25/04/2026
Bardzo ważne
Gabinet, który krzywdzi dwa razy.
- Słyszę, że to dla Pani bardzo trudne. Ale żebyśmy mogli pracować skutecznie, musimy spojrzeć na tę relację z obu stron. Co Pani wnosi do tej dynamiki?
Kasia milknie. Przyszła na czwartą sesję. Przez trzy poprzednie opisywała: jak mąż izoluje ją od rodziny, kontroluje finansowo, opowiadała o tym, jak ją upokarzał publicznie krzycząc na nią przy ludziach, a potem jechał z nią na lody jakby nic się nie stało. Opisywała, że nie może wyjść z domu bez podania dokładnego planu. Że od czterech lat nie ma własnego konta w banku, bo przecież wszystko co zarabia jest wspólne. Mąż ma.
- Mówi Pani, że jest ofiarą. Ale w każdym konflikcie są dwie strony.
Drodzy psychospecjaliści - dziś z cyklu przemoc po cichu wrzucam kamyczek do Waszego ogródka. Tekst jest długi. Zaparz sobie ziółka 😉
Victim blaming - obwinianie osoby doświadczającej przemocy - kojarzy się nam zwykle z reakcjami nieświadomego otoczenia. Z ciotką, która pyta “a czemu nie odeszłaś?”, albo z sąsiadką, która mówi “sama go sprowokowała”. Z policjantem, który przy interwencji mówi „Czy nie możecie się po prostu dogadać? To zwykłe nieporozumienie jest”.
Rzadziej mówimy o tym, że te same mechanizmy pojawiają się w gabinecie psychospecjalisty. I że tam są szczególnie niebezpieczne bo padają z ust osoby, której osoba doświadczająca przemocy właśnie zaufała, i w przestrzeni, która miała być bezpieczna.
Skąd się bierze problem 🤔
Większość podejść terapeutycznych została zbudowana wokół założenia symetrii. W podejściu systemowym zakłada się, że każdy członek systemu rodzinnego lub relacyjnego wnosi coś do jego funkcjonowania i że zmiana jest możliwa tylko wtedy, gdy pracujemy z całym systemem. W podejściu psychodynamicznym zakłada się, że trudności w relacjach są wypadkową wzajemnie oddziałujących na siebie historii przywiązania i nieświadomych wzorców obojga partnerów. W podejściu poznawczo-behawioralnym zakłada się, że problemy relacyjne wynikają z dysfunkcyjnych przekonań i schematów poznawczych i że warto je eksplorować u każdej ze stron.
Każde z tych założeń ma swoje uzasadnienie 👉 w kontekście KONFLIKTU! W kontekście przemocy każde z nich może stać się narzędziem wtórnej wiktymizacji jeśli psychospecjalista będzie je stosował bez wcześniejszej diagnozy przemocy. Dlaczego? Po prostu - bo przemoc nie jest konfliktem i nie powinna być leczona narzędziami zaprojektowanymi do pracy z konfliktem 🤷🏻♀️
Przyjrzyjmy się najczęstszym błędom popełnianym przez specjalistów ⤵️
📍Błąd pierwszy: fałszywa ekwiwalencja
Najczęściej pojawia się w nurtach systemowym i humanistycznym i polega na traktowaniu relacji przemocowej jak sporu między równymi stronami. Terapeuta (często działając zgodnie z założeniami swojego nurtu) próbuje zrozumieć “obie perspektywy”, nie oceniając wcześniej, czy mamy do czynienia z konfliktem, czy z przemocą.
W podejściu systemowym jest to szczególnie widoczne: skoro system jest całością i każdy element wpływa na pozostałe, to trudności w relacji są zawsze współtworzone. To założenie jest metodologicznie uzasadnione w pracy z dysfunkcyjnymi, ale SYMETRYCZNYMI relacjami, ale przestaje takie być, gdy jedna osoba w systemie sprawuje kontrolę nad drugą. I tu jest szalenie ważna rola specjalisty, aby używał technik danego podejścia adekwatnie do sytuacji.
Judith Herman w Trauma and Recovery pisała wprost: neutralność terapeutyczna ma sens wyłącznie tam, gdzie obie strony mają porównywalną pozycję. Gdy ta równowaga jest zaburzona strukturalnie (jak w relacji z przemocą) neutralność nie jest postawą etyczną. Ja uznaję ją jako porzucenie osoby słabszej w tej asymetrii.
📍 Błąd drugi: redukcja do dynamiki relacyjnej.
Najczęściej pojawia się w nurtach systemowym i psychodynamicznym i polega na
redukcji doświadczenia do dynamiki relacyjnej. To opisywanie przemocy językiem schematu, wzajemnego zranienia, nierozwiązanej potrzeby, tańca dwojga. Ten język pochodzi z teorii przywiązania i modeli systemowych i jest wartościowy w wielu kontekstach. W kontekście przemocy nie, bo rozmywa odpowiedzialność.
W podejściu psychodynamicznym szczególnie łatwo wpaść w pułapkę interpretowania zachowania osoby stosującej przemoc jako objawu jej własnej niezabliźnionej rany i skupiania się na tym, jak historia obu partnerów “spotyka się” w destrukcyjny sposób. To nie jest tak, że z założenia jest to fałszywe stwierdzenie: osoby stosujące przemoc często mają własne trudne historie. Ale wyjaśnienie nie jest usprawiedliwieniem, a rozumienie mechanizmu nie zdejmuje z tej osoby odpowiedzialności za jej działanie. Tu specjalista powinien szczególnie uważać.
Lenore Walker, opisując cykl przemocy, nie mówiła o „tańcu dwojga” tylko o przewidywalnym schemacie zachowania sprawcy/sprawczyni, który służy utrzymaniu kontroli. Kiedy terapeuta sprowadza ten schemat do “wzajemnych zranień”, zmienia definicję całego zjawiska. Zamiast zachowania osoby przemoc stosującej, widzi problem relacyjny.
Dla osoby skrzywdzonej ta zmiana ma konkretne konsekwencje: wychodzi z gabinetu z przekonaniem, że może to nie jest tak, że partner robi jej krzywdę, ale że oboje mają w tym udział. Może to jest przydatna interwencja gdy pracujemy z osobą w ROLI „ofiary” ale nie gdy faktycznie nią jest!
📍Błąd trzeci: mit neutralności terapeutycznej 😎
Najczęściej doświadczycie go w nurcie psychodynamicznym, ale moim zdaniem obecny jest ponadnurtowo. No i zanim poleje się fala oburzenia ze strony psychoterapeutów, pozwólcie, że wyjaśnię.
Neutralność terapeutyczna jest w psychoanalizie i psychoterapii psychodynamicznej pojęciem technicznym i oznacza powstrzymanie się od narzucania klientowi własnych wartości, interpretacji i celów. W klasycznym ujęciu freudowskim terapeuta jest “lustrem”: nie ujawnia siebie, nie ocenia, nie kieruje. I osobiście uważam to za bardzo cenną umiejętność. Ale…
Terapeuta, który odmawia nazwania przemocy przemocą, bo “nie zajmuje stanowiska” absolutnie nie utrzymuje neutralności. On jak najbardziej zajmuje stanowisko: po stronie narracji, w której osoba doświadczająca przemocy i osoba przemoc stosująca są równymi uczestnikami trudnej relacji.
Wytyczne ISTSS (International Society for Traumatic Stress Studies) wskazują wyraźnie: praca z osobą po doświadczeniu przemocy wymaga od terapeuty aktywnej walidacji (niezależnie od nurtu). Walidacja nie oznacza bezkrytycznego potwierdzania wszystkiego tylko uznanie, że doświadczenie klienta jest realne. Dla osoby krzywdzonej, której rzeczywistość była przez lata systematycznie podważana, ta walidacja jest jednym z ważniejszych momentów interwencji.
📍 Błąd czwarty: retraumatyzacja przez eksplorację “wkładu ofiary”
Najczęściej w podejściu poznawczo-behawioralnym i terapii schematów praca polega na identyfikacji dysfunkcyjnych przekonań i schematów, które podtrzymują trudne wzorce. To wartościowe narzędzie (sama je stosuje w pracy z klientem z doświadczeniem przemocy) ale nieodpowiednio użyte może zrobić wiele złego.
Terapeuta pracujący w nurcie CBT lub schematu może zapytać: “Jakie przekonanie o sobie sprawia, że Pani zostaje w tej relacji?” albo “Jaki schemat uruchamia się w Pani, kiedy partner tak reaguje?”. Te pytania mają sens w kontekście autonomicznej pracy klientki nad swoją psychiką. Stają się błędem, gdy są zadawane za szybko lub zamiast (a nie obok) pytania o to, co robi osoba stosująca przemoc.
Retraumatyzacja w gabinecie dzieje się wtedy, gdy osoba krzywdzona trafia na reakcje, które strukturalnie przypominają to, czego doświadczyła od osoby krzywdzącej. Jednym z kluczowych mechanizmów przemocy psychologicznej jest gaslighting - systematyczne podważanie percepcji drugiej osoby. Osoba po przemocy przez miesiące lub lata słyszy: przesadzasz, źle interpretujesz, sama to prowokujesz. Przychodzi do terapeuty z poważnie nadwątlonym kontaktem z własną rzeczywistością. Kiedy terapeuta pyta o jej “wkład w dynamikę” zanim w ogóle oceni, z czym ma do czynienia, to osoba słyszy strukturalnie to samo zdanie. Wychodzi z gabinetu nie z odbudowanym kontaktem z rzeczywistością, ale z pogłębionym przekonaniem, że to ona jest problemem. To jest retraumatyzacja! Owszem niezamierzona, wynikająca z błędu metodologicznego, ale realna.
📍 Błąd piąty: kierowanie na terapię par 🫣
Błąd ponadnurtowy. Terapia par przy czynnej przemocy w związku jest błędem niezależnie od nurtu, w którym pracuje terapeuta.
Terapia par opiera się na kilku założeniach strukturalnych: że oboje partnerzy mogą mówić swobodnie, że żadne z nich nie obawia się konsekwencji tego, co powie w gabinecie, i że oboje są zainteresowani zmianą relacji, a nie jej podtrzymaniem za wszelką cenę. W relacji z przemocą żaden z tych warunków nie jest spełniony.
Osoba doświadczająca przemocy nie mówi swobodnie bo wie, (świadomie lub nie), że za słowa wypowiedziane na sesji zapłaci po powrocie do domu. Osoba stosująca przemoc natomiast uzyskuje w gabinecie coś cennego: przestrzeń, gdzie jej narracja jest traktowana z taką samą powagą co narracja partnera/partnerki. Może prezentować siebie jako odobę skrzywdzoną, niezrozumianą, starającą się. Terapeuta (z założenia neutralny) nie ma “podstaw”, żeby mu zaprzeczyć, skoro nie przeprowadził wcześniej oceny różnicowej.
APA oraz organizacje zajmujące się przemocą domową wskazują jasno: terapia par przy czynnej przemocy jest przeciwwskazana. Nie dlatego, że par po doświadczeniu przemocy nie można leczyć, ale dlatego, że w tym układzie sesja terapeutyczna nie służy leczeniu. Służy wzmacnianiu kontroli jednej osoby nad drugą tyle że w nowej przestrzeni.
Jaka jest moja hipoteza? Błędy opisane powyżej są niestety systemowe i wynikają ze struktury kształcenia terapeutów, w której praca z przemocą domową rzadko jest osobnym, wymaganym modułem, raczej jest wzmiankowana jako kontekst pracy terapeuty lub prowadzona w ramach ścieżki doszkalania. Terapeuta, który nie przeszedł specjalistycznego szkolenia z obszaru przeciwdziałania przemocy i terapii osób po doświadczeniu przemocy, może przez lata pracować z osobami krzywdzonymi, stosując poprawne narzędzia w niepoprawnym kontekście. I co więcej jeśli nie korzysta z superwizji - nigdy się o tym nie dowiedzieć, bo klienci po prostu nie wracają 🤷🏻♀️