SET Psychologa Dziecięcego - Agnieszka Misiak

SET Psychologa Dziecięcego - Agnieszka Misiak Jestem psychologiem, pomagam dorosłym zajrzeć za podszewkę trudnych dziecięcych zachowań. Trudne początki” oraz „Lucek i Dziki Nieśpiki”.

Od niedawna jestem również autorką dwóch książek dla dzieci: „Kosma, Kopacz i leśna szkola. Wierzę w rodzicielskie i dziecięce kompetencje, bliskie są mi strategie psychologiczne, które koncentrują się na zrozumieniu potrzeb i emocji stojących za zachowaniem dzieci. Pracując staram się być nieoceniającym towarzyszem odkrywania własnej drogi rodzicielskich wyborów. Jestem psychologiem w drodze, od ujęcia poznawczo-behawioralnego, które było początkiem mojej ścieżki psychologa dziecięcego do rozumienia relacji i rozwoju w ujęciu self-reg i rodzicielstwa bliskości. Każda z tych dróg dała mi wiedzę, z której codziennie korzystam. Jestem również trenerką, na szkoleniach dla nauczycieli i psychologów dzielę się praktyczną stroną pracy psychologa, pokazuję rozwiązania i strategie sprawdzone w mojej codziennej pracy z dziećmi i ich rodzicami. Jestem też współautorką książki 'Mam nadpobudliwe dziecko i co dalej' wydanej przez Wydawnictwo WSIP.

" Skoro tak się zachowujesz, to więcej tu nie przyjedziemy"„Jeśli zaraz nie zejdziesz z trampoliny, nie zabiorę cię więc...
01/02/2026

" Skoro tak się zachowujesz, to więcej tu nie przyjedziemy"

„Jeśli zaraz nie zejdziesz z trampoliny, nie zabiorę cię więcej do parku trampolin”

„Jeśli tak się do babci odzywasz, to babcia więcej nie przyjdzie”

„Jeśli tak nie umiesz się dzielić, to więcej cię dzieci do zabawy nie zaproszą”

„Jeśli nie przestaniesz robić scen, to więcej do żadnego sklepu ze mną nie pójdziesz”

To jest sposób na stawianie granic, który porównałabym do mutacji genetycznej. Prawie wszyscy rodzice są jej nosicielami. Z dużym prawdopodobieństwem doświadczyłaś tej metody na własnej skórze, więc nic dziwnego, że masz jej stały poziom we krwi. Nic dziwnego, że w emocjach, szczególnie w złości, kiedy czujesz się bezradna pomysł na „Jeśli nie …, to …” pojawia się sam, nawet nie wiesz jak.

Częste używanie wymaga coraz większej dawki, co jakiś czas musisz podbić stawkę; krzyczeć głośniej, straszyć wymyślniejszą grozą, która nadejdzie już za chwilę. To jest ślepa uliczka. Ona często prowadzi do punktu „Na nasze dziecko proszę pani, to nic już nie działa, żadne groźby”. Na serio wierzę, bo nawet groźby po czasie tracą moc.

Dziecko uczy się w efekcie, że reaguje się, bierze pod uwagę prośby innych, dopiero kiedy inni mają plamy na twarzy. Lub kiedy ja sam czuję poważne zagrożenie, krótko mówiąc: reaguję, kiedy się boję. Kłopot dodatkowy jest taki, że metoda 'Jak nie robisz tego, to zobaczysz ..." uruchamia wielkie emocje (po to ją odpalamy przecież), a w emocjach dzieci niczego się nie uczą: ani zauważania potrzeb i granic, ani nie budowania współpracy.

O tym jak stawiać dziecku granice inaczej niż impulsywnie, w sytuacjach, w których oscylujemy na krawędzi kontroli własnej złości mówię w kursie online "Jak stawiać dziecku granice"

Nie przegap niższej o 20 % ceny. Link do kursu w 1 komentarzu.



W dłuższej perspektywie to jest właśnie droga do "Na moje dziecko proszę pani to już nic nie działa".

Psycholog to nie święta krowa, serio. Tak jak spotkasz kiepskiego neurologa, niedouczonego dermatologa i niekompetentneg...
31/01/2026

Psycholog to nie święta krowa, serio. Tak jak spotkasz kiepskiego neurologa, niedouczonego dermatologa i niekompetentnego dentystę, tak oto w przyrodzie występuje również zjawisko psychologa, który nie powinien prowadzić konsultacji.

O czym warto pamiętać?

Po pierwsze zbieranie wywiadu przy dziecku i pierwsze spotkanie w obecności dziecka.

Wywiad dotyczy rozwoju dziecka, relacji w rodzinie, ciąży. W obecności dziecka n i e zbiera się informacji o dziecku. Psycholog ma z założenia traktować dziecko podmiotowo, nie przedmiotowo. O żelazku można mówić w obecności żelazka. Jak rodzic ma w obecności dziecka odpowiedzieć na pytanie „Jak pani sobie radzi, kiedy Michał doświadcza ataków paniki?”. Rodzic chce wtedy usiąść i wyć no ale czuje, że to mogłoby Michała zgnieść więc bierze na siebie obowiązki psychologa i mówi, że „To bywa trudne”. I nawet ta informacja, odległa od prawdy może być ciężarem nie do uniesienia dla dziecka. „Co Michał lubi?”, no takie wydaje się fajne pytanie. Ale jeśli Michał ma 13 lat, lubi oglądać pornografię i dlatego rodzic przyszedł do psychologa, to jak ma o tym przy dziecku powiedzieć? Szczególnie, że nigdy o tym nie rozmawiali? W sensie, że przy dziecku rodzic ma powiedzieć, że było opóźnione ruchowo i przez lata cała rodzina żyła w lęku, że to jakiś zespół genetyczny? Jak ma rodzic powiedzieć, że Michał na początku nie był chciany, ciąża była zaskoczeniem, a mama od lat żyje w poczuciu winy, że nie czekała na niego z radością? Jak powiedzieć, że tata Michała też moczył się w nocy jako dziecko a ja mama miała epizod OCD jako nastolatka?

Rodzice mówią: Serio? Mamy przyjść sami na pierwsze spotkanie? A poprzednia pani psycholog to nas wypytała o wszystko przy Michałku.

Co zrobić. Mnie też dermatolog oglądał nie wstając zza biurka, z odległości 4 metrów dokonał oceny pieprzyka. Inny dermatolog ocenił to badanie i kolegę po fachu bardzo brzydkim słowem.

U psychologa ustala się kontrakt i cel spotkań. Kontrakt oznacza jasno sformułowany cel pracy, termin, w którym sprawdzamy jaka zmiana zaszła, jaki jest efekt. Osobny kontrakt psycholog zawiera z dzieckiem. Nawet pięcioletnim. W tym kontrakcie jest bardzo jasno opisany cel spotkań, zadania obecnych, zasady i sposób przekazywania informacji oraz co psycholog może powiedzieć rodzicom i czy dziecko będzie o tym wiedziało.

N i g d y, never, ever psycholog nie przekazuje informacji o dziecku w obecności dziecka. N i g d y. Ani logopeda, ani pani od SI. Nie ma opcji, żeby w obecności cztero ani pięciolatka opowiadać że „no faktycznie wysoki ten poziom lęku i wielki opór przed przedszkolem, dużo pracy tu będzie”. Z kontraktu wynika co, jak i kiedy przekazujemy. To jest transparentne i nie wywołuje w nikim poczucia zagrożenia.

Rodzic może poznać plan pracy, metody jakimi tenże psycholog będzie pracował, jaką procedurę chce zastosować, żeby pomóc Michałowi poradzić sobie z lękiem, co na pierwsze dwa spotkania, co na kolejne dwa. Jasne, że to może się zmienić, bo Michał to żywy człowiek ale przecież zanim specjalista zacznie pracę – ma plan i go realizuje, nie robi czegoś od sasa do lasa. I rodzic ma prawo (i nawet powinien) o ten plan spytać.

Systematycznie ten plan jest omawiany z rodzicem. Gdzie jestesmy, co z kontraktu zrealizowalismy, co przed nami, co warto przekonstruować.

Psycholog w gabinecie nie dzieli się opowieścią o własnym rozwodzie, własnym dziecku i innych pacjentach. Niby oczywiste, a jednak.

Jeśli słyszysz „Ojoj, a to czterolatka pani nosi? Co on taki jak małpka przyczepiony?”, „A co to znaczy, ze mama nie moze wyjść, ty masz juz piec lat i bez mamy chwile nie zostaniesz sam?”. „”Aaaa cesarka była? No tak… Jak się wybiera łatwe rozwiązania, to potem może nie być łatwo”.

Dobrze się zastanow, jesli psycholog opowiada oceniajace dyrdymały identyczne jak ciocia Zdzisia - cztery raz się zastanów.

Psycholog nie leczy cudownym dotykiem i psychomagią. Masz prawo i powinnas pytac co dzisiaj z dzieckiem zrealizowano. „20 minut luźnej zabawy, bo tak w kontrkacie ze Stasiem mamy, a potem zabawa, ktorej celem było, a potem psychoedukacja …”.
Jak te i lnformacje są przekazywane? Zgodnie z zapisem w kontakcie. Dziecko też wie jaki jest przepływ informacji.

Nie ma co rąk załamywać, że się było u kiepskiego psychologa i że się więcej nie pójdzie. Szuka się kompetentnego.

O tym jak przygotować kontrakt, zebrać wywiad w nieoceniający sposób i jak budować relację z dzieckiem, żeby wyjść poza wypytywanie, gadanie i analizowanie będę mówić w całodziennym szkoleniu online dla specjalistów "Kreatywne metody w pracy psychologa i pedagoga". Każdy otrzyma również dostęp do nagrania.

Link do szkolenia https://agnieszkamisiak.pl/szkolenia_weekendowe/kreatywne-metody/

[marka wlasna]

Około siódmego roku życia (czasem ciut wcześniej, czasem ciut później) wybucha faza koncentracji na relacjach społecznyc...
30/01/2026

Około siódmego roku życia (czasem ciut wcześniej, czasem ciut później) wybucha faza koncentracji na relacjach społecznych, a przynależność do grupy i poczucie bycia chcianym / włączonym jest jedną z najważniejszych potrzeb. To jest czas, kiedy dzieci zaczynają odkrywać, że inni mają inaczej.

Mają dwa rowery, chodzą na karate i lubią sporty, w których się trzeba szarpać i popychać, co dla Michała jest absolutnie nie do zrozumienia. Odkrywają, że inni jeżdżą już sami na kolonie, a jeszcze inni mają dwóch ojców, że oglądali wszystkie części Gwiezdnych wojen - a Michał wciąż najbardziej lubi Grizzli i Lemingi.

Czy ja mogę być lubiany i mogę być częścią grupy, skoro jestem całkiem inny? Mam inne zainteresowania, lęki, możliwości?

To jest etap ciągłego porównywania. A inni mogą / mają (większe kieszonkowe) / umieją już (pływać, pisać, jeździć na rowerze) a ja nie!

Łatwo słyszeć to zawsze jako pretensje, jako wieczne niezadowolenie niewdzięcznika, któremu ciągle mało. Łatwo zbyć "Zajmij się sobą", "Nie patrz na innych", "Ty też się kiedyś nauczyć na rowerze". Tymczasem to często nie jest pretensja o to jak ja mało mogę, mało umiem i jak mało mam. To jest próba wyregulowania napięcia, które płynie z myśli "Skoro ja tak bardzo nie przypominam Staszka, Zbyszka i Pawła, to czy ja mogę być lubiany?", "Czy to ok być innym?".

Próba podzielenia się myslami, którymi przepełniona jest głowa dziecka na tym etapie rozwojowym. Bo to właśnie taki etap. Porównywania się i sprawdzania.

Jeśli szukasz pomysłów na wsparcie dziecka w budowaniu relacji z rówieśnikami i chcesz rozumieć jego zachowania wobec innych dzieci zajrzyj do 2h nagrania webinaru "Dobre relacje z rówieśnikami".

Link do webinaru w 1 komentarzu.

Prowadzę w szkole zajęcia. Jak to psycholog, warsztat jakiś. Na koniec trzygodzinnych zajęć podchodzi dziewięcioletni St...
29/01/2026

Prowadzę w szkole zajęcia. Jak to psycholog, warsztat jakiś.

Na koniec trzygodzinnych zajęć podchodzi dziewięcioletni Staś / Ryś / Joasia i kładzie mi na ławce zeszyt.

- Pani tu wpisze plusa czy minusa.
- Matkozojcem jakiego plusa czy minusa - pytam w panice bo nie wiedziałam, że mam coś oceniać.
- Normalnego - mówi Staś - Czy byłem grzeczny.
- W jakim sensie grzeczny pytam? - bo nie ogarniam
Staś ma kwadratowe oczy. Bo jednak żeby psycholog nie wiedział, co to znaczy grzeczny, to trochę słabo.
- Czy nie gadałem na lekcji, nie jadłem, nie wstawałem. Nie wiem co tam jeszcze. Taki ogólnie grzeczny.
- Ale dziecko mnie nie przeszkadza jak ktoś je.
-Czy może pani nie komplikować? - przerywa mi Staś, który ma spojrzenie doświadczonego człowieka - Niech Pani wpisze byle co, bo mi przerwa ucieka. Kogo to obchodzi. Potem pani pedagog mi to zliczy, przeliczy i doda czy odejmie punktów z zachowania.
Stoję osłupiała.
- A czemu ty masz ten zeszyt?
- Bo jestem niegrzeczny - Staś patrzy na mnie jak na ciekawy okaz owada, który umie mówić - Niegrzeczny proszę pani.
- Ogarniam. No a zeszyt?
- Ma mi pomóc być grzecznym. - zaliczam u Stasia studia podyplomowe z nowoczesnych strategii, którymi dorosły wspiera dziecko w jego trudnościach z zachowaniem i regulacją emocji.
- No dobra, no dobra. I nauczyciele ci na koniec plusują i minusują?
- Tak. Ale wie pani najlepsze jest to, że jak się odzywam bez pozwolenia na polskim to pani mówi 'Cieszę, się, że tak się wkręciliście w temat.', a jak się odzywam bez pozwolenia na matmie to pani mówi 'Zapomnij o plusie na koniec'.
- No ale wtedy za to samo zachowanie masz raz plusa a raz minusa - mówię z rozpaczą.
Staś patrzy na mnie, a jego spojrzenie mówi, że naprawdę jeszcze wiele muszę się nauczyć o życiu.

Jak rozumiem, potem matka go w domu pyta, dlaczego na polskim dostał plusa za lekcję, a na matmie nie. I on ma tej matce wyjaśnić, że czasem za wypowiedź bez podniesienia ręki dostaje się nagrodę, a czasem karę.

A to wszystko ma pomóc mu lepiej zarządzać nadruchliwością, nadimpulsywnością, trudnością w regulacji emocji, napięciem, które wynika z kłopotów w relacjach z rówieśnikami, zwykłym przebodźcowaniem na ostatniej lekcji.

I przede wszystkim jest to fundament do bezpiecznej i opartej na zaufaniu relacji z dorosłym.

Jak do mnie przyjdziecie do gabinetu, to ja Wam dam do podpisu zobowiązanie "Nie będę już krzyczeć na dzieci nigdy".

Psychodietetyk da Wam zobowiązanie "Nie będę jeść wieczorami i będę ćwiczyć.

Specjalista pracujący z uzależnieniami daje kontrakt "Koniec z alkoholem" i wychodzicie uleczeni. Mąż Wam w zeszycie stempluje plusa za niekrzyczenie i minusa za krzyczenie i od tego p r z y b y w a Wam kompetencji w obszarze, w którym macie trudność. Czego nie rozumiecie?

Zeszyty na plusy i minusy to zło. Kontrakty, które dzieci podpisują w szkole, w których zobowiązują się, że będą od teraz grzeczne i będą uważać na lekcji to prosta droga do uczenia dzieci, że szkoła to miejsce, które trzeba przetrwać, zacisnąć zęby i przetrwać. . W efekcie tych strategii dzieci pogłębiają swoje trudności, toną w wyuczonej bezradności i uczą się, że dorosły w placówce edukacyjnej jest przeciwko nim i czyha na ich potknięcie. Ponieważ taki dokument nie ma szansy zadziałać uczy dziecko, że działania dorosłych są tylko pozornie pomocowe, że to papier i dykta, treść do teczki z napisem "działania podjęte w celu pomocy psychologicznej". Oni muszą mieć papier, ja musze podpisać, wszyscy wiemy, że to ściema.
Czemu takie bzdury się tworzy? Pewnie bo się tak zawsze robiło i każden jeden jakoś przeżył. Czemu pedagog szkolny to robi? Nie ogarniam. Może dlatego, że do teczki z dokumentacją trzeba coś włożyć.
Da razy w tygodniu dostaję taki zeszyt od rodziców, którzy przychodzą na konsultacje.

Na zdjęciu widzicie kontrakt, jaki dostałam od jednej z mam. Podpisany przez anglistkę z drugoklasistą. W gabinecie pani pedagog. Ręce opadły mi poniżej poziomu szkód górniczych. Pomijam absurdalność i nierealność tego dokumentu. Bo jak dorosły może zakładać, że dziecko które ma kłopot z utrzymaniem uwagi na nudnym, monotonnym zadaniu, ma wadę wymowy, funkcjonuje mocno poza strukturą grupy - nabędzie tych kompetencji do jutra? W efekcie magii jaka zadzieje się w momencie składania podpisu ośmioletnią ręką?

I ma okazywać e n t u z j a z m? W sensie, jeśli umiera z nudów, walczy z ziewaniem i płaskim EEG, to ma u d a w a ć, że rozpiera go zaangażowanie? Entuzjazm przestał być opcjonalny? Z c a ł y c h sił ma starać się czerpać z lekcji angielskiego?
Ja proponuję taki kontrakt " Michał, wiem że bardzo ci trudno na angielskim. Wiem, że masz ochotę się poddać. Postaram się wymyśleć, co może ci pomóc na mojej lekcji, a ty to przetestujesz. OK?" Za umowę bierze odpowiedzialność ten, kto ma przewagę wynikającą z wieku, doświadczenia i dojrzałości mózgu. W tej sytuacji padło na Michała i może to był lepszy wybór..

Wyślę Wam za kilka dni newsletter o tym jak działać, kiedy dziecku trudno w szkole / w przedszkolu. Jakie obszary przejrzeć, jakie podszewki odchylić zamiast odpalać dyscyplinowanie, kary, szlabany i opieprz. Bo te dają tyle samo nowych kompetencji co kontrakt.

Jeśli potrzebujesz tej wiedzy - zapisz się na mój newsletter. Jeśli nie lubisz czytać długich newsletterów - absolutnie się nie zapisuj.

LINK ZAPISOWY NA BEZPŁATNY NEWSLETTER https://agnieszkamisiak.pl/moj-newsletter/

👆👆

Jak wychować ostrygomeduzę bez kręgosłupa moralnego?Wystarczy, że jeden raz odejdziesz od ustalonej zasady 'Tylko eden b...
28/01/2026

Jak wychować ostrygomeduzę bez kręgosłupa moralnego?

Wystarczy, że jeden raz odejdziesz od ustalonej zasady 'Tylko eden biszkopt na deser i koniec". Wtedy kaplica. Twój los jest przesądzony. Dasz dwa biszkopty i po Tobie. To już lepiej palić Popularne bez filtra niż dać dwa biszkopty.

Przecież drugi biszkopt aktywuje ukryty, uśpiony gen manipulacji, który drzemie w każdym dziecku. Od jutra ono już wie jak to zrobić, żeby dostać tira biszkoptów. Już wie, że zasada nie jest prawdą niebieską, która płonie w duszy matki niczym krzew gorejący. Ten drugi biszkopt da początek rewolucji "Skoro można dwa biszkopty, to można iść spać po północy, a zamiast soku do obiadu poproszę Aperol ze słomką w teletubisie"

Od tej pory codziennie będzie chciało w i ę c e j. Skończycie na biszkoptach podawanych dożylnie.
I zanim się obejrzysz będzie jadło tylko cukier. W płynie, sypki albo w kostkach.
A zaczęło się od jednego dodatkowego biszkopta.
Babcia Zosia ostrzegała.
Ale nie, ty chciałaś żyć na krawędzi, potrzebowałaś adrenaliny. I byłaś niekonsekwentna, a Twoje dziecko zeszło na drogę mataczeń i manipulacji. Za 20 lat będziesz mu dowozić biszkopty w paczce do Zakładu Karnego.

Jak już postanowisz, że jeden biszkopt, dwadzieścia minut Minecrafta, lekcje z a r a z po szkole – to nie ma odwrotu. Choćby się okazało, że to najgłupsza decyzja w kosmosie. Nikogo nie wspierająca, trudna do zrealizowania, zamieniająca Ciebie w strażnika z pejczem – trudno. Słowo się rzekło – kobyłka u płotu, a jak nie, to na horyzoncie wiadomo, majaczy prosta droga do upadku moralności i odwiedzin raz w miesiącu.

Jeśli porzucisz ogłoszoną zasadę – wychowasz ostrygomeduzę bez kręgosłupa moralnego.
Musisz już zawsze mówić N I E. Bo azaliż życie rodzica polega na pilnowaniu wszystkich NIE.

Chcemy żeby dzieci reagowały elastycznie, miały wgląd we własne potrzeby i uczucia, sprawdzały, czy umowa, zasada im służy. Nie wiem, czy codzienne bójki o jednego biszkopta są tutaj dobrą drogą.
Na bank pochwali Cię ciocia Zosia i wesprze Cię ludową prawdą ‘Ty musisz być konsekwentna, choćby się krew lała po ścianach. Zasada jest zasadą. A rolą matki jest pilnować zasad”.

O rodzicielskim NIE, które wyrasta z lęku i które z dzieckiem nie ma nic wspólnego.
I o tym, że sztywność zasad i nadmiar konsekwencji pięknie uczy jak łamać granice.
Własne i innych.
O tym mówię w kursie online Jak stawiać dziecku granice – każdy otrzymuje roczny dostęp. Link do kursu w pierwszym komentarzu.

Nie przegap niższej ceny.

Moze Was sprzedam? Kto wie! Czekam na ofertę cenową. Jeśli będą to miliony -  kupię nam Islandię albo może Bali, co woli...
27/01/2026

Moze Was sprzedam? Kto wie! Czekam na ofertę cenową. Jeśli będą to miliony - kupię nam Islandię albo może Bali, co wolicie? Dajcie znać, żebyście potem nie płakali, że ja nie wiedzialam a ja to chciałam Bora, Bora”. Bo takie negocjacje w temacie zakupu państwa, to nie jest prosta rzecz i ja się pięć razy męczyć nie bedę. I nie będzie marudzenia, ż Islandia blee.

Nic Dzieci nie wiecie o życiu kapłanki psychobiznesu. Ani o ofertach jakie dostaję.

Na przyklad od duzej warszawskiej agencji reklamowej, ktora proponuje mi projekt zainwestowania w wizerunek. Bo merytoryka spoko, ale wizerunek jakby leży. Odpisałam, ze moj wizerunek odpowiada dokladnie temu jaka jestem przeciez na co dzien. Na co oni „No wlasnie”.

Tej agencji zaplacę jak cos zostanie z transkacji zakupowej Islandii.

A jak napisal do mnie IBM zeby zamowic warsztaty i chwaliłam się wszystkim, że NBA chce warsztat? I Tata Syneczka usilowal dopytać jak z moim angielskim poprowadzę ten warsztat. A ja upierałam się, że NBA swietnie pisze po polsku? I o co mu chodzi i ze zazdrosc przez niego przemawia.

A jak zadzwonil Pan z Kanalu Zero i zanim zrozumialam, ze on chce jakis wywiad, to myslalam 10 minut ze to jest windykacja i na bank czegos nie zaplacilam? Bo Kanal Zero moj mozg tak sobie zdefiniowal? I 10 minut pytalam pana, czy odsetki są straszne?

I na przyklad dostalam ofertę reklamy znanego urządzenia sprzątającego, bo tak się chwalę, że nie sprzątam więc to by było extra story. Że wlasnie je mam i odkrywam czar czystej podłogi. I z przykrością odmówiłam, ale jeśli przyjdzie do mnie Audi z podobną propozycją, niech będzie i Volvo! To trudno, nauczę się nawet parkować równolegle.

Trzymajcie kciuki i sprawdzajcie pogodę na Islandii.
Edit. Nie wytrzymam z Wami. Do wyboru jest tylko Bali i Islandia. Zdecydujcie się. Bo potem Islandczycy bedą spakowani (bo oni wtedy kupią sobie jakąs ciepłą wyspę), a ja im powiem - Sorki, jednak nie, bo się Deogie Dzieci rozmyśliły.

27/01/2026

Zapraszam Cię 7 marca na konferencję "Kompetencje relacyjne nauczyciela" do Torunia. Sprawdź program w 1 komentarzu

Przy śniadaniu chciał o coś zapytać ale ciocia powiedziała ‘później’ i zapomniała. Zalał się pastą i dzieci się śmiały, ...
26/01/2026

Przy śniadaniu chciał o coś zapytać ale ciocia powiedziała ‘później’ i zapomniała. Zalał się pastą i dzieci się śmiały, że się posikał. Potem rysowali i tylko jego obrazek nijak nie przypominał jesiennych liści. A potem dzieci oglądały film i trzech najfajniejszych chłopców powiedziało, że ten co się posikał rano z nimi nie siedzi. Jak tę sumę przykrości i rozczarowań ubrać w słowa o godzinie 17.00? Kiedy mama umęczona brakiem jakiejkolwiek współpracy pyta ‘Michał, co się dzieje, czy coś się wydarzyło w przedszkolu?’. Wydarzyło się, ale nie bardzo chce się złożyć w opowieść.

Co wieczór słucha jak mama rozmawia z prawnikiem o rozwodzie z tatą, a potem rozmawia ze swoją siostrą. Dziecko słyszy pojedyncze sformułowania ‘to mnie wykończy’, ‘najchętniej rzuciłabym to wszystko i uciekła’, ‘nie daję rady’. Codziennie rozlewa się w nim ogromne napięcie, lęk i niepewność ‘Czy mama umrze skoro ją to wykończy?’, ‘Czy ja też ją złoszczę jak tata, skoro ode mnie też chciałaby uciec?’. To jest wielki kłąb kolczastego drutu, którego pięciolatek może nie rozplątać za pomocą słów. Ale za to wieczorem odpycha mamę, nie chce czytania, mówi, że wszyscy są głupkami i do północy popłakuje w łóżku. Ten język jest mu dostępny.

Więcej o języku objawów jakim dzieci komunikują się ze światem i o tym, co może stać za oceanicznie szerokim pojęciem "problemy z emocjami" lub "pozwala sobie, bo nie zna granic" przeczytasz w tekście na blogu. Link do pozostałej części w linku w 1 komentarzu.

Świat wie co robisz źle. Twój pediatra wie i dlatego mówi: 'Proszę pani on nie może jeść tyle słodyczy. Dziecku trzeba p...
25/01/2026

Świat wie co robisz źle.

Twój pediatra wie i dlatego mówi: 'Proszę pani on nie może jeść tyle słodyczy. Dziecku trzeba postawić granicę'. Taki snop jasności z niego bije w niebo, że POZ zamienia się w krainę zorzy polarnej. On ci wyjaśnia, a już następnego dnia Twoje dziecko na widok czekolady zawoła ‘A kysz podły Wedlu, ja mam tu na ciebie zasadę’.

Pani w punkcie pobrań krwi wie "Proszę postawić granicę, dziecko nie może się tak zachowywać"

Świat w postaci wychowawczyni w przedszkolu, pani od przyrody w szkole i babci Zosi wie, że : „Dziecku, potrzeba zasad. Potrzeba granic. Trzeba mu jasno pokazywać co wolno. No a Michał jednak ma z tym kłopot. Bo on nie zna granic. Wszedł pani na głowę”.

Jak to nie zna? Obudzony w środku nocy wyrecytuje wszystkie zasady bezpieczeństwa i te obowiązujące na placu zabaw i te z przedszkola.
On mógłby szkolić z BHP.

Matki innych dzieci, które to dzieci akurat w tej chwili nie wyją wyciągane z placu zabaw, też wiedzą, że 'Trzeba powiedzieć STOP. Dziecko musi czuć, gdzie jest ta ostatnia ściana, o którą może się oprzeć'.

Czyli wystarczy znać zasady i stawiać granice.
Bo przecież Pani Halinka z przedszkola, Pani Krysia ze szkoły i babcia Zosia znają zasady. Pediatra też je zna.
Nie jemy słodyczy o 21.00.
Serial oglądamy jak skończymy zaległą robotę.
Mówimy tylko, kiedy emocje opadną.
Owi dorośli trenują te zasady od dekad. Często z mizernym skutkiem.

Ale sześcioletni Michał powinien widzieć świetlisty krąg w miejscu, gdzie przebiega granica mówiąca o tym, że 'Słuchamy jak pani mówi'. I chociaż Michał trenuje tę zasadę od lat dwóch i ma do tego narzędzia w postaci zalążków ośrodków, które pozwalają przewidywać konsekwencje działania i brać pod uwagę innych (szczególnie w emocjach), to nic. On powinien tę zasadę wdrożyć automatycznie. A nawet zatrzymać się metr przed granicą i zakrzyknąć z mocą 'Oto i ona. Moja pomoc w radzeniu sobie w trudnej sytuacji. Granica. Dzięki niej wiem co zrobić żeby nie bić kolegów'. Michał, którego widzicie na obrazku już to obcykał i patrzcie jak go granice rażą po oczach.

A jeśli się tak nie dzieje, to dlatego, że Ty mu nie stawiasz granic. Sprawa jest jasna. Dr House tu nie jest potrzebny.

O tym jak stawiać granice, żeby uwzględniać ograniczenia rozwojowe dzieci i ich indywidualne trudności, jak to zrobić, żeby umowa była wsparciem a nie żądaniem, które egzekwujemy mówię kursie 'Jak stawiać dziecku granice'.

Mówię podając przykłady i omawiając sytuacje, które znasz ze swojej codzienności.
Powiem J A K, a nie że trzeba. Bo trzeba znacznie rzadziej niż to robimy na co dzień. Za to warto inaczej.

Link do kursu w 20% niższej cenie w 1 komentarzu.

Co masz? Co kroisz? Pokaż. Dasz? Głodny jestem. Nie, ja bardziej! Ona coś ma! Nie pchaj się! Ty się nie pchaj! On się pc...
24/01/2026

Co masz? Co kroisz? Pokaż. Dasz? Głodny jestem. Nie, ja bardziej! Ona coś ma! Nie pchaj się! Ty się nie pchaj! On się pcha! A on drapie! A on sięga do blatu, a ja nie! On coś liznął, ja też chcę liznąć! To jest nie fair!

Tłumaczę wam na jezyk ojczysty dialogi jakie moi kuchenni asystenci toczą od rana. Te pozycje strategiczne zostaly wypracowane po krotkiej bojce.

Drogie Dzieci drugi tom Dzików zmierza do ostatniej strony i nie będzie o Nieśpikach, a o calkiem innych zwierzetach!

Babcia Czesia. Mama Ania. Ja.W podobnym wieku, plus minus 3 lata.Babcia Czesia nie miala wiele czasu dla mamy Ani. Miała...
23/01/2026

Babcia Czesia. Mama Ania. Ja.
W podobnym wieku, plus minus 3 lata.

Babcia Czesia nie miala wiele czasu dla mamy Ani. Miała bardzo trudne życie. Ale dla mnie była wspaniałą babcią. Oaza spokoju i dobroci, bez żalu, złości i pretensji do świata. Zawsze z dobrym słowem, zrobionymi na życzenie nalesnikami i schowaną białą bułką z miodem. Mieszkala w mieszkaniu przez scianę. Kiedy mama Ania na mnie krzyczala (lub zamierzala) - darlam się BABCIUUUUUUU i babcia wpadala jak burza, z daleka wołała „Proszę w tej chwili przestać krzyczec na to dziecko”, a ja wywalalm jęzor i szłam na nalesniki.

Mama Ania też nie miala czasu bardzo duzo. Ale dla Syneczka ma cztery oceany czasu, cierpliwosci i dobrego słowa. W niedziele pierogi z jablkiem - w dwoch pudelkach: dla mnie i dla niego. Bawi się w chowanego, kopie piłkę, z zachwytem oglada klejenie modeli oraz robi przegląd wedkarskich akcesoriow. Jedzie po kolorowa rybke na drugi koniec miasta.

Babcia Czesia uzupelniala mame Anie. Mama Ania uzpelnia mnie.

No i dzis w ramach podsumowania dnia babci zastanawiam się jaką ja będę babcią. Niezbadane są meandry myśli 😀

A poniżej moj ulubiony dialog z Syneczkiem. Chyba wtedy 7 letnim. Skopiowalam ze starego posta. Mowi o tym jak ciezko byc matką.

Mamo, ty miałaś życie przede mną?
- Że jak?
- No wiesz, ty przecież miałaś życie zanim ja się urodziłem i robiłaś różne rzeczy beze mnie - uświadamia sobie ze zgrozą Syneczek.
- Hłe, hłe - zastanawiam się, bo niby faktycznie ale wydaje mi się to jakieś nieprawdziwe. Życie, w którym wstawałam po 7 rano? I nie czytałam na zmianę Basi i Mikołajka? Nie, to jakaś ściema chyba.
- No jak się zmieniło twoje życie? - pyta Syneczek i niestety widzę, że oczekuje tylko wodotrysków entuzjazmu.
- No wiesz. Dość.

- Ja bym bardzo chciał wiedzieć jak to jest być mamą.
- Tja, jasne.
- To zamieńmy się, co? Na dwie godziny. Teraz ja jestem twoją mamą.

No Dzień matki, urodziny i Gwiazdka w jednym. Syneczek siada do klejenia modelu. Daję mu pięć minut.

- Nudzi mi się - jęczę mu nad uchem i próbuję wejść na kolana - nuuudziiiiii

- Jestem zajęty. -Kleję - woła oburzony - Co ty robisz? Nie widzisz? Poczekaj aż skończę.
- Nie. Teraz mi się nudzi. I jestem dzieckiem i trudno mi czekać. No pliska, pliska, pliska porób coś ze mną. Pliiiska.
- Za pięć minut. Klej musi wyschnąć - daję mu minutę. Wiem, że mam mało czasu więc nie biorę jeńców.
- Już? Długo jeszcze? Głodna jestem. Co masz do jedzenia? Ale nie wędlinę, nie hummus, nie ser.
- To chcesz się bawić czy jeść?

Syneczek ewidentnie chce biec przed siebie w las.
- Nie wiem. Jestem głodna. Mogę wyjść na dwór?
- Możesz! - woła Syneczek z ulgą - idź sobie idź! - A smarować się nie muszę żadnym kremem? - zerkam na niego z krzywym uśmieszkiem
- Oj - reflektuje się - Musisz. Bo słońce.
-Ale ja nie chcę. Bo ja nie lubię. To ja zostaję w domu. Zrobiłeś mi już coś do jedzenia?
- Ja już nie dam rady - mówi Syneczek, który wytrwał 20 minut - ty ciągle czegoś chcesz przecież. To jest nie do wytrzymania.

Nie no, serio?

Ps Powiedzialam Syneczkowi, ze sie zastanawiam co mnie naszlo na myslenie o tym, jaką bedę babcią.
- Pewnie trochę ze względu na wiek - mowi.

Przypominam Wam ten stary post, bo pieknie pasuje do Dnia Babci i bo go lubię bardzo.

"Syn odzywa się bez szacunku do nauczyciela""Michał nie przestrzega zasad""Paulina utrudnia prowadzenie zajęć"Czytacie w...
22/01/2026

"Syn odzywa się bez szacunku do nauczyciela"
"Michał nie przestrzega zasad"
"Paulina utrudnia prowadzenie zajęć"

Czytacie w dzienniku elektronicznym.

Michał był na przyrodzie. Na przyrodzie wolno się napić. Wolno odwrócić się do kolegi i o coś zapytać. Wolno się śmiać i robić żarty. Wolno dzielić się refleksją i powiedzieć "Ale nudy ta tabelka o piórach".

Potem był na polskim. Na polskim absolutnie nie wolno jeść i pić. Uwaga o tym, że rozbiór gramatyczny zdania to wstęp do wypłaszczenia EEG, jest lekceważącym zachowaniem zasługującym na uwagę lub punkty ujemne.

Potem był na matmie. Na matmie było zastępstwo z inną panią. A że Michał akurat dzisiaj słabo ogarniał telepatię nie zajarzył, że tę panią do udaru doprowadza pstrykanie długopisem i słuchanie z głową opartą o ramiona. Skąd miał wiedzieć, jego matematyczka zachęca do znalezienia najdogodniejszej dla siebie pozycji do bycia uważnym. Ale dla tej pani każda pozycja inna niż ‘niebujajsięsiedźprosto’ to minus jeden punkt.

Potem była historia. Pan na historii mówi: Macie coś do powiedzenia z sensem to mówcie. Matkozojcem co wy w wojsku jesteście, że mi ciągle salutujecie? Dajcie spokój z tym machaniem. Komunikujmy się jak ludzie, bo czuję się jakbym był na szkoleniu z moim psem. Tam też daje się łapę tylko na sygnał.

Pytasz Michała
- No jak to możliwe, jak, że znowu masz dwie uwagi? Jak chcesz to potrafisz przestrzegać zasad, bo na trzech lekcjach nie dostałeś żadnej. Czyli ty znasz zasady, wiesz gdzie są granice. Tylko nie chce ci się ich respektować!

Myślałaś kiedyś o tym? Ze każdy dorosły ma całkowicie inny standard, gdzie indziej granice oraz zasady, które się wzajemnie wykluczają.

Michał ma 9 lat. On naprawdę próbuje. Naprawdę się stara ogarnąć mapę zasad i granic każdego nauczyciela. Usiłuje zdiagnozować, domyślić się, zapamiętać.
To teraz wyobraź sobie, że masz 12 szefów. A każdy z nich inny kodeks pracy, inne przepisy BHP i inne cele do zrealizowania.

Domyśl się jakie i dostosuj do nich. To chyba nie będzie trudne?

Ty masz swoje wartości i zasady, babcia ma swoje. Wszyscy mają inne kiedy są razem. Dziecko ma ograniczenia wynikające z etapu rozwojowego, temperamentu, ma s w o j e własne granice - dużo i gęsto, dlatego to takie trudne.

O tym jak wspierać dziecko funkcjonujące w systemie wykluczających się zasad, jak wspierać dziecko w zauważaniu granic innych ludzi - mówię w kursie 'Jak stawiać dziecku granice'.

Wielu z Was już go ma. Nie przegap niższej o 20% ceny. Link do kursu https://agnieszkamisiak.pl/ofertaonline/jak-stawiac-dziecku-granice/

Adres

Dobieszków

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy SET Psychologa Dziecięcego - Agnieszka Misiak umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do SET Psychologa Dziecięcego - Agnieszka Misiak:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria

Our Story

Jestem psychologiem z kilkunastoletnim doświadczeniem w pomaganiu małym dzieciom i ich rodzicom. Wierzę w rodzicielskie i dziecięce kompetencje, bliskie są mi strategie psychologiczne, które koncentrują się na zrozumieniu potrzeb i emocji stojących za zachowaniem dzieci. Jestem również trenerem, zrealizowałam ponad 2000 szkoleń dla nauczycieli i psychologów. Wierzę, że uczestnicy moich szkoleń czytają książki, dlatego nie streszczam ich na szkoleniach, zawsze staram się dzielić praktyczną stroną mojej pracy z dziećmi i rodzinami.