11/01/2026
Jestem facetem...
Więc z perspektywy faceta teraz.
Z emocjami to jak z bąkiem, którego nie chcesz, nie możesz puścić.
" Chwilę wytrzymasz, jeszcze chwilę pewnie też a potem brzuch zaczyna boleć, kłuć. W końcu popuszczasz po cichu w windzie napinając się delikatnie. Jak nie utrzymasz i nie masz kontroli to walnie jak z karabinu albo jeśli przeciągniesz za długo to rozwali Cie od środka."
Poświęciłeś się w imię zasad i przekonań, które nawet nie były Twoje ale które wpoili Ci jak byłeś mały a mózg nie analizował i chłonął jak gąbka. I tak lecisz na tym autopilocie budując coraz większą zbroje, nie dając ciału szansy naprawdę odpocząć. Im większa ta zbroja tym cięższa a my faceci mistrzami w zabudowie ciała i zawsze będzie ktoś kogo możemy "uratować" wpuszczając w kolejkę bo " ja jeszcze dam rade". I tak lecisz dalej.
Tak po chłopsku wytlumaczyć mogę nie umiejętność regulowania emocji, tłumienia ich i wypierania co skutkuje brakiem czucia ciała i tego co w nim. To jak czujesz swoje ciało odzwierciedla się w życiu, w relacjach. Jeśli więć masz napięcia, które kumlujuesz a nie uwalniasz na bieżąco to staną się w końcu na tyle dokuczliwe, że albo je musisz "zatuszować", przykryć czymś np. Pracą, alkoholem, innymi używkami, sportem albo wyrzucić to z siebie najczęściej w niekontrolowany sposób i rykoszetem dostają inni, bliscy lub też jakoś to zabiegasz. Jeśli jednak się nie zatrzymasz, ciało to zrobi. Chorobą, zawałem innym kryzysem.
Dlatego nie czekaj aż nogę będzie Ci urywało; jak znajdzie się czas; jak już nie będziesz mógł pracować, chodzić itd... idealny czas jest teraz.
Dając sobie - dajesz innym!
Bądź wart swojego czasu. Bądź lojalny sobie.