKA

„ZŁOCENIE WINA” KWIATEM MNISZKA

W dawnej domowej kuchni, szczególnie na terenach Małopolski i Galicji, kwiaty mniszka używano nie tylko do syropów i miodów. W zapiskach etnograficznych z przełomu XIX i XX wieku pojawia się praktyka nazywana „złoceniem wina”.

Polegała ona na tym, że do młodego, jasnego wina domowego — najczęściej jabłkowego lub z suszonych owoców — dodawano kilka garści świeżych kwiatów mniszka. Kwiaty nadawały trunkowi: złotą, słoneczną barwę, delikatny aromat wiosny lekko miodowy ton, subtelne „rozjaśnienie smaku”.

Nie była to praktyka zielarska w sensie leczniczym, lecz gospodarska — służąca poprawie koloru i zapachu napoju. Etnografowie opisują, że gospodynie „na piękniejszy kolor i wiosenną woń” dodawały mniszek na kilka dni przed zlaniem wina do butelek.

Kwiaty potem odcedzano, pozostawiając w winie ciepły, jasny odcień, którego nie mogły dać same owoce.

To jeden z tych drobnych, zapomnianych zwyczajów wiejskich, który pokazuje, jak dobrze znano rośliny — nie tylko jako lekarstwo, ale jako naturalne barwniki i poprawiacze smaku, zawsze pod ręką, zawsze w zgodzie z rytmem pór roku.

Materiały do etnografii Galicji Zachodniej”
red. Seweryn Udziela, Kraków 1899–1903
– dział o napojach domowych i winach owocowych.
W części dotyczącej napojów wiosennych znajduje się zapis o dodawaniu „żółtych kwiatów mniszka dla nadania barwy i zapachu winom domowym”.

Wiejski Zielarz

Karta z przepisem jest dołaćzoan do Bramy do Ziół :)

STOKROTKA - WSTRZĄSAJĄCA BAŚŃ ANDERSENA Andersen , duński pisarz urodził się w roku 1805 a zmarł w 1875 . Zamierzchłe cz...
19/11/2025

STOKROTKA - WSTRZĄSAJĄCA BAŚŃ ANDERSENA

Andersen , duński pisarz urodził się w roku 1805 a zmarł w 1875 .

Zamierzchłe czasy, ale dla ludi tamtej epoki rewolucyjne, pełne zmian i szokujących wynalazków.

w tym czasie tworzyli :
Dickens,
Dostojewski (pierwsze powieści),
Słowacki i Krasiński w Polsce,
George Sand,
Emerson (zwany przez Mickiewicza amerykańskim Sokratesem)

Już wtedy wiedzieli bardzo dobrze że

NATURA ZAWSZE MÓWI PRAWDĘ

Emerson, którego życiorys nadaje się wspaniały film już wtedy miał jakże do dziś aktualne spostrzeżenia. Zacytujmy jego myśli

„W naturze każdy godzinny spacer jest lekcją filozofii.”

„To, co za nami i to, co przed nami, jest niczym w porównaniu z tym, co jest w nas.”

„Natura zawsze mówi prawdę. Kłamie tylko człowiek.”

NIEPOZORNE ROŚLINKI RATUJĄ ŚWIAT

Wspaniały zielarz , ojciec europejskiego zielarstwa ksiądz Kunzle mawiał

„Ludzie szukają rzadkości, a to pokrzywa i babka ratują ich najczęściej.”
„Ziele, które rośnie przy drodze, widzi więcej życia niż niejeden lekarz.”

I JEDNYM Z TYCH ZIÓŁ JEST STOKROTKA (składnik Bramy do Ziół)

zanim zajmiemy się stokrotką po zielarsku, poczytajmy wstrząsającej baśni o STOKROTCE

Oddaje bezsilność istot szlachetnych, pokazuje prawdziwe oblicze pędzącego na oślep społeczeństwa które ustawia siebie w samym centrum wszechświata.

Ratujmy się, wróćmy na łąki póki jeszcze są, pieczmy chleby i smarujmy je dobrym masłem.

Pijmy zioła i walczmy o to aby żyć w zdrowiu i szczęściu

JUTRO NAPISZE PO ZIELARSKU O STOKROTCE A DZISIAJ ZAPRASZAM NA WYCISKAJĄCĄ ŁZY BAŚŃ ANDERSENA

A teraz słuchaj!

Daleko na wsi, tuż koło drogi, stała altana; widziałeś ją na pewno, kiedyś tamtędy przechodził. Przed aItaną był mały ogródek kwiatowy z pomalowanymi sztachetami, tuż obok na murawie, wśród najpiękniejszej zielonej trawy, rosła mała stokrotka; słońce ogrzewało ją tak samo mocno i pięknie jak wielkie, pyszne kwiaty w ogrodzie, i dlatego rosła z godziny na godzinę. Pewnego ranka całkiem rozkwitła i stała tak ze swymi małymi, śnieżnobiałymi płatkami, które otaczały, jak promienie, żółte słoneczko pośrodku. Nie myślała wcale o tym, że żaden człowiek nie widzi jej w trawie i że jest biednym, pogardzanym kwiatkiem; nie - była bardzo zadowolona, zwracała się cała do ciepłego słońca, patrzała w nie i słuchała skowronka, który śpiewał w powietrzu.

Mała stokrotka czuła się szczęśliwa, jak gdyby to było wielkie święto, a przecież był to tylko poniedziałek; wszystkie dzieci uczyły się w szkole; podczas gdy dzieci tkwiły w ławkach i uczyły się tam czegoś - stokrotka tkwiła na swej zielonej łodydze i również się uczyła od ciepłego słońca i od wszystkiego, co ją otaczało, jaki Bóg jest dobry. Myślała o tym, jak pięknie wyśpiewuje skowronek to, co czuje w ciszy, i patrzyła z pewnego rodzaju czcią i podziwem na szczęśliwego ptaszka, który umie śpiewać i fruwać; ale nie martwiła się tym, że sama tak nie potrafi. "Widzę i słyszę! - myślała - słońce mnie grzeje i wiatr mnie całuje. Ach, obficie mnie obdarowano!".

Za sztachetami stało tyle sztywnych, wykwintnych kwiatów; im mniej pachniały, tym dumniej strzelały w górę. Piwonie nadymały się, aby być większymi od róż - ale rozmiar przecież nic nie znaczy. Tulipany miały najpiękniejsze barwy, wiedziały o tym dobrze i trzymały się prosto, aby je można było lepiej widzieć. Nie spostrzegały wcale małej stokrotki, ale ona patrzała na nie tym uważniej i myślała: "Jakież one bogate i piękne! Do nich przyleci na pewno ten wspaniały ptak w odwiedziny. Bogu dzięki, że jestem tak blisko nich, mogę przynajmniej przyglądać się ich wspaniałości". I właśnie gdy tak myślała, posłyszała: "Ćwir, ćwir!" - to skowronek zleciał na dół, ale nie do piwonii ani tulipanów - nie: sfrunął w trawę do biednej stokrotki; radość po prostu przeraziła stokrotkę i sama nie wiedziała, co ma myśleć.

Ptaszek tańczył dookoła stokrotki i śpiewał: "Jaka ta trawa jest miękka, patrzcie, jaki to kochany, mały kwiatek o złotym serduszku i srebrzystej sukience". Żółty środek stokrotki wyglądał naprawdę jak złoty, a małe płatki dookoła błyszczały swą białością. Jakże szczęśliwa była stokrotka - to trudno sobie wyobrazić. Ptaszek pocałował ją swym dziobem, zaśpiewał dla niej i pofrunął znowu w błękitne powietrze. Chyba kwadrans minął, zanim stokrotka przyszła do siebie. Trochę zawstydzona, ale jednak serdecznie uradowana, spojrzała na kwiaty w ogrodzie, widziały przecież, jaki ją spotkał honor i jakie szczęście; musiały zrozumieć, jaka to była dla niej radość; ale tulipany stały tak samo sztywne jak przedtem, twarze ich ściągnęły się, zaczerwieniły z gniewu. Piwonie nadęły się, "ph!", całe szczęście, że nie mogły mówić, na pewno robiłyby stokrotce ostre wymówki. Biedny kwiatek widział, że nie są w dobrym humorze, i to mu sprawiało prawdziwą przykrość. Wtedy do ogrodu przyszła dziewczynka z wielkim nożem, ostrym, błyszczącym, zbliżyła się do tulipanów i zaczęła obcinać jeden po drugim.

- Ach! - westchnęła stokrotka. - Jakież to straszne, już po tulipanach!

Dziewczynka odeszła z tulipanami; stokrotka była szczęśliwa, że stoi daleko w trawie i że jest małym, biednym kwiatkiem; była przepełniona wdzięcznością i kiedy słońce zaszło, zwinęła płatki i zasnęła śniąc przez całą noc o słońcu i o małym ptaszku.

Następnego ranka, kiedy kwiatek wyciągnął radośnie białe płatki, niby małe ramiona, do powietrza i słońca, posłyszał głos ptaszka, ale śpiew jego brzmiał smutnie. Tak, biedny skowronek miał powody do smutku, schwytano go i oto teraz siedział w klatce przy otwartym oknie. Śpiewał o szczęściu swobodnego fruwania, śpiewał o młodym, zielonym życie w polu i o pięknej podróży, którą mógłby odbyć na swych skrzydłach wysoko w powietrzu. Biedny ptaszek nie myślał o wesołości, siedział uwięziony w klatce.

Stokrotka chętnie by mu pomogła, ale jak miała się do tego zabrać? Trudno było coś wymyślić. Zapomniała zupełnie, jak pięknie było dookoła niej, jak gorąco grzało ją słońce i jak ślicznie wyglądały jej białe płatki; myślała tylko o uwięzionym ptaszku, któremu nie mogła pomóc.

Wtedy wyszło z ogrodu dwóch małych chłopców; jeden z nich trzymał nóż, taki sam duży i ostry jak ten, którym dziewczynka obcinała tulipany. Zmierzali wprost do stokrotki, która nie mogła zrozumieć, czego oni chcą.

- Moglibyśmy tu wyciąć dla skowronka piękny kawałek murawy! - powiedział jeden z chłopców i zaczął wycinać kwadrat dookoła stokrotki, zostawiając ją pośrodku.

- Wyrwij ten kwiat! - powiedział drugi chłopiec, a stokrotka zadrżała ze strachu, bo zostać wyrwaną to to samo co umrzeć, a teraz chciała tak bardzo żyć, teraz gdy miała się dostać z kawałkiem murawy do klatki skowronka.

- Nie, zostaw ją! - powiedział drugi chłopiec. - Tak ładnie wygląda!

Została więc i zabrano ją do klatki skowronka.

Biedny ptaszek narzekał głośno na utratę wolności i uderzał skrzydłami o żelazną kratę, mała stokrotka nie mogła mówić, nie mogła mu powiedzieć słowa pociechy, chociaż tak bardzo chciała. I tak przeszło całe przedpołudnie.

- Nie ma tu wody! - powiedział uwięziony skowronek. - Wszyscy wyszli i nie zostawili mi ani kropli do picia. Gardło mi wyschło i pali. Czuję w sobie ogień i lód - powietrze jest takie ciężkie! Ach, będę musiał umrzeć z daleka od ciepłego słońca, od świeżej zieleni, od całego piękna, które stworzył Bóg!

I potem wsadził mały dziobek w chłodną trawę, aby się trochę odświeżyć; wtedy wzrok jego padł na stokrotkę: ptak skinął do niej główką, pocałował ją dziobkiem i powiedział:

- Ty także musisz tu więdnąć, biedny mały kwiatuszku! Ciebie i kawałek zielonej murawy dano mi w zamian za cały świat, który miałem na wolności. Każde źdźbło trawy musi mi zastąpić zielone drzewo. Każdy z twoich białych płatków ma być dla mnie pachnącym kwiatem. Ach, przypomina mi to tylko, ile straciłem!

"Kto mógłby pocieszyć skowronka?" -- pomyślała stokrotka. Ale nie mogła poruszyć żadnym płatkiem; jednakże zapach, który wydzielały jej płatki, był o wiele silniejszy niż zwykły zapach tego kwiatu; zauważył to również skowronek, a chociaż był osłabiony z pragnienia i w męce wyrywał zielone trawki, nie ruszył kwiatka.

Nadszedł wieczór i nikt nie przyszedł, i nie przyniósł ptaszkowi kropli wody; wtedy skowronek wyciągnął swoje piękne skrzydła i potrząsał nimi kurczowo, jego śpiew brzmiał jak zbolały pisk, mała główka pochylała się ku stokrotce i serce ptaka pękło ze smutku i tęsknoty; a kwiatek nie mógł, jak poprzedniego wieczoru, zasnąć, stuliwszy płatki; chore i smutne chyliły się one do ziemi.

Dopiero następnego ranka przyszli chłopcy; a kiedy zobaczyli martwego ptaka, zapłakali, płakali rzewnymi łzami i wykopali mu śliczny grób, który ozdobili płatkami kwiatów. Ciało ptaka włożyli do pięknego, czerwonego pudełka; królewski miał pogrzeb biedny ptaszek. Kiedy żył i śpiewał, zapomniano o nim; trzymano go w klatce w niedostatku, teraz ofiarowano mu wspaniały pogrzeb i wiele łez.

A kawałek murawy wraz ze stokrotką wyrzucono na drogę pełną kurzu, nikt nie myślał o kwiatku, który najwięcej współczuł małemu ptaszkowi i tak gorąco chciał go pocieszyć.

Wiejski Zielarz

MNISZEK — OPOWIEŚĆ STAREGO ZIELARZA W JEGO ZIELARNIPrzysuńcie ławy, czeladnicy.Zapalę lampę, bo zimą światło szybko ucie...
18/11/2025

MNISZEK — OPOWIEŚĆ STAREGO ZIELARZA W JEGO ZIELARNI

Przysuńcie ławy, czeladnicy.
Zapalę lampę, bo zimą światło szybko ucieka spomiędzy belek.

W zielarni o tej porze roku wszystko pachnie intensywniej: suszone liście babki, ostre nuty serdecznika, miękkie tony melisy…

A nad tym wszystkim — miód i kurz epoki, której już nie ma, a która wciąż mieszka tutaj między słoikami.

Weźcie do dłoni ten drobny, żółty koszyczek.

Tak, TO MNISZEK

Nie trzeba go przedstawiać, choć większość ludzi mija go, nie zatrzymując wzroku ani na sekundę.
Ale tu, w zielarni, uczymy się inaczej patrzeć — nie na wielkość, tylko na sens.

Gdy otwieram słoik z mniszkiem, unosi się zapach letniego dnia, choć za oknem śnieg pada drobnymi igiełkami.
Właśnie w zimie najbardziej widać, jaką moc ma dobrze wysuszony kwiat: miękki aromat, jasny kolor, struktura, która nie rozsypuje się w pył, tylko trzyma kształt.

ZŁOTE ZIOŁO KTÓRE PRZETRWAŁO WŁASNE LATO

Złote zioło, które przetrwało własne lato i teraz służy człowiekowi, kiedy dzień jest krótki, a brzuch ciężki od potraw.

MNIESZK TO ROIŚLINA UCZCIWA .

W starych zielnikach pisano o nim krótko, ale nikt nie przechodził nad nim obojętnie.

Syreniusz wspominał go między tymi roślinami, które porządkują trawienie, odciążają ciało i wprowadzają w człowieka pewne uporządkowanie.

Künzle nazywał go rośliną jasną, niosącą przejrzystość, taką — wiecie — która pomaga człowiekowi wrócić do siebie, kiedy dni są ciężkie i mało klarowne.

A pszczelarze?

Zapytajcie pszczelarza o mniszek i zarezerwujcie sobie dużo czasu na odpowiedź — mniszek po prostu zachwyca.

Nie jest pierwszym pożytkiem, to prawda.
Ale kiedy wiosną zaczyna kwitnąć całymi kobiercami, pszczoły wreszcie mają pewny, wartki strumień pyłku.

I każdy, kto choć raz zaglądał w ul o tej porze roku, wie, że mniszek potrafi zbudować rodzinę szybciej niż niejedna “wielka” roślina.

Wróćmy jednak do naszej zielarni.

KWIAT , LIŚCIE , ŁODYGA, KORZEŃ

Posłuchajcie, jak szeleszczą te suszone główki.
To nie byle co — to roślina, którą można wykorzystać w całości: kwiat, liść, łodyga, korzeń.

Ale DO BRAMY ZIÓŁ WYBRAŁEM KWIAT , bo właśnie on niesie w sobie coś, czego zimą najbardziej brakuje: lekkość.

Nie taką, która porywa, ale taką, która porządkuje.
Kwiat mniszka nie pracuje gwałtownie.

Jego działanie jest powolne, równe, głębokie, jak praca starego rzemieślnika, który zna wartość każdej godziny.

Zimą to zioło ma szczególną wartość.
Nie “oczyszcza po zimie” — to należałoby powiedzieć w kwietniu, nie teraz.
Zimą mniszek odciąża, gdy jemy więcej i ciężej.
Łagodzi brzuch, który czasem protestuje po świątecznym stole.

Dodaje człowiekowi trochę wewnętrznego ładu, kiedy świat na zewnątrz jest niespokojny i zmienny.

Zobaczcie, jak wygląda suszony koszyczek, kiedy pokruszy się go w palcach — miękko, drobno, bez wilgoci.

To jest dobry susz, taki, który nie był przegrzany, taki, który można zalewać bez obaw, że straci cenną naturę.

Herbata z mniszka ma barwę lekkiego miodu, smak zaskakująco przyjemny.

Wystarczy łyżeczka na kubek ciepłej wody.

Nie trzeba tu żadnych sztuczek.
Zioła nie lubią pośpiechu ani udziwnień — wystarczy zrobić to porządnie.

W naszej Bramie do Ziół mniszek stoi w środkowej osi kwiatowej.

Nie dla wyglądu.

Dla znaczenia.

Bo spośród wszystkich dziewięciu ziół to właśnie on uczy czeladników pierwszej zasady:

SIŁA NIE MUSI BYĆ GŁOŚNA ABY BYŁA PEWNA

Spójrzcie raz jeszcze na ten żółty koszyczek.

Ktoś powie: chwast.
Człowiek, który z ziemią ma bliżej, powie: skarb.
A zielarz — że w takim małym kwiecie mieści się cała sztuka widzenia świata bez pośpiechu.

Zachowajcie tę opowieść, bo z czasem zrozumiecie, jak wiele mieści się w takim małym kwiecie

A cóż może kwiat mniszka ? Może bardzo wiele

NAPAR Z KWIATKÓW MNISZKA

1. Napar z kwiatu mniszka — „ aby wszystko wróciło na swoje miejsce ”

Pierwsza rzecz, jaką czeladnik powinien umieć zrobić z czystym sumieniem.

Weź jedną łyżeczkę suszonych koszyczków.
Nie garść, nie pół słoika — łyżeczkę.

Kwiat to nie korzeń, tu nie chodzi o siłę, ale o precyzję.
Zalej go ciepłą wodą, nie wrzącą.

Wrzątek zabija charakter ziela, a mniszek ma charakter łagodny,

Odstaw na kilka minut.

Napar z mniszka nie działa jak młot, tylko jak stary rzemieślnik: powoli układa to, co w brzuchu się splątało, pomaga po ciężkich zimowych posiłkach, wygładza dzień od środka.

Wypij i zwróć uwagę, jak lekko robi się pod mostkiem.
Właśnie tego uczymy się od mniszka — wielu rzeczy nie trzeba poprawiać siłą.

Wystarczy mądrość.

MNISZEK Z MELISĄ

2. Mniszek z melisą — „napój dla człowieka po długim dniu”

Zioło, które nie tylko trawi, ale też prostuje plecy i głowę.

Do miseczki wsyp:
– 1 łyżeczkę kwiatu mniszka,
– pół łyżeczki melisy.

Ta para pracuje zgodnie:
mniszek porządkuje ciało,
melisa rozkłada napięcie,

razem dają napar, który można wypić wieczorem, kiedy człowiek wraca z chłodu i zmęczenia.

Zalej ciepłą wodą, odczekaj kilka minut, przelej do glinianego kubka.

Nie dodawaj cukru.

Zioło nie potrzebuje kosmetyki — potrzebuje uważności.
To napój zimowy, nie na wiosenne pobudzenie.

Tu chodzi o odzyskanie równowagi po ciężkim, zimnym dniu.

Mniszek robi swoje, melisa swoje — a człowiek po prostu wraca do siebie.

PŁUKANA MNISZKOWA BO PIELĘGNACJA NIE JEST TYLKO W SŁOIKACH W DROGERII

3. Płukanka mniszkowa — „ukojenie dla skóry zmęczonej zimowym powietrzem”

Prosty zabieg, który znały gospodynie na wsiach, zanim świat zaczął wierzyć, że pielęgnacja jest w słoiku z drogerii.

Weź 2 łyżeczki suszu i zalej je pół litra ciepłej wody.

Odstaw na 10 minut.
Przecedź do miski.

Zanurz dłonie, zmocz twarz, przeciągnij napar przez skórę głowy, jeśli nosisz czapkę cały dzień i skóra „dusi się” od ogrzewania.

Mniszek łagodzi.
Nie robi cudów — po prostu łagodzi.

W zimie to często więcej, niż człowiek potrzebuje.

W zielarni zawsze powtarzamy:

„Jeśli zioło potrafi ukoić, to znaczy, że jest dobrze wysuszone i dobrze zebrane.”
A mniszek — jeśli suszony z sercem — potrafi ukoić bardzo pięknie.

BRAMA DO ZIÓŁ (MNIESZEK JEDNYM Z DZIEWIĘCIU ZIÓŁ )

„Każde z tych dziewięciu ziół to ukłon w stronę ludzi, którzy kiedyś żyli wolniej i widzieli więcej.

Brama do Ziół jest moim sposobem, by zachować ich mądrość – choćby na jednym stole, w jednym domu, w jednej chwili.

Bo jeśli człowiek chce ocalić siebie, musi wracać do rzeczy prostych.

A mniszek… mniszek przypomina, że prostota potrafi uszlachetnić każdą duszę

Wiejski Zielarz

BRAMA DO ZIÓŁ WIEJSKIEGO ZIELARZA Jesień coraz częściej zaprasza nas do spiżarni. Na półkach lśnią słoje z kompotami, so...
05/11/2025

BRAMA DO ZIÓŁ WIEJSKIEGO ZIELARZA

Jesień coraz częściej zaprasza nas do spiżarni. Na półkach lśnią słoje z kompotami, sokami, sałatkami, warkocze cebul zwisają z belek, a obok nich w rzędach stoją ogórki i inne domowe cudowności.

Gdy śnieg zacznie skrzypieć pod stopami, każda spiżarnia musi mieć pełny brzuszek — nie może w niej zabraknąć także ziół. Bo gdy saniami do medyka daleko, a wieczory wcześnie zaglądają w okna, tylko one niosą ratunek i ciepło.

Czas pędzi jak szalony.

Zegary zdają się wybijać godziny co kwadrans. Sąsiedzi mówią, że Święta tuż, a my jeszcze zimowych płaszczy nie powiesiliśmy w szafach, o wypastowanych butach nawet nie wspominając.

DZIELIĆ SIE DOBREM

Uwielbiam tę chwilę, gdy idąc przez szeleszczące liście puszczam wolno myśli i nabieram sił, by dzielić się dobrem.

A JEST SIĘ CZYM DZIELIĆ

Decyzja zapadła — dla Wiejskiego Zielarza życiowa. Od lat czuję więź ze światem roślin i zwierząt.

Dzielę się wiedzą o ziołach, ale zawsze marzyłem, by robić to inaczej — prawdziwie, z serca, jak dawni zielarze.

BO GDYBY TAK..

Bo gdyby tak zebrać dziewięć ważnych ziół i umieścić je w każdej domowej spiżarni…

Połączyć ich siłę i nauczyć, jak z niej korzystać…

Wtedy natura, od której tak się oddaliliśmy, znów zatroszczyłaby się o nas jak dawniej.

Wrócilibyśmy do domu z dalekiej podróży.

DZIEWIĘĆ SIŁ DLA DOMU

Mając dziewięć sił — dziewięć rytuałów — moglibyśmy przygotowywać cudowne napary, poprawiać sen, cerę, samopoczucie, a nawet wzmacniać odporność w zimowe dni.

Na stole pojawiłyby się ziołowe ciasteczka, w wannie – aromatyczne kąpiele, w powietrzu – pachnące inhalacje. A przy stole – rozmowy i śmiech, bo zioła łączą ludzi, przynoszą ciepło i otwierają serca.

Jako Wiejski Zielarz zamykam susze w ciemnych słojach, opisuję je, dołączam ryciny i sentencje wzmacniające działanie. Bo moc dobrego słowa to spoiwo między światem ludzi a światem, w którym żyją rośliny i zwierzęta.

Spieszę się, by zdążyć na Święta.

Za mną tysiące stron starych ksiąg, receptury prawie gotowe, brązowe szkło już w drodze od kupców.

Brama do Ziół wkrótce wpuści Was do świata życzliwości i magii natury.

A ja, Wiejski Zielarz, wyruszę w nową drogę — tę, o której marzyłem od trzydziestu lat

Dziewanno, Dziewanno, moja Złota Panno,na gardło twa rada – miodem zauroczyć,z lipą w taniec skoczyć.Wiejski ZielarzDzie...
27/10/2025

Dziewanno, Dziewanno, moja Złota Panno,
na gardło twa rada – miodem zauroczyć,
z lipą w taniec skoczyć.
Wiejski Zielarz

Dziewanna to jedno z najbardziej charakterystycznych ziół naszych łąk i przydroży. Wysoka, smukła łodyga, żółte kwiaty i miękkie, omszone liście sprawiają, że trudno jej nie zauważyć.

Rośnie tam, gdzie jest dużo światła – na nasłonecznionych skarpach, miedzach, polnych drogach, nieużytkach i porzuconych siedliskach. Najlepiej czuje się na glebach ubogich, suchych i piaszczystych.

W Polsce występuje dziko w całym kraju, choć szczególnie obficie spotkamy ją na południu – od Małopolski po Podkarpacie.

W zielarstwie znana jest jako VERBASCUM.

W polskiej tradycji zielarskiej za najcenniejsze uznawano przede wszystkim Dziewannę wielkokwiatową (Verbascum densiflorum) oraz Dziewannę kutnerowatą (Verbascum phlomoides).

Pierwsze wzmianki o niej znajdujemy już w dawnych zielnikach. Syreniusz, opisując jej zastosowanie lecznicze, zanotował, że „kwiatki się w piersiach rozgrzewają, a ciężkie powietrze lżej wchodzi”, co pokazuje, że od stuleci stosowano ją głównie przy kaszlu, przeziębieniu i osłabieniu oddechu.

Dziewanna ma również swoje miejsce w historii wierzeń. Pierwszy raz pojawia się jako postać mitologiczna w zapiskach Jana Długosza w XV wieku, który porównał ją do Diany – rzymskiej bogini lasów i księżyca.

Przez lata część badaczy uważała, że Długosz zbyt mocno oparł się na analogii do mitologii rzymskiej, jednak współcześnie coraz częściej przyjmuje się, że kult Dziewanny istniał w tradycji słowiańskiej, choć został później przekształcony.

Na przestrzeni wieków symbol Dziewanny powoli zaczął być zastępowany przez postać Matki Boskiej Gromnicznej. Nie jest to przypadek — to właśnie z pędów dziewanny tworzono knoty do świec i pochodni, które miały chronić dom przed piorunem, ogniem i złym losem.

Dziewanna – ŚWIATŁO, OGIEŃ I OCHRONA DOMU

Dziewanna od dawna była kojarzona ze światłem i ogniem, nie
tylko ze względu na swój żółty kolor. Jej wysoki, prosty pęd doskonale nadawał się do wyrobu knotów, pochodni i świec.

Suszoną łodygę zanurzano w łoju lub wosku, a po zastygnięciu otrzymywano naturalną świecę, która długo się paliła i dawała jasny płomień. W wielu wsiach uważano, że taki ogień „spala to, co złe”, dlatego zapalano dziewannę w szczególnych chwilach – podczas burz, chorób i rodzinnych trudności.

Syreniusz wspomina o niej również w tym kontekście, wskazując na jej działanie rozgrzewające i „otwierające oddech”. W jednym z opisów zanotował, że „kwiatki jej w piersiach rozgrzewają, a ciężkie powietrze lżej wchodzi”, co dobrze tłumaczy, dlaczego palenie dziewanny miało symbolicznie „przeczyszczać” dom i ludzi z chorób.

Z czasem zwyczaj korzystania z dziewanny przy ochronie domostwa zaczął łączyć się ze świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Nie bez powodu: w wielu miejscach to właśnie pędy dziewanny były dawniej knotem do gromnic, a później zostały stopniowo zastąpione woskiem. Dawne wierzenia mówiły, że światło zapalonej dziewanny „trzyma zło z daleka od progów”, a płomień potrafi „uciszyć burzę i gniew nieba”.

W tradycji ludowej dziewannę stawiano również w narożnikach domów lub zawieszano nad drzwiami. Wierzono, że chroni przed uderzeniem pioruna, przed niechcianymi gośćmi oraz przed chorobą.

Z czasem te funkcje przejęła gromnica – i choć na świecy widniał już symbol chrześcijański, sama idea pozostała niemal ta sama: światło miało chronić.

W zielarstwie klasztornym dziewanna nie była ziołem pierwszego wyboru, ale pojawia się u św. Hildegardy z Bingen w kontekście oczyszczania oddechu i rozgrzewania organizmu. Hildegarda pisała o ziołach „które przynoszą ciepło tam, gdzie człowiek staje się zimny” – i właśnie do takich roślin zaliczano dziewannę, wykorzystywaną w naparach na chłód i osłabienie płuc.

Dziewanna W MEDYCYNIE I W DOMU – zastosowanie dawniej i dziś

Dziewanna była jednym z tych ziół, które w polskich domach trzymano „na wszelki wypadek”. Była stosowana prosto – bez skomplikowanych receptur, bez długich przygotowań. W medycynie ludowej używano jej przede wszystkim przy problemach z oddychaniem, przeziębieniu, kaszlu i osłabieniu po chorobach.

Zarówno kwiaty, jak i liście miały swoje zastosowanie, choć najcenniejszym surowcem od zawsze był kwiat.

W wielu domach robiono z niej zwykły napar. Zalewano łyżkę suszonych kwiatów gorącą wodą, odstawiano na kilka minut i pito ciepły napój kilka razy dziennie. Taki sposób był stosowany przez pokolenia i uchodził za bezpieczny również dla dzieci. W starych zielnikach wspominano, że dziewanna działa łagodząco, „oczyszcza piersi” i ułatwia oddychanie – szczególnie w okresie zimowym i przy częstych infekcjach.

W tradycji ludowej dziewannę podawano także osobom starszym oraz tym, którzy długo dolegliwości „trzymali w piersi”. Mówiono, że „rozwiązuje kaszel”, a jej napar przynosi ulgę po przemarznięciu i po ciężkiej pracy na dworze.

W zielarstwie klasztornym i medycznym dziewannę ceniono za działanie osłaniające na błony śluzowe. Ks. Kneipp oraz później o. Künzle podkreślali, że zioła o śluzowym działaniu są szczególnie cenne u osób osłabionych i wrażliwych.

O. Künzle pisał o roślinach, które „niosą ulgę w piersiach, gdy oddech staje się ciężki”, a dziewanna należała właśnie do tej grupy – roślin łagodzących i nieobciążających organizmu.

Dziś dziewanna wciąż może pełnić taką samą rolę. Działa łagodnie, nie jest agresywna dla układu pokarmowego i dobrze łączy się z innymi ziołami oddechowymi, takimi jak lipa, podbiał, tymianek czy kwiat bzu czarnego. To sprawia, że chętnie wykorzystuje się ją w mieszankach ziołowych na okres jesienno–zimowy.

JAK KORZYSTAĆ z dziewanny dziś – domowo i bez komplikacji

Dziewanna to jedno z tych ziół, po które warto sięgać wtedy, gdy oddech staje się cięższy, a organizm potrzebuje ciepła i wsparcia.

Najczęściej używa się jej przy kaszlu, przeziębieniu, chrypce oraz po okresach osłabienia układu oddechowego. Jej działanie jest łagodne, dlatego dobrze sprawdza się również u osób delikatnych, starszych i u dzieci.

DLA KOGO jest szczególnie pomocna?

• dla dzieci – kiedy pojawia się kaszel, chrypka, problemy z odkrztuszeniem
• dla dorosłych – przy przeziębieniu, po przemarznięciu, przy „zaleganiu” w klatce piersiowej
• dla seniorów – gdy oddech jest płytki i potrzeba wsparcia łagodnego, bez obciążenia organizmu
• dla palaczy i byłych palaczy – pomaga oczyścić drogi oddechowe
• po infekcjach oddechowych – jako wsparcie w powrocie do pełni sił

Działa w sposób prosty do zrozumienia: osłania błony
śluzowe, rozgrzewa i ułatwia oddychanie.

Syreniusz pisał o niej, że „kwiatki jej w piersiach rozgrzewają”, co dobrze oddaje to, jak organizm odczuwa ulgę po wypiciu naparu.

JAK STOSOWAĆ dziewannę w domu?

– najprościej w formie naparu z suszonych kwiatów, pity ciepły, małymi łykami
– można łączyć ją z innymi łagodnymi ziołami oddechowymi, takimi jak lipa czy bez czarny
– w okresie zimowym warto mieć ją pod ręką, tak jak kiedyś trzymano ją w kuchennej szafce „na kaszel”

Dziewanna jest ziołem łagodnym, ale jak każde zioło powinna być stosowana z rozsądkiem. Nie jest środkiem „natychmiastowym”, działa delikatnie i wspierająco. To roślina, która pomaga organizmowi wrócić do równowagi, zwłaszcza wtedy, gdy ciało jest wychłodzone, zmęczone lub osłabione.

5 PROSTYCH MIESZANEK Z DZIEWANNĄ – DO DOMU, NA CODZIEŃ

Dziewanna to jedno z najłagodniejszych i najpiękniejszych ziół na oddech, kaszel i osłabienie zimą.

Poniżej 5 prostych przepisów, które zrobisz z kilku łyżeczek ziół.

1. Na pierwsze objawy przeziębienia Gdy zaczyna „łapać”, pojawia się dreszcz, zmęczenie.
Do kubka (250 ml):
• Lipa – ½ łyżeczki
• Dziewanna – ½ łyżeczki
• Rumianek – ¼ łyżeczki
Parzyć 10–12 min pod przykryciem (85–90°C).
Osłodzić miodem lipowym po przestudzeniu.

2. Na kaszel i drapanie w gardle (także dla dzieci)
Łagodzi, „kładzie koc na gardle”, dobre na noc.
Do kubka:
• Dziewanna – ½ łyżeczki
• Babka lancetowata – ½ łyżeczki
• Rumianek – ¼ łyżeczki
Parzyć 12 min, dobrze przecedzić przez drobne sitko/gazę.
Miód akacjowy – dla chętnych.

3. Po chorobie – na powrót sił
Gdy organizm schodzi z temperatury, ale jeszcze „brakuje mocy”.
Do kubka:
• Pokrzywa – ½ łyżeczki
• Dziewanna – ½ łyżeczki
• Lipa – ¼ łyżeczki
Parzyć 12–15 min.
Bez miodu – jeśli chcemy oczyszczać.

4. Dla gardła i głosu (dla dorosłych)
Dla nauczycieli, trenerów, mówców, osób pracujących głosem.
Do kubka:
• Dziewanna – ½ łyżeczki
• Szałwia – ¼ łyżeczki
• Lipa – ¼ łyżeczki
Parzyć 10 min.
Pić max 2 dni pod rząd.
UWAGA! Dla dzieci zamiast szałwii → dać rumianek.

5. Na zimowy nastrój i ciepło dla ciała (dla dorosłych)
Gdy zimą siada energia i humor.
Do kubka:
• Dziewanna – ½ łyżeczki
• Dziurawiec – ½ łyżeczki
• Lipa – ¼ łyżeczki
Parzyć 10–12 min.
Pić popołudniami, nie przed snem.
Uwaga: dziurawiec ma interakcje z lekami i zwiększa wrażliwość na słońce.

Zasada wspólna dla wszystkich mieszanek
✅ Temperatura: 85–90°C (nie wrzątek)
✅ Parzyć pod przykryciem
✅ Miód dodawać dopiero, gdy napar nie parzy w usta (

Adres

Bierun Nowy

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Wiejski Zielarz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram