29/01/2026
Prowadzę w szkole zajęcia. Jak to psycholog, warsztat jakiś.
Na koniec trzygodzinnych zajęć podchodzi dziewięcioletni Staś / Ryś / Joasia i kładzie mi na ławce zeszyt.
- Pani tu wpisze plusa czy minusa.
- Matkozojcem jakiego plusa czy minusa - pytam w panice bo nie wiedziałam, że mam coś oceniać.
- Normalnego - mówi Staś - Czy byłem grzeczny.
- W jakim sensie grzeczny pytam? - bo nie ogarniam
Staś ma kwadratowe oczy. Bo jednak żeby psycholog nie wiedział, co to znaczy grzeczny, to trochę słabo.
- Czy nie gadałem na lekcji, nie jadłem, nie wstawałem. Nie wiem co tam jeszcze. Taki ogólnie grzeczny.
- Ale dziecko mnie nie przeszkadza jak ktoś je.
-Czy może pani nie komplikować? - przerywa mi Staś, który ma spojrzenie doświadczonego człowieka - Niech Pani wpisze byle co, bo mi przerwa ucieka. Kogo to obchodzi. Potem pani pedagog mi to zliczy, przeliczy i doda czy odejmie punktów z zachowania.
Stoję osłupiała.
- A czemu ty masz ten zeszyt?
- Bo jestem niegrzeczny - Staś patrzy na mnie jak na ciekawy okaz owada, który umie mówić - Niegrzeczny proszę pani.
- Ogarniam. No a zeszyt?
- Ma mi pomóc być grzecznym. - zaliczam u Stasia studia podyplomowe z nowoczesnych strategii, którymi dorosły wspiera dziecko w jego trudnościach z zachowaniem i regulacją emocji.
- No dobra, no dobra. I nauczyciele ci na koniec plusują i minusują?
- Tak. Ale wie pani najlepsze jest to, że jak się odzywam bez pozwolenia na polskim to pani mówi 'Cieszę, się, że tak się wkręciliście w temat.', a jak się odzywam bez pozwolenia na matmie to pani mówi 'Zapomnij o plusie na koniec'.
- No ale wtedy za to samo zachowanie masz raz plusa a raz minusa - mówię z rozpaczą.
Staś patrzy na mnie, a jego spojrzenie mówi, że naprawdę jeszcze wiele muszę się nauczyć o życiu.
Jak rozumiem, potem matka go w domu pyta, dlaczego na polskim dostał plusa za lekcję, a na matmie nie. I on ma tej matce wyjaśnić, że czasem za wypowiedź bez podniesienia ręki dostaje się nagrodę, a czasem karę.
A to wszystko ma pomóc mu lepiej zarządzać nadruchliwością, nadimpulsywnością, trudnością w regulacji emocji, napięciem, które wynika z kłopotów w relacjach z rówieśnikami, zwykłym przebodźcowaniem na ostatniej lekcji.
I przede wszystkim jest to fundament do bezpiecznej i opartej na zaufaniu relacji z dorosłym.
Jak do mnie przyjdziecie do gabinetu, to ja Wam dam do podpisu zobowiązanie "Nie będę już krzyczeć na dzieci nigdy".
Psychodietetyk da Wam zobowiązanie "Nie będę jeść wieczorami i będę ćwiczyć.
Specjalista pracujący z uzależnieniami daje kontrakt "Koniec z alkoholem" i wychodzicie uleczeni. Mąż Wam w zeszycie stempluje plusa za niekrzyczenie i minusa za krzyczenie i od tego p r z y b y w a Wam kompetencji w obszarze, w którym macie trudność. Czego nie rozumiecie?
Zeszyty na plusy i minusy to zło. Kontrakty, które dzieci podpisują w szkole, w których zobowiązują się, że będą od teraz grzeczne i będą uważać na lekcji to prosta droga do uczenia dzieci, że szkoła to miejsce, które trzeba przetrwać, zacisnąć zęby i przetrwać. . W efekcie tych strategii dzieci pogłębiają swoje trudności, toną w wyuczonej bezradności i uczą się, że dorosły w placówce edukacyjnej jest przeciwko nim i czyha na ich potknięcie. Ponieważ taki dokument nie ma szansy zadziałać uczy dziecko, że działania dorosłych są tylko pozornie pomocowe, że to papier i dykta, treść do teczki z napisem "działania podjęte w celu pomocy psychologicznej". Oni muszą mieć papier, ja musze podpisać, wszyscy wiemy, że to ściema.
Czemu takie bzdury się tworzy? Pewnie bo się tak zawsze robiło i każden jeden jakoś przeżył. Czemu pedagog szkolny to robi? Nie ogarniam. Może dlatego, że do teczki z dokumentacją trzeba coś włożyć.
Da razy w tygodniu dostaję taki zeszyt od rodziców, którzy przychodzą na konsultacje.
Na zdjęciu widzicie kontrakt, jaki dostałam od jednej z mam. Podpisany przez anglistkę z drugoklasistą. W gabinecie pani pedagog. Ręce opadły mi poniżej poziomu szkód górniczych. Pomijam absurdalność i nierealność tego dokumentu. Bo jak dorosły może zakładać, że dziecko które ma kłopot z utrzymaniem uwagi na nudnym, monotonnym zadaniu, ma wadę wymowy, funkcjonuje mocno poza strukturą grupy - nabędzie tych kompetencji do jutra? W efekcie magii jaka zadzieje się w momencie składania podpisu ośmioletnią ręką?
I ma okazywać e n t u z j a z m? W sensie, jeśli umiera z nudów, walczy z ziewaniem i płaskim EEG, to ma u d a w a ć, że rozpiera go zaangażowanie? Entuzjazm przestał być opcjonalny? Z c a ł y c h sił ma starać się czerpać z lekcji angielskiego?
Ja proponuję taki kontrakt " Michał, wiem że bardzo ci trudno na angielskim. Wiem, że masz ochotę się poddać. Postaram się wymyśleć, co może ci pomóc na mojej lekcji, a ty to przetestujesz. OK?" Za umowę bierze odpowiedzialność ten, kto ma przewagę wynikającą z wieku, doświadczenia i dojrzałości mózgu. W tej sytuacji padło na Michała i może to był lepszy wybór..
Wyślę Wam za kilka dni newsletter o tym jak działać, kiedy dziecku trudno w szkole / w przedszkolu. Jakie obszary przejrzeć, jakie podszewki odchylić zamiast odpalać dyscyplinowanie, kary, szlabany i opieprz. Bo te dają tyle samo nowych kompetencji co kontrakt.
Jeśli potrzebujesz tej wiedzy - zapisz się na mój newsletter. Jeśli nie lubisz czytać długich newsletterów - absolutnie się nie zapisuj.
LINK ZAPISOWY NA BEZPŁATNY NEWSLETTER https://agnieszkamisiak.pl/moj-newsletter/
👆👆