18/01/2026
Czytam te posty z informacjami o tym, jak to jest „plaga” spektrum autyzmu. Jest nawet takie określenie jak "naddiagnozowywanie" i narracja o tym, że rodzice rzekomo wymuszają rozpoznania…
Jest to zupełnie inna narracja od tej, którą ja obserwuję. I zastanawiam się, dlaczego i komu przeszkadza szukanie pomocy dla dzieci… I mam taką myśl, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze i politykę. Wiadomo, że NFZ ledwo zipie, obcina się pieniądze na różne świadczenia… A komu najlepiej obciąć, żeby się nie odezwał, nie protestował? Dzieciom. Bo dzieci i ryby głosu nie mają. Na wyborach nie mają na pewno.
Zawsze tak było, że pediatria była traktowana po macoszemu, bo dziecko… to przecież jakoś wyzdrowieje, wyrośnie. To było przyczyną dużej luki pokoleniowej, jeśli chodzi o wybór tej specjalizacji, zamykania oddziałów pediatrycznych. Pediatria się nie opłaca.
A jak bardzo nie opłaca się schorzenie wielospecjalistyczne, jakim jest spektrum autyzmu?
Już pisałam, że marzy mi się miejsce w każdym powiecie, gdzie w ramach dwudniowej hospitalizacji można „załatwić” psychologa, neurologa, EEG, MR głowy, logopedę, laryngologa, badanie słuchu, badanie przetwarzania słuchowego, audiologa… Ale wiecie, ile to by kosztowało? Czy jakiś dorosły ma tyle badań i konsultacji w sprawie zaburzenia, które nawet nie jest chorobą? Czy to się opłaca?
A tu pojawił się problem w postaci świadomych rodziców, dla których pomoc dzieciom nie jest wstydem i jest bezcenna, i którzy zaczynają wymagać, dowiadywać się. I nagle z braku problemu mamy „plagę”, bo nie było rozpoznań, bo nie było - i zresztą nadal nie ma - wytycznych dla POZ, nie było i nadal nie ma kształcenia lekarzy w zakresie spektrum autyzmu… Ale problem został nagle odkryty, tak jakby go wcześniej nie było.
Nie znam osób, które wymuszały diagnozę. Za to znam takie, które szukają, odbijają się od kolejnych specjalistów, płacąc krocie za konsultacje, bo nikt nie wie, co temu dziecku jest. A jak nie wie, co jest, to nie wie, jak pomóc. Znam osoby "uzdrowione" na komisjach po latach od diagnozy.
Problem nie został stworzony.
Problem został w końcu nazwany.
A skoro został nazwany – to trzeba byłoby coś z nim zrobić.
I może właśnie to niektórym przeszkadza.
To nie jest moda na diagnozy.
To jest zderzenie potrzeb dzieci z systemem, który nie ma na nie planu ani budżetu.