18/12/2025
Rok 2025 był jednym z tych, które zapisują się w ciele.
Zdrowotnie — trudny. Szpitale, lęk, układ nerwowy w trybie przetrwania. Moment, w którym ciało powiedziało „dość”, a choroba stała się ciosem, którego się nie planuje i na który nie ma się gotowych odpowiedzi.
Był to też rok prób — takich, które wymagają wiary do samego końca. Próba otwarcia szkoły specjalnej, włożone serce, praca i nadzieja, przerwane decyzją na miesiąc przed startem. Trudności finansowe. Odpowiedzialność za klub sportowy, firmę, projekty. Odejście z zarządu stowarzyszenia. I odejścia z życia ludzi, którzy zostawili po sobie ślad, z którym trzeba było się nauczyć żyć ciszej, ostrożniej, dojrzalej.
To był rok, w którym wiele bolało tak bardzo, że przyćmiło to, co się udało.
A jednak — kiedy spojrzeć uważnie — wydarzyło się też niewiarygodnie dużo.
Powstał dwudniowy festiwal — pierwszy taki w gminie — o zdrowiu, rozwoju i świadomości.
Narodził się klub siatkarski.
Powstały dziesiątki projektów i doświadczenie w pozyskiwaniu finansowań, które nauczyły więcej niż niejedne studia.
Rozpoczęło się budowanie nowego zespołu w Zielarce — miejscu, które na nowo dostało uwagę, troskę i życie.
Została uruchomiona fundacja, która będzie zajmować się zdrowiem psychicznym i fizycznym, dietetyką i świadomością.
W czerwcu zakończył się projekt mentorsko-edukacyjny w Klubie Przedsiębiorczych Kobiet — z certyfikatem i z poczuciem, że bycie najmłodszą nie oznacza bycia najmniej gotową.
Trwa ostatni rok studiów.
Powstał pierwszy w Unii Europejskiej ekstrakt CO₂ z korzenia mniszka i linia „Bogiń”.
Tworzone są autorskie mieszanki ziołowe i herbaty.
Został postawiony wewnętrzny system obsługi klienta i nowy magazyn.
A mimo to — gdzieś po drodze pojawiła się myśl:
„Nic nie umiem. Jestem nieodpowiednia.”
To nie brak kompetencji tak mówi.
To zmęczony układ nerwowy.
To ciało, które za dużo uniosło.
To kobieta, która zawsze szła dalej i zapomniała się zatrzymać, by zobaczyć, jak daleko doszła.
Czy to mało jak na 29-letnią dziewczynę?
Nie. To jest ogrom.
Tylko że ból bywa głośniejszy niż sukcesy.
Dlatego warto sobie przypominać. Zapisywać. Wracać do faktów.
I budzić się z wdzięcznością — bo jeśli życie rzeczywiście ma tylko około 4000 tygodni, to ten był jednym z najbardziej intensywnych dowodów na to, że nawet wtedy, gdy ledwo dajemy radę, wciąż potrafimy więcej, niż nam się wydaje.
I to też jest siła.
Cicha. Prawdziwa. Ludzka.