Marika Malicka Psycholog

Marika Malicka Psycholog ONLINE / Stacjonarnie w Gdyni i Sopocie Od pięciu lat zajmuje się pracą związaną z pomocą psychologiczną. S.C. Hayes

Jestem psychologiem, specjalistą uzależnienia i wspóluzależnienia oraz specjalistą wczesnego wspomagania oraz edukacji i terapii dzieci i młodzieży z zaburzeniami rozwoju. Prowadzę sesje z klientami indywidualnymi, a także rodzinne. Oferuje pomoc psychologiczną osobom w kryzysie, a także dzieciom oraz młodzieży z zaburzeniami rozwoju. Jestem członkiem Association for Contextual Behavioral Science.

Terapia ACT jako metoda interwencji psychologicznej, pomaga w:
- obniżonej samoocenie, lęku, depresji, uzależnieniach, żalu po stracie
- problemach somatycznych w chorobach takich jak nowotwory, cukrzyca, nadwaga
- wypaleniu zawodowym
- wspiera rozwój osobisty, motywację, procesy zmiany
- pomaga odzyskać wiarę w siebie
- trudnościach okresu dorastania
- problemach w procesach wychowawczych

"Jeśli chcesz znaleźć wewnętrzny spokój i cel, musisz odpuścić sobie szukanie drogi na zewnątrz, w zamian zaś zwrócić się ku szukaniu drogi do wewnątrz".

30/05/2026

Metal był ścieżką dźwiękową mojej młodości. Dziś znam więcej k-popowych refrenów, niż kiedykolwiek planowałam🫣
Nie wiem, czy to leczenie. Może bardziej rozciąganie ♥️
Jak to zrobić?
Krok pierwszy:mieć trzynastoletnią córkę
Krok drugi: zgodzić się, aby przejęła zarządzanie muzyką w samochodzie…
I wtedy może zadziać się magia 😜
Wydaje nam się, że zaakceptować coś oznacza to polubić, zgodzić się z tym albo przestać odczuwać dyskomfort.
Tymczasem nauczyłam się, że akceptacja oznacza otwartość na rzeczywistość taką, jaka jest.
Nie muszę kochać k-popu, żeby zaakceptować, że jest ważny dla mojej córki.
Nie muszę zachwycać się każdą zmianą, którą przynosi życie, żeby zrobić dla niej miejsce.
Aby coś zaakceptować, nie muszę zmieniać swoich preferencji.
Warto jednak nie zamykać się na świat tylko dlatego, że jest inny, niż sobie wyobrażaliśmy. Kto wie, może nas coś zaskoczy? 😎
Pięknej soboty,
M.

Celem terapii nie jest stworzenie idealnie „przepracowanego” człowieka.
Nie chodzi o permanentną samokontrolę, brak lęku...
27/05/2026

Celem terapii nie jest stworzenie idealnie „przepracowanego” człowieka.
Nie chodzi o permanentną samokontrolę, brak lęku czy pełną regulację emocjonalną.
Chodzi bardziej o rozwijanie elastyczności psychicznej.
O umiejętność zauważania własnych myśli, emocji i schematów bez redukowania siebie do nich.
Bo najzdrowsi ludzie jakich znam, dalej mają gonitwę myśli.
Dalej czasem wpadają w stare schematy.
Dalej czują opór, lęk, chaos i całe to nieprzyjemne bagienko emocji.
Tylko nie budują już całej swojej tożsamości wokół ciągłego naprawiania siebie.
I może właśnie tego najbardziej brakuje dziś w internetowej psychologii?
Nie kolejnych etykiet, tylko większej zdolności do patrzenia na człowieka z kontekstem, złożonością i sercem?
M.

Macierzyństwo nauczyło mnie więcej o sobie niż cokolwiek innego.Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci i mamą w rodzinie ...
26/05/2026

Macierzyństwo nauczyło mnie więcej o sobie niż cokolwiek innego.
Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci i mamą w rodzinie patchworkowej, w której razem tworzymy świat dla szóstki dzieci. I jeśli mam być szczera – to jedna z najpiękniejszych, ale też najbardziej wymagających ról, jakie znam.
To miłość, która rozszerza serce do granic, o których wcześniej nie miałam pojęcia. To też zmęczenie, odpowiedzialność, nauka odpuszczania, cierpliwości i stawania twarzą w twarz z własnymi ograniczeniami.
Dziś myślę nie tylko o mamach, które świętują z uśmiechem i dziecięcym rysunkiem w dłoni. Myślę też o mamach samotnych, patchworkowych, zmęczonych, walczących, o tych, które tęsknią, i o tych, które noszą swoje dzieci tylko w sercu.
Bo nie ma jednego macierzyństwa. Jest wiele historii.
I każda zasługuje dziś na czułość i uznanie.

Wszystkim Mamom – wszystkiego Wspaniałego!
M.

23/05/2026
23/05/2026

Mam wrażenie, że życie czasem działa jak te szuflady, które się nie domykają.                Popychasz lekko — nie. Mocn...
23/05/2026

Mam wrażenie, że życie czasem działa jak te szuflady, które się nie domykają. Popychasz lekko — nie.
Mocniej — nie.
Uderzysz biodrem — dalej nie.
Więc zaczynasz wyciągać rzeczy i nagle okazuje się, że w środku od dwóch lat leży ładowarka od czegoś, czego już nawet nie masz, trzy stare paragony i jakiś totalnie przypadkowy kabel.
Są takie okresy, kiedy wszystko się jakoś zacina. To, co miało wyjść, nie wychodzi. To, co miało zostać, odchodzi. A ty stoisz i próbujesz jeszcze trochę popchnąć tę szufladę, bo przecież musi się udać.
A potem przychodzi taki moment, że człowiek siada i myśli: „A może ja nie muszę tego już pchać?”.
I to jest ciekawe, bo akceptacja nie polega przecież na powiedzeniu: „Super, bardzo mi się podoba ten bałagan”. A raczej na czymś w stylu: „No dobra, jest bałagan. Widzę go. Nie będę udawać, że go nie ma”.
I dopiero wtedy można zdecydować, co zostawić, co wyrzucić i z czym iść dalej.
Przecież żeby zrobić miejsce na coś nowego, nie trzeba bardziej upychać starego, a raczej przestać trzymać rzeczy, które już dawno przestały być potrzebne. A Ty, na co nowego ostatnio zwolniłaś/eś miejsce? M.

Trzy lata temu wyjechaliśmy z partnerem nad morze pod namiot. W lutym…Dla mnie to doświadczenie nie było opowieścią o ty...
13/05/2026

Trzy lata temu wyjechaliśmy z partnerem nad morze pod namiot.
W lutym…
Dla mnie to doświadczenie nie było opowieścią o tym, że miłość potrzebuje cierpienia czy dyskomfortu. Wystarczająco dużo jest tych „jakości” w codziennym życiu. Wiele osób również tak buduje relacje. W trudzie i przeciążeniu, często zbyt długo ignorując własne granice. Bardziej chodzi mi o coś innego, o świadome wybieranie nowych doświadczeń, które poszerzają nasze poczucie sprawczości i elastyczności.
Przypomniałam sobie o tym w kontekście obejrzanego wczoraj filmu „To nie mój film”, który opowiada o relacji konfrontowanej z kryzysem, rutyną i pytaniem o to, co właściwie sprawia, że dwoje ludzi nadal chce być razem.
Film pokazuje, że bliskość bardzo łatwo pomylić z przyzwyczajeniem, a wspólne funkcjonowanie z realnym spotkaniem dwóch osób. Czasami dopiero wyjście poza codzienny schemat ujawnia, w jakiej kondycji naprawdę jest relacja.
Psychologicznie strefa komfortu pełni ważną funkcję, daje poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się jedyną przestrzenią, w której umiemy funkcjonować. Dotyczy to także związków. Wiele relacji organizuje się wokół „wygody” ustalonych ról, codziennych rytuałów, powtarzalnych sposobów komunikacji. To nie jest samo w sobie złe, jednak w pewnym momencie może prowadzić do stagnacji. Partnerzy przestają doświadczać siebie nawzajem w nowych sytuacjach, a relacja zaczyna opierać się bardziej na utrzymywaniu stabilności niż na rozwoju.
Doświadczenia wymagające, fizycznie lub emocjonalnie, mają szczególną wartość, ponieważ uruchamiają mechanizmy, których na co dzień nie widać. W trudniejszych warunkach szybciej ujawniają się sposoby radzenia sobie ze stresem, style komunikacji, poziom tolerancji frustracji czy zdolność do współpracy. Znika część społecznych masek i codziennych strategii regulowania napięcia. Pojawia się natomiast pytanie: jak jesteśmy ze sobą wtedy, kiedy nie jest wygodnie? Reszta w komentarzu ;)

Trzy lata temu wyjechaliśmy z partnerem nad morze pod namiot. W lutym…Dla mnie to doświadczenie nie było opowieścią o ty...
13/05/2026

Trzy lata temu wyjechaliśmy z partnerem nad morze pod namiot.
W lutym…
Dla mnie to doświadczenie nie było opowieścią o tym, że miłość potrzebuje cierpienia czy dyskomfortu. Wystarczająco dużo jest tych „jakości” w codziennym życiu. Wiele osób również tak buduje relacje. W trudzie i przeciążeniu, często zbyt długo ignorując własne granice. Bardziej chodzi mi o coś innego, o świadome wybieranie nowych doświadczeń, które poszerzają nasze poczucie sprawczości i elastyczności.
Przypomniałam sobie o tym w kontekście obejrzanego wczoraj filmu „To nie mój film”, który opowiada o relacji konfrontowanej z kryzysem, rutyną i pytaniem o to, co właściwie sprawia, że dwoje ludzi nadal chce być razem.
Film pokazuje, że bliskość bardzo łatwo pomylić z przyzwyczajeniem, a wspólne funkcjonowanie z realnym spotkaniem dwóch osób. Czasami dopiero wyjście poza codzienny schemat ujawnia, w jakiej kondycji naprawdę jest relacja.
Psychologicznie strefa komfortu pełni ważną funkcję, daje poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się jedyną przestrzenią, w której umiemy funkcjonować. Dotyczy to także związków. Wiele relacji organizuje się wokół „wygody” ustalonych ról, codziennych rytuałów, powtarzalnych sposobów komunikacji. To nie jest samo w sobie złe, jednak w pewnym momencie może prowadzić do stagnacji. Partnerzy przestają doświadczać siebie nawzajem w nowych sytuacjach, a relacja zaczyna opierać się bardziej na utrzymywaniu stabilności niż na rozwoju.Doświadczenia wymagające, fizycznie lub emocjonalnie, mają szczególną wartość, ponieważ uruchamiają mechanizmy, których na co dzień nie widać. W trudniejszych warunkach szybciej ujawniają się sposoby radzenia sobie ze stresem, style komunikacji, poziom tolerancji frustracji czy zdolność do współpracy. Znika część społecznych masek i codziennych strategii regulowania napięcia. Pojawia się natomiast pytanie: jak jesteśmy ze sobą wtedy, kiedy nie jest wygodnie? Reszta w komentarzu :)

Od czwartku czas wypełniony był dla mnie po brzegi obecnością młodych ludzi. Zaczęło się konferencją psychologiczną, pod...
27/04/2026

Od czwartku czas wypełniony był dla mnie po brzegi obecnością młodych ludzi.
Zaczęło się konferencją psychologiczną, podczas której rozmawialiśmy o samotności. Tej cichej, często niewidocznej, i o jej konsekwencjach, które coraz częściej prowadzą m.in. do uzależnień.
I coś bardzo dla mnie ważnego, uzależnienie przestało być w końcu omawiane wyłącznie przez pryzmat objawów!
W sobotę wspólnie z cudowną Anitą Podlasińską poprowadziłyśmy dla studentek psychologii warsztat z podstaw terapii ACT. Warsztat, który od początku wiedziałyśmy, że musi odbyć się jedynie na żywo. I to okazało się dla tych młodych, fantastycznych uczestniczek najważniejsze.
W świecie przeładowanym spotkaniami online najcenniejsze okazało się bycie razem, twarzą w twarz, bez ekranów.
Ich uważność. Ich szczerość. Ich gotowość, żeby mówić o tym, co trudne, bez udawania wzrusza mnie do teraz.
A potem był już weekendowy ogień.
Stream, zorganizowany przez 23 latka celem zbierania pieniędzy na leczenie chorych na raka dzieciaków.
Minimum 250 milionów złotych zebranych w 9 dni!
Choć myślę, że tak naprawdę nie chodzi tylko o tę liczbę.
Chodzi o to, co za nią stoi.
O wrażliwość, która nie została stłumiona! O serca, które nie są obojętne. O sprawczość, która nie czeka „na kiedyś”!
O focus organizatora, który był tak niesamowity, że będę go podawać jako przykład na bycie w chwili obecnej, akceptację, zmierzanie w kierunku celów opartych na wartościach level master ;)
To pokolenie czuje głęboko.
I działa mimo wszystko!
Dlatego kiedy patrzę na młodych ludzi po tych dniach to czuję po prostu mega wdzięczność.
Jesteście fantastyczni!
M.

Adres

Gdynia

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Marika Malicka Psycholog umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Marika Malicka Psycholog:

Udostępnij

Kategoria