04/12/2025
Miało być o czymś innym...
Chciałam poruszyć temat numer 3️⃣ z naszej piramidy: Zaangażowanie emocjonalne.
Post jest już gotowy i to on miał się dziś pojawić.
Jednak postanowiłam, że opiszę pewną sytuację, która poniekąd porusza ten temat i zaproszę Was do dyskusji.
Od tego zależy, czy kolejny post w ogóle się pojawi 😉
(Nawet jeśli nie interesuje Cię temat zabawek, przeczytaj do końca)
Kilka dni temu trafiłam na tekst, który dotyczył zabawek interaktywnych. Tego, że mimo pięknej formy i coraz to nowszych, bardziej zaawansowanych rozwiązań, nie są one najlepszym wyborem.
Dziecko, co prawda, jest taką zabawką zainteresowane i chętnie bawi się nią przez długi czas, ale mamy tu do czynienia z dwoma głównymi problemami:
1. Dźwięk i światła zabawki, które dla nas wydają się łagodne i miłe, dla niedojrzałego układu nerwowego dziecka mogą być na poziomie stymulacji jak impreza techno dla dorosłego człowieka😵💫
2. Interakcja (do której została stworzona taka zabawka) powinna odbywać się jak najczęściej między dzieckiem a rodzicem lub inną bliską dziecku osobą, a nie między dzieckiem a elektronicznym przedmiotem.
To, co w tym poście przeczytałam, nie było dla mnie nowością i jakoś niespecjalnie mnie zaskoczyło. Ze wszystkim się zgadzam.
Ale to, co mnie zdziwiło, to reakcje w komentarzach.
Było naprawdę sporo głosów niezadowolenia, a wręcz oburzenia:
- znowu ktoś utrudnia życie młodym rodzicom, którzy i tak już nie mają łatwo
- dlaczego demonizuje się zabawki, które tak ułatwiają życie
- teraz to już nic nie wolno, nic nie można robić z własnym dzieckiem, bo wszystko szkodzi
- kiedyś było lepiej, bo wszystko było można i nikomu się krzywda nie stała.. i wiele temu podobnych opinii
Zapomnijmy teraz o zabawkach. Bo nie to jest w tej całej historii istotne.
Chodzi o coś zupełnie innego. Większego i ważniejszego.
Chodzi o naszą postawę w dzisiejszych czasach.
Chcemy wygody. A niewiedza to wygoda.
Chcemy szybkich informacji i szybkich efektów.
Chcemy uczyć się o zdrowiu z Tik Toka, a nie czytać przydługie posty 😉
Informacje podsuwa nam Chat GPT i to nam wystarcza.
Otrzymywanie nowych informacji jest niewygodne, bo zmusza do podejmowania wyborów, a podejmowanie wyborów w kwestii zdrowia własnego dziecka to stres i wysiłek.
A może to wszystko właśnie dlatego, że aktualnie mamy za dużo bodźców i informacji?
Może nadmiar internetu to dla nas ta zabawka interaktywna, która robi nam imprezę techno dla mózgu?
Może ta błoga nieświadomość jest lepsza dla naszego zdrowia psychicznego? A dla dziecka jednak ważniejsze jest mieć zrelaksowanego rodzica niż odpowiednią zabawkę?
A Wy co o tym myślicie?
Dotarł ktoś do końca tego przydługiego posta? 😉
Czytacie, czy wolicie TikToki?