Psycholog Pejka z Bydgoszczy

Psycholog Pejka z Bydgoszczy Psychologiczne spojrzenie na codzienność.

Teksty pod rozwagę.

* Instagram➡️psycholog_pejka
* YT➡️ Psycholożka.z.Bydgoszczy
Napisz do mnie poprzez Messengera i umów się na spotkanie.

02/03/2026
Co ciało mówi o emocjach?W gabinecie często spotykam się z sytuacją,w której objawy fizyczne nie mają wyraźnej przyczyny...
26/02/2026

Co ciało mówi o emocjach?

W gabinecie często spotykam się z sytuacją,
w której objawy fizyczne nie mają wyraźnej przyczyny medycznej — a mimo to są realne i odczuwalne. Jednym z mechanizmów, który może za nimi stać, jest somatyzacja. Czym ona jest?
Somatyzacja to proces, w którym napięcie emocjonalne znajduje ujście nie w słowach czy świadomym przeżyciu, ale w ciele.
Innymi słowy: trudne, niewyrażone
lub nieuświadomione emocje zostają „przetłumaczone” przez organizm na objawy fizyczne.

Psychika mówi: „tego nie mogę poczuć ani powiedzieć”.
Ciało odpowiada: „w takim razie ja to pokażę‼️"

Przykładowo, w sytuacjach lęku mogą pojawiać się bóle brzucha, przy przewlekłym napięciu — bóle głowy, przy tłumionej złości — napięcie mięśni, przy poczuciu przeciążenia — zawroty głowy, przy długotrwałym stresie — zmęczenie,w sytuacji bezradności — mdłości lub problemy jelitowe,
a przy silnym napięciu emocjonalnym — duszność czy kołatanie serca.
Nie oznacza to oczywiście, że dany objaw ma jednoznaczne „psychologiczne znaczenie”.
To tylko przykłady możliwych reakcji organizmu na stres. Co ważne, objaw nie zawsze pojawia się od razu — czasem dopiero wieczorem, następnego dnia, a bywa że po kilku dniach od trudnej sytuacji...

W mojej pracy zdarza się, że Rodzic przychodzi do gabinetu i mówi:
„Pani psycholog, coś jest nie tak.
Moje dziecko ciągle ma ból brzucha.
Badania wyszły dobrze..."

I wtedy zwykle zaczynam szukać nie w brzuchu, tylko… w atmosferze domowej.

Bo dziecko reaguje nie tylko na to, co się mówi wprost, ale na przykład na napięcie między dorosłymi — na irytację, chłód, unikanie rozmów czy konflikty (niezależnie od tego, czy rodzice są razem, czy po rozstaniu). Reaguje także na sytuację, w której samotny opiekun funkcjonuje w stałym przeciążeniu, frustracji lub obniżonym nastroju.
Tych "domowych źródeł" jest mnóstwo.
Nie musi być krzyku...
Czasem wystarczy cisza i to, że wszyscy „chodzą na palcach”, albo nie rozmawiają na pewne tematy z obawy bez reakcją innego domownika.

W takich warunkach organizm dziecka będzie szukał sposobu, by zakomunikować: „to dla mnie za dużo”.
A leczenie objawu bez zmiany środowiska przypomina wyciszanie alarmu przeciwpożarowego, kiedy kuchnia nadal się pali. Niestety.

Zanim więc rodzicu znaczniej szukać kolejnych specjalistów, badań lub faszerować dziecko lekami psychiatrycznymi - warto na chwilę zatrzymać się
i spojrzeć szerzej: w jakiej atmosferze funkcjonuje dziecko na co dzień? Jakie napięcia są obecne w domu? I czy to możliwe, że jego ciało reaguje na coś, na co samo nie ma jeszcze słów?
Czasem pomoc dziecku zaczyna się nie od kolejnej diagnozy, ale od odwagi dorosłych, by przyjrzeć się sobie...

Pamiętaj!
Ciało dziecka często mówi o tym,
o czym dorośli często w domu milczą.

P.s.
Warto zaznaczyć, że somatyzacja dotyczy nie tylko dzieci, ale również osób dorosłych.
Różnica polega jednak na sposobie radzenia sobie z napięciem emocjonalnym — dzieci często somatyzują, ponieważ nie potrafią jeszcze rozpoznać i nazwać swoich emocji, natomiast u dorosłych objawy somatyczne częściej wiążą się z nawykiem tłumienia emocji lub ignorowania własnych potrzeb.

" Moje dziecko nie chce jeść zdrowych rzeczy. Ono by jadło tylko słodkie..."To jedno z najczęstszych zdań, jakie słyszę ...
24/02/2026

" Moje dziecko nie chce jeść zdrowych rzeczy.
Ono by jadło tylko słodkie..."

To jedno z najczęstszych zdań, jakie słyszę
od rodziców w gabinecie.

Zwykle zatem pytam:
👉 "A czy te słodkie rzeczy są w domu?"

I tu najczęściej okazuje się, że… są.
W szafce.
W lodówce.
W plecaku „na wszelki wypadek”.
W samochodzie.
U babci oczywiście też.

Ale mimo to głównym problemem nadal pozostaje fakt, że dziecko wybiera słodycze.

Dzieci póki są jeszcze dziećmi
✔️ nie mają rozwiniętej samokontroli
✔️ mają ograniczoną zdolność do odraczania gratyfikacji
✔️ podejmują decyzje w oparciu o natychmiastową nagrodę.

A cukier jest dla mózgu dokładnie tym: natychmiastową nagrodą‼️

Więc kiedy w domu jest jednocześnie brokuł
i czekolada, to naprawdę nie jest kwestia
"charakteru dziecka”, że wybierze czekoladę...
Oczekiwanie, że wybierze brokuła, bo „powinno”,
jest trochę jak oczekiwanie, że będzie samo z siebie odrabiało lekcje zamiast grać na konsoli😁.

Bo dzieci jedzą to:
➡️ co jest dostępne
➡️ co jest normą w domu
➡️ co jedzą rodzice
➡️ i na co rodzice realnie pozwalają.

Jeżeli słodycze są w domu codziennie,
to z perspektywy dziecka nie są żadnym „przysmakiem”, tylko standardowym elementem diety.

A jeśli dodatkowo dziecko widzi, że słodycze są:
– na poprawę humoru
– „bo miałam trudny dzień”
– żeby dziecko się uspokoiło
– żeby wreszcie coś zjadło
– albo jako nagroda („zjedz obiad, dostaniesz deser”)

…to uczy się bardzo skutecznie, że:
🍫 słodkie jedzenie reguluje emocje
🍫 słodkie jedzenie jest nagrodą
🥦 a zdrowe jedzenie jest przeszkodą do pokonania, zanim dostanie się coś lepszego.

A potem wchodzi zmęczenie... Zmęczenie rodzica.
Bo zasada „nie jemy słodyczy przed obiadem” obowiązuje… dopóki rodzic ma siłę ją egzekwować.
W dniu, w którym „nie chce mu się dziś walczyć”, dziecko dostaje słodycze wcześniej.
Kurtyna.

A kiedy zaczyna się pojawiać obawa o wagę dziecka, często pojawiają się komunikaty typu:

❌ „Nie jedz tyle, bo przytyjesz”
❌ „Już wystarczy, zobacz jaki masz brzuch”
❌ „Nie możesz tego jeść, bo będziesz gruby/a”
❌ „Od jutra zero słodyczy”

Czyli zawstydzanie + nagłe zakazy.

Z psychologicznego punktu widzenia to świetny sposób, żeby:
✔️ zwiększyć zainteresowanie słodyczami (efekt zakazanego owocu)
✔️ nauczyć dziecko, że jedzenie trzeba ukrywać
✔️ zaburzyć jego zdolność do rozpoznawania głodu i sytości.

Co zatem działa?

✔️ Kontrolowanie dostępności
(jeśli nie chcesz, żeby jadło słodycze codziennie
— nie trzymaj ich codziennie w domu)

✔️ Struktura zamiast zakazów
„Słodycze jemy w weekend”

✔️ Neutralność emocjonalna
Słodycze nie są nagrodą, a warzywa nie są karą.

✔️ Modelowanie
Dzieci nie robią tego, co im mówimy.
Robią to, co widzą.

✔️ Ograniczony wybór
„Wolisz kanapki czy owsiankę?”
zamiast „Co chcesz na kolację?”

✔️ Mówienie o funkcji jedzenia
(energia, siła, koncentracja), a nie o wyglądzie

Bo w większości przypadków problem z dzieckiem, które „chce jeść tylko słodkie”, nie polega na tym,
że ono nie lubi zdrowego jedzenia.
Polega na tym, że środowisko zostało ustawione dokładnie tak, żeby wybór słodyczy był najłatwiejszą opcją.

A dzieci naprawdę świetnie radzą sobie z jedzeniem tego, co jest w domu — pod warunkiem, że to właśnie zdrowe jedzenie jest w nim standardem, a nie konkurencją dla czekolady.

P.s.

W tym wszystkim ogromne znaczenie ma też coś,
co często w codziennym pośpiechu schodzi na dalszy plan, czyli wspólne jedzenie przy stole. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe — praca, zajęcia dodatkowe, różne godziny powrotów do domu — ale z psychologicznego punktu widzenia nawet jeden wspólny posiłek dziennie ma znaczenie.
Dzieci uczą się przez obserwację, więc to, co i jak jedzą rodzice, staje się dla nich normą.
Wspólne posiłki wprowadzają strukturę i przewidywalność, które wspierają rozwój regulacji głodu i sytości oraz ograniczają impulsywne podjadanie.
Jedzenie w obecności dorosłych, bez ekranów i w spokojnej atmosferze, sprzyja też temu, by posiłek był doświadczeniem społecznym, a nie sposobem na nudę czy regulowanie emocji.
Innymi słowy — dzieci uczą się jeść nie tylko z talerza, ale przede wszystkim z obserwacji.

Dzisiaj, podczas zajęć z psychoprofilaktyki,jeden z młodych ludzi zapytał mnie: "Czy depresją można się zarazić?"To pyta...
23/02/2026

Dzisiaj, podczas zajęć z psychoprofilaktyki,
jeden z młodych ludzi zapytał mnie: "Czy depresją można się zarazić?"
To pytanie na chwilę zatrzymało całą rozmowę.
Bo choć depresja nie jest chorobą zakaźną,
jej obecność bardzo rzadko dotyczy tylko jednej osoby.

Kiedy ktoś choruje, zmienia się rytm życia całego domu. Bliscy zaczynają funkcjonować w stanie ciągłej czujności — nasłuchują nastrojów, ostrożniej dobierają słowa, przejmują obowiązki, rezygnują
z własnych potrzeb, by „utrzymać wszystko
w całości”. Z czasem tracą spokój, poczucie bezpieczeństwa i przewidywalność codzienności.
Pojawia się zmęczenie, bezradność i lęk o jutro,
a także ciche poczucie winy za coś, na co nie mają realnego wpływu.
Ich świat zaczyna się kurczyć —do opieki, czuwania
i przetrwania. Odkładają siebie na później: swoje emocje, relacje, plany. W konsekwencji rośnie napięcie, pojawia się wypalenie, izolacja i samotność po obu stronach relacji.

Więc może depresją nie można się zarazić — ale jej ciężar bardzo często dźwigają wszyscy najbliżsi.
Długotrwałe obciążenie emocjonalne i poczucie odpowiedzialności mogą prowadzić u bliskich
do chronicznego stresu oraz wyczerpania,
dlatego w procesie zdrowienia ważne jest wsparcie nie tylko osoby chorującej, ale także jej najbliższego otoczenia.

G****burza, czyli o błędach w komunikacji - ciąg dalszy.Zanim uznasz, że ktoś Cię zignorował — zatrzymaj się i sprawdź, ...
22/02/2026

G****burza, czyli o błędach w komunikacji
- ciąg dalszy.

Zanim uznasz, że ktoś Cię zignorował — zatrzymaj się i sprawdź, czy na pewno jasno powiedziałeś/aś, czego oczekujesz.
Często wydaje Ci się, że druga osoba „przecież wie”, co masz na myśli, bo Ty masz to poukładane w swojej głowie. Problem w tym, że nie zawsze zostało to wypowiedziane wprost.
Jeśli nie komunikujesz swoich oczekiwań precyzyjnie, druga osoba może je zrozumieć zupełnie inaczej — albo nie zrozumieć ich wcale.
W efekcie zrobi coś inaczej (lub nie zrobi tego w ogóle), a Ty reagujesz złością lub krytyką, przekonany/a, że Cię nie posłuchała.
Tymczasem ona nie sprzeciwiła się Twojej prośbie — ona mogła jej po prostu nie zrozumieć.

Może się też zdarzyć, że ta osoba wprost powie:
„nie powiedziałeś/aś mi tego dokładnie”.
A Ty, będąc przekonany/a, że przecież mówiłeś/aś, zaprzeczysz. W takiej sytuacji warto się zatrzymać
i naprawdę jej posłuchać.
Jeśli mówi, że nie zrozumiała, to znaczy, że najprawdopodobniej w komunikacie czegoś zabrakło.

Szczególnie wtedy, gdy mówisz o kimś bliskim — kimś, kto nigdy wcześniej Cię nie zawiódł, kogo znasz długo i wiesz, jaką jest osobą — spróbuj spojrzeć szerzej. Nie tylko przez pryzmat jednej czy dwóch sytuacji. Zadaj sobie pytanie:
* Czy ta osoba naprawdę ma tendencję
do zawodzenia Cię, czy to wydarzyło się incydentalnie?
* Być może przyczyną nie była zła wola,
lecz niedoprecyzowana komunikacja?

Nie wrzucaj jej wtedy w poczucie winy
ani nie przypisuj złych intencji,
bo miała prawo zinterpretować
Twój komunikat inaczej,
jeśli nie był wystarczająco konkretny.
Bo mogło tak być...

Zanim więc zareagujesz frustracją lub atakiem,
zadaj sobie pytanie:
Czy powiedziałeś/aś dokładnie "co ma być zrobione, po co, jak, kiedy (data i godzina) i w jakim zakresie?"

Nieprecyzyjny komunikat nie prowadzi
do nieposłuszeństwa.
On prowadzi do nieporozumienia
oraz niepotrzebnych, nieprzyjemnych emocji.

Kobieta i Kot💃🏻😺(Żeby nie było...- ewentualnie "pies")😉Ostatnio, podczas jednej z tych zupełnie niewinnych rozmów ze zna...
19/02/2026

Kobieta i Kot💃🏻😺
(Żeby nie było...- ewentualnie "pies")
😉

Ostatnio, podczas jednej z tych zupełnie niewinnych rozmów ze znajomymi, które nagle skręcają w zaskakująco socjologiczne rejony, zeszliśmy na temat kobiet i kotów. A konkretnie – na ten dobrze znany stereotyp, że jeśli kobieta ma kota… to jeszcze pół biedy, ale jeśli ma dwa, trzy albo – o zgrozo – więcej, to najwyraźniej jest na prostej drodze do zostania „starą panną”. Tyle że mam wrażenie, że czasy trochę się zmieniły i dzisiaj „kobieta z kotem” to już nie obrazek z włóczką i kapciami, tylko raczej: kobieta, kot i robienie kariery.

Zgłębiłam tę wiedzę i chcę się z Wami nią podzielić.

Zwłaszcza że – i tu małe wyznanie – ja osobiście nigdy nie byłam kociarą. Koty są ładne, eleganckie, mają w sobie coś estetycznie bardzo przyjemnego… ale ja im po prostu nie ufam. Mam do nich dystans. Zdecydowanie jestem psiarą. Pies jest dla mnie bardziej „czytelny emocjonalnie”, a kot zawsze wydaje mi się trochę jak współlokator, który może i mieszka z Tobą, ale tak naprawdę ma swój własny plan na życie i niekoniecznie Ci o nim powie.
Więc to nie jest tak, że zaczęłam zgłębiać temat z potrzeby obrony własnego stylu życia jako przyszłej posiadaczki pięciu kotów. Raczej z czystej ciekawości: skąd to się w ogóle wzięło, że kot stał się symbolem kobiecej samotności?
No i jak to bywa z rzeczami, które wydają się głupimi memami – kiedy zaczęłam trochę o tym czytać, okazało się, że to wcale nie jest taki nowy pomysł.

Pierwsze skojarzenia samotnych kobiet z kotami sięgają jeszcze średniowiecza, kiedy koty (zwłaszcza czarne) zaczęto łączyć z magią i czarami. Wierzono, że są duchowymi towarzyszami czarownic. A że kobiety żyjące samotnie – wdowy, zielarki, kobiety bez męża – często miały zwierzęta jako towarzystwo, to bardzo łatwo było zbudować narrację: kobieta bez mężczyzny + kot = coś tu jest podejrzane.
Samotna kobieta już wtedy nie do końca mieściła się w społecznej normie, a samotna kobieta z kotem… no cóż, to już prawie gotowy scenariusz na proces o czary.
Potem, w XIX wieku, doszła do tego epoka, w której kobieta „powinna” być żoną i matką. Kobiety, które nie wyszły za mąż, zaczęto traktować jako niespełnione albo dziwaczne. A ponieważ wiele z nich mieszkało samotnie i miało zwierzęta jako towarzystwo, kot zaczął symbolicznie pełnić rolę „zastępstwa” dla relacji rodzinnych.
Pojawiła się więc sugestia – oczywiście nie wprost – że taka kobieta przelewa swój instynkt opiekuńczy na zwierzę. Innymi słowy: nie ma dzieci, więc ma kota.

Z psychologicznego punktu widzenia to całkiem klasyczny mechanizm społeczny. Jeśli ktoś nie wpisuje się w dominujący model życia (czyli: związek, małżeństwo, dzieci), to kultura próbuje to jakoś wyjaśnić. A najprostszym wyjaśnieniem bywa takie, które odbiera tej osobie sprawczość: „ona tak naprawdę nie wybrała tego życia, tylko musiała czymś wypełnić brak”.

I tutaj wchodzi kot, cały na biało.

Albo czarno.
😁

Ale to wszystko skłoniło mnie też do innej refleksji i tu jestem bardzo ciekawa Waszego zdania.
Bo czy nie jest trochę tak, że współczesny świat faktycznie podąża w stronę życia bardziej… wygodnego?
Takiego, w którym bezdzietność – bardzo często już
z wyboru, a nie z przymusu – bywa zastępowana zwierzętami?

Nie mówię tego w negatywnym sensie. Absolutnie nie uważam, że każdy musi być rodzicem – wręcz przeciwnie, uważam, że przyznanie się do tego, że nie chce się mieć dzieci, jest czymś bardzo uczciwym i odpowiedzialnym!
Ale zastanawiam się, czy posiadanie zwierzęcia nie staje się czasem formą potrzeby opiekowania się kimś… przy jednoczesnym zachowaniu większej kontroli nad własnym życiem i przestrzenią.

Kimś się opiekuję, ale nie tracę aż tyle siebie.
I nie twierdzę, że to coś złego. Ale coś innego...

Raczej rzucam to jako obserwację do wspólnego zastanowienia się.
Bo być może kot (albo pies, żeby było sprawiedliwie) nie jest dziś symbolem samotności, tylko bardzo świadomego wyboru stylu życia...
Jestem naprawdę ciekawa, co Wy o tym myślicie.
Zachęcam do komentowania.

A Ty? Jakim rozmówcą jesteś?W rozmowie z drugim człowiekiem bardzo łatwo popełnić podstawowe błędy, zwłaszcza gdy ktoś m...
17/02/2026

A Ty? Jakim rozmówcą jesteś?

W rozmowie z drugim człowiekiem bardzo łatwo popełnić podstawowe błędy, zwłaszcza gdy ktoś mówi o swoich trudnościach, smutku czy narzeka
na swoją sytuację...

Jednym z najczęstszych błędów jest bagatelizowanie uczuć rozmówcy. Gdy ktoś mówi, że jest mu ciężko, słyszy w odpowiedzi: „Inni mają gorzej” albo „Przesadzasz”.
Takie słowa nie pomagają – sprawiają, że osoba czuje się niezrozumiana i samotna w swoich emocjach.

Kolejnym błędem jest udzielanie rad bez wysłuchania do końca. Często zamiast pozwolić komuś się wygadać, przerywamy i od razu proponujemy rozwiązania, dajemy rady.
Tymczasem osoba mówiąca o smutku nie zawsze oczekuje gotowej recepty – czasem potrzebuje po prostu uwagi, empatii i zwykłego „Rozumiem, że to musi być dla Ciebie trudne”.

Błędem jest także porównywanie czyichś problemów do własnych w taki sposób, który odwraca uwagę od rozmówcy. "To teraz wyobraź sobie przez co ja przechodzę", "nic nowego, jak tam często mam". Zamiast skupić się na rozmówcy, zaczynamy mówić o sobie. To może sprawić wrażenie, że nie traktujemy poważnie jego uczuć.

Dobra rozmowa opiera się na szacunku, cierpliwości
i umiejętności słuchania.
Gdy ktoś narzeka lub mówi o smutku, najważniejsze jest okazanie zrozumienia i wsparcia.
Czasem jedno życzliwe zdanie znaczy więcej niż najlepsza rada.

Oto przykładowe zdania pokazujące podstawowe błędy w rozmowie, gdy ktoś mówi nam o smutku lub narzeka na swoją sytuację.

❌ Zdania, których lepiej unikać:

1. „Przesadzasz, to nie jest powód do smutku.”
2. „Inni mają gorzej, powinieneś się cieszyć.”
3. „Weź się w garść.”
4. „To nic takiego, jutro ci przejdzie.”
5. „Sam jesteś sobie winny.”
6. „Ja miałem/am gorzej i jakoś żyję.”
7. „Nie dramatyzuj.”
8. „Nie myśl o tym, zajmij się czymś innym.”
9. "Robisz problem z niczego"
Takie wypowiedzi bagatelizują uczucia drugiej osoby
i mogą sprawić, że poczuje się niezrozumiana.

✅ Zdania wspierające:

1. „Widzę, że jest Ci trudno.”
2. „Chcesz o tym opowiedzieć więcej?”
3. „To musi być dla ciebie ciężkie.”
4. „Jestem tutaj, jeśli chcesz pogadać.”
5. „Rozumiem, że możesz się tak czuć.”
6. „Dziękuję, że mi o tym mówisz.”
Takie zdania pokazują empatię i pomagają budować dobrą, wspierającą rozmowę.

A Ty? Zastanów się przez chwilę, jak odpowiadasz, gdy ktoś mówi Ci o swoim smutku.
Czy naprawdę słuchasz, czy tylko czekasz, aż skończy, żeby powiedzieć coś od siebie?
Czy Twoje słowa dodają otuchy, czy może nieświadomie ranią?
Pomyśl, ile razy powiedziałeś:
„Przesadzasz”,
„Weź się w ogarnij” , "Bo Ty powinnaś" albo „Inni mają gorzej”.
Może wydawało Ci się, że to nic takiego.
A jednak dla drugiej osoby mogło to znaczyć bardzo wiele.
Każde słowo ma siłę – może budować albo niszczyć.

Spróbuj następnym razem zatrzymać się na moment. Wysłuchaj do końca. Nie oceniaj. Nie porównuj. Czasem wystarczy jedno proste zdanie: „Jestem przy Tobie” albo „Rozumiem, że to dla Ciebie trudne”.
Zastanów się - jakim rozmówcą chcesz być?
Tym, który zamyka innych na dalszą rozmowę,
czy tym, przy którym można poczuć się bezpiecznie
i zostać wysłuchanym?

Punkt WidzeniaPostanowiłam czasem być trochę jak Paulo Coelho.Oczywiście nie śmiem równać się z mistrzem, ale moja praca...
16/02/2026

Punkt Widzenia

Postanowiłam czasem być trochę jak Paulo Coelho.
Oczywiście nie śmiem równać się z mistrzem,
ale moja praca codziennie przynosi historie, emocje
i sytuacje, które inspirują do zatrzymania się
i wyciągania wniosków — opartych na wiedzy, doświadczeniu i uważności na drugiego człowieka.

Wiem, że nie każdy ma czas czytać dwadzieścia stron o psychologii, relacjach czy komunikacji.
Dlatego postanowiłam dzielić się tym,
co najważniejsze — w krótkiej formie, w kilku zdaniach.
To będzie mój „Punkt Widzenia” — seria refleksji
z praktyki, moich własnych doświadczeń i obserwacji.

Średnio raz w tygodniu (a może czasem częściej, kiedy poczuję, że coś naprawdę warto powiedzieć) będę zostawiać tu krótkie myśli.
Jeśli coś z Tobą zostanie — będzie mi ogromnie miło.
Jeśli nie — nic nie trzeba z tym robić.
Jeśli stwierdzisz, że komuś może się to przydać - udostępnij.
A jeśli poczujesz, że warto — zostaw znak, że to miało sens 🤍.

„Ty nic nie rozumiesz!"Brzmi znajomo?W relacji rodzic–nastolatek często nie brakuje miłości... Brakuje… poczucia bycia z...
15/02/2026

„Ty nic nie rozumiesz!"
Brzmi znajomo?

W relacji rodzic–nastolatek często nie brakuje miłości... Brakuje… poczucia bycia zrozumianym.
Dlatego dziś mam dla Was prostą, ale bardzo skuteczną zabawę psychologiczną, która potrafi realnie poprawić komunikację 👇

🎭 Grę nazwałam „15 minut w Twoich butach”👟👠
Można ją zrobić w domu, bez specjalnych przygotowań.
Instrukcja poniżej ⬇️⬇️⬇️

Krok 1: Wybierzcie jeden temat, który często bywa początkiem napięcia w domu💪
Niezbyt „wybuchowy”, ale prawdziwy.
Np.:
– godziny powrotów do domu
– telefon przy stole
– obowiązki
– bałagan w pokoju

Zasada: w trakcie nie przerywamy, nie wyśmiewamy, nie oceniamy.

Krok 2: Zamiana ról (najważniejsze!)🎭
Rodzic wciela się w nastolatka.
Nastolatek wciela się w rodzica.
I przez kilka minut każdy mówi z perspektywy tej drugiej osoby (odgrywa rolę, naśladuje).
Nie chodzi o parodię.
Chodzi o próbę zrozumienia.
Często już na tym etapie pojawia się moment:
„Okej… nie wiedziałem/am, że tak to widzisz.”

Krok 3: Odbicie emocji🪞
Zabawę każdy kończy zdaniem:
– „To, co od Ciebie usłyszałem/am, to…”
– „Domyślam się, że możesz czuć…”
– „Czy dobrze Cię rozumiem?”

To proste zdania, które:
✔ obniżają napięcie
✔ budują empatię
✔ uczą mówienia o emocjach bez ataku

Krok 4: Jedna mała zmiana

Na koniec każdy mówi:
„Jedna mała rzecz, którą mogę zrobić inaczej od jutra, to…”
Mała. Realna. Konkretna‼️

Nie: „Będę idealny/a.”
Tylko: „Dam znać, jeśli się spóźnię.”
Albo: „Postaram się zapytać spokojniej.”

Dlaczego to działa?
Bo zamiast walczyć o rację, zaczynamy próbować się zrozumieć. A to jest podstawa wszelkich interakcji.
A nastolatek nie potrzebuje idealnego rodzica.
Rodzic nie potrzebuje idealnego dziecka.
Obie strony potrzebują poczucia:
„Jestem wysłuchany/a.”
Jeśli masz w domu nastolatka – spróbuj.

Adres

Poniatowskiego 26/8
Bydgoszcz

Godziny Otwarcia

10:00 - 16:00

Telefon

+48699829219

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psycholog Pejka z Bydgoszczy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria