12/03/2022
ŚLADY ZRANIEŃ SERCA W CIELE: POSTRZAŁ.
(część II)
Być może część z nas pamięta to uczucie w klatce piersiowej, gdy ktoś lub coś uderzyło nas w mostek. Ból zabiera powietrze, lęk każe znieruchomieć, dźwięk grzęźnie w gardle, siła zaskoczenia sprawia, że nie możemy uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Jesteśmy oszołomieni, automatycznie próbujemy skulić się w sobie i wycofać do środka. Czekamy aż ból minie, oddychając jak najpłycej, próbując nie czuć. Ulga, która przychodzi sprawia, że dopiero wtedy możemy zaczerpnąć głębiej powietrza, rozprężyć mięśnie i zapłakać. Stan zdławienia rozpuszczany oddechem, dźwiękiem i ruchem pozwala wyjść z zatrzymania. Możemy odetchnąć. Zostaje siniak albo guz, który przez kolejne tygodnie przypomina o tym wydarzeniu przy głębszym oddechu.
Opisana reakcja na ból fizyczny przebiega analogicznie również przy bólu psychicznym. Dla ciała nie ma znaczenia, czy bodziec przeciążeniowy pochodzi ze strefy fizycznej czy psychicznej. Impuls jest odbierany, a to rozpoczyna łańcuch reakcji: skurczu, zatrzymania, wycofania, a w efekcie ograniczenia żywotności. Podstawową odpowiedzią organizmu na ból czy lęk jest właśnie skurcz, który ogranicza dopływ krwi, w efekcie zmniejszając czucie i pozwalając przetrwać moment bólu. Kurczenie się sprawia, że nie tylko ograniczamy siłę odczuć, ale też czujemy się mniejsi, dając sobie uspakajające wrażenie mnie tu wcale nie ma, tak dobrze znane dzieciom (i nie tylko). W ten sposób docieramy do jednego z najsilniejszych zapisów w ciele w odpowiedzi na zranienie:
TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA, TO NIE MOŻESZ BYĆ TY!
Kiedy doświadczamy zranienia od tych, których kochamy i którzy nas kochają, przeżywamy rodzaj szoku. W zależności od wrażliwości naszego układu nerwowego (tej osobniczej, i tej związanej z wiekiem) oraz od siły zadanego bodźca i jego powtarzalności nasze ciało zareaguje:
• ZAPADNIĘCIEM MOSTKA, które jest reakcją na ładunek bólu. Kiedy „boli serce” pierwsze, co robimy, to wycofujemy klatkę piersiową, spłycamy oddech i osuwamy się w siebie do środka, jak najbardziej wyłączając serce z kontaktu.
• UNIESIENIEM RAMION, które jest reakcją na przerażenie i stanowi część mechanizmu podwyższonej gotowości.
• ZATRZYMANIEM MIMIKI TWARZY w szoku, niedowierzaniu, znieruchomieniu i oczywiście cierpieniu w związku z doznaną krzywdą.
Powyższe reakcje pozwalają nam ochronić serce, być w gotowości na wypadek następnego ciosu, a zarazem nie wywołać kolejnych. Jeśli takie zdarzenie napotkało dziecko, które było nie dość „nakarmione” (chodzi tu nie tylko o karmienie jedzeniem, ale miłością, uwagą i odzwierciedlaniem), nosi ono w swoich tkankach wyjściowo wpisane doświadczenie DEFICYTU. W związku z tym jego pojemność na ból i lęk będzie znacznie mniejsza. Możemy spodziewać się wtedy, że wymienione reakcje, jak zapadnięcie mostka czy zatrzymanie mimiki, łatwiej przejdą w stan chroniczny, a równocześnie trudniej będzie powrócić do tak zwanej normy spoczynkowej. Inaczej mówiąc, na poziomie organizmu będziemy mieli osobę, która jest wyjściowo niedokarmiona, co na poziomie bioenergetycznym oznacza pomniejszenie żywotności, a za tym idący brak sił i odporności.
Zobaczymy to w ciele w postaci: obkurczenia klatki piersiowej, która wyda się jakby zatrzymana w czasie: mała i niewyrośnięta, zwłaszcza w stosunku do reszty ciała. W odpowiedzi na powyższe doświadczenia powstaje zapis w formie „POSTRZAŁU”, który miał ochronić serce przed utrzymującymi się w czasie sytuacjami wywołującymi ból i lęk przy niewystarczającym wsparciu emocjonalnym otoczenia. Intensywność obu wymienionych uczuć spowodowała ochronną reakcję wycofania zarówno na poziomie fizycznym, jak i w sposobie wiązania się i bycia w relacjach.
Część z nas bez trudu odnajdzie w sobie tę jakość zapadania się w klatce piersiowej, kiedy czujemy się zranieni. Inni będą w stanie znaleźć wręcz dołek, niczym niewytłumaczalny tak, jakby kiedyś ktoś zrobił tam odcisk, jakby został ślad po uderzeniu albo po kuli.
NIE BEZ POWODU SIĘ „GARBIMY”…
I nie bez powodu zapadamy się w klatce piersiowej, bo to nic innego, niż sposób organizmu na ochronienie serca. Jeśli obrona fizyczna przeszła w wadę postawy, należy zawsze sprawdzić ze sobą, na ile powyższa historia jest też moim doświadczeniem. „Pajączki” ściągające, które zakłada się dzieciom, klepanie w plecy w przypadku, kiedy ustawienie ciała stanowi część mechanizmu obronnego trenuje wyłącznie wolę i zbroję. Oznacza to dalsze wyczerpywanie żywotności i zaprzeczanie głębiej skrytemu wygłodzeniu emocjonalnemu. My, dorośli dobrze wiemy, że ból zadany przez osobę, którą kochamy, boli podwójnie. Dziecko z otwartym sercem, w swojej bezbronności przeżywa szok, w którym wykonuje wysiłek, by przetrwać, jednocześnie zachowując osobę, którą kocha w sercu.
Klatka piersiowa nosząca jakości „postrzału” będzie objawiać się znajomym odczuciem ciężkości, jakby ktoś cały czas nam na niej siedział. Każdy wdech będzie wymagał wielkiego wysiłku, zostawiając nas z poczuciem niewystarczającej ilości pobranego powietrza. Niektórzy mogą stale mieć wrażenie ciasnoty i stłoczenia w tym rejonie. Inni z kolei poczucie więzienia, z którego chce wyrwać się serce intensywnością swoich uderzeń. Temu wszystkiemu często towarzyszy poczucie słabości, jakbyśmy mieli złożyć się niczym domek z kart.
Szczęśliwie większość z nas jest dość dokarmiona, by nie wejść w pełne zapadnięcie, a niektórzy będą mieć siłę nawet je skompensować. Wypracowany rodzaj adaptacyjnej postawy wyglądający dokładnie, jak „zbroja podtrzymana balonem”, skrywa zablokowanie pierwotne, jakim był postrzał. Będzie ukazywać się on przy każdym rozluźnieniu wyuczonego trzymania. Niestety taki rodzaj kompensacji oznacza dodatkowe wydatkowanie energii na zaprzeczanie, a osoba nosząca taki zapis i tak ma jej niewiele. Dlatego zawsze konieczne jest zajęcie się warstwą wycofaną.
Kiedy tak konkretnie skupiamy się na kształcie i formie ciała, warto pamiętać o tym, że celem praktyki bioenergetycznej nie jest zmiana jego wyglądu. Dzięki ćwiczeniom wpływamy na przepływ energetyczny, przywracając miejscom zatrzymanym czy obkurczonym czucie, a wraz z nim napływającą żywotność. W ten sposób zmienia się funkcjonowanie zarówno w sferze fizycznej, jak i psychicznej. Nie sprawimy, by zapadnięcie zniknęło, ale możemy ponownie objąć je czuciem i włączyć do funkcjonalnej (co bioenergetycznie oznacza żywej) ciągłości organizmu. Jeśli klatka piersiowa zacznie się pełniej ruszać, reagować na wdech i wydech, zaczniemy głębiej oddychać i będziemy w pełniejszym kontakcie ze sobą.
Marzena Barszcz,
Psychoterapeutka w Analizie Bioenergetycznej.
PS. Więcej informacji znajdziecie Państwo w książce: https://www.instytutanalizybioenergetycznej.com/produkt/psychoterapia-przez-cialo/