24/06/2018
Obserwując komentarze pod naszymi postami doszedłem do wniosku, że powinienem napisać kilka zdań od siebie.
Mimo faktu, że zdecydowana większość osób obserwujących nasze poczynania trzyma za nas kciuki, zdarzają się komentarze, które poddają pod wątpliwość sens całego przedsięwzięcia, które kosztowało niezliczoną ilość osób dziesiątki godzin pracy.
Generalizując, główne zarzuty to:
- Czy warto robić tyle zamieszania, by zaoszczędzić kilka minut, jeśli i tak zaraz przyjedzie Zespół Ratownictwa Medycznego?
- 160km/h? Po co?
Po pierwsze!
Moto w żaden sposób nie ma zastąpić bezcennego ZRM. Ma dojechać jak najszybciej, ocenić sytuację, zabezpieczyć miejsce zdarzenia i rozpocząć medyczne czynności ratunkowe.
Czy ma to sens dla 2 czy 5 minut?
Proszę sobie wyobrazić kogoś bliskiego, najważniejszego człowieka w życiu leżącego na ziemi w stanie zatrzymania krążenia...5 minut różnicy to czas, który może decydować o tym, czy poszkodowany wróci po hospitalizacji do domu, czy rodzina będzie go odwiedzać 1.11 każdego roku.
Po drugie!
W ratownictwie medycznym tylko kilka procent wezwań jest faktyczną walką o życie, ale każdy z nas, ratowników medycznych, zrobi wszystko, by w tych krytycznych momentach ocalić ludzkie życie. Nawet ryzykując swoim własnym, o czym się nie mówi w mediach, jak w przypadku innych służb. Każdy z nas codziennie ryzykuje własnym zdrowiem i życiem dla innych, bez względu na to, czy pracujemy w ZESPOŁACH RATOWNICTWA MEDYCZNEGO, na SOR-ach, czy na motocyklu. Giniemy w wypadkach drogowych, narażamy się na zakażenia, jesteśmy wyzywani, bici, opluwani, a mimo wszystko nadal robimy swoje. Nawet walcząc o poprawę warunków pracy nie zostawiamy potrzebujących bez opieki (jak niektóre inne zawody medyczne). Do nas nikt nie przychodzi z kwiatami, podziękowania są rzadkością, nagrody i medale od władz to sporadyczne zdarzenia. "W końcu to ich praca!". Tak. Tak samo jak policjanta czy strażaka, który przez telefon poinstruuje jak prowadzić resuscytację.
Pracownicy Systemu PRM to bez wątpienia bezimienni bohaterowie!
160km/h to za dużo? To niebezpieczne?
Każdy z nas, wybierając ten odpowiedzialny i niewdzięczny zawód liczy się z tym, że podejmuje ryzyko, by służyć innym i będzie jechał nawet 200km/h, jeśli w jego ocenie potencjale korzyści przewyższają ryzyko.
Widząc ratownika medycznego pomyśl o tym, że może to właśnie ten bezimienny bohater zmieni kiedyś Twoje życie!
Ubolewam nad tym, że nie mogę tu oznaczyć każdego jednego RATOWNIKA MEDYCZNEGO, nawet tych, a może zwłaszcza tych, których po latach pracy dopadł znany tylko nam specyficzny rodzaj cynizmu, będący swoistą tarczą chroniącą nas przed utratą zdrowia, zwłaszcza psychicznego.
SK