02/03/2026
Bardzo ważne.
💎 odc. 🔟 Tożsamość psychoterapeuty rodzi się wtedy, gdy ktoś zobaczył, dotknął, poczuł własnego wnętrza.
Terapia własna - w mojej opinii - nie jest dodatkiem do zawodu, jak niektórzy myślą. Sięgnę do swoich doświadczeń w tym krótkim komentarzu. To taka czasoprzestrzeń, w której przestajemy być kimś, kto wie, a zaczynamy być kimś, kto doświadcza, czuje.
Nie chodzi o to, że terapeuta ma mieć uporządkowane życie. Może jak byłam młodsza dużo, tak myślałam. Ale o porządku kiedy indziej…
Chodzi o to, że psychoterapeuta zna smak swojego wstydu, który odbiera głos, zależności, która budzi bunt, złość, ale też ulgi, kiedy ktoś naprawdę słucha, kocha spojrzeniem, no i zna smak rozczarowań, kiedy opadają iluzje. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy siadamy w fotelu pacjenta, kiedy dopuszczamy do siebie drugą swoja perspektywę, zapalamy wewnętrznie światła w różnych pokojach.
Jeśli tego nie przeżyjemy, nasza terapeutyczna empatia będzie konceptualna, będzie kompetencją. Jeśli przeżyjemy, będzie cielesna.
Po 1. Relacja z własnym umysłem
Po terapii własnej umysł przestaje być polem bitwy, które trzeba kontrolować. Zaczyna być przestrzenią, w której można zauważać, myśleć, otwierać się…
Terapeuta, który był pacjentem, z czasem rozpoznaje swoje mechanizmy obronne. Zaczyna słyszeć, kiedy uruchamia się w nim postawa ratownika na przykład, zaczyna czuć, kiedy milczy z powodu własnego lęku, bezradności, a kiedy milczenie jest ciepłą spokojną przestrzenią. To subtelne.
W trakcie sesji pojawia się myśl: „Powinnam coś powiedzieć”. I zamiast działać, potrafimy sprawdzić: czy to mój niepokój? czy to naprawdę służy pacjentowi?
To jest wewnętrzna przestrzeń, która powstaje tylko wtedy, gdy ktoś wcześniej siedział w ciszy jako pacjent i nie wiedział, co zrobić z własnymi myślami. Nie wiedział nawet gdzie one są i jaki mają kształt, kolor, rytm.
Po 2. Relacja z ciałem
Terapia własna uczy, że psychika nie mieszka wyłącznie w narracji. Terapeuta, który doświadczył własnej terapii, wie, że ciało to część dialogu. To konkretne miejsce, ktore trzyma relację. Terapia własna przywraca ciału wiarygodność, uczy tej wzajemnej wiarygodności. O tym było w poprzednim odcinku, nr 9 😎. Ciało może błyszczeć naszą energią, czymś twórczym, może też matowieć od wewnętrznej jałowości.
Po 3. Relacja z gabinetem
Gabinet przestaje być sceną do odgrywania roli specjalisty, eksperta. Staje się żywym miejscem spotkania dwóch, dość kruchych struktur psychicznych. Jest domem, którego uczy się serce pacjenta.
Prosto mówiąc: Terapeuta po własnej terapii mniej potrzebuje być idealnym, mniej boi się ciszy, mniej boi się, że nie wie, nie udowadnia, ma w sobie spokój i miejsce na wątpliwości. W gabinecie własnym jest wówczas więcej powietrza, co czuje, co czują pacjenci. Mniej pośpiechu, by coś naprawić. Mniej chęci reagowania od razu, czy zadawania wielu pytań.
Po 4. Relacja z pacjentem
Największa zmiana dotyczy myślę władzy… Przed terapią własną łatwo jest nieświadomie czerpać poczucie wartości z bycia potrzebnym, wpływającym, decydującym. Łatwo wpadać w pułapkę tłumaczenia pacjentowi, z czego wynikają jego trudności… Po terapii własnej łatwiej jest pozwolić pacjentowi być autonomicznym. Sobie też. To przychodzi płynnie… Niezależnie, ile nam pacjent powie, niewiele właściwie wiemy o jego życiu. Wszystko, co możemy powiedzieć, wynika najbardziej z tego bieżącego kontaktu.
Terapia własna nie czyni człowieka neutralnym ani czystym. Daje świadomość, ogląd swojego brudu i swojego piękna.
Tożsamość terapeuty nie polega na braku ran. Może na tym, że nasze rany nie prowadzą sesji, są rozpoznane. Nazwane. Przepracowane na tyle, na ile się da.
Najgłębsza zmiana
Po własnej terapii terapeuta przestaje wierzyć w szybkie naprawy. Słowo: naprawa przestaje mieć znaczenie. Nie o to tutaj nam chodzi.
Zaczyna doceniać, że umysł potrzebuje czasu a regresja, cofanie się jest ruchem do przodu.
Psychoterapeuta potrafić objąć siebie wewnętrznie na tyle, by w najtrudniejszych sytuacjach móc zachować zdolność myślenia i czucia, móc użyczyć tego stanu swojemu pacjentowi… zanim od taki stan w sobie zbuduje.
~ Justyna Rutkowska