01/05/2026
ŚWIADOMOŚĆ CIAŁA
Świadomość to nie tylko wiedza. Ogromną częścią świadomości jest uważność. W dobie mody na mindfulness potrafimy nieraz praktykować medytacje uważności i mimo to nieznacznie poszerzać świadomość własnego ciała. Niedawne odwiedziny znajomych zainspirowały mnie by podzielić się z Wami pewną alegorią, która może przybliżyć zrozumienie i wyczucie tego, czym jest świadomość ciała.
Żyjemy w czasach gdy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, dostępne łatwo i - wydawałoby się - obficie. Woda leci z kranu, prąd jest w gniazdku, ciepło w kaloryferze, gaz w kuchence i kotle, pomidory i chleb w sklepie. Nie trzeba chodzić z wiadrem do źródełka, palić w piecu, pielić w ogródku… Przyzwyczaja to nas do poczucia że potrzebne nam do życia zasoby są niewyczerpywalne, nieograniczone i nieprzerwanie dostępne.
Wybraliśmy z mężem urządzić nasz drewniany dom w takiej kombinacji nowoczesności i tradycji, które mimo wygody nie odcina nas od stałej świadomości limitu dostępnych zasobów.
WODA. Choć mamy wodę miejską, korzystamy ze studni. Cokolwiek wypływa z kranu, tego ubywa w studni. W kwietniu jest pełna na wszystkie 13 kręgów, a w pełni lata będzie już pusta. Jak szybko studnia się opróżni zależy od tego jak dużo wody zużywamy. Mam wbudowaną świadomość ile wody na ile talerzy zużyje zmywarka, a ile pójdzie na mycie ręczne. Wiedział*ś że zmywarki zużywają mniej? Nigdy nie przyjdzie mi do głowy myć owoce jeden za drugim pod bieżącą wodą, choć moje zdumienie było absolutnie niezrozumiałe dla osób, które w takim działaniu obserwowałam niegdyś w pracy. Do różnych celów woda jest inna. Do gotowania filtrowana, do picia gotowana, do ogrodu deszczówka… Do odrestaurowanego starego stawu nie dopuszczamy kaczuszek (kąpią się w dedykowanych pojemńikach), ponieważ ich odchody dosyć szybko zniszczyłyby sporo życia w stawie przez nadmiar azotu. Nie wystarczy zebrać wodę, potrzeba dopilnować pewnych jej jakości by była życiodajna.
PRĄD. Z racji, że w naszej okolicy nie tak rzadko dochodzi do awarii prądu, czasem kilkudniowych, musieliśmy pójść w rozwiązanie fotowoltaiki off-grid, ponieważ tylko to pozwala korzystać z prądu z paneli lub buforu w akumulatorach w czasie, gdy miejski prąd jest niedostępny. I to był strzał w dziesiątkę. Nic tak nie uczy świadomości tego, jak długi jest dzień, gdzie jest słońce w danej chwili, na ile zasila ono panele, ile urządzeń ma się włączonych naraz. Dzień planuje się zgodnie ze słońcem. Wypieki w piekarniku, zmywarka, pralka, gotowanie wody pitnej - to czynności, które teoretycznie można wykonać kiedykolwiek, ale w szczycie słońca nie będą one kosztować ani grosza, a wieczorem, w nocy lub w deszczowy dzień - dołożą do rachunku. Mało tego, włączenie wszystkiego naraz przekroczy moc paneli i pociągnie prąd z sieci lub wybije bezpieczniki, a rozłożenie ich w czasie sięgnie szczytu optymalności zużywania zasobów. Nie zauważyliśmy, kiedy naturalnie przyszła do nas świadomość że pralka na początku cyklu grzeje wodę i pobiera więcej prądu niż przez resztę cyklu. Że zmywarka zużywa więcej prądu na początku i końcu cyklu, gdy grzeje wodę i gdy suszy. Branie tego pod uwagę - chociażby w decyzji czy i kiedy włączyć czajnik lub ekspres kawowy - weszło w krew, stało się naturalne i bezwysiłkowe.
OGRZEWANIE. Mamy gaz miejski, ale współczesny kocioł nie odpali, gdy nie ma prądu… dlatego zachowaliśmy też stare rozwiązania grzewcze jak piec na drewno. W nowych pomieszczeniach mamy po dwa, a czasem i cztery alternatywy grzewcze: podłogówka wodna lub kaloryfery na gaz, podłogówka elektryczna, p***a powietrze-powietrze i piec kaflowy. W łazience panel grzewczy na prąd na codzień służy za lustro nad umywalką, ale na początku wiosny - o odpowiedniej porze dnia - idzie w ruch jego funkcja grzewcza, gdy słońce zaczyna zatrzymywać się na panelach na dłużej. Podobnie elektryczna podłogówka i klima z funkcją grzania mają swoją lepszą i gorszą porę roku i dnia. Wymaga to zauważania pozycji słońca, i można je włączyć z telefonu nawet będąc w pracy daleko od domu. Nawet gdy jest się w podróży, można podejrzeć z kamerki, czy na podwórku jest słonecznie 😉 Ale bez uważności na otoczenie z wielu z tych rozwiązań energetycznych nie da się skorzystać. Potrafi to być absolutnie bezwysiłkowe - gdy wejdzie w nawyk.
A teraz powróćmy do CIAŁA.
-> Nasza gospodarka wodna - to ile, co i kiedy pijemy (czy też jemy w zupach) - decyduje o naszych zasobach KRWI, limfy, PŁYNÓW trawiennych, nawilżeniu narządów, odżywianiu mięśni, mózgu, stawów itp. Ciepły napój wypity 15 minut przed posiłkiem przygotuję żołądek do wydzielania dobrej jakości soków żołądkowych w trakcie posiłku, wypity w trakcie posiłku - niepotrzebnie je rozcieńczy; zimny - wychłodzi i spowolni trawienie. Jaką „wodę” dostarczamy z pożywieniem decyzuje o tym, jakie drobnoustroje mnożą się (lub umierają) w naszym „stawie” jelitowym;
-> Naszym prądem jest QI, której w słoneczny dzień mamy wyraźnie więcej niż w pochmurny. Po łagodnym wysiłku mamy więcej, a po zbyt intensywnym - mniej. Przy odpowiednim żywieniu Qi wzmacniamy, przy zbyt obfitym i ciężkim - osłabiamy. Intensywna praca umysłowa wyraźnie zużywa jak Qi tak i Krew, lecz zwykle zauważamy to, dopiero gdy nabawiwszy się anemii odnotowujemy słabszą koncentrację, pamięć lub zmiany w ostrości wzroku.
-> Nasze ogrzewanie to YANG… Odpowiednie ubranie to izolacja, ocieplenie domu; jedzenie może na ten dom działać jak piec lub jak otwarte na oścież drzwi w zimny poranek.
Czy MASZ ŚWIADOMOŚĆ tego, ile zasobów Twoje ciało ma, kiedy ich potrzebuje więcej, jak i kiedy je regeneruje, na co je wydatkujesz i czy robisz to optymalnie czy rozrzutnie? Czy ZAUWAŻASZ jakie czynności wyczerpują Twoje zasoby najbardziej? O jakiej porze dnia? Czy kiedykolwiek analizował*ś swoją codzienność - upływ doby - pod kontem optymalności zużywania i regeneracji swoich zasobów?
Dosyć często obserwuję zjawisko, gdy niedobór zasobów prowadzi do depresji, a leki „na depresję” dają iluzję, że nagle je się skądś ma, więc zamiast zadbać o regenerację tych zasobów, na fali leków, które mają ratować, wyczerpuje się je do ostatecznego cna - przychodzi jeszcze większe rozchwianie układu pokarmowego, nadwaga, senność po posiłkach, ciągłe zmęczenie.
Technologia, AI, chatGPT potrafią zastąpić nam wiedzę, ale bez UWAŻNOŚCI nie potrafimy jej zastosować. Nikt nie uczył nas uważności na siebie. Nie mamy takiego nawyku, ponieważ współczesna „cywilizowana” codzienność wcale do tego nie zachęca. Ta kompetencja odchodzi w zapomnienie jak zawód introligatora. Nasze zdrowie odchodzi w zapomnienie… Masz na to zgodę? Jeśli nie masz, ćwicz uważność na własne zasoby. Bez tego trudno zoptymalizować zużycie i odbudowę.
Miejcie się dobrze.