13/10/2025
Kiedyś myślałam, że joga to tylko spokojne siedzenie na macie i medytowanie. Przez to myślałam, że to nie dla mnie, bo ruch zawsze mi towarzyszył od najmłodszych lat. Moje wyobrażenie okazało się bardzo mylne!
Moja pierwsza praktyka była jak zderzenie z rzeczywistością. Okazało się, że do utrzymania pozornie najprostszych pozycji potrzeba też siły i że bardzo można się zmęczyć… Drżące ramiona w chaturangach, rozjeżdżanie się na macie w psie z głową w dół i walka o złapanie oddechu uświadomiły mi, że to będzie wyzwanie.
Ale nie poddałam się. I to właśnie ta droga, od słabości do stabilności, pokazała mi, o co w tym wszystkim chodzi.
Dziś, dzięki jodze, czuję się silniejsza fizycznie niż kiedykolwiek. Ale prawdziwa magia dzieje się w głowie. Na macie uczę się systematyczności – tego, że liczy się każdy mały, cierpliwy krok, a nie spektakularny efekt od razu. To buduje charakter i wytrwałość, która przenosi się na inne sfery życia.
A zaraz potem, w kolejnym wdechu i wydechu, uczę się jeszcze czegoś równie ważnego: odpuszczania. Akceptacji, że nie każdy dzień jest taki sam, że ciało ma swoje granice, a ja nie muszę być we wszystkim idealna. Uczę się łagodności dla samej siebie, co bywa trudniejsze niż jakakolwiek pozycja.
To moja codzienna lekcja balansu – między wysiłkiem a odpoczynkiem, między dążeniem do celu a akceptacją tego, co jest tu i teraz.
A jakie były Wasze początki z jogą? Też Was coś zaskoczyło?
✍🏻 Ola