23/04/2025
Nie wiem, jak wy… ale ja nie mogę wystartować bez skarpetek w serduszka.
Serio.
Nie chodzi o to, że są wygodne (bo nie są), ani że pasują do czegokolwiek (też nie).
Po prostu... jak ich nie założę, to mam wrażenie, że nawet Garmin się obraża i nie liczy mi tętna.
No tak, wiem, nikt nie pływa w skarpetkach.
Ale ja nie mówię o pływaniu – ja mówię o rytuale.
Zakładasz je rano. Patrzysz na nie. One patrzą na ciebie.
I wiesz, że dziś jest ten dzień.
Zaczyna się niewinnie.
Kawa. Pianka (zawsze za ciasna – nawet jeśli nowa).
Potem 5 minut przekonywania siebie, że dziś nie umrę na pływaniu.
Potem jeszcze 10 minut przekonywania skarpetek, że naprawdę chcę to zrobić.
Buty wkładam ostatnie. One wiedzą.
One zawsze wiedzą, że będzie bolało.
A potem? Potem już tylko start, fala adrenaliny, sapanie jak pociąg towarowy i pytanie w głowie:
"Po co ja to sobie robię... znowu?"
I dokładnie wtedy przypominam sobie:
bo to KOCHAM. Bo to daje sens. Bo to moja banda wariatów, która czeka na mecie.
I może – tylko może – ktoś w tych samych skarpetkach.
A Wy? Macie swoje tri-rytuały?
Dajcie znać, bez ściemy – co musicie mieć ze sobą przed startem?
☕ Kawa?
🧦 Szczęśliwe skarpetki?
📻 Muzyka?
💬 A może rytualne „a może nie dziś”?
Triathlonowy niezbędnik? Jest. Teraz tylko klik i lecimy na start 🚀
👉https://elektronicznezapisy.pl/event/12298/strona.html?fbclid=IwY2xjawJ13tpleHRuA2FlbQIxMABicmlkETFkZDVzZjdacEdhTnlDaThVAR7V1zh7wycSbKE4yv2JUz77IPEknbYRpOC7UKCMDxFi1O14bJnksAJmpJ4Yag_aem_yEHzTE3greTeRP79B6bEaw