05/12/2025
Wczoraj na wybiegu dla psów wydarzyła się scena, której nie da się odwidzieć.
Pan z dużym amstafem, wyraźnie pod wpływem alkoholu, nie był w stanie utrzymać psa. Krzyczał: „Ty k…, gdzie idziesz, przecież ja cię tak kocham, k…, ty szm…, opanuj się”. Trzy kobiety, które stały obok, patrzyłyśmy na to z niedowierzaniem. Kiedy jedna z nas zwróciła uwagę, usłyszała: „Przecież to pies, nic nie rozumie”.
A po chwili: „Ja do mojego ptasznika mówię, ty k…, myślisz, że ona to rozumie?”.
Ten komentarz jest dla mnie ważny, bo pokazuje pewien schemat myślenia:
jeśli ktoś nie mówi, nie odpowiada albo nie protestuje, część ludzi traktuje go jak przedmiot, a część automatycznie przypisuje mu motywy takie jak większości.
Bez refleksji, że te motywy mogą być zupełnie inne, bo inne są potrzeby, inne odczucia i inne ograniczenia.
Ton głosu, napięcie, atmosfera – to wszystko znika z pola uwagi. Liczą się tylko słowa.
Takie sceny widzę też w innych miejscach. Tylko dotyczą zupełnie innych zjawisk.
Widzę chłopca na wózku, którego ktoś odsuwa od stołu bez uprzedzenia.
Widzę dziewczynkę z zespołem Downa z uszami wygiętymi pod nienaturalnym kątem, bo aparat i okulary ktoś założył tak, że deformują jej ciało – i nikt przez trzy miesiące nie spojrzał na to uważnie.
Widzę dziecko mówiące pojedyncze słowa, nad którym stoi nauczycielka i pyta „dlaczego to zrobiłeś?”, jakby było w stanie to wytłumaczyć.
I słyszę wciąż te same komentarze:
„On robi to bez powodu”
„Ona lubi przemoc”
„To jest po prostu złośliwe”
Nie.
Agresja nie istnieje bez triggera.
Najczęściej triggerem jest środowisko, które przerasta dziecko emocjonalnie i społecznie.
A dorośli patrzą, ale nie widzą.
Chodzi o to, że wielu dorosłych zakłada, że dziecko ma motywy takie jak większość.
Tymczasem jego motywy mogą być kompletnie inne.
Jak niemowlę, które nie je – i słyszę „czy ono nie czuje głodu?”, podczas gdy problemem nie jest brak głodu, ale to, że samo jedzenie jest dla niego zbyt trudne fizycznie i sensorycznie. Zamiast to zobaczyć, ludzie wykonują masaże, elektrostymulacje, podcinają wędzidełko, a nawet kierują na operacje, choć sedno problemu jest gdzie indziej: czynność jedzenia przerasta dziecko na każdym etapie.
Jak dziecko, które zrzuca aparat – nie dlatego, że „jest niegrzeczne”, tylko dlatego, że coś w tym doświadczeniu może być nie do zniesienia.
Tylko nikt tego nawet nie bierze pod uwagę.
To, że ktoś nie zna znaczenia słowa, nie znaczy, że nie czuje tonu.
To, że ktoś nie wypowiada emocji, nie znaczy, że ich nie doświadcza.
To, że motyw nie jest oczywisty dla dorosłego, nie znaczy, że go nie ma.
Jeśli uderza – coś go przeciążyło.
Jeśli krzyczy – coś przekroczyło jego możliwości.
Jeśli odpycha – coś jest dla niego za dużo.
Zawsze jest trigger.
Zawsze.
Słowo uważność jest dziś tak przeładowane banałem, że aż trudno je wypowiedzieć.
Ale patrzenie naprawdę, a nie powierzchownie, nie zdewaluowało się wcale.
Patrz uważnie, bo brak triggera zwykle oznacza tylko jedno: że go nie dostrzegasz.