03/12/2022
Oto rzeczywistość większości kobiet, które są matkami małych dzieci. Niestety nie zawsze mają one poczucie, że wolno im otwarcie ten stan wyrazić... Bo przecież przeważnie mówi się o macierzyństwie w tonie gloryfikacji go. O matkach natomiast, że choćby nie wiem co, one są w stanie udźwignąć wszystko. Nic bardziej mylnego drodzy państwo. Kobieta wraz z narodzinami dziecka, nie zostaje nagle wyposażona w dodatkowe zasoby czy inne nadprzyrodzone moce. Ona nadal jest po prostu człowiekiem, który potrzebuje snu, odpoczynku, poczucia niezależności, poczucia że jej ciało należy do niej i nie jest przytulanką, która przetrwa każdy dotyk...
Bardzo często słyszę od matek małych dzieci, że czas przeżywania żałoby po życiu sprzed bycia mamą, jest dla nich tym trudniejszy, im bardziej czują się w nim skazane na samotność. A wszelkie głosy z otoczenia o tym, że "trzeba się cieszyć tym czasem, bo on już nigdy się nie powtórzy", bolą równie bardzo, jak każda inna niemoc wzbudzenia w sobie - wbrew sobie, jakiegokolwiek uczucia czy stanu ducha. No nie da się. Tak zwyczajnie i po ludzku.
Bądźmy dla matek małych dzieci bardziej współodczuwający i mniej oczekujący... One naprawdę nie muszą tryskać energią ani radością i to nie oznacza, że nie kochają swoich dzieci. Po prostu są zmęczone nieustannym byciem w roli matki. To w sumie bardzo trudna rola...
„Kiedy mówię „jestem zmęczona” mogę mieć na myśli:
– że spędzam większość czasu codziennie sama zajmując się małymi dziećmi, czasem ta sytuacja kompletnie mnie przygniata,
– że są chwile, kiedy myślę, że nie jestem już w stanie tego robić ani chwili dłużej,
– że nigdy nie sądziłam, że to wszystko będzie takie trudne,
– że śpię o wiele mniej niż potrzebuję i nie wiem czy kiedyś jeszcze się to zmieni,
– że nie chcę seksu. Nie dlatego, że mnie to nie pociąga lub że nie kocham mojego partnera. Ale dlatego, że nie jestem w stanie odłączyć mojego zmęczonego umysłu na tyle, żeby dać się ponieść,
– że nie mam mentalnej kondycji wystarczającej, żeby prowadzić rozmowy z ludźmi w sklepie, na placu zabaw, na zebraniu w szkole, w poczekalni czy gdziekolwiek indziej, gdzie spotykam ludzi takich, jak ja,
– że nie pomaga mi myślenie, że te dni już nie wrócą i że trzeba się nimi cieszyć, bo kiedyś do nich zatęsknię,
– że opłakuję moje ciało, energię, osobowość, wolny czas, samotność z czasów zanim zostałam mamą,
– że zastanawiam się czy kiedykolwiek znowu poczuję się sobą, czy ten stan gonienia ostatkiem sił to moja nowa normalność,
– że nie ogarniam tematów, które są odpowiedzialnością dorosłych, a to ja jestem teraz dorosła.”
Marta Sikorska
fot Laura Chouette