Centrum Diagnozy i Terapii Zaburzeń Rozwojowych

Centrum Diagnozy i Terapii Zaburzeń Rozwojowych Psycholodzy, pedagodzy i terapeuci, których łączy miłość do dzieci i pragnienie, aby pomagać im w jak najbardziej efektywny sposób. Jak? To proste!

Psycholodzy, pedagodzy, logopedzi i terapeuci, których łączy miłość do dzieci i pragnienie, aby pomagać im w jak najbardziej efektywny sposób. My nie rozmawiamy o problemach, my staramy się z nimi zmierzyć! pracujemy dokładnie z tym, z czym jest problem! Jeśli dziecko nie mówi - uczymy je mówić, jeśli dziecko jest agresywne - pokazujemy mu, że ta agresja do niczego nie prowadzi. Jesteśmy po to, aby pomóc każdemu dziecku, którego rodzic nas o to poprosi.

Tak właśnie wyobrażam sobie Wigilię.Wspólne gotowanie, a potem wspólne jedzenie.Najpierw jesteśmy razem w kuchni – dziel...
23/12/2025

Tak właśnie wyobrażam sobie Wigilię.
Wspólne gotowanie, a potem wspólne jedzenie.

Najpierw jesteśmy razem w kuchni – dzielimy się zadaniami, pomagamy sobie, rozmawiamy mimochodem, uczymy się od siebie. Jest ruch, skupienie, śmiech i uważność. A potem siadamy przy jednym stole i jemy to, co przygotowaliśmy razem. Bez pośpiechu. Z rozmową. Z obecnością.

Ta wigilia miała dla mnie jeszcze jeden ważny wymiar. Zorganizowana przez Skōma– inicjatywę, która nie tylko tworzy mądre, piękne wydarzenia, ale też realnie pomaga. Środki z takich spotkań trafiają na działania fundacji i szczytne cele. To przykład tego, że można połączyć przyjemność, estetykę i dobre jedzenie z czymś znacznie większym – odpowiedzialnością społeczną i sensem.

Wspólne gotowanie i wspólne jedzenie to dla mnie sedno świąt.
Relacja, współpraca, rozmowa.
Jedzenie jest ważne, ale to, co między ludźmi, jest ważniejsze.

Tak właśnie zespół CDiT świętował w tym roku Wigilię – wspólnym gotowaniem, rozmową i byciem razem.

Empatia nie jest cechą wrodzoną. Empatia to umiejętność, którą budujemy przez całe życie. To kompetencja, której musimy ...
21/12/2025

Empatia nie jest cechą wrodzoną. Empatia to umiejętność, którą budujemy przez całe życie. To kompetencja, której musimy uczyć nasze dzieci, codziennie, konsekwentnie i świadomie.

Nie nauczymy empatii jednorazową rozmową ani hasłem o „byciu miłym”. Uczymy jej poprzez modelowanie, ale też przez sposób, w jaki reagujemy na zachowania dziecka i na świat wokół nas. Przez to, co mówimy i czego nie mówimy.

Martin Hoffman opisywał empatię jako proces rozwojowy przebiegający etapami. Nie każdy dorosły dochodzi do jej najbardziej dojrzałych form. Co istotne, najwcześniejsze formy empatii pojawiają się bardzo wcześnie, już w niemowlęctwie. Jest to poziom emocjonalnego rezonansu, czyli odczuwania podobnych emocji jak druga osoba. To biologiczna baza empatii, a nie jej forma dojrzała.

Najwyższe formy empatii to zdolność rozumienia, że inny człowiek w tej samej sytuacji może czuć coś zupełnie innego niż my. I że mimo tej różnicy jesteśmy w stanie udzielić mu wsparcia takiego, jakiego on rzeczywiście potrzebuje, a nie takiego, jakie nam wydaje się właściwe. Te formy empatii nie są osiągane automatycznie. Wymagają rozwoju poznawczego, doświadczeń relacyjnych, modelowania i korekty społecznej oraz umiejętności regulacji emocji, a nie tylko ich intensywnego przeżywania.

Empatia to właśnie zdolność uznania, że drugi człowiek może czuć inaczej niż my, nawet w tej samej sytuacji. I że to jego doświadczenie jest punktem odniesienia, nie nasze.

Jak pisał Lewis Carroll w Alicja w Krainie Czarów:
„Nie mogę wrócić do wczoraj, bo wtedy byłam inną osobą.”

Problem polega na tym, że empatia bywa traktowana jak cecha, albo ktoś ją ma, albo nie. W efekcie umyka ogromna odpowiedzialność dorosłych za to, czy ta umiejętność w ogóle zostanie u dziecka zbudowana, czy jej rozwój zatrzyma się na wcześniejszym etapie.

Jak więc budować empatię u dzieci?

Przede wszystkim przez modelowanie, czyli pokazywanie wysokich form empatii w codziennym życiu. Przez uważność na drugą istotę, nie tylko ludzką. Przez sposób komentowania zdarzeń i interpretowania świata.

Jeżeli słyszymy o tragedii, w której jedno dziecko skrzywdziło inne dziecko, nie musimy wylewać nienawiści na rodziców. Możemy rozumieć, że dorośli ponoszą odpowiedzialność, ale jednocześnie przyjąć, że nie znamy całego kontekstu i powstrzymać się od łatwych ocen.

Jeżeli sąsiadowi ginie pies, nie mówimy przy dziecku: „sam sobie winien, po co puszczał psa”. Mówimy: „to musi być dla niego straszne, może potrzebuje pomocy”. I mówimy to przy dziecku. Dziecko nie słyszy wtedy pogardy, tylko gotowość do wsparcia.

To są drobne sytuacje dnia codziennego, ale właśnie w nich empatia się buduje. Wspólne oglądanie filmu i przeżywanie emocji bohaterów. Zgoda na to, że ta sama sytuacja może jedną osobę złościć, a inną smucić. Akceptacja różnicy emocjonalnej bez jej oceniania.

Empatia nie rodzi się sama. Empatia się tworzy, w małych, codziennych decyzjach dorosłych.

Ilustracja: John Tenniel, domena publiczna

Szczepionka przeciw HPV, ważne dane 👉👉👉
13/12/2025

Szczepionka przeciw HPV, ważne dane 👉👉👉

❗️Australia: brak nowych przypadków raka szyjki macicy u osób poniżej 25. roku życia po wprowadzeniu szczepień przeciw HPV.

➡️W 2025 Cervical Cancer Elimination Progress Report (krajowy raport epidemiologiczny monitorujący program eliminacji raka szyjki macicy) odnotowano coś niebywałego.

🔴W 2021 roku w Australii nie zdiagnozowano ani jednego nowego przypadku raka szyjki macicy u osób poniżej 25. roku życia – to realny efekt powszechnych szczepień przeciw HPV oraz dobrze działającego programu badań przesiewowych.

✅Jednocześnie wciąż widać ogromne nierówności zdrowotne – zachorowalność u kobiet rdzennych i mieszkanek terenów wiejskich jest wielokrotnie wyższa, a wyszczepialność w tych grupach zaczyna spadać.

✔️Wobec tych danych twierdzenia niektórych: że edukacja zdrowotna to ideologia, seks to tabu (a gdyby go nie było, to nie byłoby HPV), chłopcy nie muszą się szczepić, bo nie mają szyjki macicy i nade wszystko głośne ruchy odstręczające od szczepień ochronnych, są niesamowicie przykre.

bfiałek

Wczoraj na wybiegu dla psów wydarzyła się scena, której nie da się odwidzieć.Pan z dużym amstafem, wyraźnie pod wpływem ...
04/12/2025

Wczoraj na wybiegu dla psów wydarzyła się scena, której nie da się odwidzieć.
Pan z dużym amstafem, wyraźnie pod wpływem alkoholu, nie był w stanie utrzymać psa. Krzyczał: „Ty k…, gdzie idziesz, przecież ja cię tak kocham, k…, ty szm…, opanuj się”. Trzy kobiety, które stały obok, patrzyłyśmy na to z niedowierzaniem. Kiedy jedna z nas zwróciła uwagę, usłyszała: „Przecież to pies, nic nie rozumie”.
A po chwili: „Ja do mojego ptasznika mówię, ty k…, myślisz, że ona to rozumie?”.

Ten komentarz jest dla mnie ważny, bo pokazuje pewien schemat myślenia:
jeśli ktoś nie mówi, nie odpowiada albo nie protestuje, część ludzi traktuje go jak przedmiot, a część automatycznie przypisuje mu motywy takie jak większości.
Bez refleksji, że te motywy mogą być zupełnie inne, bo inne są potrzeby, inne odczucia i inne ograniczenia.
Ton głosu, napięcie, atmosfera – to wszystko znika z pola uwagi. Liczą się tylko słowa.

Takie sceny widzę też w innych miejscach. Tylko dotyczą zupełnie innych zjawisk.

Widzę chłopca na wózku, którego ktoś odsuwa od stołu bez uprzedzenia.
Widzę dziewczynkę z zespołem Downa z uszami wygiętymi pod nienaturalnym kątem, bo aparat i okulary ktoś założył tak, że deformują jej ciało – i nikt przez trzy miesiące nie spojrzał na to uważnie.
Widzę dziecko mówiące pojedyncze słowa, nad którym stoi nauczycielka i pyta „dlaczego to zrobiłeś?”, jakby było w stanie to wytłumaczyć.

I słyszę wciąż te same komentarze:
„On robi to bez powodu”
„Ona lubi przemoc”
„To jest po prostu złośliwe”

Nie.
Agresja nie istnieje bez triggera.

Najczęściej triggerem jest środowisko, które przerasta dziecko emocjonalnie i społecznie.
A dorośli patrzą, ale nie widzą.

Chodzi o to, że wielu dorosłych zakłada, że dziecko ma motywy takie jak większość.
Tymczasem jego motywy mogą być kompletnie inne.
Jak niemowlę, które nie je – i słyszę „czy ono nie czuje głodu?”, podczas gdy problemem nie jest brak głodu, ale to, że samo jedzenie jest dla niego zbyt trudne fizycznie i sensorycznie. Zamiast to zobaczyć, ludzie wykonują masaże, elektrostymulacje, podcinają wędzidełko, a nawet kierują na operacje, choć sedno problemu jest gdzie indziej: czynność jedzenia przerasta dziecko na każdym etapie.
Jak dziecko, które zrzuca aparat – nie dlatego, że „jest niegrzeczne”, tylko dlatego, że coś w tym doświadczeniu może być nie do zniesienia.
Tylko nikt tego nawet nie bierze pod uwagę.

To, że ktoś nie zna znaczenia słowa, nie znaczy, że nie czuje tonu.
To, że ktoś nie wypowiada emocji, nie znaczy, że ich nie doświadcza.
To, że motyw nie jest oczywisty dla dorosłego, nie znaczy, że go nie ma.

Jeśli uderza – coś go przeciążyło.
Jeśli krzyczy – coś przekroczyło jego możliwości.
Jeśli odpycha – coś jest dla niego za dużo.
Zawsze jest trigger.
Zawsze.

Słowo uważność jest dziś tak przeładowane banałem, że aż trudno je wypowiedzieć.
Ale patrzenie naprawdę, a nie powierzchownie, nie zdewaluowało się wcale.

Patrz uważnie, bo brak triggera zwykle oznacza tylko jedno: że go nie dostrzegasz.

Zawsze polecam kupić swoim rodzicom. Taka mała rzecz a może zrobić tyle dobrego ❤️
23/11/2025

Zawsze polecam kupić swoim rodzicom. Taka mała rzecz a może zrobić tyle dobrego ❤️

❗️ Przełom w wykrywaniu migotania przedsionków.

➡️ Algorytmy oparte na sztucznej inteligencji w smartwatchach pozwalają na wykrywanie zaburzeń rytmu serca – w tym migotania przedsionków – od 2018 roku (wtedy FDA po raz pierwszy dopuściła taką funkcję). Do tej pory opieraliśmy się na danych z pojedynczych badań, a teraz tę wiedzę porządkuje duża metaanaliza opublikowana na łamach czasopisma z rodziny „Journal of the American College of Cardiology”.

🔴 Wniosek:

✅ Nowe dane pokazują, że smartwatche wykrywają migotanie przedsionków z dokładnością zbliżoną do profesjonalnych badań kardiologicznych (czułość ok. 95 proc., swoistość ok. 97 proc.) - to realna szansa, by zwykły zegarek na nadgarstku uchronił tysiące osób przed wystąpieniem udaru niedokrwiennego mózgu.

bfiałek

Dwa lata temu Polskę wstrząsnęła historia śmierci Kamilka. Była to jedna z najbardziej okrutnych historii przemocy wobec...
14/11/2025

Dwa lata temu Polskę wstrząsnęła historia śmierci Kamilka. Była to jedna z najbardziej okrutnych historii przemocy wobec dziecka, tym bardziej że rozgrywała się na oczach ludzi żyjących obok. Kamil mieszkał na zwyczajnym osiedlu, chodził do szkoły, funkcjonował wśród dorosłych, którzy – mimo różnych sygnałów – nie byli w stanie skutecznie go ochronić. Przemoc, której doświadczał, trwała zbyt długo, a system zawiódł.

Właśnie w reakcji na tę tragedię powstała ustawa, którą potocznie nazwano ustawą Kamilkową. Jej idea była jasna: osoby pracujące z dziećmi mają być weryfikowane, a każdy sygnał krzywdzenia ma być traktowany poważnie. To miała być realna poprawa bezpieczeństwa dzieci i próba uszczelnienia systemu, który wcześniej nie zadziałał.

Problem pojawił się jednak w praktyce. Sama ustawa nie zawiera zapisów ograniczających kontakt nauczyciela z dzieckiem. Nie zakazuje przytulania, nie zakazuje pomocy w czynnościach samoobsługowych, nie zakazuje zatrzymania agresji, jeśli wymaga tego bezpieczeństwo. Tymczasem to, co zaczęło się dziać w niektórych placówkach, wynikało nie z ustawy, lecz z jej nadmiernie ostrożnej interpretacji.

W wielu szkołach spotykam procedury, które nie tylko nie wynikają z przepisów, ale wręcz utrudniają pracę z dzieckiem. Nauczyciele słyszą, że „nie wolno dotknąć”, choć ustawa w ogóle nie wprowadza takich zakazów. Dziecko podchodzi i próbuje się przytulić, a dorosły ma stać nieruchomo, bo tego wymaga dokument. Gdy dziecko zachowuje się agresywnie, są sytuacje, w których nauczyciel nie może bezpośrednio zareagować – nie z powodu prawa, ale z powodu regulaminu stworzonego z lęku przed konsekwencjami. Zdarza się nawet, że dzieci uciekają po szkole, a dorośli nie wiedzą, czy mogą je zatrzymać.

To nie ustawa jest źródłem problemu. Ustawa Kamilkowa nie zabrania reagowania, nie zabrania kontaktu, nie zabrania udzielania wsparcia. Trudności wynikają z nadinterpretacji i obaw, które pojawiły się po jej wejściu w życie. Nauczyciele często po prostu wykonują procedury, które im przypisano, wierząc, że tak wymaga prawo.

I właśnie dlatego uważam, że imię Kamilka nie powinno być kojarzone z absurdami, które nie mają nic wspólnego z jego historią ani z celem ustawy. On zasłużył na pamięć – nie na to, by po latach jego imię wiązano z regulaminami, które utrudniają realną, mądrą ochronę dzieci. Bo dzieci nie stają się dzięki temu bezpieczniejsze, a nauczycielom jest coraz trudniej pracować. W tym zamieszaniu gubi się sens: ochrona małoletnich, która powinna być jasna, proporcjonalna i skuteczna.

👉👉👉
14/11/2025

👉👉👉

❗️Ciekawostka: wielojęzyczność a wiek biologiczny.

➡️Na łamach „Nature Aging” opublikowano wyniki dużego i interesującego badania (ok. 86 tysięcy osób z 27 krajów) porównującego posługiwanie się jednym językiem z wielojęzycznością w kontekście starzenia się organizmu.

🔴Wniosek:

✅Języki odmładzają: osoby wielojęzyczne mają średnio o ok. 3 lata „młodszy” wiek biologiczny, a jednojęzyczne o ok. 5 lat „starszy”.

bfiałek

Musimy przebywać z dziećmi. One są takie bezpośrednie i oczywiste. Ich świat nie jest złośliwy ani okrutny, tylko przejr...
13/11/2025

Musimy przebywać z dziećmi. One są takie bezpośrednie i oczywiste. Ich świat nie jest złośliwy ani okrutny, tylko przejrzysty. Wczoraj był 12 listopada, więc rozmawiałam z zerówkowiczami o tym właśnie. Zapytałam: co wczoraj świętowaliśmy? Nie wiedziały.
Zapytałam więc: co to jest niepodległość? Też nie wiedziały.
Opowiedziałam im historię o Józefie Piłsudskim i o 11 listopada. Kiedy pokazałam im jego zdjęcie, od razu stwierdziły, że go znają. Jeden chłopiec podsumował: „A, to ten pan, co posklejał Polskę”.
„Posklejał? Jak?” zapytałam.
„Bo była w trzech kawałkach, bo trzech panów ją zabrało, a on ją posklejał”.
To chyba najlepszy skrót życiorysu Piłsudskiego, jaki słyszałam.

Potem opowiedziałam im o Wandzie Gertz. Dzieci jej nie znały, dorośli zresztą też zazwyczaj nie. Ale kiedy poznały historię Wandzi, od razu bawiły się w Wandę i chciały być Wandą.
Wandzia bardzo chciała być żołnierzem. Kobietom nie wolno było wtedy wstępować do wojska, więc ścięła włosy, zgłosiła się jako mężczyzna i ostatecznie stworzyła kobiecą jednostkę. Jak jej nie kochać?

A potem poprosiły, żebym opowiedziała im coś jeszcze. Zapytałam, o czym chcą usłyszeć.
„O takich ludziach, którzy nie mieli domów i żyli dawno temu”.
Więc opowiedziałam im o pierwszym człowieku, o Lucy.
Natychmiast, bez chwili zawahania, padł komentarz: „Ale ona powinna mieć makijaż”.
To też jest właśnie piękne w dzieciach. Ich oczywistość.

Na początek dnia dostałam Jezuska, przeuroczego, więc wstawiam jego zdjęcie. Twórca planuje zrobić też Matkę Boską i Tatę Boskiego.
Każdemu życzę takich oczywistych dziecięcych reakcji.

11 listopadaDziś mówimy o wolności. Ale w rozumieniu Skinnera to słowo znaczy coś innego, niż zwykle myślimy.Nie ma zach...
11/11/2025

11 listopada
Dziś mówimy o wolności. Ale w rozumieniu Skinnera to słowo znaczy coś innego, niż zwykle myślimy.

Nie ma zachowania bez przyczyny. Nie ma decyzji bez kontekstu.
To, co nazywamy wolnością, nie oznacza braku wpływu – oznacza brak przymusu.
Działamy naprawdę wolni dopiero wtedy, gdy otoczenie nie ogranicza nas karą, lękiem czy wstydem, ale wzmacnia to, co wspiera rozwój i dobrostan.

Skinner pisał, że nie stajemy się wolni, uciekając od kontroli, ale ucząc się kontrolować w sposób humanitarny – tworzyć środowisko, które pomaga zachowywać się dobrze, nie dlatego że musimy, tylko dlatego że chcemy.

W pracy z dziećmi z zaburzeniami rozwojowymi wolność nie polega na „rób, co chcesz”.
Polega na takim porządku świata, który pozwala im działać skutecznie, być rozumianymi i słyszanymi.
Na świecie bez kar i przymusu, ale pełnym mądrych wzmocnień.

Niepodległość nie polega na wolności od wpływów, tylko obecności wpływu, który pozwala rosnąć.

Rozwój dziecka jest niedostrzegalny gołym okiem, jak ruch słońca po nieboskłonie. Jednak zdajemy sobie z niego sprawę i ...
09/11/2025

Rozwój dziecka jest niedostrzegalny gołym okiem, jak ruch słońca po nieboskłonie. Jednak zdajemy sobie z niego sprawę i chętnie inwestujemy w jego wspieranie. Zapisujemy dzieci na sport, korepetycje, zajęcia kształtujące kreatywność, siłę charakteru, czy nawet umiejętności społeczne. Staramy się pomóc dziecku pokonywać ograniczenia lub pielęgnować talenty, choć wpływ na te czynniki mamy w istocie bardzo niewielki. Tymczasem tam, gdzie rzeczywiście wszystko w naszych rękach, poruszamy się ruchem konika szachowego na planszy do ruskiej ruletki. Tak, wiem że w ruską ruletkę gra się za pomocą rewolweru. Ale losy pacjentów z rozpoznaniem Zaburzeń Opozycyjno-Buntowniczych wskazują, że ryzyko zbliżone jest bardziej do ruskiej ruletki, niż tej w kasynie.

Zapytani, czym jest dorosłość, bez wahania wskażemy na odpowiedzialność jako jeden z kluczowych, jeśli nie najważniejszy z jej aspektów. Lecz zamiast skupić się na jej kształtowaniu, szukamy czegoś, co nas w tym zastąpi - zabawek stymulujących rozwój, placówek edukacyjnych promujących określone wartości, a w końcu, gdy dojdziemy do ściany, ośrodków terapeutycznych takich, jak nasz. Chcielibyśmy, żeby ktoś zajął się pokierowaniem rozwoju naszego spadkobiercy na właściwe tory. A jeśli coś pójdzie nie tak, obwiniamy elektroniczne gadżety, personel przedszkoli i szkół albo terapeutów oczekujących od naszych pociech przestrzegania norm obowiązujących w ich grupie. Tymczasem zasadnicze źródło ewentualnych problemów i sukcesów naszych dzieci leży w tym, jak przekazujemy im odpowiedzialność za swoje zachowanie i życie.

Nie zrozumcie mnie źle! Wcale nie uważam, że to łatwe. Zasadzki czyhają na każdym kroku. Maskują się sprytnie w naszych charakterach, nawykach, założeniach wyniesionych z dziada pradziada albo tych, do których przekonały nas media nie tylko społecznościowe. Najbardziej perfidne jest to, że od kształtowania odpowiedzialności swoich dzieci nie możemy uciec. Budujemy ją swoim działaniem, decyzjami, słowami a nawet gestami i zwykle w danym momencie wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie ma też systematycznych badań naukowych nad rozwojem odpowiedzialności, a co dopiero wytycznych dla wspierania jej rozwoju. Jesteśmy więc skazani na swoją wiedzę i intuicję, która często niestety prowadzi na manowce.

Głęboko słuszna montessoriańska idea rozwijania potencjału dzieci w szacunku do nich, z uwzględnieniem ich indywidualnych potrzeb i możliwości w praktyce często wynaturzana jest do przekazania dziecku wolności wyboru w wieku, w którym nie jest ono zdolne do ponoszenia konsekwencji własnych decyzji. Tymczasem dziecko, które nie doświadcza odroczonych korzyści z tego, że rodzic zabronił mu spełnienia chwilowej zachcianki, samo nie nauczy się odraczać gratyfikacji. Nie będzie też wykonywało poleceń obcego bądź, co bądź nauczyciela, czy wykładowcy. Ktoś powie, że sztuczny twór pruskiej szkoły nie powinien bruździć w spełnianiu potencjału jego latorośli. Ale czy dorosły potencjał spełni się bez uwzględnienia norm i ograniczeń systemu, w którym funkcjonuje? Aby w przyszłości decydować odpowiedzialnie, trzeba doświadczyć korzyści z odpowiedzialnych decyzji wtedy, gdy jeszcze nas na nie nie stać. Na skutki takiego falstartu nie musimy wcale czekać do matury. Trafiają do nas przedszkolaki terroryzujące w swoich grupach i rówieśników i opiekunów. Ich rodzice nie potrafią pojąć, jak przedszkolanka może nie poradzić sobie z czterolatkiem, ale zostawiając rano tego czterolatka wyglądają, jakby ktoś właśnie opuszczał lufę przyłożoną do ich skroni. A jeśli przedszkole lub pozostali rodzice nie mogą już tego znieść, szukają placówki zdolnej uszanować wrażliwość ich wyjątkowej latorośli. Jeśli to się uda, wrażliwy nie znający granic człowiek trafia do szkoły, w której nauczyciele i koledzy z roku na rok oczekują coraz dłuższego odraczania gratyfikacji, na co go przecież nie stać. Radzi więc sobie, jak umie. Tupie, przeszkadza, jest impertynencki albo wulgarny, niszczy przedmioty, bije innych uczniów. Ostatecznie niewinny w istocie, ale niemożliwy do zaakceptowania w społeczności młody człowiek, trafia na nauczanie indywidualne albo do szkoły w chmurze, w której zdaje maturę i jeśli ma odpowiedni potencjał, idzie na studia. Ale do dorosłości nawet się nie zbliża. Pije alkohol bo już może, zażywa narkotyki, bo ma już od kogo je zdobyć i rujnuje mieszkanie coraz starszym i bardziej schorowanym rodzicom. Wpada w konflikty z prawem. Jeśli rodzice są bardzo majętni, kupione przez nich mieszkanie zmienia w melinę i ląduje na ulicy albo w szpitalu psychiatrycznym.

Odwrotna sytuacja, czyli przeciążanie odpowiedzialnością wcale nie musi kończyć się lepiej. W dziesięciu przypadkach na dziesięć dzieci, którym nauka przychodzi z trudem, rodzic deklaruje, że nie zależy mu na ocenach. Tymczasem prawie wszystkie dzieci, dla których zdanie do kolejnej klasy samo w sobie jest dużym sukcesem, postrzegają trójkę, jako ocenę negatywną. Sportowcy, w których rodzice upatrują spełnienia własnych ambicji, porzucają obiecującą nawet karierę z balastem przyniesionego zawodu. Dzieci ze spektrum wstydzą się tików lub innych widocznych oznak zaburzenia, choć nikt prócz ich rodziców nie przywiązuje do tych detali większej wagi. Czy one mają szansę kiedykolwiek być szczęśliwe? Zamiast dążyć do celu i cieszyć z jego osiągnięcia tam, gdzie to możliwie, uczą się, że to co ważne, jest poza ich zasięgiem, a staranie jest bezproduktywnym marnowaniem zasobów. Ostatecznie niezdolni dzielić los Syzyfa, szukają ucieczki. Paradoksalnie najlepiej kończą Ci, którzy tej ucieczki szukają w agresji. Trafiają do specjalistów i przynajmniej niektórzy mają jeszcze szansę poszukać drogi właściwej dla swoich butów. Jeśli jednak bezsilność skutkuje apatią i wycofaniem, blisko już do depresji i jej konsekwencji, czasem w postaci zaburzeń odżywiania czy autodestrukcji…

Jeszcze inną pułapkę na drodze do dorosłej odpowiedzialności stanowią różnego rodzaju opinie, czy orzeczenia. Te potrafią magicznie odbarczyć młodego człowieka z odpowiedzialności. Nie muszę się starać, bo mam dysortografię albo dysleksję. To nie ja jestem winny tylko moje ADHD. A już nie daj Bóg, jak w papierach znajdzie się coś wymagającego bezpośredniego wsparcia… Takie trudności w oczach rodziców, czasem nauczycieli, a często też samych zainteresowanych, odpowiedzialność za zachowanie przenoszą z ucznia na jego terapeutę. Czasem rzeczywiście niezbędny jest taki krok wstecz, ale jeśli pomoc pojawia się w starszych klasach szkoły podstawowej, może być za późno na stopniowe przywracanie jej dryfującemu ku dorosłości dziecku.

Informatycy, stworzywszy sztuczną inteligencję, zdefiniowali odpowiedzialność jako zdolność do osiągania własnych celów bez szkody dla całego systemu. Bardzo mi się ta definicja podoba. Myślę, że tak w uczeniu maszyn, jak i ludzi istotą budowania odpowiedzialności jest przekazywanie dokładnie takiej wolności, jakiej skutki kształcony jest w stanie udźwignąć. Dopóki nie jest, obowiązuje stare rosyjskie przysłowie: Zaufanie jest dobre, kontrola jeszcze lepsza.

Patologiczne kłamstwo. O czym rzadko się mówiPatologiczne kłamstwo to sytuacja, w której człowiek kłamie nawet wtedy, gd...
07/11/2025

Patologiczne kłamstwo. O czym rzadko się mówi

Patologiczne kłamstwo to sytuacja, w której człowiek kłamie nawet wtedy, gdy ma 100 procent pewności, że prawda i tak wyjdzie na jaw. To kłamstwa, które nie bronią się logiką. Występują często u osób z zaburzeniami zachowania i emocji i są ważną czerwoną flagą w pracy z dzieckiem.

Każdy zna kogoś, kto opowiada takie historie. Ktoś twierdzi, że jest śmiertelnie chory, choć nie jest. Ktoś inny mówi, że jest w ciąży i ta ciąża trwa dwa lata. Albo że co tydzień zdradza partnera. Te historie rzadko mają sens. A jednak trwają.

Patologiczne kłamstwo nie zawsze służy autoprezentacji. Jasne, bywa, że ktoś mówi, że jego rodzic pracuje na ważnym stanowisku, choć w rzeczywistości tak nie jest. To próba pokazania siebie w lepszym świetle. Ale kłamstwa mogą mieć też zupełnie inny cel.

Są takie osoby, które kłamią po to, żeby wywołać emocje u innych. Zdziwienie, złość, napięcie. Jeśli czyjeś zachowania opozycyjno agresywne utrzymują się długo, reakcje ludzi mogą być dla niego wzmocnieniem. Konflikt daje poczucie wpływu. Kłamstwo prowadzi wtedy do reakcji, a reakcja jest paliwem.

Bywają też kłamstwa bez żadnej oczywistej funkcji. Idziemy ulicą, komuś wypada z kieszeni drobiazg. Dziecko z zaburzeniami opozycyjno buntowniczymi podnosi to i mówi: to moje. Wszyscy widzą, że nie. Stoi jednak twardo przy swojej wersji. Nie zmienia jej mimo braku korzyści. I tu właśnie widać istotę tego zjawiska. Logika nie ma tu znaczenia. Znaczenie ma emocja, którą to wywołuje.

Czasem dzieci opowiadają, że mają dziesiątki przyjaciół, z którymi chodzą na Halloween i dostają w jednym domu Oreo. Albo że konstruują bombę w piwnicy. I teraz co robić, kiedy podopieczny zaczyna kłamać w taki sposób?

Po pierwsze nie zakładamy automatycznie, że to, co słyszymy, jest prawdą. Jeżeli dziecko opowiada, że kolega pluł na nie, warto odpowiedzieć: sprawdzę to. I naprawdę wyjaśnić to z drugą stroną. Zachować spokój i dystans do treści.

Po drugie nie napędzamy historii nadmierną uwagą, wypytywaniem i emocjonalnością. Reakcja może być właśnie tym, na co dziecko liczy.

Pomocne bywa przekierowanie uwagi na element nieistotny. Dziecko opowiada o Halloween, setce kolegów i Oreo. Odpowiedź: ja akurat nie lubię Oreo. Napięcie znika. Kłamstwo przestaje być atrakcyjne.

Jeżeli w historii pojawia się ryzyko, zawsze rozmawiamy z rodzicem i weryfikujemy fakty. Brak wzmacniania nie oznacza ignorowania.

Dlaczego nie szukamy jednej przyczyny? Bo dla wielu osób, w tym dorosłych, kłamstwo jest sposobem podtrzymywania rzeczywistości, która bardziej im odpowiada. Oni chcą wierzyć w to, co mówią. A skoro chcą wierzyć, to przestaje to być dla nich kłamstwem. Możemy analizować funkcję zachowania, możemy rozmawiać o emocjach, ale nie ma jednego magicznego przycisku, po którym kłamstwa znikną.

Skutki mogą być poważne. Patologiczne kłamstwa potrafią niszczyć relacje, budować konflikty, prowadzić do konsekwencji prawnych i społecznych. Dlatego reagowanie jest konieczne.

W praktyce ważne są cztery rzeczy:
1. Spokój i dystans do treści
2. Weryfikacja faktów z innymi źródłami
3. Minimalizacja wzmocnień wynikających z emocji dorosłych
4. Praca nad funkcją zachowania i problemami współwystępującymi

I jeszcze jedno. Nie ma opracowanych i zweryfikowanych procedur pracy z patologicznie kłamiącymi dziećmi. Pracujemy przez kontekst, funkcje zachowania, regulację emocji i kompetencje społeczne. Literatura koncentruje się głównie na dzieciach z trudnymi zachowaniami, które dodatkowo kłamią i fantazjują.

To trudna praca. Wymaga konsekwencji, świadomości mechanizmów i spokojnej głowy. Ale da się z tym pracować. I trzeba.

Zaburzenie ekspresji słownej należy do zaburzeń neurorozwojowych i charakteryzuje się specyficznym, wyraźnie zaznaczonym...
04/11/2025

Zaburzenie ekspresji słownej należy do zaburzeń neurorozwojowych i charakteryzuje się specyficznym, wyraźnie zaznaczonym deficytem w zakresie mowy czynnej przy relatywnie prawidłowym — często bardzo dobrym — rozumieniu mowy (mowie biernej). Dziecko rozumie komunikaty i instrukcje adekwatnie do wieku lub tylko nieznacznie poniżej normy, jednak poziom jego wypowiedzi jest istotnie opóźniony.

O znacznym opóźnieniu rozwoju mowy czynnej mówimy wówczas, gdy poziom mowy wynosi co najmniej dwa odchylenia standardowe poniżej wieku życia. W praktyce klinicznej można to zobrazować następująco:
• 3-latek mówi na poziomie dziecka ok. 18-miesięcznego
• 2-latek — jak dziecko około 12-miesięczne

W takim przypadku rodzice często określają dziecko jako „tylko niemówiące”. Tymczasem mowa jest centralnym procesem poznawczym, opartym na koordynacji wielu funkcji: poznawczych, społecznych, wzrokowo-przestrzennych, wykonawczych. Dlatego deficyt w tej sferze niemal zawsze pociąga za sobą inne trudności — choć często w mniejszym nasileniu. Możemy obserwować m.in.:
• ograniczoną lub uproszczoną zabawę tematyczną,
• trudności w funkcjach wzrokowo-percepcyjnych,
• opóźnienia wybranych aspektów rozwoju poznawczego.

Dzieci z zaburzeniem ekspresji słownej zwykle posiadają wysoką motywację społeczną, szukają kontaktów, inicjują relacje i kompensują brak mowy gestem — co jest cechą odróżniającą je od wielu dzieci ze spektrum autyzmu.

Jednak trudności w komunikowaniu własnych potrzeb i emocji sprawiają, że przy dłuższym utrzymywaniu się opóźnienia pojawiają się konsekwencje wtórne:
• narastające problemy w kontaktach rówieśniczych,
• frustracja komunikacyjna,
• zaburzenia zachowania (np. agresja reaktywna),
• objawy lękowe lub depresyjne związane z izolacją i poczuciem niesprawności społecznej.

Dlatego niezbędne jest wczesne wsparcie terapeutyczne, które obejmuje nie tylko rozwijanie mowy czynnej, ale także komunikację alternatywną i wspomagającą oraz kompetencje społeczne, aby zminimalizować ryzyko powikłań rozwojowych.

P.S. Ten tekst powstał w oparciu o państwa prośbę. Jeżeli istnieją zagadnienia z obszaru psychopatologii lub terapii dzieci i młodzieży, które wymagają doprecyzowania bądź rzetelnego omówienia, proszę o sygnał w komentarzu. W miarę możliwości będę je systematycznie podejmować, opierając się na aktualnej wiedzy klinicznej i praktyce terapeutycznej.

Adres

Ulica Maurycego Beniowskiego 19
Gdansk
80-382

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Centrum Diagnozy i Terapii Zaburzeń Rozwojowych umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Centrum Diagnozy i Terapii Zaburzeń Rozwojowych:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram