18/03/2026
"Wpierdol od życia" jako Inicjacja
-
Ostanie miesiące jestem z tematem Inicjacji, które przechodzi lub przechodziło teraz bardzo wielu ludzi — zwłaszcza mężczyzn z mojego otoczenia.
Najczęściej to są inicjacje w postaci „dostawania wpierdolu” od życia - jakiejś formy trudu, niepowodzenia.
Czegoś, co na nich spada, albo im nie wychodzi i w taki czy inny sposób niszczy lub silnie podważa ich obraz siebie i świata w ogóle. Najczęściej są to (bolesne) spotkania z własnymi limitami. Z „porażkami” (w rozumieniu, że nie jest tak, jak chciałeś i założyłeś).
Z momentami, w których okazuje się, że nie jesteśmy omnipotentni. Że nie jesteśmy wszechmocni.
Dlaczego nazywam to Inicjacją?
Jestem w temacie Inicjacji od wielu lat, wiele książek na ten temat przeczytałem i uczestniczyłem w wielu procesach (też wieloletnich) nazywających siebie inicjacyjnymi oraz sam takie stwarzam dla ludzi.
Jednocześnie mam głębokie poczucie, że we współczesnej cywilizacji Zachodu nie ma prawdziwych Inicjacji do Dorosłości w rozumieniu rdzennych inicjacji. Mamy warsztaty wspierające procesy Inicjacyjne.
Jak pisze Malidoma Some w książce „Uzdrawiająca Mądrość Afryki” naszymi Inicjacjami są nasze życia. A dokładniej trudności, które przechodzimy – poważne choroby nasze lub bliskich, rozwody, rozpady rodziny, życia, zwolnienia z pracy, itp. itd.
To jest prawdziwa Inicjacja. Czyli coś, na co sami nigdy byśmy się nie zdecydowali z własnej woli. Coś, co nas przemiela i odsiewa ziarna od plew i sprawia, że na koniec – jeśli przejdziemy przez inicjację i ją zakończymy właściwie – będziemy bardziej sobą. Będziemy bardziej ludźmi. Będziemy głębiej, prawdziwiej, bliżej ziemi. Być może wolniej, trochę ciszej i mniej spektakularnie. Za to z większą pokorą i z większym kontaktem z życiem i realnością – przez to z większą mocą.
DROGA POPIOŁÓW
To, o czym piszę to konkretny rodzaj Inicjacji – schodzenia w dół, na „drogę popiołów” – jak nazywa to Robert Bly w książce „Żelazny Jan”.
Widzę tego dużo wokół siebie (choć to jest coś, co ludzie raczej ukrywają). I sam tego doświadczałem i częściowo doświadczam wciąż — półtora roku bardzo intensywnie, ostatnie miesiące mniej.
Coraz bardziej jest dla mnie oczywiste, że te porażki i limity — te bolesne zdarzenia pokazujące nam, że nie możemy wszystkiego — są bramą.
Nie tyle do jakiejś spektakularnej transformacji, ile do pogłębienia człowieczeństwa.
Tworzą pęknięcia w obrazie, w którym „możemy wszystko”, „ciągle do przodu”, „będzie tylko lepiej”.
Ten konstrukt zaczyna się rozpadać.
To przerażające, tak.
Bolesne, tak.
Zapieramy się nogami i rękami, żeby do tego nie dopuścić, tak.
A jednak - kiedy on się rozpada i płonie…
z jego popiołów powstają…
Bardziej Ludzie.
Tacy, których można dotknąć.
Których można zranić.
Którzy popełniają błędy — i naprawdę je popełniają.
Pęka szklana kula (kolejna) naszych iluzji, która oddzielały nas od życia.
Zaczynamy być (a przynajmniej widzieć siebie) tym – kim zawsze byliśmy: pająkiem wodnym na środku oceanu. Ziarnkiem piasku w wielkim i potężnym Wszechświecie, który rządzi się swoimi prawami – nie ludzkimi.
To trudne miejsce. Przynajmniej na początku.
A jednak, gdy w końcu zaczynamy akceptować je i siebie w nim – w moim doświadczeniu trudno o bardziej prawdziwe, duchowe i piękne doświadczenie siebie i (wszech)świata.
Tam tworzy się możliwość, żeby zacząć ufać. Sobie. Życiu.
Nie możesz tego kontrolować.
Ale możesz do tego stanąć.
I uczyć się zaufania do siebie i życia, robiąc kolejne kroki nie tracąc swojej ludzkiej kruchości.
W obliczu tych porażek i prób bardzo łatwo wpaść w narrację lęku:
że znowu będzie źle,
że będzie tylko gorzej,
że nie można ufać sobie ani życiu.
Pojawia się opowieść, że Bóg nas opuścił.
Że bogowie są przeciwko nam.
Że zrobiliśmy coś złego — bo gdybyśmy robili wszystko „dobrze”, to by nas to nie spotykało.
A co, jeśli jest inaczej?
Może to wszystko nie jest karą ani dowodem porażki.
Może to dar od Boga, bogów.
Szansa.
Szansa na pogłębienie siebie.
Na spotkanie się z miejscami i kawałkami, od których uciekasz i bez tego kryzysu nigdy byś nie spotkał się z nimi.
Na integrację siebie, swoich limitów i mocy w szerszym świecie, niż nasze wyobrażenia o nim?
Szansa na stawanie się bardziej człowiekiem — nie mniej.
Przyjmiesz dar?
Wykorzystasz szansę?
Bo czy wykorzystasz, czy nie, to minie.
Zarówno Twój kryzys, jak i szansa, którą niesie.
No i pamiętajmy, że aby usłyszeć wiadomość, trzeba podnieść słuchawkę.
---
Zapraszam do przestrzeni autentycznie wspierających procesy życiowych Inicjacji.
MOC MĘSKIEGO GNIEWU - Wrocław - warsztat pracy z emocjami i ciałem dla mężczyzn
21-22 marzec Wrocław
MOC MĘSKIEGO GNIEWU - Kraków - warsztat pracy z emocjami i ciałem dla mężczyzn
16-17 maj Kraków
Męski Obóz w Lesie: Wojownik Serca - Czerwiec
1-6 czerwiec