06/03/2024
Samodzielność, niezależność, zaradność, samokontrola to być może cenne wartości, ale czy na pewno zaprowadzą nas tam dokąd chcemy bez równoważących je wspólnoty, przynależności, bliskości, współpracy, wsparcia, otwartości?
Zwłaszcza w dzisiejszych czasach łatwo rozwinąć przekonanie, że trzeba być w czymś lepszym, radzić sobie samemu, że siła jest niezależnością, że dopóty jestem silny dopóki nie przyznam, że nie daję sobie z czymś rady. Na ile to wszytko jest realne i jaka jest tego cena?
Po raz kolejny najprostsze prawdy przypominają mi książki, które czytam z dziećmi.
Cherlie Mackesy w "Chłopiec, kret, lis i koń." przypomina, że " PROSZĄC O POMOC, WCALE SIĘ NIE PODDAJESZ (...) PRZECIWNIE, POKAZUJESZ, ŻE NIE CHCESZ SIĘ PODDAĆ".
Czyż więzi społeczne i wzajemne wsparcie nie są przypisane naturze ludzi- istot stadnych, społecznych?
Czy w Twoim życiu jest coś co starasz się usilnie udźwignąć samemu? Zaciskając zęby, tężąc mięśnie, tłumiąc uczucia? Bo nie wypada, bo wstyd i hańba nie ogarniać samemu czegoś co może nigdy nie miało być do samodzielnego ogarnięcia?
Wychodzi na to, że im ważniejsze jest dla ciebie to co próbujesz unieść SAM/ SAMA tym bardziej uzasadnione jest poszukanie kogoś, z kim można się podzielić i sięgnąć PoMoc.