02/04/2026
Na sam początek — szanuję kwestie religijne i duchowe postu, to jest piękna tradycja i nie o nią mi tutaj chodzi. Mówię o sobie i o tym jak ja ( i myślę wiele kobiet walczących “od zawsze” z swoim ciałem) wykorzystywałam post jako kolejną wymówkę żeby nie jeść, kolejne narzędzie do “trzymania kontroli” .
Wielki Tydzień. Post. Głodówka. Brzmi pięknie, prawda?
Tylko że moje ciało nie potrzebowało wtedy żadnego „oczyszczenia”.
Potrzebowało po prostu jeść.
Bo po latach restrykcji - anoreksja, bulimia, keto, carnivore, wegańska, detoksy - mój metabolizm był już na kolanach. Niedoczynna tarczyca, brak miesiączek, waga która nie spadała mimo niskich kalorii, totalnie rozjechane hormony, a ja dorzucałam kolejne dni na samej wodzie, bo ktoś na Instagramie powiedział że post jest genialny.
To jest właśnie ten cały hałas, który nie pozwala nam słyszeć siebie, swoich potrzeb:
Owoce są złe. Nie, owoce są dobre. Powinnaś pościć. Kobiety nie powinny pościć. Jajka są złe. Jajka są super. Mięso powoduje raka. Mięso leczy depresję. Oleje z nasion Cię zabijają. Olej lniany jest rewelacyjnym źródłem omega3.
Brzmi znajomo?
I wiesz co jest najgorsze? Że ten hałas wchodzi do głowy i staje się Twoim głosem. To ten głos liczy kalorie przed zamówieniem w restauracji. Panikuje na widok tortu i zamawia sałatkę, kiedy chcesz steka.
A potem nazywamy to „dyscypliną”.
Tyle że ciało tak nie działa. Ono potrzebuje konkretnych rzeczy: białka, tłuszczu, witamin, żeby w ogóle produkować hormony i naprawiać tarczycę. Jak mu tego nie dasz, to nie będzie cicho czekać. Wyśle głód, zachcianki, wahania nastroju, zaburzenia pracy tarczycy, rozjechane hormony i myśli o jedzeniu NON STOP
Nocny nalot na lodówkę po dniu „bycia grzeczną” to nie słabość. To mądrość ciała, które woła o to, czego mu odmówiłaś.
Sama przez to przeszłam i zajęło mi to ponad dekadę.
Dziś jestem najzdrowszą wersją siebie po latach restrykcji, a jedyne co zrobiłam to zaczęłam słuchać siebie🤍
Co zrobiłam? ➡️ zajrzyj do komentarza
I daj znać w komentarzu, czy w tej histo