ZPP-P w Częstochowie Poradnia on-line

ZPP-P w Częstochowie Poradnia on-line profesjonalna pomoc psychologiczna on-line Poradnia on-line jest częścią Zespołu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych w Częstochowie.

Aktualne zadania Poradni on-line to:
- specjalistyczna pomoc osobom, które tego potrzebują, a z różnych powodów nie zgłaszają się do poradni (brak czasu, odległość, niewiedza, wstyd),
- wsparcie zarówno młodych ludzi w kryzysowym momencie ich życia, jakim jest okres dojrzewania, jak i rodziców i nauczycieli w pełnionej przez nich roli przewodników w dorosłość,
- szeroko rozumiana profilaktyka. Zapraszamy na oficjalną stronę Zespołu Poradni http://zppp.ids.czest.pl/

Jeśli szukasz pomocy, a nie możesz lub nie chcesz przyjść do poradni, napisz na adres online.poradnia@gmail.com

Dzieci uczące się w częstochowskich szkołach oraz ich rodziców zapraszamy do naszych placówek.

on Sunday morning at.....Żyjemy w czasie, w którym niemal zawsze można się z kimś połączyć. Telefon jest obok, odpowiedź...
25/01/2026

on Sunday morning at.....

Żyjemy w czasie, w którym niemal zawsze można się z kimś połączyć.

Telefon jest obok, odpowiedź przychodzi niemal natychmiast.

Obecność innych ludzi zostawia ślady: wiadomości, reakcje, powiadomienia.

A jednak coraz częściej pojawia się doświadczenie samotności.

Nie tej spektakularnej, ale cichej, rozproszonej trudnej do uchwycenia.

To samotność, która nie wynika z braku ludzi, lecz z braku spotkania.

Bo jest różnica pomiędzy kontaktem a więzią.

Kontakt nie wymaga słów, znaków.

Więź jest doświadczeniem bycia widzianym, branym pod uwagę, ważnym.

Nowe technologie doskonale wspierają kontakt, z więzią radzą sobie znacznie słabiej.

Poczucie samotności nie zależy od liczby interakcji, ale od ich jakości.

Można rozmawiać często i intensywnie jednocześnie nie mieć poczucia, że jest się z kimś w relacji.

Mózg reaguje na bodźce- wiadomości tekstowe, powiadomienia, emoty – krótkim pobudzeniem.

Ale układ przywiązania odpowiedzialny za poczucie bezpieczeństwa pozostaje nienasycony.

To doświadczenie bywa mylące.

Coś się dzieje, więc trudno nazwać brak.

A jednak pojawia się zmęczenie, poczucie pustki, wrażenie, że emocje nie mają się gdzie zatrzymać.

Samotność w tym wydaniu rzadko wygląda jak całkowita cisza.

Częściej przypomina rozmowy bez głębi, obecność bez współobecności, dzielenie się faktami a nie przeżyciami.

Bliskość wymaga czegoś więcej niż reakcji.

Pragnie czasu, uważności, zdolności bycia z drugim człowiekiem także wtedy, gdy nie jest to wygodne.

Wymaga przestrzeni na ciszę, na niepewność....

Można to porównać do miasta pełnego światła.

Latarnie rozświetlają ulice, wszystko jest widoczne, dostępne, połączone.

A jednak, kiedy robi się zimno światło nie grzeje.

Kontakt działa jak światło – pozwala zobaczyć.

Bliskość jest jak ciepło- pozwala przetrwać.

Samotność w epoce stałego kontaktu nie jest dowodem naszej niezdolności do relacji.

Jest raczej sygnałem, że potrzeba bliskości próbuje znaleźć swoje miejsce w formach, które nie zawsze potrafią ją unieść.

To nie jest wezwanie do porzucenia technologii, ale zaproszenie do uważności: czy w tym jak jesteśmy jest też przestrzeń na prawdziwą obecność?

Bo samotność nie zawsze mówi: „nie mam nikogo”.

Czasem mówi ciszej: „jestem wśród ludzi, ale nikt mnie nie spotyka”
📌by JG

on Sunday evening at...Ostatni tekst spowodował deszcz pytań.Na tym tle pojawia się nowa treść – Bliskość, pragnienie cz...
18/01/2026

on Sunday evening at...

Ostatni tekst spowodował deszcz pytań.

Na tym tle pojawia się nowa treść – Bliskość, pragnienie czy potrzeba?

Bliskość jest jak ogień w zimnym domu.

Nie jest luksusem, nie jest dodatkiem do życia...

Jest czymś co pozwala człowiekowi nie zamarznąć od środka.

Rodzimy się w potrzebie bliskości.

Dosłownie.

Ciało niemowlęcia nie przeżyje bez dotyku,

bez ciepła, bez czyjejś obecności.

Psychika dorosłego działa podobnie, tylko nauczyliśmy się udawać, że jesteśmy samowystarczalni.

Bliskość to potrzeba biologiczna duszy.

Tak, jak jedzenie dla ciała.

Ale jest moment, w którym coś zaczyna się komplikować.

Gdy potrzeba nie została kiedyś nakarmiona, zamienia się w pragnienie tak silne, że zaczyna boleć.

I wtedy nie szukamy już spotkania, szukamy ratunku.

Potrzeba mówi – chcę być z Tobą.

Pragnienie krzyczy - nie umiem być bez Ciebie.

To subtelna, ale ogromna różnica.

Kiedy bliskość staje się pragnieniem wynikającym z braku, zaczyna przypominać głód.

Nie chodzi tu o drugiego człowieka, tylko o to, żeby ktoś wypełnił ciszę w środku.

Żeby zagłuszył samotność.

Żeby potwierdził ważność i istnienie.

I wtedy relacja staje się bardziej lekarstwem niż spotkaniem.
A żaden człowiek nie uniesie ciężaru bycia czyimś jedynym źródłem emocjonalnego życia.

Bliskość nie jest problemem.

Problemem jest to, kiedy próbujemy nią nakarmić stare, niezaspokojone potrzeby z przeszłości.

Bo tedy nie kochamy, wtedy rozpaczliwie się przytulamy do czyjejś obecności, jak do koła ratunkowego.

Najpiękniejsza bliskość nie rodzi się z pustki, ale z pełni.

Z miejsca, w którym mogę być sama i nie rozpadać się, ale wybieram bycie z Tobą nie dlatego, że muszę – ale dlatego, że chcę.

Bliskość jako potrzeba daje ciepło.

Bliskość jako pragnienie daje ulgę.

A ulga nie trwa długo.

Może więc najczulsze pytanie nie brzmi – kogo potrzebuję blisko?

Ale z jakiego miejsca w sobie tej bliskości szukam?
📌by JG

on Sunaday morning atCzłowiek rzadko budzi się rano z myślą – „o dziś jest ten dzień, gdzie będę realizować SWOJE POTRZE...
11/01/2026

on Sunaday morning at

Człowiek rzadko budzi się rano z myślą –

„o dziś jest ten dzień, gdzie będę realizować SWOJE POTRZEBY”.

Raczej czuje niepokój, napięcie, czasem pustkę albo przeciwnie

cichy pociąg w stronę czegoś, co trudno nazwać.

Psychologia od dawna próbuje uchwycić te wewnętrzne

poruszenia, nazywając je potrzebami i pragnieniami.

Choć brzmią te słowa podobnie, nie są tym samym – i właśnie w tej różnicy kryje się ważna prawda o naszym życiu.

W klasycznym ujęciu psychologicznym potrzeba rodzi się z deficytu.

Jest jak sygnał ostrzegawczy w organizmie – informuje, że coś zostało zachwiane.

Głód, pragnienie snu,

bezpieczeństwo

czy bliskość, są jak kontrolki na desce rozdzielczej – nie pojawiają się bez powodu.

Abraham Maslov opisał potrzeby jako fundament, na którym możemy budować wyższe doświadczenia-

sens,

rozwój,

samorealizację.

Jego hierarchia bywa dziś krytykowana za zbytnią sztywność –

ale jedno pozostało aktualne –

trudno myśleć o sensie życia,

gdy w środku jest chroniczny brak.

Pojawia się wzrost objawów depresyjnych, poczucie wypalenia, znika dobrostan.

Potrzeby nie są kaprysem – są warunkiem równowagi.

Pragnienia są inne –

nie krzyczą,

nie alarmują – raczej przyciągają.

Nie wynikają z tego, że czegoś nie ma, ale z tego, że mogłoby być.

Są związane z wyobraźnią, wartościami, obrazem siebie i świata.

Pragnienie nie domaga się natychmiastowego zaspokojenia – potrafi trwać, dojrzewać, zmieniać kształt.

Według niektórych nurtów psychologicznych,

to właśnie pragnienia mają w sobie ten impuls wzrostowy.

To one popychają nas

ku głębszym relacjom,

ku sensowi,

ku rozwojowi.

Takiemu, który nie jest warunkiem „przeżycia”, ale „życia pełniej”.

W codzienności często mylimy jedno z drugim.

Próbujemy zaspokajać potrzeby pragnieniami.

Kupujemy, planujemy, osiągamy – gdy w środku brakuje bezpieczeństwa albo relacji.

Albo odwrotnie – tłumimy pragnienia w imię przetrwania,

mówiąc sobie –

„to nie czas”,

„to niepotrzebne”,

„najpierw obowiązki”

Zaczynamy wtedy żyć obok siebie.

Nie słyszymy właściwego sygnału.

Potrzeby i pragnienia natomiast nie są w konflikcie.

Nie musimy wybierać – albo potrzeby- albo pragnienia

Dobrostan to dialog pomiędzy nimi.

Potrzeby są jak korzenie, niewidoczne, ale nie da się bez nich żyć.

Pragnienia są jak gałęzie, nie zawsze potrzebne do przetrwania,

ale bez nich drzewo nie wzrośnie ku światłu.

A przecież nie żyjemy wyłącznie po to, żeby przetrwać.

Dlatego może warto zadać sobie pytanie – czy to co czuję, jest brakiem czy wołaniem o coś więcej?

Życzę takich pytań i znajdowania odpowiedzi na nie Nam Wszystkim.
📌by JG

on Sunday morning at....A tu przewrotnie – nie o podsumowaniu, ale o tym skąd patrzymy?Na początku roku łatwo uwierzyć, ...
04/01/2026

on Sunday morning at....

A tu przewrotnie – nie o podsumowaniu, ale o tym skąd patrzymy?

Na początku roku łatwo uwierzyć, że przyszłość zależy od dobrych postanowień.

Że wystarczy jasno określić cele, a reszta „jakoś się ułoży”.

Tymczasem, to jak myślimy o przyszłości, rzadko ma związek z kalendarzem.

Znacznie częściej – z naszym aktualnym stanem psychicznym.

Nie planujemy przyszłości na podstawie faktów, ale emocji.

Zmęczenie sprawia, że wszystko, co przed nami wygląda jak wysiłek.

Lęk podpowiada, by nie wychylać się z oczekiwaniami.

Wstyd cicho ogranicza to, na co w ogóle pozwalamy sobie myśląc.

W takim stanie nawet najlepsze cele tracą sens, bo nie są

odpowiedzią na realne możliwości, tylko próbą poradzenia sobie

z przeciążeniem.

Dlatego początek roku bywa trudny.

Oczekuje się energii, kiedy w środku jest niepewność.

Entuzjazmu, kiedy dominuje ostrożność.

Motywacji, kiedy ciało i psychika mówią raczej

– zatrzymaj się –

To nie jest porażka ani brak ambicji.

To informacja o miejscu, z którego patrzymy w przyszłość.

Może pytanie na ten czas to nie

– co chcę osiągnąć? –

Tylko – na czym opieram swoje myślenie o tym co możliwe? –

Czy przyszłość, którą widzę wyrasta z aktualnego zmęczenia?

Z dawnych strat?

Z lęku przed rozczarowaniem?

A może z realnej oceny siebie? również z ograniczeniami,

które domagają się uwagi a nie przekroczenia za wszelką cenę.

Przyszłość nie potrzebuje wielkich deklaracji ani gotowych odpowiedzi.

Potrzebuje uczciwego punktu wyjścia.

Świadomości tego, z jakiego stanu emocjonalnego rodzą się plany, marzenia i decyzje.

Nowy Rok nie zaczyna się wtedy, gdy wiemy, dokąd iść.

Zaczyna się wtedy, gdy rozumiemy z jakiego miejsca zaczynamy myśleć o przyszłości.

Zacznij swój Nowy Rok, kiedy będziesz gotowy/gotowa.

📌by JG

On Sunaday evening at....Są takie momenty w roku, kiedy życzenia stają się językiem zbiorowym.Mówimy je niemal automatyc...
28/12/2025

On Sunaday evening at....

Są takie momenty w roku, kiedy życzenia stają się językiem zbiorowym.

Mówimy je niemal automatycznie, jakby były hasłem otwierającym drzwi do nowego etapu.

„Zdrowia”, „spokoju”, „spełnienia marzeń”, słowa krążą między ludźmi, jak monety szczęścia.

Psychologicznie życzenia pełnią ważną funkcję: oswajają niepewność.

Nowy rok to niewiadoma, a życzenia są próbą jej okiełznania.

Trochę jakbyśmy mówili – świecie bądź łaskawszy.

I to jest naturalne, ludzkie.

Bardzo.

Problem pojawia się wtedy, gdy życzenia zaczynają zastępować myślenie, a nie je wspierać.

Wtedy wchodzimy w obszar myślenia życzeniowego.

Mechanizmu, w którym to czego pragniemy,

zaczyna udawać to, co prawdopodobne.

Myślenie życzeniowe działa jak mgła na drodze.

Nie zmienia trasy, ale zmniejsza widoczność.

W kontekście poświątecznym a przednoworocznym przybiera często formę:

„od stycznia to jakoś się ułoży”

„jak odpocznę po świętach to będę inną osobą”

„samo się zmieni”

To nie są kłamstwa.

To są emocjonalne skróty, które mają dać ulgę tu i teraz.

Myślenia życzeniowego nie należy potępiać, to nasze koło ratunkowe w chwilach przeciążenia.

Ale.....

Jeśli zbyt długo dryfujemy na takiej fali ....

Możemy przegapić moment, kiedy trzeba zacząć wkładać wysiłek by płynąć.

Zdrowe życzenia różnią się od myślenia życzeniowego jednym istotnym dość szczegółem – zawierają zgodę na rzeczywistość.

Nie obiecują cudu, raczej budują relację z tym, co realne.

Teraz w Czasie Pomiędzy jesteśmy emocjonalnie rozbrojeni, zmęczeni, rozczuleni, pełni porównań.

To czas, gdy łatwo pomylić nadzieję z ucieczką.

A przecież nadzieja nie polega na tym, że wierzymy, że wszystko będzie dobrze.

Polega na tym, że wierzymy w to, że poradzimy sobie nawet jeśli tak nie będzie.

Może więc warto, by noworoczne życzenia nie były listą oczekiwań wobec życia,

ale cichą umową z samym/ą sobą.

Czego Nam Wszystkim życzę.
📌by JG

24/12/2025

🎄 Święta🎄 to czas bliskości…, ale też okres, w którym granice dzieci są narażone na „nieoczywiste” sposoby ich przekraczania

W ferworze przygotowań, rodzinnych spotkań i presji „świątecznej atmosfery” łatwo zapomnieć, że dzieci, tak samo jak dorośli, mają prawo decydować o swoim ciele, emocjach i komforcie.

Często przekraczanie granic nie wygląda jak coś dramatycznego.
To mogą być drobne, codzienne zdania, które słyszymy od lat:
„No daj buziaka!”
„Idź, przytul ciocię”
„Nie wstydź się”
„Uśmiech proszę!”
„Wskakuj na kolana!”

Dla dorosłych to może wydawać się niczym wielkim
Dla dziecka jest to komunikat: „Twoje ciało nie należy do ciebie, tylko do innych.” lub „Nie masz prawa do swojego ciała. To my o nim decydujemy.”

Dlatego przed świętami warto wrócić do podstaw:
👉 szanujmy nie tylko dziecięce emocje, ale także i odmowę,
👉 nie zmuszajmy do przytulania, całowania ani żadnej formy bliskości, której dziecko nie chce
👉 uczmy dzieci, że ich „tak” i „nie” mają znaczenie i powinny zostać uszanowane,

…a do rozmowy o bezpieczeństwie i zgodzie w relacjach świetnie sprawdzą się filmy edukacyjne i zasady GADKI dostępne na stronie gadki.fdds.pl. To narzędzie, które wspiera budowanie u dzieci świadomości własnych granic, a rodziców uczy jak chronić dzieci!

Niech w te święta, oprócz magii, towarzyszy nam uważność na dobrostan dzieci ✨

Współfinansowano ze środków Unii Europejskiej. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora i nie muszą odzwierciedlać stanowiska Unii Europejskiej. Unia Europejska nie ponosi za nie odpowiedzialności

24/12/2025
Agnieszka Misiak jak zawsze w punkt!
22/12/2025

Agnieszka Misiak jak zawsze w punkt!

Tak pozwalacie dziecku powiedzieć do ojca "Tato, daj mi spokój, już przestań gadać? Ja to bym się bała, kiedy w łeb dostanę, nie do pomyslenia to kiedyś było.
Ja nie krytykuję, to już nic powiedzieć nie wolno? - mowi ciocia Kazia. To juz nie moze się podxielić życiem wewnętrznym?

A ty masz włosy jak dziewczynka Franeczku, nie głupio ci jak cię z dziewczyną mylą? Lepiej, żeby ci ciocia powiedziała, niż ktoś obcy, że tak mało męsko wyglądasz w tej kiteczce
Ale ja z dobrego serca mówię, żeby dziecku oszczędzić przykrości - mówi babcia Zosia. Czy na serio nikt tego nie słyszy?

Rodzice płacą za angielski, to powiedz coś po angielsku. No mów. Co nie mówisz. przedstaw się czy coś? To chociaż cię dziadek z tabliczki mnożenia przepyta
Ale o co ci chodzi? To juz o najbanalniejszą rzecz nie można dzieciaka zapytać? Wy to juz tacy nadwrażliwi jesteście, a dzieciaka na szklankę chowacie, co ją byle co potłucze - stawia diagnozę stryjek Tadek. I to za darmo ta diagnoza.

A masz chłopaka w szkole? No a który ci się podoba? Ale co w ogóle się chłopakami nie interesujesz?
A co to ma do rzeczy, czy ja mam chłopaka jakiegoś w końcu? To ty mnie pytać nie będziesz, co wolno wojewodzie ... Wychodzi bezstresowe wychowanie - ocenia ciocia Hela, chociaż sama oceniana być nie chce.

Dlaczego pozwalasz mu jeść bułkę z masłem? Dlaczego ty specjalnie dla niego smażysz na wigilię schabowego? To co on na własnym weselu będzie jadł bułkę z masłem też? Wspierasz go w byciu dziwolągiem.
Ja tylko mówię. Bo nie będę patrzeć jak dziwoląga chowacie, a normalne dziecko by mogło być. Mogę wyrazić swoje zdanie chyba.

Dlaczego się nie bawisz nowymi prezentami? No zagraj w grę, którą Mikołaj przyniósł. Pokaż nową książkę. Ale teraz przymierz te spodnie. Dlaczego nie?
Ale jak nie musi? Minimum kultury nie musi?

A ja słyszałam od cioci Kasi, że ty do psychologa chodzisz Tomeczku. I co tam robicie u tego psychologa, lepiej ci już?
Ale dlaczego to nie moja sprawa, to juz o zdrowie nie wolno zapytać?

Michał nie możesz bez przerwy dorosłym przerywać. Dorośli teraz rozmawiają. Zajmij się sobą. Daj mamie pożyć i odpocząć. Ty już musisz sam sobie czas organziować.
Ale co, ja widzę, że ty jesteś zmęczona. Ty mi nie mów, że ty chcesz, żeby on uczestniczył, ja swoje widzę. A on nie może oczekiwać, że świat będzie go tylko chwalił.

A dlaczego nie chcesz się bawić z kuzynem? To co on ma się sam bawić? Ale trzeba się bawić razem. Jak dlaczego? Bo trzeba, bo to twój kuzyn. To udawaj, że chcesz się bawić i nie rób scen.
Ale co mam przestać? To jego rodzina i musi się bawić. Jak to nie musi? To może cioci kazi i wujka Zdzicha też nie musimy na wigilię zapraszać?

Ale usiądź do zdjęcia obok dziadka. Co to znaczy, że nie chcesz. Po prostu usiądź. Czy możesz o innych pomysleć? Nie, czasem trzeba przestać byc egoistą i w wigilię szczególnie o innych pomyśleć. Siadaj i nie dyskutuj.
Przykro mi, ale jak wy dzieciaka nie umiecie wychować, to ktoś musi.

Hej, kolęda, kolędaaaaa.

We wtorek przyślę Wam newsletter o tym jak przetrwać, stawiać granicę i pokazywać dziecku, że jesteście po jego stronie i nie macie zgody. Będziecie czytać?

Link zapisowy https://agnieszkamisiak.pl/moj-newsletter/

Czy zapomniałam o jakiejś scence rodzajowej? Dopełnijcie obrazu w komentarzach.

On Sunday morning at.....Była wiara, była nadzieja, czas na miłość...Psychologia od dawna próbuje ująć miłość w ramy poj...
21/12/2025

On Sunday morning at.....

Była wiara, była nadzieja, czas na miłość...

Psychologia od dawna próbuje ująć miłość w ramy pojęć,

choć ta z nich się trochę wymyka.

Najczęściej opisuje się miłość nie jako jedno uczucie,

ale proces – dynamiczny, zmienny wymagający regulacji.

Trochę jak organizm, który żyje tylko wtedy, gdy coś w nim krąży.

Jedna z najbardziej znanych koncepcji – której autorem jest Robert J. Sternberg – mówi o tym, że miłość to trzy czynniki:

intymność

namiętność

zaangażowanie.

Struktura tych pojęć pokazuje, że muszą one pozostać w równowadze.

Miłość nie wydarza się w jednym momencie.

Intymność tworzy przestrzeń, w której można być odsłoniętym, bez wstydu.

Namiętność wprowadza energię i ruch.

Zaangażowanie nadaje temu wszystkiemu kierunek w czasie.

Gdy jeden z tych elementów znika, relacja nie tyle się kończy, co traci swój wymiar.

Najtrwalsza forma miłości nie jest związana z intensywnością.

Polega na zgodzie, że bliskość i oddalenie,

pewność i wątpliwości,

czułość i irytacja

mogą współistnieć bez niszczenia więzi.

To nie spektakl ani obietnica szczęścia, lecz forma bycia z drugim człowiekiem.

Miłość w swojej dojrzałej postaci nie obiecuje spełnienia ani ciągłej pewności.

Nie usuwa lęku, nie chroni przed stratą, nie znosi samotności.

Jest raczej decyzją, by pozostać w relacji pomimo świadomości, jak jest to kruche.

W tym sensie miłość nie polega na znalezieniu kogoś,

kto nas dopełni, lecz na spotkaniu kogoś,

przy kim nie trzeba zaprzeczać temu kim się jest.

To co trwa w miłości najdłużej, nie ma w sobie fajerwerków.

Ma uważność, zdolność naprawy i zgodę na to, że bliskość nie jest stanem stałym, lecz ruchem.

Miłość nie polega na tym, że zawsze jest dobrze,

ale na tym, że jest do kogo wracać,

nawet wtedy, gdy nic nie jest oczywiste.

I może właśnie dlatego, miłość pozbawiona obietnic okazuje się jedną z niewielu relacji, które naprawdę wytrzymują próbę czasu.
📌by JG

on Sunday evening at... Uczestniczyłam w dość ciekawej dyskusji, którą podsyciły moje słowa na FB, dyskusji na temat róż...
14/12/2025

on Sunday evening at...

Uczestniczyłam w dość ciekawej dyskusji, którą podsyciły moje

słowa na FB, dyskusji na temat różnicy/różnic pomiędzy wiarą i

nadzieją.

A przecież to dwie różne odpowiedzi na „ciemność”.

Gdy zapada noc, każdy z nas potrzebuje światła.

Psychologia pokazuje jednak, że nie każde światło działa tak samo.

Nadzieja i wiara są jak dwa różne źródła światła, uruchamiane w innych momentach naszego doświadczenia.

Nadzieja jest jak latarnia w ręku wędrowca.

Oświetla tylko kilka kroków przed nim, ale to wystarcza, żeby dalej iść.

Wiara nie jest latarnią.

Jest gwiazdą na niebie.

Nie oświetla drogi, ale pozwala się zorientować w którą stronę iść.

Nadzieja silnie jest związana z poczuciem kontroli.

Wiara natomiast kontroli nie wymaga.

Może istnieć nawet wtedy, gdy sprawczość jest ograniczona lub zerowa / choroba terminalna, żałoba, trauma /.

Psychologicznie pełni wtedy funkcję regulującą lęk i chroniącą przed rozpadem.

Różnica w poziomach funkcjonowania psychicznego także jest znacząca.

Nadzieja to głównie poziom poznawczo -motywacyjny.

Jest zorientowana na przyszłość.

Planuje, ocenia możliwości, rozwija konkretne strategie.

Wiara to poziom egzystencjalno-znaczeniowy.

Nie służy tyle zmianie rzeczywistości, co jej rozumieniu i integrowaniu.

Dotyczy sensu, wartości i porządku świata.

Jest ponadczasowa.

Ale przecież na końcu i tak nie chodzi o to czy masz więcej nadziei czy wiary.

Życie nie pyta o proporcje.

Pyta o gotowość, by zostać w relacji z tym co jest.

Czasem ta relacja polega na działaniu, na szukaniu dróg, na stawianie kolejnych kroków pomimo zmęczenia.

A czasem na zatrzymaniu się i zgodzie, że nie wszystko musi się teraz wyjaśnić i naprawić.

Nadzieja uczy, jak iść dalej, wiara jak zostać, gdy iść się nie da.

Jedna podtrzymuje ruch, druga podtrzymuje człowieka.

Choć różnią się językiem,

obie wyrastają z tego samego miejsca – z głębokiej potrzeby,

by życie nie było tylko serią zdarzeń, ale historią, która da się unieść.

Może właśnie dlatego nadzieja i wiara nie są odpowiedziami na pytanie

– jak żyć? -

Są cichą obecnością.

Ostrożną.

Prawdziwą.

Ludzką.
Niech Nam towarzyszą zawsze.
📌by JG

On Sunday morning at...Gdy w psychologia mówi o wierze, to nie ma na myśli religii ani dogmatów. Chodzi o coś bardziej u...
07/12/2025

On Sunday morning at...

Gdy w psychologia mówi o wierze, to nie ma na myśli religii ani dogmatów.

Chodzi o coś bardziej uniwersalnego – o wewnętrzny akt zaufania wobec czegoś,

czego jeszcze nie widać, ale co się czuje jako możliwe.

Teraz, kiedy piszę te słowa, zdaję sobie sprawę z tego, że bardziej czuję niż umiem powiedzieć czym jest wiara.

To stan trudny do nazwania, ale łatwy do rozpoznania, gdy się pojawia.

Jak ciepło, które najpierw czujesz pod żebrami, a dopiero potem w myślach.

W codziennym życiu często próbujemy wszystko przewidzieć:

reakcje innych,
konsekwencje swoich działań,
możliwe błędy.

Ale to wszystko ma swoje granice ....

i właśnie wtedy pojawia się wiara.

Psychologia mówi, że wiara to zaufanie do życia, nie wobec planu.

To moment, kiedy przestajesz pytać: czy to się uda?

A zaczynasz mówić: mogę spróbować.

Wyobraź sobie, że każdy z nas ma taką małą ukrytą w środku lampkę.

Ona nie oświetla świata.

Ona oświetla nas od środka.

I tyle wystarczy, by mieć odwagę na pierwszy krok.

Wiara nie rodzi się w świetle, tylko w pęknięciach, w momentach bólu i niepewności.

W duchu japońskiej sztuki kintsugi, kiedy pęknięte łączy się złotem.

Pęknięcia nie kończą historii, ale nadają jej głębszy sens.

Wiara właśnie tym się staje: złotą żyłką, która spaja nasze doświadczenia,

nie ukrywając, że coś wcześniej pękło.

I choć teraz zabrzmiałam wysoce poetycko, to są tego konkretne biologiczne podstawy.

Albert Bandura i jego badania są fundamentem koncepcji poczucia własnej skuteczności.

Ludzie z wysokim poziomem intrinsic trust mają:

- niższą aktywność ciała migdałowatego / mniej strachu /

- wyższą aktywność płatów czołowych / większa klarowność /

- lepszą regulację emocji.

Oznacza to, że wiara realnie zmienia sposób pracy naszego mózgu.

Nie gwarantuje sukcesu.

Ale gwarantuje większą stabilność psychiczną na drodze do niego.

Wiara więc nie jest irracjonalna.

Jest neuropsychicznym aktem odwagi.

Wiara to spokojna zgoda na to, że mogę iść dalej nawet, kiedy nie widzę całej drogi.

Czego NAM wszystkim życzę.
📌by JG

on Sunday morning at...Nadzieja rzadko przychodzi w wielkim stylu.Nie puka za głośno, nie włącza światła.Nie stawia nas ...
30/11/2025

on Sunday morning at...

Nadzieja rzadko przychodzi w wielkim stylu.

Nie puka za głośno, nie włącza światła.

Nie stawia nas na nogi jednym śmiałym gestem.

A jednak to ona właśnie najczęściej trzyma nas przy życiu.

Psychologia mówi, że nadzieja jest układem odpornościowym psychiki.

Kiedy słabnie, chorować zaczyna wszystko: decyzje, relacje, odwaga, nawet najprostsze codzienne ruchy.

Badania Charlesa Snydera (profesora, psychologa klinicznego z

Uniwersytetu w Kansas, który w środowisku naukowym uchodził

za jednego z najważniejszych twórców psychologii pozytywnej)

pokazują, że nadzieja nie jest myśleniem życzeniowym.

To struktura.

Składa się z poczucia kierunku, wiary w możliwość znalezienia drogi i przekonania, że mogę zrobić na tej drodze chociaż jeden krok.

Osoby, które mają wysoką nadzieję, nie są bardziej optymistyczne.

Są bardziej konsekwentne.

To ludzie, którzy wiedzą, że mgła nie znika od samego patrzenia.

Ale mimo to ruszają przed siebie, bo w kieszeni mają kompas.

Kompas nie rozwiewa mgły, ale mówi – idź tędy.

Neuropsychologia dodaje ciekawy wątek.

Badania pokazują, że gdy pojawia się nadzieja, nawet niewielka.

W mózgu spada poziom kortyzolu.

Rośnie aktywność obszarów odpowiedzialnych za planowanie i ocenę możliwości.

Ciało się uspokaja.

Człowiek, który ma nadzieję, oddycha inaczej – to naprawdę widać.

Jak ją budować?

Paradoksalnie – bardzo małymi krokami.

Ona rośnie, kiedy widzimy choćby minimalne efekty naszego działania.

Takie mikrosygnały.

Wtedy nie pytasz – czy dam radę?

Tylko – jakie dwie małe rzeczy mogę zrobić by być bliżej tego, czego pragnę?

Jeszcze jeden aspekt nadziei – relacyjny.

Rzadko budujemy ją w samotności.

Potrzebujemy drugiego człowieka, który powie – idź jeszcze kawałek.

Badania nad odpornością psychiczną potwierdzają, że już jedna wspierająca osoba może radykalnie zmienić przebieg kryzysu.

Nadzieja lubi bliskość.

Nie jest słabością.

Nie jest ucieczką od rzeczywistości.

Jest tym, co pozwala człowiekowi przeżyć stratę, żałobę, kryzysy, nagłe zmiany.

Jest kluczowym czynnikiem pomagającym nam odzyskać sens.

Nadzieja jest jak ogień rozpalony zimą.

Nie ociepla całego domu natychmiast, ale sprawia, że dłonie przestają marznąć.

A kiedy dłonie są cieplejsze można więcej zrobić.

Nadzieja nie musi być wielka, musi tylko zostać.
📌by JG

Adres

Czestochowa
42-200

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy ZPP-P w Częstochowie Poradnia on-line umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do ZPP-P w Częstochowie Poradnia on-line:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria

Our Story

Poradnia on-line prowadzona jest przez pracowników Zespołu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych w Częstochowie. Aktualne zadania Poradni on-line to: - specjalistyczna pomoc osobom, które tego potrzebują, a z różnych powodów nie zgłaszają się do poradni (brak czasu, odległość, niewiedza, wstyd), - wsparcie zarówno młodych ludzi w kryzysowym momencie ich życia, jakim jest okres dojrzewania, jak i rodziców i nauczycieli w pełnionej przez nich roli przewodników w dorosłość, - szeroko rozumiana profilaktyka. Zapraszamy na naszego bloga http://poradniaonline.wordpress.com/ oraz oficjalną stronę Zespołu Poradni http://zppp.ids.czest.pl/ Jeśli szukasz pomocy, a nie możesz lub nie chcesz przyjść do poradni, napisz na adres poradnia@tlen.pl Dzieci uczące się w częstochowskich szkołach oraz ich rodziców zapraszamy do naszych placówek.