Fizjoświrek Fizjoterapia Dzieci Jakub Szandała

Fizjoświrek Fizjoterapia Dzieci Jakub Szandała "Fizjoświrek" Fizjoterapia Dzieci
Warszawska 14a/8
66-400 Gorzów Wielkopolski

Okiem Fizjoświrka - Dziecko obserwuje i naśladuje. Ćwicz razem z nim!Pierwotny plan zakładał, że będę pisał o maluchach,...
28/04/2026

Okiem Fizjoświrka - Dziecko obserwuje i naśladuje. Ćwicz razem z nim!

Pierwotny plan zakładał, że będę pisał o maluchach, które bardzo szybko osiągają poszczególne kamienie milowe. Ostatnie gabinetowe przypadki jednak skłoniły mnie do napisania czegoś innego.

Często trafiają do mnie rodzice, którzy przychodzą z jednym, bardzo konkretnym oczekiwaniem: „proszę wyleczyć” dziecko z wady postawy. W tym jednym zdaniu kreuje się przekonanie, że wystarczy zestaw ćwiczeń, kilka wizyt i problem zniknie. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Rodzic chce dobrze, naprawdę. Ale zamiast wsparcia pojawiają się komendy: „stań prosto”, „rób ćwiczenie”, „nie wygłupiaj się”. Ton głosu się zmienia, pojawia się napięcie, frustracja. Dziecko przestaje współpracować, zamyka się albo buntuje. Rodzic się złości, dziecko też. I zaczyna się błędne koło, które nie ma nic wspólnego z terapią.

Musimy sobie jasno powiedzieć jedną rzecz: dziecko nie jest projektem do naprawy. Nie działa na rozkaz. Nie zmienia swoich nawyków dlatego, że ktoś podniesie głos. Dziecko uczy się przede wszystkim przez obserwację i naśladowanie. Patrzy na rodzica – i to, co widzi, staje się jego normą.

Jeśli rodzic prowadzi siedzący tryb życia, nie dba o ruch i własną postawę, to trudno oczekiwać, że dziecko nagle z entuzjazmem zacznie wykonywać zalecone ćwiczenia. Z kolei tam, gdzie ruch jest, gdzie rodzic sam się angażuje, ćwiczy, bawi się i daje przykład – tam terapia zaczyna mieć sens.

Dlatego zamiast rozkazywać – warto zaprosić dziecko do wspólnego działania. Zamiast korygować każde ustawienie ciała – pokazać je na sobie. Zamiast wywierać presję – stworzyć przestrzeń do ruchu, zabawy i budowania relacji. To właśnie relacja jest fundamentem, na którym można budować jakąkolwiek zmianę.

Wady postawy nie „leczy się” krzykiem ani kontrolą. Koryguje się je systematycznym ruchem, cierpliwością i konsekwencją – ale przede wszystkim przykładem płynącym z domu. Najlepszy plan terapeutyczny nie zadziała, jeśli nie będzie wsparty codziennymi nawykami całej rodziny.

Trzeba też powiedzieć wprost: jeśli rodzic sam nie chce się ruszać, dziecko najczęściej też nie będzie chciało. Nie dlatego, że jest „leniwe” czy „nieposłuszne”, ale dlatego, że nie widzi sensu w czymś, czego nie ma w jego najbliższym otoczeniu.

Praca z dzieckiem to nigdy nie jest tylko praca z dzieckiem. To proces, który obejmuje całą rodzinę. To zmiana sposobu myślenia, komunikacji i codziennych nawyków. Dopiero wtedy pojawiają się realne efekty – nie tylko w postawie, ale też w relacji między rodzicem a dzieckiem.

I to jest moment, w którym terapia naprawdę zaczyna działać.

Po 2 tygodniowej przerwie spowodowanej większą ilością pacjentów, wracamy z serią "Okiem Fizjoświrka" !Dzisiaj chciałem ...
21/04/2026

Po 2 tygodniowej przerwie spowodowanej większą ilością pacjentów, wracamy z serią "Okiem Fizjoświrka" !

Dzisiaj chciałem pochylić się nad etapem, który często przechodzi trochę bez echa. Rodzice nie ekscytują się nim tak jak siadaniem czy chodzeniem, a tymczasem jest on niesamowicie ważny dla rozwoju dziecka.

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖 - 𝙯𝙖𝙣𝙞𝙢 𝙏𝙬𝙤𝙟𝙚 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙘𝙠𝙤 𝙯𝙧𝙤𝙗𝙞 𝙥𝙞𝙚𝙧𝙬𝙨𝙯𝙮 𝙠𝙧𝙤𝙠...

Cruising, czyli przemieszczanie się bokiem przy meblach lub innej stabilnej podporze, to jeden z kluczowych etapów rozwoju lokomocji niemowlęcia. Choć często bywa traktowany jako „przystanek” przed chodzeniem, w rzeczywistości jest odrębną umiejętnością, która pełni istotną rolę w kształtowaniu kontroli postawy, równowagi i koordynacji.

Cruising polega na poruszaniu się w pozycji stojącej z wykorzystaniem rąk jako podpory. Dziecko ustawia się przodem do mebla i wykonuje kroki w bok – najpierw jedna noga, potem dostawienie drugiej. W odróżnieniu od chodzenia nie występuje faza lotu, a kontrola równowagi w dużej mierze odbywa się przez kończyny górne.

Badania pokazują, że jest to osobny wzorzec ruchowy, a nie uproszczona forma chodzenia.

Kiedy się pojawia?

Najczęściej około 9–11 miesiąca życia, po etapie raczkowania i przed samodzielnym chodzeniem. Przez pewien czas dziecko korzysta równolegle z obu form przemieszczania się. Okres cruisingu trwa zwykle kilka tygodni do kilku miesięcy.

Dlaczego jest ważny?

Cruising to moment intensywnej nauki funkcjonowania ciała w pionie. Dziecko rozwija kontrolę równowagi, uczy się przenoszenia ciężaru ciała oraz zaczyna świadomie oceniać otoczenie. Ręce pełnią nie tylko funkcję podporową, ale również dostarczają informacji o stabilności środowiska.

Istotna jest także praca w płaszczyźnie czołowej (ruchy na boki), która angażuje mięśnie stabilizujące miednicę i tułów oraz przygotowuje organizm do bardziej złożonych ruchów.

Podczas cruisingu tułów skierowany jest do podporu, biodra i kolana pozostają lekko ugięte, a środek ciężkości jest obniżony i przesunięty w stronę mebli. Ruch polega na kroku w bok i dostawieniu nogi, często z dużym udziałem rąk.

Dzieci mogą stosować kompensacje, takie jak pochylanie tułowia czy „podciąganie się”, aby zwiększyć stabilność.

Dlaczego to nie jest chodzenie?

W chodzeniu kontrola równowagi odbywa się głównie przez kończyny dolne, natomiast w cruisingu dominują ręce. Oznacza to, że dziecko musi nauczyć się chodzenia jako nowej umiejętności, mimo wcześniejszego doświadczenia w poruszaniu się przy podporze.

Na co zwracać uwagę?

Ważna jest jakość ruchu. Dziecko powinno przenosić ciężar ciała między nogami, pracować symetrycznie i utrzymywać kontakt całej stopy z podłożem. Stopniowo powinno też zmniejszać zależność od podpory i próbować puszczać jedną rękę.

Jak wspierać dziecko?

Najlepiej poprzez odpowiednie środowisko. Stabilne meble ustawione w jednej linii zachęcają do ruchu bocznego. Pomocne jest przesuwanie zabawki wzdłuż mebla lub ustawianie celu z boku, co naturalnie prowokuje dziecko do podążania.

Warto wybierać aktywności, które angażują jedną rękę, zmuszając drugą do stabilizacji.

Podsumowując Cruising to ważny etap rozwoju, w którym dziecko uczy się kontroli ciała w pozycji stojącej i eksploracji otoczenia. Nie jest bezpośrednim treningiem chodzenia, ale stanowi istotne przygotowanie do tej umiejętności. Najważniejsza jest jakość ruchu, a nie tempo przechodzenia przez kolejne etapy.

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖: 𝘼𝙣𝙖𝙡𝙞𝙯𝙖 𝙨𝙠𝙤𝙠𝙪 𝙪 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙘𝙠𝙖 - 𝙥𝙧𝙖𝙠𝙩𝙮𝙘𝙯𝙣𝙚 𝙨𝙥𝙤𝙟𝙧𝙯𝙚𝙣𝙞𝙚 𝙛𝙞𝙯𝙟𝙤𝙩𝙚𝙧𝙖𝙥𝙚𝙪𝙩𝙮.Skakanie jest jedną z tych umiejętnoś...
07/04/2026

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖: 𝘼𝙣𝙖𝙡𝙞𝙯𝙖 𝙨𝙠𝙤𝙠𝙪 𝙪 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙘𝙠𝙖 - 𝙥𝙧𝙖𝙠𝙩𝙮𝙘𝙯𝙣𝙚 𝙨𝙥𝙤𝙟𝙧𝙯𝙚𝙣𝙞𝙚 𝙛𝙞𝙯𝙟𝙤𝙩𝙚𝙧𝙖𝙥𝙚𝙪𝙩𝙮.

Skakanie jest jedną z tych umiejętności, które dla dziecka są czystą zabawą, a dla fizjoterapeuty stanowią niezwykle cenne źródło informacji o rozwoju. W jednym ruchu jesteśmy w stanie zobaczyć, jak funkcjonuje układ nerwowy, jak pracują mięśnie oraz czy kontrola posturalna rozwija się prawidłowo. To dlatego skok traktujemy nie tylko jako element aktywności, ale jako funkcjonalny test całego organizmu.

Z punktu widzenia rozwoju dziecka skakanie pojawia się stosunkowo późno, ponieważ wymaga złożonej integracji wielu systemów. Pierwsze próby można zaobserwować między osiemnastym a dwudziestym czwartym miesiącem życia, jednak początkowo są to jedynie ruchy przypominające podskoki, bez wyraźnej fazy lotu. Około drugiego roku życia dziecko zaczyna odrywać obie stopy od podłoża, choć nadal jest to ruch niepewny i mało dynamiczny. W wieku około trzech lat skakanie w miejscu staje się bardziej stabilne, a dziecko zaczyna kontrolować lądowanie. Kolejne miesiące to rozwój skoków do przodu, a między czwartym a piątym rokiem życia pojawia się umiejętność skakania na jednej nodze, która świadczy o dużej dojrzałości układu nerwowego i dobrej kontroli równowagi.

Aby dziecko mogło prawidłowo skakać, konieczna jest współpraca kilku kluczowych elementów. Przede wszystkim niezbędna jest zdolność do generowania siły, szczególnie w obrębie mięśni pośladkowych, ud oraz łydek. Równie ważna jest kontrola posturalna, czyli stabilizacja tułowia i miednicy, bez której kończyny dolne nie są w stanie pracować efektywnie. Do tego dochodzi koordynacja obu stron ciała oraz planowanie motoryczne, czyli zdolność do zaplanowania całej sekwencji ruchu od przygotowania, przez wybicie, aż po lądowanie. Brak jednego z tych elementów może znacząco zaburzyć jakość skoku.

Rozwój skakania przebiega etapami i każdy z nich niesie inne zadania. Początkowo dziecko wykonuje skoki obunóż w miejscu, które stanowią bazę do dalszych umiejętności. Z czasem pojawiają się skoki do przodu, wymagające lepszej kontroli środka ciężkości i większej siły. Kolejnym krokiem jest skakanie na jednej nodze, które stanowi duże wyzwanie dla równowagi i stabilizacji biodra. Najbardziej zaawansowaną formą są ruchy rytmiczne, takie jak skippy, które wymagają nie tylko siły i stabilizacji, ale także integracji rytmu i koordynacji całego ciała.

W praktyce gabinetowej bardzo często obserwuje się pewne charakterystyczne nieprawidłowości. Jedną z nich jest brak fazy lotu, kiedy dziecko wykonuje ruch przypominający podskok, ale nie odrywa jednocześnie obu stóp od podłoża. Często wynika to z niewystarczającej siły mięśniowej lub opóźnienia rozwoju motorycznego. Innym częstym problemem jest lądowanie na prostych nogach, bez amortyzacji, co może prowadzić do przeciążeń w obrębie stawów skowowych czy kolanowych. Wiele dzieci prezentuje także koślawe ustawienie kolan podczas lądowania, co wskazuje na zaburzoną kontrolę miednicy i osłabienie mięśni stabilizujących biodro. Zdarza się również wyraźna asymetria ruchu, gdzie jedna kończyna przejmuje dominującą rolę, co powinno skłonić do dokładniejszej diagnostyki. W niektórych przypadkach skok jest sztywny i pozbawiony płynności, co może być związane z zaburzeniami koordynacji.

Ocena skakania powinna być uważna i obejmować cały przebieg ruchu. Istotne jest, czy dziecko potrafi przygotować się do skoku poprzez ugięcie kolan i bioder, czy wybicie jest symetryczne oraz czy pojawia się wyraźna faza lotu. Równie ważne jest lądowanie, które powinno być miękkie, kontrolowane i pozbawione nieprawidłowych ustawień kolan. Taka obserwacja pozwala szybko wychwycić ewentualne deficyty i zaplanować dalsze działania terapeutyczne.

Z perspektywy dzisiejszej fizjoterapii warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt. Coraz częściej widzimy dzieci, które mają trudności ze skakaniem nie dlatego, że występuje u nich konkretne zaburzenie, a dlatego, że po prostu rzadko wykonują tego typu ruchy. Jeszcze nie tak dawno, skakanie było naturalnym elementem codziennej zabawy. Dzieci grały w gumę, skakały przez przeszkody, wspinały się na drzewa i biegały między wyznaczonymi „bazami”. Ruch był spontaniczny, różnorodny i intensywny. Obecnie wiele z tych aktywności zostało zastąpionych przez bardziej statyczne formy spędzania czasu. Badania nad aktywnością fizyczną dzieci pokazują wyraźny spadek spontanicznego ruchu o wyższej intensywności, co bezpośrednio przekłada się na rozwój siły, koordynacji i kontroli ciała. W efekcie w gabinecie coraz częściej spotykamy dzieci, które nie potrafią efektywnie wygenerować siły do skoku, mają trudności z lądowaniem lub unikają bardziej wymagających aktywności.

W praktyce oznacza to, że nie każda trudność w skakaniu jest od razu zaburzeniem. Czasem jest to po prostu brak doświadczenia ruchowego. Układ nerwowy rozwija się poprzez działanie i powtarzanie, dlatego skakanie (i nie tylko) jest umiejętnością, którą dziecko musi wielokrotnie przeżyć, aby ją opanować. Zanim więc zaczniemy szukać patologii, warto zastanowić się, czy dziecko miało wystarczająco dużo okazji do ruchu, zabawy i eksploracji.

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖: 𝙅𝙖𝙠 𝙩𝙤 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙯 𝙩𝙮𝙢𝙞 𝙤𝙗𝙧𝙤𝙩𝙖𝙢𝙞?Rozwój dziecka potrafi zaskakiwać. Szczególnie wtedy, gdy coś pojawia si...
31/03/2026

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖: 𝙅𝙖𝙠 𝙩𝙤 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙯 𝙩𝙮𝙢𝙞 𝙤𝙗𝙧𝙤𝙩𝙖𝙢𝙞?

Rozwój dziecka potrafi zaskakiwać. Szczególnie wtedy, gdy coś pojawia się „wcześniej niż powinno”. Wielu rodziców z dumą mówi: „Mój maluch już się obraca!” – nawet jeśli ma zaledwie 2–3 miesiące.
Tylko czy na pewno jest to powód do świętowania? A może raczej moment, żeby zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć się temu dokładniej?

Obrót obrotowi nierówny

Kiedy mówimy o obrotach w rozwoju niemowlęcia, nie chodzi tylko o sam fakt zmiany pozycji. Kluczowe jest to, w jaki sposób dziecko to robi.

Dojrzały obrót to ruch:

--> zaplanowany,
--> płynny,
--> wynikający z kontroli ciała.

I właśnie taki obrót najczęściej pojawia się najpierw z pleców na brzuch – zwykle około 5.–6. miesiąca życia (choć zakresy są szersze). Czasami oba kierunki rozwijają się niemal równolegle.

Jeśli natomiast bardzo małe dziecko obraca się z brzucha na plecy – często nie jest to jeszcze świadoma umiejętność.

Skąd biorą się „wczesne” obroty?

U kilkumiesięcznych niemowląt ciało dopiero uczy się kontroli. Głowa jest stosunkowo ciężka, a mięśnie nie pracują jeszcze w pełni harmonijnie.

W praktyce wygląda to tak:

głowa zaczyna „uciekać” w jedną stronę,
ciało nie nadąża z kontrolą,
dziecko przetacza się na bok lub plecy.

To bardziej reakcja na brak kontroli niż rzeczywista umiejętność.

I ważne – to jest normalne! Takie „przypadki” zdarzają się w rozwoju i same w sobie nie są powodem do niepokoju.

Kiedy warto się zatrzymać i poobserwować?

Nie chodzi o to, żeby szukać problemów na siłę. Ale są sytuacje, które warto mieć na uwadze.

Zwróć uwagę, jeśli dziecko:

często „przewraca się” z brzucha na plecy,
robi to niemal zawsze na tę samą stronę,
ma trudność z podparciem na przedramionach,
niechętnie leży na brzuchu,
mocno się wygina i wysoko zadziera głowę.

To mogą być sygnały, że organizm szuka łatwiejszego wyjścia z trudnej pozycji, zamiast ją kontrolować.

Normy są szerokie – i to dobra wiadomość

Rodzice często szukają konkretnych dat: „kiedy powinno?”.

Tymczasem rozwój dziecka nie działa jak kalendarz.

Przykładowo:

obrót z pleców na brzuch pojawia się mniej więcej między 4. a 7. miesiącem,
obrót z brzucha na plecy między 3. a 6. miesiącem.

To szerokie widełki – i zupełnie naturalne.
Dlatego dużo ważniejsze niż „kiedy” jest „jak” dziecko się porusza.

Jak wygląda dojrzały obrót?

Prawidłowy obrót to nie przypadkowe przetoczenie, ale dobrze skoordynowana sekwencja:

głowa inicjuje kierunek ruchu,
ręka po stronie obrotu ustawia się aktywnie,
nogi unoszą się i pomagają ustawić miednicę,
ciało rotuje przez bok,
pojawia się wyraźna kontrola i płynność.

To ruch, który „idzie przez ciało”, a nie tylko się wydarza.

A co z obrotem z brzucha na plecy?

Na początku – znów – często jest to przypadek.

Różnica między przypadkowym a dojrzałym ruchem jest jednak wyraźna:

Przypadkowy obrót:

zaczyna się od głowy,
dziecko „opada” na stronę,
brak kontroli nad resztą ciała.

Dojrzały obrót:

inicjowany jest przez miednicę i nogi,
dziecko aktywnie przenosi ciężar,
ruch przebiega przez bok,
widoczna jest kontrola i celowość.

To zupełnie inna jakość ruchu.

Co warto obserwować na co dzień?

Zamiast skupiać się wyłącznie na obrotach, lepiej spojrzeć szerzej:

Leżenie na brzuchu:

czy dziecko podpiera się na przedramionach,
czy robi to symetrycznie,
czy potrafi sięgać po zabawki.

Leżenie na plecach:

czy łączy rączki w linii środka,
czy wkłada je do ust,
czy unosi nogi i aktywnie się porusza.

Ogólne napięcie ciała:

czy dziecko się nie usztywnia,
czy nie pręży się nadmiernie,
czy ruch jest swobodny.

Najważniejsze na koniec

Rozwój dziecka to proces pełen prób, błędów i eksperymentów.
Nie każdy obrót jest kamieniem milowym – czasem to po prostu etap przejściowy.

Ale właśnie dlatego warto patrzeć głębiej.

Nie tylko: „czy się obróciło?”
Ale przede wszystkim: „jak to zrobiło?”

A jeśli coś budzi wątpliwości – konsultacja z fizjoterapeutą to nie oznaka paniki, tylko świadomego podejścia do rozwoju dziecka.

𝗢𝗸𝗶𝗲𝗺 𝗙𝗶𝘇𝗷𝗼𝘀́𝘄𝗶𝗿𝗸𝗮: 𝗖𝘇𝘆 𝗸𝗼𝗹𝗮𝗻𝗮 𝗸𝗼𝘀́𝗹𝗮𝘄𝗲 𝘂 𝗱𝘇𝗶𝗲𝗰𝗸𝗮 𝘁𝗼 𝗽𝗼𝘄𝗼́𝗱 𝗱𝗼 𝗻𝗶𝗲𝗽𝗼𝗸𝗼𝗷𝘂?Kolana koślawe to jeden z najczęstszych powodów...
17/03/2026

𝗢𝗸𝗶𝗲𝗺 𝗙𝗶𝘇𝗷𝗼𝘀́𝘄𝗶𝗿𝗸𝗮: 𝗖𝘇𝘆 𝗸𝗼𝗹𝗮𝗻𝗮 𝗸𝗼𝘀́𝗹𝗮𝘄𝗲 𝘂 𝗱𝘇𝗶𝗲𝗰𝗸𝗮 𝘁𝗼 𝗽𝗼𝘄𝗼́𝗱 𝗱𝗼 𝗻𝗶𝗲𝗽𝗼𝗸𝗼𝗷𝘂?

Kolana koślawe to jeden z najczęstszych powodów, dla których rodzice zgłaszają się z dziećmi do fizjoterapeuty. Widok kolan „uciekających do środka” potrafi budzić niepokój i rodzi pytanie, czy rozwój dziecka przebiega prawidłowo. Warto jednak pamiętać, że w wielu przypadkach kolana same w sobie nie są głównym źródłem problemu.

W biomechanice ciała kolano jest swoistym „łącznikiem” pomiędzy stopą a biodrem. Oznacza to, że jego ustawienie bardzo często jest wynikiem tego, co dzieje się powyżej lub poniżej. Jeśli układ mięśniowy nie pracuje optymalnie, organizm zaczyna szukać sposobów kompensacji, a jednym z miejsc, gdzie bardzo szybko widać te zmiany, są właśnie kolana.

Do najczęstszych przyczyn nasilonej koślawości zalicza się osłabienie mięśni bioder i pośladków, niewystarczającą stabilizację tułowia wynikającą ze słabszych mięśni brzucha, a także nieprawidłową biomechanikę chodu. Znaczenie może mieć również nadwaga lub szybki przyrost masy ciała, które zwiększają obciążenie kończyn dolnych. W takich sytuacjach kolana zaczynają ustawiać się bardziej do środka, ponieważ ciało próbuje w ten sposób utrzymać równowagę i stabilność.

Nie można jednak zapominać, że u wielu dzieci koślawość kolan jest elementem fizjologicznego rozwoju. W określonym okresie życia kończyny dolne naturalnie przechodzą przez etap ustawienia bardziej koślawego, który z czasem samoistnie się koryguje wraz z dojrzewaniem układu mięśniowo-szkieletowego.

Kluczowe jest więc właściwe rozróżnienie między fizjologią a sytuacją, która wymaga interwencji. Jeżeli koślawość jest bardzo nasilona, asymetryczna, postępująca lub zaczyna wpływać na sposób chodzenia dziecka, warto skonsultować się ze specjalistą. W takich przypadkach odpowiednio dobrana terapia, ukierunkowana między innymi na wzmocnienie bioder, stabilizacji centralnej i poprawę wzorca ruchowego, może znacząco poprawić funkcjonowanie całego układu ruchu.

W fizjoterapii dziecięcej bardzo rzadko patrzymy wyłącznie na jeden staw. Ciało funkcjonuje jako system naczyń połączonych, dlatego skuteczna terapia polega na znalezieniu rzeczywistej przyczyny problemu, a nie jedynie na obserwacji miejsca, w którym objaw jest najbardziej widoczny. Czasami więc, pracując nad kolanem, tak naprawdę pracujemy nad biodrem, tułowiem i ogólną kontrolą ruchu.

I właśnie dlatego w ocenie postawy dziecka tak ważne jest spojrzenie całościowe.

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖: 𝙊𝙙 𝙩𝙧𝙯𝙚𝙥𝙖𝙠𝙖 𝙙𝙤 𝙩𝙚𝙧𝙖𝙥𝙞𝙞 - 𝘾𝙤 𝙥𝙤𝙨𝙯ł𝙤 𝙣𝙞𝙚 𝙩𝙖𝙠?Jeszcze kilkadziesiąt lat temu rehabilitacja dzieci kojar...
03/03/2026

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖: 𝙊𝙙 𝙩𝙧𝙯𝙚𝙥𝙖𝙠𝙖 𝙙𝙤 𝙩𝙚𝙧𝙖𝙥𝙞𝙞 - 𝘾𝙤 𝙥𝙤𝙨𝙯ł𝙤 𝙣𝙞𝙚 𝙩𝙖𝙠?

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu rehabilitacja dzieci kojarzyła się głównie z poważnymi schorzeniami neurologicznymi lub urazami. Dziś coraz częściej trafiają na nią dzieci zdrowe — ale z opóźnieniami rozwojowymi, obniżoną sprawnością, problemami postawy czy trudnościami sensorycznymi. Co się zmieniło? Przede wszystkim… dzieciństwo.

Jeszcze nie tak dawno rozwój dziecka odbywał się w środowisku pełnym bodźców ruchowych i sensorycznych — bez planowania, harmonogramów i specjalistycznych zajęć.

Dzieci:
• chwytały wszystko, co znalazły — patyki, kamienie, piasek, liście,
• doświadczały różnych struktur, temperatur i faktur,
• raczkowały po trawie, ziemi i dywanach, a nie tylko po gładkich matach,
• uczyły się równowagi na krawężnikach, płotach i trzepakach.

Nie było miliona świecących i grających zabawek. Zabawka nie robiła wszystkiego za dziecko — to dziecko musiało działać.

Ruch był codziennością, nie „zajęciem dodatkowym”.

Starsze dzieci wychodziły rano na dwór i wracały wieczorem. Obiad jadło się szybko, żeby zdążyć wrócić do zabawy. Wspinanie na drzewa, bieganie po podwórku, gra w piłkę, jazda na rowerze — to był naturalny trening siły, koordynacji i odwagi.

Niestety, dziś dzieciństwo wygląda inaczej.. Współczesne dzieci dorastają w świecie ogromnej wygody i technologii.
Zamiast różnorodnych bodźców:
• dominują plastikowe i silikonowe zabawki o podobnej fakturze,
• ruch często zastępuje ekran,
• spontaniczną aktywność zamieniają zaplanowane zajęcia.

Dziecko idzie dziś na:
• godzinę tenisa,
• godzinę karate,
• zajęcia sensoryczne,
• zajęcia ogólnorozwojowe.

I to wszystko jest wartościowe — ale trwa godzinę. Reszta dnia często odbywa się w fotelu, w wózku, w samochodzie lub przed ekranem.

Organizm dziecka nie rozwija się jednak od jednej godziny ruchu tygodniowo. Potrzebuje tysięcy powtórzeń codziennych doświadczeń.

Dzisiejsze problemy rzadko wynikają z choroby. Częściej są efektem stylu życia.

Coraz częściej obserwujemy:
• słabsze napięcie mięśniowe,
• opóźnienia motoryczne,
• problemy z koordynacją,
• wady postawy,
• trudności z koncentracją,
• nadwrażliwości lub podwrażliwości sensoryczne.

Dziecko nie jest „słabsze” niż kiedyś. Ono po prostu ma mniej okazji, żeby trenować ciało w naturalny sposób.

Kiedyś najlepszą rehabilitacją był… plac zabaw, a najlepszym terapeutą trzepak.

Wspinanie rozwijało obręcz barkową.
Bieganie regulowało układ nerwowy.
Upadki uczyły reakcji obronnych.
Zabawa w grupie rozwijała kompetencje społeczne.

Dzieci ćwiczyły codziennie — nie wiedząc nawet, że ćwiczą.

Nie cofniemy już świata — i nie musimy. Technologia sama w sobie nie jest wrogiem. Problem pojawia się wtedy, gdy zastępuje ruch i doświadczenie.

Najprostsze rzeczy wciąż działają najlepiej:
• więcej swobodnej zabawy na dworze,
• mniej sterujących zabawek,
• więcej różnorodnych faktur i doświadczeń,
• pozwolenie dziecku na wspinanie, brudzenie się i eksplorację,
• mniej fotela, więcej podłogi.

Bo najlepsza rehabilitacja to często… dobre dzieciństwo.

Śmiało, każde pytanie, sugestię czy propozycję piszczcie w komentarzu lub w wiadomości prywatnej.

Minął już rok ❤️Rok odkąd działam w swojej przestrzeni jako Fizjoświrek — pod własną nazwą, z własną wizją pracy i pełną...
01/03/2026

Minął już rok ❤️

Rok odkąd działam w swojej przestrzeni jako Fizjoświrek — pod własną nazwą, z własną wizją pracy i pełną odpowiedzialnością za to, co tworzę każdego dnia.

To był czas ogromnego rozwoju, wielu wyzwań, ale przede wszystkim setek spotkań z małymi pacjentami i ich rodzicami. Dziękuję za zaufanie, rozmowy, uśmiechy i wspólną pracę — to dzięki Wam to miejsce żyje.

Idziemy dalej 💪

Pozdrawiam Was cieplutko
Fizjoświrek

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖 - 𝙅𝙖𝙠 𝙥𝙤𝙢𝙤́𝙘 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙘𝙠𝙪 𝙨𝙥𝙤𝙠𝙤𝙟𝙣𝙞𝙚 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙟𝙨́𝙘́ 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙯 𝙬𝙞𝙯𝙮𝙩𝙚̨ 𝙪 𝙛𝙞𝙯𝙟𝙤𝙩𝙚𝙧𝙖𝙥𝙚𝙪𝙩𝙮?Dla dorosłego to „zwykła wizy...
24/02/2026

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖 - 𝙅𝙖𝙠 𝙥𝙤𝙢𝙤́𝙘 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙘𝙠𝙪 𝙨𝙥𝙤𝙠𝙤𝙟𝙣𝙞𝙚 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙟𝙨́𝙘́ 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙯 𝙬𝙞𝙯𝙮𝙩𝙚̨ 𝙪 𝙛𝙞𝙯𝙟𝙤𝙩𝙚𝙧𝙖𝙥𝙚𝙪𝙩𝙮?

Dla dorosłego to „zwykła wizyta”. Kilkadziesiąt minut, kilka ćwiczeń, rozmowa ze specjalistą.
Dla dziecka — to często ogromne wydarzenie, pełne nieznanych bodźców i poczucia utraty kontroli.

Obce miejsce.
Nowe zapachy i dźwięki.
Nieznana osoba.
Konieczność rozebrania się.
Dotyk kogoś obcego.
Nowe pozycje ciała.
Czasem lekkie dyskomforty podczas badania.

Dla małego organizmu to naprawdę dużo.

Jeśli dziecko nie wie, co się wydarzy — jego układ nerwowy może wejść w tryb alarmowy. Pojawia się lęk, płacz, napięcie, wycofanie albo walka. A w takim stanie nie da się skutecznie przeprowadzić ani badania, ani terapii. Nie dlatego, że dziecko „nie współpracuje”. Dlatego, że jego ciało broni się przed zagrożeniem.

Wysoki poziom stresu to także wyższe napięcie mięśniowe, szybszy oddech, czujność i gotowość do ucieczki. Organizm nie jest wtedy nastawiony na naukę, ruch i zmianę — tylko na przetrwanie.

Dlatego rozmowa przed wizytą to nie drobiazg. To jeden z najważniejszych elementów przygotowania.

Warto spokojnie opowiedzieć dziecku:

-> gdzie idziecie i po co
-> kim jest fizjoterapeuta
-> co mniej więcej będzie się działo
-> że rodzic będzie cały czas obok
-> że dziecko może powiedzieć „stop”, jeśli coś będzie za trudne

Unikajmy zaskoczeń, straszenia i komunikatów typu „nic się nie bój” czy „to nie będzie bolało”. Dziecko i tak odczuje napięcie, a gdy rzeczywistość nie zgodzi się z obietnicą — zaufanie spada.

Zamiast tego lepiej dać przewidywalność i poczucie wpływu.

Można pobawić się w domu w „wizytę u fizjo”, poćwiczyć rozbieranie misia, pokazanie plecków, dotykanie rączek i nóżek. Można powiedzieć, że terapeuta będzie sprawdzał, jak ciało się rusza i co pomoże mu działać jeszcze lepiej.

Bo prawda jest taka, że z dzieckiem niewiele da się zrobić na siłę.

Najlepsze efekty terapii pojawiają się wtedy, gdy dziecko czuje się bezpiecznie.
Gdy ufa.
Gdy ma czas na oswojenie sytuacji.
Gdy jego układ nerwowy jest spokojny.

Czasem pierwsza wizyta to przede wszystkim budowanie relacji, a nie „zrobienie planu ćwiczeń”. I to jest w porządku.

Spokojne dziecko to nie tylko łatwiejsza wizyta.
To dokładniejsze badanie.
Lepsza współpraca.
Skuteczniejsza terapia.
I mniejsze złe skojarzenia na przyszłość.

Największą pomocą, jaką możesz dać swojemu dziecku przed wizytą, jest nie presja — tylko przygotowanie i poczucie bezpieczeństwa.

Bo terapia zaczyna się dużo wcześniej niż w gabinecie.

Okiem Fizjoświrka - Siad w literkę „W” - to nie problem, to sygnał.Jeśli masz małe dziecko, prawdopodobnie widziałeś to ...
17/02/2026

Okiem Fizjoświrka - Siad w literkę „W” - to nie problem, to sygnał.

Jeśli masz małe dziecko, prawdopodobnie widziałeś to setki razy. Kolana skierowane do przodu, stopy na boki, pupa na podłodze. Wygląda bardzo wygodnie — i dokładnie dlatego dzieci tak często wybierają tę pozycję.

Wokół siadu w literkę „W” narosło wiele mitów. Nie jest to ani „zło wcielone”, ani pozycja całkowicie obojętna dla ciała. Co bardzo ważne — sama w sobie nie powoduje koślawości kolan, choć często bywa o to niesłusznie obwiniana.

Dzieci siadają w ten sposób przede wszystkim dlatego, że jest to pozycja najłatwiejsza i najbardziej stabilna. Nie wymaga dużej pracy mięśni brzucha ani pleców, nie trzeba w niej pilnować równowagi, a ciało ma szeroką i pewną podstawę podparcia. Szczególnie chętnie wybierają ją dzieci, które szybciej się męczą w innych pozycjach, mają słabszą stabilizację tułowia, większą wiotkość lub po prostu potrzebują więcej stabilności, aby móc skupić się na zabawie.

U wielu dzieci jest to również naturalna, fizjologiczna pozycja przejściowa. W okresie intensywnego rozwoju ruchowego maluchy testują różne sposoby siedzenia i organizowania ciała w przestrzeni. Siad w „W” może pojawiać się u dzieci uczących się samodzielnego siadania i zmiany ustawienia ciała. Nie jest to jednak konieczny ani typowy etap rozwoju i większość dzieci osiąga umiejętność siedzenia bez korzystania z tej pozycji.

Warto przyjrzeć się sytuacji dopiero wtedy, gdy jest to pozycja dominująca, czyli dziecko siedzi tak prawie zawsze i trudno mu przyjąć inne ustawienie. Długotrwałe utrzymywanie siadu „W” może sprzyjać utrwalaniu rotacji wewnętrznej w biodrach, mniejszej aktywności mięśni brzucha i pleców oraz słabszemu rozwojowi równowagi. Nie oznacza to jednak automatycznie powstawania wad postawy czy deformacji kolan.

Szczególnie ważne jest podkreślenie, że siad w literkę „W” nie zwiększa koślawości kolan. U małych dzieci koślawość jest najczęściej fizjologicznym etapem rozwoju kończyn dolnych i wynika z budowy kości oraz osi nóg, a nie z jednej konkretnej pozycji siedzącej.

Ciekawie wygląda to w praktyce przedszkolnej. Wiele dzieci podczas zabaw na dywanie spontanicznie siada w „W”. Nauczycielki, chcąc zadbać o prawidłową postawę, proszą, aby dzieci usiadły „ładnie”, czyli po turecku. Problem polega na tym, że dla części dzieci taka pozycja jest po prostu trudna do utrzymania. W efekcie miednica zapada się do tyłu, plecy mocno się zaokrąglają, barki opadają do przodu, a głowa wysuwa się przed ciało. Dziecko siedzi „poprawnie”, ale wyraźnie się garbi. Z zewnątrz wygląda to lepiej, lecz biomechanicznie wcale nie musi być korzystniejsze niż siad „W”.

Najgorszym rozwiązaniem jest zawstydzanie dziecka, ciągłe poprawianie lub prostowanie na siłę. Siad „W” nie jest wadą ani złym nawykiem, tylko informacją o tym, jakie możliwości ma w danym momencie ciało dziecka.

Zdecydowanie lepszym podejściem jest spokojne poszerzanie repertuaru ruchowego. Pomaga proponowanie różnych pozycji siedzenia, zabawy w klęku, częste zmiany aktywności i ruch zamiast długiego siedzenia na podłodze. Dziecko najłatwiej zmienia pozycję wtedy, gdy inna staje się równie wygodna lub ciekawsza w kontekście zabawy.

Najważniejsze jest zrozumienie, że jednorazowy czy sporadyczny siad w literkę „W” jest zupełnie normalny i u wielu dzieci stanowi etap rozwoju. Powodem do uwagi może być dopiero sytuacja, w której dziecko nie korzysta z innych sposobów siedzenia lub wyraźnie unika pozycji wymagających większej pracy mięśni. Jeśli dziecko bardzo często wybiera tę pozycję i ma trudność z siedzeniem w innych ustawieniach, warto skonsultować się z fizjoterapeutą dziecięcym. Specjalista oceni stabilizację tułowia, napięcie mięśniowe i zaproponuje ćwiczenia wzmacniające mięśnie posturalne oraz poprawiające kontrolę ciała.

Dzieci nie wybierają tej pozycji z lenistwa. Ich ciało zawsze dąży do rozwiązania, które w danym momencie jest najłatwiejsze i najbardziej stabilne. Rolą dorosłych nie jest zakazywanie, lecz pomaganie w rozwijaniu takich możliwości ruchowych, aby zdrowe wzorce również stały się łatwe i dostępne.

Nie chodzi o idealną pozycję siedzenia. Chodzi o różnorodność ruchu. Bo najlepsza pozycja dla dziecka to taka, której nie musi utrzymywać przez długi czas.

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖 - ,,𝘽𝙤𝙨𝙤 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙯 𝙨́𝙬𝙞𝙖𝙩" - 𝙅𝙖𝙠 𝙗𝙧𝙖𝙠 𝙨𝙠𝙖𝙧𝙥𝙚𝙩𝙚𝙠 𝙬𝙨𝙥𝙞𝙚𝙧𝙖 𝙧𝙤𝙯𝙬𝙤́𝙟 𝙨𝙩𝙤́𝙥 𝙪 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙘𝙠𝙖.Wielu rodziców, widząc ch...
10/02/2026

𝙊𝙠𝙞𝙚𝙢 𝙁𝙞𝙯𝙟𝙤𝙨́𝙬𝙞𝙧𝙠𝙖 - ,,𝘽𝙤𝙨𝙤 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙯 𝙨́𝙬𝙞𝙖𝙩" - 𝙅𝙖𝙠 𝙗𝙧𝙖𝙠 𝙨𝙠𝙖𝙧𝙥𝙚𝙩𝙚𝙠 𝙬𝙨𝙥𝙞𝙚𝙧𝙖 𝙧𝙤𝙯𝙬𝙤́𝙟 𝙨𝙩𝙤́𝙥 𝙪 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙘𝙠𝙖.

Wielu rodziców, widząc chłodne stopy niemowlęcia, automatycznie sięga po skarpetki. To odruch zrozumiały, ale nie zawsze konieczny. W warunkach domowych bose stopy mogą być nie tylko bezpieczne, lecz także bardzo korzystne dla rozwoju dziecka. Odpowiednia stymulacja czuciowa, naturalna praca mięśni oraz możliwość pełnego kontaktu z podłożem odgrywają ogromną rolę w kształtowaniu postawy i późniejszego wzorca chodu.

Stopy jako ważny narząd czucia

Podeszwa stopy zawiera wyjątkowo dużo receptorów odpowiedzialnych za odbieranie bodźców dotykowych, nacisku i temperatury. Informacje płynące z tego obszaru są nieustannie analizowane przez układ nerwowy i wykorzystywane do regulowania napięcia mięśniowego oraz utrzymywania równowagi. Im dokładniejsze dane docierają do mózgu, tym lepiej dziecko uczy się kontrolować swoje ciało.

Noszenie skarpetek, nawet cienkich, częściowo ogranicza te bodźce. Bosa stopa ma natomiast bezpośredni kontakt z podłożem, dzięki czemu stymulacja sensoryczna jest pełniejsza i bardziej zróżnicowana. To sprzyja dojrzewaniu układu nerwowego i wspiera rozwój koordynacji ruchowej już od pierwszych miesięcy życia.

Zimna stopa nie zawsze oznacza wychłodzenie

Chłodne stopy są jednym z najczęstszych powodów, dla których rodzice decydują się na zakładanie skarpetek w domu. Warto jednak wiedzieć, że u niemowląt mechanizmy regulacji temperatury i krążenia obwodowego dopiero się kształtują. Skóra stóp bywa lekko wilgotna, a parowanie potu może powodować wrażenie chłodu przy dotyku.

Co istotne, taka wilgotność często idzie w parze z intensywnym przepływem krwi w tej okolicy. Stopa jest dobrze ukrwiona, a organizm aktywnie pracuje nad utrzymaniem równowagi cieplnej. Dlatego sam fakt, że stopy są chłodne, nie musi świadczyć o tym, że dziecko marznie. Znacznie lepszym wskaźnikiem jest temperatura karku i tułowia, kolor skóry oraz ogólne zachowanie malucha.

Temperatura w domu a komfort dziecka

W większości mieszkań temperatura waha się w granicach 20–22°C, co jest wartością odpowiednią dla niemowląt. Jeśli dziecko jest aktywne, porusza się, bawi na podłodze, ma różową skórę i nie wykazuje oznak dyskomfortu, można przyjąć, że czuje się dobrze.

Zamiast skupiać się wyłącznie na stopach, lepiej zadbać o odpowiednie ubranie tułowia, brzucha i pleców. Długie spodnie czy pajacyk bez stópek często zapewniają wystarczające ciepło, pozostawiając jednocześnie stopom swobodę ruchu i kontakt z podłożem.

Pierwsze kroki najlepiej stawiać bez skarpetek!

Moment, w którym dziecko zaczyna wstawać i podejmować pierwsze próby chodzenia, jest szczególnie ważny dla rozwoju stóp i całego układu ruchu. W tym okresie stopa intensywnie uczy się przenoszenia ciężaru ciała, reagowania na nierówności podłoża i utrzymywania równowagi.

Skarpetki mogą ograniczać precyzję tych informacji, a na śliskich powierzchniach dodatkowo zwiększać ryzyko poślizgnięcia. Nie ma co się oszukiwać, większość z nas w domu ma panele. Dokładając do tego skarpetkę, brakuje przyczepności. Bosa stopa najlepiej ją zapewni oraz umożliwia naturalną aktywację palców i mięśni odpowiedzialnych za stabilizację. To najbardziej fizjologiczne środowisko do nauki chodu w warunkach domowych.

Wpływ ciasnych skarpetek na biomechanikę stopy

Warto również zwrócić uwagę na to, jak dobrane są skarpetki, gdy już decydujemy się je założyć. Zbyt ciasne modele, zwłaszcza takie, które ściskają przodostopie lub mają twarde ściągacze, mogą ograniczać ruch palców i naturalne rozkładanie ciężaru ciała.

Stopa niemowlęcia jest strukturą miękką i plastyczną, intensywnie podlegającą kształtowaniu. Palce, które mają możliwość swobodnego rozchodzenia się i chwytania podłoża, aktywnie uczestniczą w budowaniu stabilności i prawidłowego wzorca obciążania. Stały ucisk może tę pracę zaburzać, zmniejszać aktywność mięśni krótkich stopy i ograniczać jej naturalną funkcję podporową.

Dlatego, jeśli skarpetki są używane, powinny mieć odpowiedni rozmiar, nie pozostawiać głębokich śladów na skórze i pozwalać palcom na pełen zakres ruchu.

Kiedy skarpetki są potrzebne?

Są sytuacje, w których zakładanie skarpetek jest jak najbardziej uzasadnione, na przykład gdy w pomieszczeniu jest chłodno, dziecko śpi w nieogrzewanym pokoju, wychodzi na zewnątrz lub po kąpieli pozostaje przez dłuższy czas w bezruchu. W takich momentach ochrona przed utratą ciepła jest ważna.

Podczas aktywnej zabawy na podłodze, raczkowania czy nauki chodzenia w bezpiecznych warunkach domowych bose stopy często przynoszą jednak więcej korzyści niż dodatkowa warstwa materiału.

Pozwalanie niemowlęciu na chodzenie i zabawę bez skarpetek w domu nie jest zaniedbaniem, lecz świadomym wsparciem rozwoju. Kontakt stopy z podłożem sprzyja dojrzewaniu układu nerwowego, uczy równowagi i wspiera naturalną biomechanikę. Odpowiednio dobrane ubranie tułowia oraz obserwacja ogólnego komfortu dziecka są znacznie lepszym wyznacznikiem niż sama temperatura stóp.

Czasem najprostsze rozwiązania okazują się najlepsze — a bose stopy mogą być jednym z nich.

Adres

Warszawska 14a/8
Gorzów Wielkopolski
66-400

Telefon

+48661797768

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fizjoświrek Fizjoterapia Dzieci Jakub Szandała umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Fizjoświrek Fizjoterapia Dzieci Jakub Szandała:

Udostępnij

Kategoria