Wu Wei - medycyna chińska

Wu Wei - medycyna chińska „Wu Wei” to sztuka nie przeciwdziałania. Pomagam rozumieć i żegnać lub łagodzić swoje dolegliwości

ŚWIADOMOŚĆ CIAŁAŚwiadomość to nie tylko wiedza. Ogromną częścią świadomości jest uważność. W dobie mody na mindfulness p...
01/05/2026

ŚWIADOMOŚĆ CIAŁA

Świadomość to nie tylko wiedza. Ogromną częścią świadomości jest uważność. W dobie mody na mindfulness potrafimy nieraz praktykować medytacje uważności i mimo to nieznacznie poszerzać świadomość własnego ciała. Niedawne odwiedziny znajomych zainspirowały mnie by podzielić się z Wami pewną alegorią, która może przybliżyć zrozumienie i wyczucie tego, czym jest świadomość ciała.

Żyjemy w czasach gdy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, dostępne łatwo i - wydawałoby się - obficie. Woda leci z kranu, prąd jest w gniazdku, ciepło w kaloryferze, gaz w kuchence i kotle, pomidory i chleb w sklepie. Nie trzeba chodzić z wiadrem do źródełka, palić w piecu, pielić w ogródku… Przyzwyczaja to nas do poczucia że potrzebne nam do życia zasoby są niewyczerpywalne, nieograniczone i nieprzerwanie dostępne.

Wybraliśmy z mężem urządzić nasz drewniany dom w takiej kombinacji nowoczesności i tradycji, które mimo wygody nie odcina nas od stałej świadomości limitu dostępnych zasobów.

WODA. Choć mamy wodę miejską, korzystamy ze studni. Cokolwiek wypływa z kranu, tego ubywa w studni. W kwietniu jest pełna na wszystkie 13 kręgów, a w pełni lata będzie już pusta. Jak szybko studnia się opróżni zależy od tego jak dużo wody zużywamy. Mam wbudowaną świadomość ile wody na ile talerzy zużyje zmywarka, a ile pójdzie na mycie ręczne. Wiedział*ś że zmywarki zużywają mniej? Nigdy nie przyjdzie mi do głowy myć owoce jeden za drugim pod bieżącą wodą, choć moje zdumienie było absolutnie niezrozumiałe dla osób, które w takim działaniu obserwowałam niegdyś w pracy. Do różnych celów woda jest inna. Do gotowania filtrowana, do picia gotowana, do ogrodu deszczówka… Do odrestaurowanego starego stawu nie dopuszczamy kaczuszek (kąpią się w dedykowanych pojemńikach), ponieważ ich odchody dosyć szybko zniszczyłyby sporo życia w stawie przez nadmiar azotu. Nie wystarczy zebrać wodę, potrzeba dopilnować pewnych jej jakości by była życiodajna.

PRĄD. Z racji, że w naszej okolicy nie tak rzadko dochodzi do awarii prądu, czasem kilkudniowych, musieliśmy pójść w rozwiązanie fotowoltaiki off-grid, ponieważ tylko to pozwala korzystać z prądu z paneli lub buforu w akumulatorach w czasie, gdy miejski prąd jest niedostępny. I to był strzał w dziesiątkę. Nic tak nie uczy świadomości tego, jak długi jest dzień, gdzie jest słońce w danej chwili, na ile zasila ono panele, ile urządzeń ma się włączonych naraz. Dzień planuje się zgodnie ze słońcem. Wypieki w piekarniku, zmywarka, pralka, gotowanie wody pitnej - to czynności, które teoretycznie można wykonać kiedykolwiek, ale w szczycie słońca nie będą one kosztować ani grosza, a wieczorem, w nocy lub w deszczowy dzień - dołożą do rachunku. Mało tego, włączenie wszystkiego naraz przekroczy moc paneli i pociągnie prąd z sieci lub wybije bezpieczniki, a rozłożenie ich w czasie sięgnie szczytu optymalności zużywania zasobów. Nie zauważyliśmy, kiedy naturalnie przyszła do nas świadomość że pralka na początku cyklu grzeje wodę i pobiera więcej prądu niż przez resztę cyklu. Że zmywarka zużywa więcej prądu na początku i końcu cyklu, gdy grzeje wodę i gdy suszy. Branie tego pod uwagę - chociażby w decyzji czy i kiedy włączyć czajnik lub ekspres kawowy - weszło w krew, stało się naturalne i bezwysiłkowe.

OGRZEWANIE. Mamy gaz miejski, ale współczesny kocioł nie odpali, gdy nie ma prądu… dlatego zachowaliśmy też stare rozwiązania grzewcze jak piec na drewno. W nowych pomieszczeniach mamy po dwa, a czasem i cztery alternatywy grzewcze: podłogówka wodna lub kaloryfery na gaz, podłogówka elektryczna, p***a powietrze-powietrze i piec kaflowy. W łazience panel grzewczy na prąd na codzień służy za lustro nad umywalką, ale na początku wiosny - o odpowiedniej porze dnia - idzie w ruch jego funkcja grzewcza, gdy słońce zaczyna zatrzymywać się na panelach na dłużej. Podobnie elektryczna podłogówka i klima z funkcją grzania mają swoją lepszą i gorszą porę roku i dnia. Wymaga to zauważania pozycji słońca, i można je włączyć z telefonu nawet będąc w pracy daleko od domu. Nawet gdy jest się w podróży, można podejrzeć z kamerki, czy na podwórku jest słonecznie 😉 Ale bez uważności na otoczenie z wielu z tych rozwiązań energetycznych nie da się skorzystać. Potrafi to być absolutnie bezwysiłkowe - gdy wejdzie w nawyk.

A teraz powróćmy do CIAŁA.
-> Nasza gospodarka wodna - to ile, co i kiedy pijemy (czy też jemy w zupach) - decyduje o naszych zasobach KRWI, limfy, PŁYNÓW trawiennych, nawilżeniu narządów, odżywianiu mięśni, mózgu, stawów itp. Ciepły napój wypity 15 minut przed posiłkiem przygotuję żołądek do wydzielania dobrej jakości soków żołądkowych w trakcie posiłku, wypity w trakcie posiłku - niepotrzebnie je rozcieńczy; zimny - wychłodzi i spowolni trawienie. Jaką „wodę” dostarczamy z pożywieniem decyzuje o tym, jakie drobnoustroje mnożą się (lub umierają) w naszym „stawie” jelitowym;
-> Naszym prądem jest QI, której w słoneczny dzień mamy wyraźnie więcej niż w pochmurny. Po łagodnym wysiłku mamy więcej, a po zbyt intensywnym - mniej. Przy odpowiednim żywieniu Qi wzmacniamy, przy zbyt obfitym i ciężkim - osłabiamy. Intensywna praca umysłowa wyraźnie zużywa jak Qi tak i Krew, lecz zwykle zauważamy to, dopiero gdy nabawiwszy się anemii odnotowujemy słabszą koncentrację, pamięć lub zmiany w ostrości wzroku.
-> Nasze ogrzewanie to YANG… Odpowiednie ubranie to izolacja, ocieplenie domu; jedzenie może na ten dom działać jak piec lub jak otwarte na oścież drzwi w zimny poranek.

Czy MASZ ŚWIADOMOŚĆ tego, ile zasobów Twoje ciało ma, kiedy ich potrzebuje więcej, jak i kiedy je regeneruje, na co je wydatkujesz i czy robisz to optymalnie czy rozrzutnie? Czy ZAUWAŻASZ jakie czynności wyczerpują Twoje zasoby najbardziej? O jakiej porze dnia? Czy kiedykolwiek analizował*ś swoją codzienność - upływ doby - pod kontem optymalności zużywania i regeneracji swoich zasobów?

Dosyć często obserwuję zjawisko, gdy niedobór zasobów prowadzi do depresji, a leki „na depresję” dają iluzję, że nagle je się skądś ma, więc zamiast zadbać o regenerację tych zasobów, na fali leków, które mają ratować, wyczerpuje się je do ostatecznego cna - przychodzi jeszcze większe rozchwianie układu pokarmowego, nadwaga, senność po posiłkach, ciągłe zmęczenie.

Technologia, AI, chatGPT potrafią zastąpić nam wiedzę, ale bez UWAŻNOŚCI nie potrafimy jej zastosować. Nikt nie uczył nas uważności na siebie. Nie mamy takiego nawyku, ponieważ współczesna „cywilizowana” codzienność wcale do tego nie zachęca. Ta kompetencja odchodzi w zapomnienie jak zawód introligatora. Nasze zdrowie odchodzi w zapomnienie… Masz na to zgodę? Jeśli nie masz, ćwicz uważność na własne zasoby. Bez tego trudno zoptymalizować zużycie i odbudowę.

Miejcie się dobrze.

„Nie wyleczyłam, oczywiście, ale nie zaszkodziłam”. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu… to znaczy ten… brrr… na kurs akup...
21/04/2026

„Nie wyleczyłam, oczywiście, ale nie zaszkodziłam”.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu… to znaczy ten… brrr… na kurs akupunktury…

Okazało się, że po urodzeniu Poli muszę poddać się operacji usuwającej jeszcze niegroźne narośla. Zdecydowałam, że zrobię wszystko byle tego uniknąć. Kiedyś uśpiona z okazji leczenia zębów wybudziłam się, całkiem przytomnie i nawet skomplementowałam anestezjologa, że przy żadnym innym mężczyźnie tak dobrze nie spałam. Chwilę później zobaczyłam tunel, do którego zmierzałam podrygując przedśmiertnie nogami. Zabieg pod narkozą nie wchodził więc w grę. Ktoś poradził mi Grażynę Frunze - chirurżkę i akupunkturzystkę kształconą w Chinach. Nie powiem, że to było bezbolesne, np. wielka igła pod paznokieć dużego palca stopy. Jednak zniosłabym wszystko byle nie wracać do tunelu, tym bardziej, że miałam niemowlę. Zalecona dieta, zioła i akupunktura pomogły, nie musiałam być operowana. ( za zgodą Grażyny Frunze stworzyłam bohaterkę „Kobiety i mężczyzn”)
Niedawno pieląc ogródek słuchałam we francuskim radio wywiadu z lekarką, prof. Nadią Wolf. Jej rosyjski akcent był uroczy, opowieść bajkowa. Nauczyła się akupunktury ucha od Rosjanki, której chiński mąż i teść - renomowani akupunkturzyści, zostali zabici w rewolucji kulturalnej. Nadia dokonywała igłami cudów np. uśmierzając bóle miesięczne przypadkowej młodej kobiecie na korytarzu ministerstwa edukacji. Wolf przyszła tam w sprawie beznadziejnej : przekonania ministra do wprowadzenia akupunktury na uczelnie medyczne. Nie mogła lepiej „trafić igłą” - przypadkowa pacjentka była kochanką ministra, sprawa została załatwiona:)
Kupiłam wielkie gumowe ucho z zaznaczonymi punktami auricularnymi ( akupunktury ucha). Sprowadziłam wszystkie książki Nadii Wolf wykładającej we Francji i USA. Już wkrótce pojawiła się okazja do sprawdzenia czego się z nich nauczyłam. Sąsiadka przyjeżdżająca do nas do lasu na weekendy poprosiła o jakieś krople, bolało ją ucho. Obejrzałam je uważnie pod lupą.
- To nie ucho, boli Cię szyja - stwierdziłam przemądrzale.
- A skąd wiesz? Będę miała operowane kręgi…
Ponaciskałam jej długopisem odpowiednie punkty i przeszło. Szczęście debiutantki. Zapisałam się na kurs akupunktury ucha w Warszawie, niestety odwołany z braku chętnych. Teraz nadarzyła się okazja w Poznaniu, w znanych mi „Orkiszowych Polach”. Ich założycielka Dorota Łapa nieraz ratowała mnie igłami. Ale akupunktura z jej meridianami to co innego. Wymaga studiów i medycznej wiedzy. Ucho jest prostsze, o czym sama się przekonałam „lecząc” sąsiadkę. Nie wyleczyłam jej oczywiście, ale nie zaszkodziłam.
Na kursie byłam jednym „cywilem” we wspaniałej ekipie podszkalających się terapeutów, refleksolożek, akupunkturzystek. Każda godzina wykładów dawała ogromną wiedzę. Mogłabym tak słuchając internistki i akupunkturzystki Justyny Kosmowskiej ( na zdjęciu), spędzić rok, a nawet całe studia medyczne:) Żałuję, że nie zostałam lekarką, niestety zabrakło zdolności. Akupunktura ucha jest dużo prostsza. Uzbrojona w certyfikat ośmieliłam się używać igieł. Dręczę nimi Piotra i okolicę. Centrum Naturalnego Odżywiania i Terapii Orkiszowe Pola

Jak się cieszę na tę możliwość znowu! Na spotkanie z Balim i Mateuszem i uczenie się od nich, na masowanie w przepływie ...
21/04/2026

Jak się cieszę na tę możliwość znowu! Na spotkanie z Balim i Mateuszem i uczenie się od nich, na masowanie w przepływie i na bycie masowaną, na długie poranki w milczeniu i poranny Qi Gong, na rejestrowanie podobieństw i różnic pomiędzy chińskim a tajskim postrzeganiem ciała, na herbatę i pyszne jedzonko na tarasie w Spokojnej Dolinie, na rozmowy, na przerwę w codzienności, jakkolwiek pięknej. Może zobaczymy się z kimś jeszcze, kogo znam?

WIOSENNE ODROBACZANIE… NAPRAWDĘ?!Już siódma osoba w ostatnie trzy tygodnie prosi mnie o wskazówki, jak ma się odrobaczyć...
14/04/2026

WIOSENNE ODROBACZANIE… NAPRAWDĘ?!

Już siódma osoba w ostatnie trzy tygodnie prosi mnie o wskazówki, jak ma się odrobaczyć tej wiosny…
- A dlaczego chce się Pani odrobaczać?
- Przecież wiosna to najlepszy do tego czas, wszyscy tak mówią. Oczyszczanie Wątroby i odrobaczanie.
- Nie jest to najlepszy pomysł. Szczególnie wiosną.

Spróbuję Wam wyjaśnić dlaczego.

➡️Po pierwsze, warto rozróżniać ODROBACZANIE a PROFILAKTYKĘ PRZECIWPASOŻYTNICZĄ. Różnica ta przede wszystkim polega na intensywności działania. Oczywistym jest, że odrobaczania potrzebuje ten, kto jest zarobaczony, ma potwierdzoną robaczycę (helmintozę) lub inną formę parazytozy.
➡️Po drugie, odrobaczanie - lekami czy ziołami - często wiążę się z toksycznością substancji przeciwpasożytniczych, a to często obciąża w pierwszej kolejności właśnie Wątrobę, którą wiosną trzeba oDciązać, nie oBciążać.
➡️Po trzecie, sporo ziół przeciwpasożytniczych jest gorzkie, a Wątroba wiosną potrzebuje tylko trochę smaku gorzkiego: równoważąco, harmonizująco. Gorzki smak kieruje energię w dół, a naturalny ruch energii na wiosnę to ku górze i jest to kierunek ruchu, którym zarządza Wątroba. Dlatego wiosenne odrobaczanie „na wszelki wypadek” to serwowanie sobie intensywnej goryczy, czyli walka z tym, co naturalne!

✳️Jeśli podejrzewa się pasożyty i są ku temu objawy (bóle brzucha, nudności, zaburzone wypróżnienia, czasem utrata wagi, świąd), to warto to najpierw potwierdzić badaniami w odpowiednich laboratoriach (nieraz da się to zrobić wysyłkowo), a dopiero wtedy brać się za odrobaczanie. I wtedy naprawdę lepiej nie czekać do wiosny, lecz działać natychmiast, niezależnie od pory roku i działać docelowo, na konkretne pasożyty.
✳️Jeśli chcemy działać profilaktycznie, czyli ZAPOBIEGAWCZO, to nie nazywajmy tego odrobaczaniem. Jest różnica pomiędzy zabijaniem licznie obecnych pasożytów, a tworzeniem i pielęgnowaniem środowiska niesprzyjającego ich rozwoju i namnażaniu się.

W zakresie profilaktycznym mamy wiele możliwości. Zioła o działaniu przeciwpasożytniczym (antiparasiticum, anthelminticum) są jedną z nich, lecz stosujemy je w mniejszych dawkach, co pozwala zażywać je dłużej, niż przy akcji odrobaczania. No i nie mniej ważne: na wiosnę wybieramy te mniej toksyczne dla wątroby.
⛔️To znaczy, że wiosna to NIE jest czas na nalewkę z orzechów włoskich (juglon), ani na wrotycz czy piołun (tujon). Z tymi ziółkami proponowałabym poczekać do czasu gdy surowiec pojawi się w naturze: czyli gdy czerwcowa nalewka z orzechów dojrzeje na przełomie czerwca i lipca, a wrotycz zakwitnie w sierpniu. Wtedy, robiąc swoją toksyczną dla pasożytów robotę, te zioła nie obciążą nam Wątroby tak, jak w czasie gdy jest najbardziej aktywna, wrażliwa i potrzebuje lekkości. I pamietajmy, że to dawka sprawia czy zioło jest trucizną czy lekarstwem.

W łagodnym, niskodawkowym działaniu profilaktycznym WIOSNĄ lepiej zażywać zioła dużo mniej toksyczne dla nas, a sprawiające spory dyskomfort „pasażerom na gapę”, gdyby im się zechciało sprawdzić jak im posmakujemy. Są to na przykład:

✅GOŹDZIK - możemy go gryźć i pić napary (zaparzamy w termosie, ale niezbyt długo i popijamy przez dzień; działa na pierwotniaki, oraz jaja i larwy nicieni;
✅TYMIANEK - w naparze przez dzień lub w nalewce (ok. 10ml na czczo, ale po przynajmniej szklance cieplej wody rano); działa na nicienie i pierwotniaki;
✅MACIERZANKA - mniej intensywna w działaniu, ale o wiele przyjemniejsza w smaku jako herbatka; popijając ją regularnie, codziennie zamiast herbaty mamy szansę zażyć więcej tymolu i nawet karwakrolu niż zapominając pić mało przyjemny w smaku napar z tymianku 😉 Pijmy świeżo po zaparzeniu by korzystać z olejków eterycznych, które szybko ulatniają się;
✅ŚWIEŻE PESTKI DYNI - mój absolutny faworyt, bo smaczne i zupełnie dla nas nietoksyczne (trudno zjeść taką ilość, która byłaby drażniąca). Kupne, suszone, czasem z wyższej temperaturze, czasem poddane obróbce gazem by zapobiec pleśni i insektom, zawierają zbyt mało kukurbitacyny; to samo tyczy się oleju dyniowego. Pestki muszą być świeże. Świetna opcja, jeśli masz ogród i uprawiasz dynie; w mojej spiżarni wytrzymują do maja. Przez całą zimę i wiosnę łuskamy sobie pestki co parę tygodni. To jest znane zioło medycyny chińskiej; działa na owsiki i tasiemce.
✅KURKUMA - nie lubią jej przywry i niektóre inne pasożyty tkankowe. Warto po prostu regularnie, przez cały rok dodawać do każdej zupy, razem z pieprzem lub papryczką chili (piperyna i kapsaicyna sprawiają kurkuminę przyswajalną, więc ich dodawanie to absolutny must); ja zupy dzielę na te z kurkumą i te bez (https://wu-wei.pl/zupy-lista-pomyslow/). Gdybyśmy poczuli potrzebę większej dawki, to polecam ajurwedyjskie „złote mleko” z pieprzem i imbirem (lecz na kupnym mleku roślinnym, np owsianym czy ryżowym, ryzykujemy zażyć sporo substancji słodzących, które będą działały pro-pasożytniczo! czytajmy etykiety).

Jeśli z jakiegoś powodu potrzebujesz zadziałać mocniej - np. pasożyty wykryto u kogoś z domowników, lub masz kontakt z małym dzieckiem, które lubi całować się z pieskami i kotkami, lub wiesz, że masz za sobą bogaty w słodycze czas i cukrożerne drobnoustroje rozszalały się i wyraźnie nasiliły Ci łaknienie na słodkie, to rozważ:
✅OLEJEK OREGANO - ❗️bardzo OSTROŻNIE! - musi być rozcieńczany w oleju, ponieważ bez tego poparzy śluzówkę przełyku, żołądka i jelit. W wodzie nie rozpuści się i też poparzy. Zażywamy jedną, maksymalnie dwie kropli olejku eterycznego na łyżce oleju bazowego (polecam lniany z dyniowym, ale sprawdzi się każdy). Co parę miesięcy - przez 7-10 dni. Działa na pierwotniaki, nicienie i niektóre pasożyty tkankowe. Karwakrol w małych dawkach działa na wątrobę wręcz ochronnie, więc to też dobra opcja na wiosnę.

PROFILAKTYKA = odpowiednia DIETA. Pamiętaj, że pasożytom sprzyja dieta bogata w węglowodany proste. A więc zamiast regularnie się odrobaczać „na wszelki wypadek”, zastąp sporą cześć pieczywa (węgle proste) kaszami (węgle złożone), ogranicz cukier i słodycze i unikaj tych sklepowych (syrop glukozowo-fruktozowy + niezdrowe tłuszcze + pszenica), a w daniach używaj ziół. Podstawowe przyprawy już wspomniane - goździk, kurkuma, tymianek, jak również majeranek, kminek, ziele angielskie, liść laurowy, kolendra, imbir, pieprz czarny, papryczka chili - wszystkie sprawią pobyt u nas w jelitach mało zachęcającym dla „pasażerów na gapę”.

Przypomnę że ✅CZOSNEK - surowy, świeżo rozgnieciony - jest potężnym ziołem przeciwpasożytniczym (owsiki, glisty, niektóre pierwotniaki), i trzeba z jednej strony pilnować by go co jakiś czas w tej surowej postaci zażyć, ale również by nie przesadzić z ilością, bo potrafi wyraźnie podrażnić żołądek (nie dziwota, że nie podoba się pasożytom). Po obróbce termicznej czosnek tego działania już nie ma.

‼️Pamietajmy, by z rozwagą i dystansem podchodzić do wszelkich treści w mediach społecznościowych. Tak, do tego postu też. Nie jestem parazytologiem, nie jestem lekarzem i nic z tego, co tu piszę, nie zastępuje porady lekarza.
‼️Działania przeciwpasożytnicze U DZIECI to szczególnie uważny dobór substancji i leków ziołowych; nie róbmy tego na podstawie postów na FB czy IG.

Dobrego zdrowia Wam życzę - z lekką Wątrobą i bez „towarzyszy podróży” ;-)

POŚWIĄTECZNIE - REFLEKSYJNIE i plastykowoMinęło już ładnie ponad dwadzieścia lat, od mojej pierwszej Wielkanocy w Polsce...
07/04/2026

POŚWIĄTECZNIE - REFLEKSYJNIE i plastykowo

Minęło już ładnie ponad dwadzieścia lat, od mojej pierwszej Wielkanocy w Polsce, gdy świętując ją, przyglądałam się z ciekawością tej tradycji. Polska miała za trzy tygodnie wejść do Unii. Studiowałam wtedy w Krakowie, większość studentów powyjeżdżała. Postanowiłyśmy z koleżanką - Amerykanką - spędzić to święto razem. Obie, wychowując się poza Polską, nie miałyśmy bezpośredniego dostępu do tej tradycji naszych przodków i chciałyśmy jej doświadczyć w pełni. Dużo wypytywałyśmy znajomych na ten temat, i postanowiłyśmy wybrać się w sobotę ze święconką do kościoła Mariackiego.

Mówiono nam, że w sobotę święci się to, co będzie się jadło na niedzielne - świąteczne - śniadanie. Że kosz, że przykrywa się serwetką, że święci się zwykle jaja, kiełbasę, chleb, sól. Ani ja, ani koleżanka nie byłyśmy od kiełbasy; koleżance raczej widziały się na śniadanie naleśniki. Tak więc zakupiłyśmy porządny wiklinowy kosz, a w nim wyładowały: opakowanie jaj ze sklepu, opakowanie mąki, butelka mleka i, jak pamietam, dwie duże czerwone papryki (zawsze warto jakieś warzywko na śniadanie zjeść!). I zgodnie z sugestią znajomych - solniczka. Przykryłyśmy kuchennym ręcznikiem. 😅😁

Koleżanka nie mówiła po polsku ani trochę, ja jeszcze go się uczyłam; rozmowy ze znajomymi odbywały się po angielsku. A po angielsku „kosz”, „koszyk” czy „koszyczek” to wszystko „basket” i wszystko mu jedno - duży czy mały. Do tego, mało, kto z naszych rozmówców umiał znaleść odpowiednie słowo by opisać po angielsku piękną haftowaną białą serwetkę, więc używali słów, które niosą znaczenie „ręcznik”, „szmatka”, „ścierka”🤣O gałązkach bukszpanu, już nie wspomnę: nawet gdyby ktokolwiek wiedział, że to „boxwood”, to my nie wiedziałybyśmy, o co im chodzi. Tak, o to, dostałyśmy podstawowe informacje o treści tego rytuału, a forma gdzieś pomiędzy słowami się zgubiła.

Pogoda - jak i w tym roku - była idealna. Przyjemny i długi wiosenny spacerek z pod Hali Targowej na Rynek uświadomił nam jednak jak daleko byłyśmy od współczesnej „tradycyjnej” wizji święconki. Koszyczki w rękach innych spacerowiczów zmierzających do kościoła wyglądały nieco inaczej. Ja wtedy jeszcze takimi rzeczami się przejmowałam, wstydziłam się na maksa i uważałam święto za zmarnowane. Pod Mariackim, trzeba było nasz ogromniasty kosz z paroma kilogramami prowiantu wysoko podnieść, jeśli chciałyśmy, by te kilka kropli wody święconej z kropidła spadło nie tylko nam na włosy, lecz na nasze niedzielne śniadanie też. Paliłam się ze wstydu, nie wiedząc, gdzie schować oczy. Moja starsza koleżanka, nieco już mądrzejsza wiekiem, ewidentne przejmowała się mniej.

I teraz, te dwadzieścia parę lat później, ja bym już też się nie przejmowała. W końcu, często jest tak, że za formą traci się treść. Oglądałam w minioną sobotę i przez cały przedświąteczny okres ogrom plastykowych żonkili i forsycji, udawanych jaj na patyczkach, foliowych listków „trawy” pożyczonych z zestawów sushi, sztucznych bazi. Po tym jak ćma bukszpanowa pozjadała do cna prawie cały bukszpan w Polsce, nawet ten symbol życia i nadziei zamienił się na plastykowy… Nie mogłam wyjść z podziwu jak szybko ta „tradycyjna” forma, której nie wyłapałam z pomiędzy słów 20 lat temu, zaważyła na tym, że święto zmartwychwstania, święto odrodzenia ŻYCIA potrafimy zbiorowo świętować plastykiem, w którym życia nie ma ani na grosz. O pozostałych elementach tej formy oddzielonej od treści rozwodzić się nie będę, każdy z nas ma swoje obserwacje i umiejętności oddzielania ziarna od plew.

Ja w te święta bardzo mocno byłam z myślą, że zima, po której zawsze i niezmiennie przychodzi wiosna, to nie tylko spokojny letarg natury. Nasze indywidualne i bardzo osobiste ODRODZENIA nie raz przeżywaliśmy odbijając się od dna cierpienia, depresji, rozpaczy. Pewnego rozpadu - a nawet destrukcji - starych schematów, przyzwyczajeń, dających poczucie bezpieczeństwa nawyków. Jezus, w końcu, z martwych wstając, nie wybudził się ze spokojnego snu, lecz odrodził się po ukrzyżowaniu. Przez ludzi.

Ten trudny- przerażający wręcz - czas okrucieństwa, wojen: jednej, drugiej, trzeciej; Ukraina, Palestyna, Iran - jest o destrukcji starego świata, czegoś, co było dającym poczucie „bezpieczeństwa” nawykiem i wciąż dla wielu z nas jest. Wiele koncepcji postrzegaliśmy za ponadczasowe, a one przestały zdawać egzamin… Nie ma odrodzenia Życia bez śmierci. Nie da się świętować odrodzenia Życia, zamykając oczy na smierć, udając że życie jest wieczne jak plastykowy żonkil czy styropianowe j**o. Jest wieczne poprzez smierć i odrodzenie. Świat, jaki znamy, umiera. I niewątpliwie odrodzi się. Na to, jak to się dzieje, mamy swój wpływ, swój w tym udział. Każdy z osobna, i w większym gronie.

O tym większym gronie….Może uda mi się w końcu urodzić post, o tym jak - w moim zrozumieniu - tegoroczna energia Ognia i Wody (pamiętacie jeszcze o tym wielkim ruchu Wody aktywnej?!) może mieć wpływ na to, co się dzieje i jak możemy z niej najmądrzej korzystać w obliczu wydarzeń historycznych, którym świadkujemy… Wiosna w ogrodzie temu postu nie sprzyja, lecę na grządki, słoneczko przygrzewa!

Zdjęcie: empik.com

Ląduję… W nocy wróciłam z 3-dniowego wyjazdu, który dla mnie obejmował walne zgromadzenie Europejskiego Stowarzyszenia T...
09/03/2026

Ląduję… W nocy wróciłam z 3-dniowego wyjazdu, który dla mnie obejmował walne zgromadzenie Europejskiego Stowarzyszenia Tradycyjnej Medycyny Chinskiej (ETCMA) oraz konferencję „Zdrowie kobiety w Medycynie Chinskiej” z okazji dnia Kobiet. Pierwsze spotkanie połączyło w dyskusjach i dzieleniu się wyzwaniami i doświadczeniem około 30 przedstawicieli stowarzyszeń Medycyny Chinskiej z całej Europy, drugie - blisko 100 kobiet praktykujących medycynę chińską w Polsce, głównie akupunkturę. Wszelkich inspiracji i wzruszeń nie da się opisać, ale niektórymi zamierzam niedługo się podzielić. Stay tuned!

MIESIĄCZKA A KSIĘŻYCPrzedwczoraj pisałam tu między innymi o tym, że ŻYCIE zadziewa się w czasie, a czas jest wyrazem cyk...
19/02/2026

MIESIĄCZKA A KSIĘŻYC

Przedwczoraj pisałam tu między innymi o tym, że ŻYCIE zadziewa się w czasie, a czas jest wyrazem cyklicznego rytmu, powstającego w relacji Ziemi ze Słońcem i Księżycem. Pewnie nie umknęło Waszej uwadze, że chiński Nowy Rok - rok lunarny - zawsze przychodzi w nów, drugi nów po przesileniu zimowym. I mam do Was - kobiet - pytanie, na końcu tej historyjki z księżycem powiązane.

Na samym początku stycznia zgłosiła się do mnie osiemnastoletnia dziewczyna z zanikiem miesiączki, której nie miała już OD DWÓCH LAT. Pierwszego okresu dostała w wieku 12 lat, ale po 4 latach jej zanikła. Próby pobudzenia jej hormonalnie pod okiem ginekologa przez ostatni rok niestety nie przyniosły efektu. Spisałam jej recepturę ziołową do picia, wykonałam zabieg akupunktury i na kolejne 3 umówiłam dopiero na za dwa tygodnie. Było tuż przed pełnią, a mi zależało by zabiegi przypadły na okres między nowiem a pełnią. Uprzedziłam, że ta praca może nam zająć dwa-trzy miesiące, ale umawiać się na zabiegi będziemy zawsze tylko w okresie rosnącego księżyca. Ziółka dostarczono dopiero po wszelkich dniach wolnych, więc zaczęła je pić 8go stycznia, a dwa tygodnie później, gdy przyszła na trzeci zabieg, już krwawiła. Wykonałam jeszcze jeden zabieg i zleciłam zioła ponownie na 3 tygodnie. Dziś dostałam wiadomość że kolejna już miesiączka przyszła planowo. Tak jak ostatnio, niedługo po nowiu. Kocham swoją komplementarną i nie zastępującą porady lekarza pracę. ❤️

Jak myślicie, czy miesiączka ma rzeczywiste połączenie z księżycem, nowiami, pełniami? Metodami naukowymi żadnej takiej zależności czy korelacji nie stwierdzono. I choć ten post może brzmieć tak, jakbym była całkowicie przekonana o takiej zależności, to wcale takiej pewności nie mam (jest to bardziej przekonanie i wiara, niż 100%-owa pewność). A Ty masz? Czy w Twoim osobistym doświadczeniu, w Twojej własnej relacji ze swoją macicą, zauważasz wpływ faz księżyca? Będę serdecznie wdzięczna za odzew w komentarzu.

Zdjęcie: Dmitry Ganin / unsplash.com

TAKIEGO CIEPŁA NIE BYŁO OD MIESIĘCY! ….Uhm… czyżby?🔥Jako sequel na temat tego, ile Ognia rzeczywistego, a ile medialnego...
19/02/2026

TAKIEGO CIEPŁA NIE BYŁO OD MIESIĘCY! ….Uhm… czyżby?
🔥Jako sequel na temat tego, ile Ognia rzeczywistego, a ile medialnego ☄️niesie nam Nowy Rok lunarny… Proszę bardzo, ilustracja naoczna… Na dodatek, w pierwszym komentarzu znajdziesz podsumowanie temperatur z ostatnich 3 tygodni 🫣.
🐴 Pamiętajmy o tym, co Niebiańskie (nadludzkie), a co Ziemskie (ludzkie wybory i zachowania) 😉

TO W KOŃCU ILE OGNIA W TYM „PŁOMIENNYM” ROKU?Nie będę Was, jak cały internet, straszyć szalonym galopem życząc najlepsze...
17/02/2026

TO W KOŃCU ILE OGNIA W TYM „PŁOMIENNYM” ROKU?

Nie będę Was, jak cały internet, straszyć szalonym galopem życząc najlepszego z okazji… Bo ten rok jest daleko nie tylko o galopie…. I w ogóle, wiedzieliście że Chińczycy wcale tak nie nazywają tych swoich nowych „roków”, tzn lat? Po chińsku nadszedł właśnie rok Bing Wu, i ani Bing ani Wu nie oznacza bezpośrednio ani Ognia, ani konia…

Są to nazwy koncepcji, które po prostu nie istnieją ani w naszej kulturze, ani - rzecz jasna - w naszym języku. Dlatego tłumaczy się je na najbliższe skojarzenia. Tyle że nasze - współczesne zachodnie - skojarzenia z Ogniem, a rozumienie Ognia w starożytnej filozofii chińskiej, to zupełnie różne bajki. To samo z koniem.

Zacznijmy od Bing. Bing jest jednym (a dokładnie trzecim) z dziesięciu Niebiańskich Pni. Jak nazwa ta wskazuje, opisują one energię i zjawiska niebiańskie, nadludzkie, można by rzec siłę wyższą. Każdy z tych pni niesie ze sobą energię jednego z pięciu żywiołów w wyrazie Yin albo Yang. Bing przynależy do żywiołu Ognia w wyrazie Yang, czyli najwiecej Yang, najwiecej Ognia. To by oznaczało, że reprezentuje sobą np. Słońce, jego światło (=sens) i życiodajne ciepło, które w nadmiernej suchości może i potrafi wzniecić niszczący pożar, ale o wiele częściej ogrzewa, porusza (np. płyny w roślinach), wybudza, przynosi uśmiech…

Najważniejszą cechą wszystkich systemów opartych na żywiołach jest obserwacja iż one nigdy nie funkcjonują w izolacji; zawsze są w relacji z innymi żywiołami. Czyli ten właśnie Ogień - rodzi (generuje) Ziemię, kontroluje Metal, poddaje się kontroli Wody, rodzi się z Drzewa. Dlatego też wszystkie energie opisywane przez Niebiańskie Pnie znajdują swój wyraz w środowisku energii innego żywiołu, w tym samym wyrazie Yin lub Yang. Ta zbieżność (jeśli skojarzyć ją np. z identycznym ładunkiem odpychających się elektronów) wprowadza dynamikę ruchu, pozwala na rozwój, na zmianę. Tak więc Bing, tzn. Ogień Yang zawsze odnajduje się w środowisku, tzw. ‚wielkim ruchu’ Wody aktywnej, czyli Wody Yang. To środowisko ma taką cechę że kontroluje Ogień, a więc Bing choć i jest wyrazem Ognia Yang, zawsze w naturze jest na swój sposób „okiełznane” przez wielki ruch Wody aktywnej. Nie, to nie jest równoważenie, to jest tandem, taniec, naprzemienna dominacja. Ale weźcie sobie do serca tę prostą i oczywistą rzecz: ten Ogień nie płonie w odosobnieniu, nie wypala do cna, on tańczy z Wodą. I ten taniec jest życiodajny (pomyśl sobie o tym, że każda roślina, każde zwierzę i człowiek potrzebują światła, ciepła i wody do życia). I nie, kochani, ten rok tzw. „Ognistego Konia” wcale tej podstawowej logiki wszechświata nie zaburza, choć klikbajtowym sloganom bardzo by się chciało by to był najgorzętszy od lat rok, lub by to znów była „zima stulecia”.

No dobra, to było o Niebiańskim, tym co od człowieka mało zależy (tak, są w tym wszechświecie takie rzeczy, które są od nas większe!). No ale coś tam od nas zależy. Chociażby nasze własne zachowanie, wybory, decyzje, marzenia… Co to wszystko ma wspólnego z Koniem? W nazwie Bing Wu, Wu odnosi się do nazwy jednego (a dokładnie siódmego) z dwunastu Ziemskich Konarów. „Ziemskie” oznacza że są one o tym, co zadziewa się pomiędzy Niebem a Ziemią (można by rzec miedzy Słońcem a Ziemią, bo to one wraz z Księżycem wyliczają nam cykliczny rytm), a zadziewa się tu przede wszystkim czas (dzień i noc, miesiąc, rok (lato i zima), 12 lat, 60 lat itd.) A w czasie, zadziewa się Życie. To życie, które cyklicznie i nieuchronnie rodzi się i umiera, kiełkuje i żółknie… Kiełkuje na wiosnę, zawiązuje owoce latem, rodzi te owoce jesienią i umiera w zimowej hibernacji…

Tak więc ten siódmy konar Wu reprezentuje sobą szczyt Yang, szczyt Ognia, miesiąc czerwiec. Rok Konia to taki „czerwiec” w 12-letnim cyklu. W czerwcu dochodzi do przesilenia letniego, tego momentu kiedy wzrastające od zimowego przesilenia Yang wcale nie wypala się pożarem, tylko nieuchronnie od milionów lat osiąga szczyt i daje miejsce Yin, pozwala mu się narodzić i zacząć wzrastać, wydłużać noce, skraplać się poranną rosą na trawie… Szczyt Yang wcale nie jest o pożarze i galopie, on jest o pełni, po której następuje schyłek. Szczyt Yang jest o kończącym się wzroście… tak więc najbliższe miesiące to czas by doprowadzać do końca (tzn. do rozkwitu, do pełni!) to co rozpoczęliście w ostatnie 6 lat. Od przesilenia ta energia już zacznie chylić się ku zachodowi w cyklu 12 letnim, czyli na kolejne 6 lat.

A dlaczego Koń? Ponieważ każdy ziemski konar ma symboliczne połączenie z jakimś zwierzęciem, przy czym chińskie skojarzenia kulturowe potrafią znaaaaacznie, ale to baaaardzo znacznie różnić się od naszych kulturowych skojarzeń z tymi samymi zwierzętami. Pomyślcie sobie o Szczurze, który na swój sposób jest przeciwieństwem Konia, reprezentuje sobą grudzień, głębię zimy i zimowe przesilenie, niesie ze sobą jakość Wody, jej mądrość rodzącą się ze zgromadzonego w poprzednich cyklach doświadczenia… Czy kiedykolwiek kojarzyły się Wam szczury żerujące w oborach i spichlerzach z bogactwem i dostatkiem, którego to świadectwem obecność zasobów w owych spichlerzach właśnie jest? To jest to chińskie skojarzenie…

Historycznie w Chinach Koń był kojarzony z mocą transportową (żadna tam niespodzianka 😉), mocą wojskową, z sieciami komunikacji (poczta), szlakami handlowymi… z możliwością nawiązywania relacji. W kosmologii zwierzęta swoim symbolizmem pomagały opisywać między innymi ludzki charakter, a koń jest o wytrzymałości, wytrwałości. Obiegiem czynnościowym czerwca, aka Wu, aka „Konia” jest Serce, rezydencja Ducha, miłości, rozkwitu relacji w pełni ich potencjału. I co, widzicie tu gdzieś płomienie lub potrzebę galopowania? No więc, czy ten nasz koń w tym roku się rozgalopuje, zależy od tego jak my - tu na Ziemi, ziemsko - będziemy korzystać ze swoich zasobów, temperamentu i zgromadzonej dotychczas mądrości. Jak chcesz galopować, proszę bardzo. Mnie pasuje kłus. Bo to ziemskie, co opisują zwierzęta w chińskiej kosmologii, jest przede wszystkim o tym, na co mamy wpływ my, Ludzie. Pamiętajmy że to brzmi dumnie (mimo wszelkich prób z’epstein’ienia ludzkiej natury w naszych oczach) i postępujmy zgodnie z zamysłem Niebiańskim co do naszej roli w tym świecie.

P.S. Nam akurat „zdechło” auto w sposób praktycznie niezrozumiały (nie, nie dla laików; mąż jest bardzo dobrym mechanikiem i spędził przy nim parę dobrych godzin bezskutecznie diagnozując problem, a to rzadko się zdarza - ta bezskuteczność w jego rękach.) Los swoje knuje, zostaje czasem tylko zaakceptować. „Zdechniętym” autem nie pogalopuję. Wszystkie 145 koni w jego silniku zapadły w zimowy letarg. Tak że u nas na razie więcej oznak niebiańskiej energii Wody, niż Ognistego galopu mimo końskiej wytrzymałości. 🙃

Adres

Ulica Tysiąclecia 10
Debica
39-200

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Wu Wei - medycyna chińska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Wu Wei - medycyna chińska:

Udostępnij