29/01/2026
Wdzięczność. Brzmi trochę jak hasło z taniego kalendarza motywacyjnego, który wisi w kuchni u cioci, prawda? Kojarzy się z bieganiem boso po łące i uśmiechaniem się do stokrotek, podczas gdy rzeczywistość wali nam prosto w twarz rachunkami za prąd i korkami na mieście. Ale zanim przewrócicie oczami tak mocno, że zobaczycie własny mózg, musicie wiedzieć jedno – to cholerstwo naprawdę działa i to z czysto biologicznego punktu widzenia. 🧠 Nasz mózg ewolucyjnie jest zaprogramowany na wyłapywanie zagrożeń, problemów i tego, że sąsiad znowu krzywo zaparkował. Kiedyś ten mechanizm ratował nas przed tygrysem szablozębnym, dziś głównie psuje nam krew i podnosi kortyzol.
Praktykowanie wdzięczności to w zasadzie nic innego jak wgrywanie aktualizacji do tego nieco przestarzałego oprogramowania w naszej głowie. Kiedy zmuszasz się, by dostrzec coś dobrego – choćby to, że kawa rano była idealnie ciepła albo że trafiłeś na „zieloną falę” wracając z pracy – Twoje neurony zaczynają budować nowe ścieżki. Serio, to trochę jak siłownia, tylko zamiast bicepsa trenujesz spokój ducha i odporność na absurdy codzienności. 💪 Nie chodzi wcale o to, by zakłamywać rzeczywistość i udawać, że wszystko jest różowe, gdy nie jest. Chodzi o to, by nie pozwolić, żeby te gorsze momenty całkowicie przesłoniły nam fakt, że wciąż mamy powody, by się uśmiechnąć (albo chociaż nie warczeć na otoczenie).
Więc spróbujcie dzisiaj, tak zupełnie na przekór wszystkiemu i dla własnego zdrowia psychicznego. Znajdźcie jedną małą, nawet pozornie głupią rzecz, za którą jesteście wdzięczni. Może to być fakt, że macie wygodne skarpetki, albo że nikt dzisiaj nie zawracał Wam gitary przed pierwszą kawą. ☕ Gwarantujemy, że po kilku dniach takiego „treningu” świat stanie się odrobinę mniej irytujący, a Wy będziecie spać spokojniej. A to już całkiem niezły wynik w dzisiejszych czasach, prawda?