05/03/2026
✅Oni – pacjenci w kryzysie psychicznym. On – Mateusz, zawodowy tancerz. Trzynaście lat temu, u szczytu kariery, usłyszał diagnozę: choroba Parkinsona. Dziś spotykają się na warsztatach taneczno‑ruchowych w Dziennym Oddziale Psychiatrycznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu. Czerpią od siebie energię i – krok po kroku – budują więcej równowagi, sprawczości i kontaktu ze sobą. Czasem wychodzą z tym ruchem także na scenę.
pochodzi z Mysłowic. Przez 15 lat pracował we wrocławskim Teatrze Pantomimy. W wieku 27 lat zachorował na chorobę Parkinsona. Od dwóch lat pracuje w bytomskim Teatrze Rozbark. Prowadzi warsztaty i pisze projekty artystyczne. Do Dziennego Oddziału Psychiatrycznego WSS4 w Bytomiu trafił początkowo „z przypadku”, by opowiedzieć o tańcu. Skończyło się na czymś znacznie większym.
: Zapytano mnie wtedy, czy nie poprowadziłbym warsztatów. Napisałem projekt o dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy i od września spotykam się z pacjentami cyklicznie – mówi. Podkreśla, że kontakt z grupą daje mu dużo satysfakcji: Podczas zajęć jest dobra atmosfera. Uczymy się od siebie nawzajem, bez oceniania.
, psychiatra i dyrektor Centrum Zdrowia Psychicznego w Bytomiu, zwraca uwagę, że terapia przez ruch potrafi realnie wspierać zdrowienie. To nie jest show, nie ma sceny i ocen - mówi. Są proste rzeczy: rytm, oddech, przeniesienie ciężaru, kontakt z podłogą. Dla wielu pacjentów to pierwszy moment od dawna, kiedy ciało przestaje być wrogiem, a staje się kompasem. W kryzysie psychicznym ludzie często tracą poczucie sterowności: myśli pędzą, emocje zalewają, ciało zastyga albo „wystrzeliwuje” napięciem. Ruch daje natychmiastową informację zwrotną: „zrobiłem krok, mam wpływ”. To ma znaczenie terapeutyczne, choć brzmi banalnie.
Sama ekspresja przez ruch nie przychodzi jednak łatwo. : Widzę, jak pacjenci się przełamują. Potrzebują czasu. Niektórzy wykonują „pierwszy krok” dopiero po dwóch miesiącach. Ruch i taniec są formą komunikacji. Trzeba uruchomić odwagę, żeby się pokazać, nawet w bardzo prostym geście. A potem często przychodzi ulga i przypływ energii.
✅Dla kilku uczestników warsztatów taniec stał się także okazją do wyjścia z bezpiecznej sali terapeutycznej na teatralną scenę. Zatańczyli w Teatrze Rozbark podczas projektu realizowanego przez Mateusza Kowalskiego. Jedna dziewczyna powiedziała mi, że jeszcze miesiąc wcześniej nie sądziła, że wyjdzie z domu, a co dopiero zatańczy na scenie. Druga – że taniec był jej marzeniem od dziecka i zrealizowała je dopiero po czterdziestu latach – wspomina. To są momenty, które zostają na długo.
✅To, że Mateusz od trzynastu lat żyje z chorobą Parkinsona, w tej historii nie jest „ozdobą” – raczej konkretnym sprawdzianem postawy, którą wnosi na zajęcia. On nie udaje, że problemu nie ma, ale też nie oddaje mu kierownicy. Czasem mówi wprost: „dziś nie walczę – dziś ustawiam tempo tak, żeby w ogóle iść”. I pacjenci to rozumieją, bo wielu z nich ma podobnie, tylko z innym rodzajem cierpienia – mówi . I dodaje: Nie sprzedajemy bajki, że taniec „wyleczy” Parkinsona czy jakikolwiek kryzys. Sprzedajemy coś uczciwszego: odzyskiwanie wpływu. Choroba jest realna, objawy bywają bezlitosne. Ale między „mam objawy” a „jestem objawami” jest sporo przestrzeni do pracy. I właśnie w tej przestrzeni dzieje się zdrowienie.
: Ruch daje mi pole do tego, żeby pracować z Parkinsonem i utrzymywać sprawność. Kiedy coś w ciele przestaje działać jak dawniej, szukam innych sposobów, innych zasobów. To nie zawsze jest spektakularne, ale jest moje – podsumowuje. Podkreśla, że mimo choroby jest szczęśliwym człowiekiem: ma żonę, którą poznał już po diagnozie, i małą córeczkę. I cały czas jest związany ze sceną. W planach ma też kolejne wyjazdy artystyczne – latem m.in. na Kubę i do Japonii.
🇪🇺🇵🇱Projekt „Warsztaty taneczne w otwartym Oddziale Psychiatrycznym” dofinansowano z Unii Europejskiej z Krajowego Planu Odbudowy.