12/04/2024
Wczoraj przypomniała mi się moja słabość do Mickiewicza 😌.
Budując się na nowo spotykam się od dłuższego czasu z samotnością. Ma dużo odcieni, potrafi być ciepła, przyjemna, kojąca i miękka, takie zachłyśnięcie się radością z bycia ze sobą na swoich zasadach. Potrafi też być bezlitosna, szorstka, bezdenna i obezwładniająca.
To ważny etap, gdy już nie ulegam pokusom bycia dla kogoś, żeby tłumić swoje głosy samotności.
Nie ulegam pokusom, by ktoś był dla mnie, łapał mnie i trzymał, kiedy spadam.
Już mniej pozwalam sobie spadać, szybciej wracam. Jednak czasem ciężko jest wrócić, jak powiedziała mi w którejś z ważnych rozmów Dagmara 🤍:
Czasem ciężko znaleźć drogę powrotu, gubiąc swój strój 🎵, ciężko się samodzielnie znów się nastroić nie znając stroju. Potrzebujemy kogoś kto nada ton, odpowiednią częstotliwość, żeby móc wrócić.
Czas gojenia, kojenia, uwalniania już nie w dużych wydarzeniach, a w zwykłej codzienności, uważności na subtelności.
Czas świadomych wyborów, małych decyzji w ciągu dnia, wracaniu do kontaktu ze sobą.
Jestem gotowa wychodzić do świata na innych zasadach, bo chcę, bo tak decyduję, nie realizując programu, ukrytych motywacji czy trybu przetrwania. Jestem gotowa na nowe sieci, nowe połączenia, nową jakość relacji.
Głębokie zrozumienie.
Transparentność.
Widzenie.
Chcę być dla siebie i być dla świata, bo przecież:
"Nie możemy żyć wyłącznie dla siebie.
Łączy nas wzajemnie tysiąc włókien."
Henry Mevielle