08/03/2026
Dzień Kobiet coraz częściej przypomina mi festiwal konsumpcjonizmu. Taki dzień, w którym z każdej strony słyszymy: kup perfumy, kup kwiaty, kup voucher, rozpieszczaj się, zasługujesz. Jakby ten jeden dzień miał sprawić, że zapomnimy, jak naprawdę wygląda codzienność wielu kobiet i jak często wciąż musimy w niej walczyć o swoją przestrzeń, swój głos i swoją godność…
Ja w tym roku wybrałam — bo mogłam — trochę inny sposób świętowania. Spędzam ten dzień w przepełnionym pociągu relacji Przemyśl–Berlin, wracając z Krakowa, gdzie uczestniczyłam w warsztacie celebrującym trzydzieści lat praktyki mojej mentorki, Kasi Pilorz.
Nie byłam na szopingu ani w spa. Nie byłam też sponiewierać się w knajpeczkach z psiapsiółkami. Stałam kilka godzin w pociągu z matą do jogi i plecakiem, ale wracam z poczuciem, że właśnie w taki sposób chcę świętować kobiece relacje, kobiecą siłę i kobiecą solidarność.
Bo historia, którą świętowałyśmy w Krakowie, zaczęła się bardzo zwyczajnie. W marcu 1996 roku młoda kobieta po raz pierwszy przyszła na zajęcia jogi. Nie wiedziała jeszcze, że ta decyzja stanie się początkiem drogi, która poprowadzi ją przez kolejne trzy dekady życia, przez role matki, żony i córki, przez momenty sukcesu, zmęczenia, odpowiedzialności i zwątpienia.
Dziś ta kobieta jest jedną z nielicznych w Polsce nauczycielek z najwyższym stopniem Senior, wykształciła dziesiątki nauczycieli, którzy dziś prowadzą własne szkoły i zajęcia, a jednocześnie — i to jest dla mnie równie ważne — przez cały ten czas była po prostu człowiekiem żyjącym zwyczajne życie ze wszystkimi jego zobowiązaniami, relacjami i odpowiedzialnością.
Czasem największą lekcją nie są wcale słowa ani instrukcje, które padają na sali. Największą lekcją jest to jak ktoś żyje, jakie decyzje podejmuje, jak wygląda jej codzienność, czyjaś konsekwencja i ciągłość praktyki, która trwa niezależnie od zmieniających się okoliczności życia i koniunktury.
Prawdziwy przekaz potrzebuje czasu, wspólnej praktyki i czegoś bardzo prostego, a jednocześnie coraz rzadszego w dzisiejszym świecie — obecności.
Dlatego kiedy ktoś pyta mnie, czy joga jest chwilową modą i czy świat joginów również uległ konsumpcjonizmowi, odpowiadam z perspektywy uczennicy, nauczycielki i mentorki, że wszystko zależy od tego, czym dla nas joga jest.
Jeśli traktujemy ją jak produkt, który można kupić, sprzedać i szybko opakować w atrakcyjną ofertę — wtedy rzeczywiście stanie się modą.
Ale jeśli potraktujemy ją jak drogę życia, jak praktykę, która dojrzewa razem z nami przez kolejne dekady — wtedy przestaje być modą i staje się czymś znacznie głębszym.
Po prostu sposobem życia.
Z życzeniami z okazji Dnia Kobiet
Aneta 💛