Odwykowo Psychiatryczny Ośrodek Leczniczy

Odwykowo Psychiatryczny Ośrodek Leczniczy Leczenie Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia. Porady psychiatryczne i psychologiczne.

22/12/2025

Bardzo się cieszę, że spędziłem z Wami te 40 dni na Oddziale Dziennym, że mogłem poprzez swoje prace opowiedzieć Wam moją historię uzależnienia od alkoholu ale również w Waszych pracach oraz opowieściach usłyszałem i znalazłem cząstkę swojego dawnego życia. Chciałbym życzyć Wam wszystkim pogody ducha każdego dnia, wytrwałości bez względu na trudności losu, odwagi w dążeniu do trzeźwego życia. Życzę Wam również abyście w trzeźwym życiu doznali dużo miłości, radości, czułości i serdeczności. Pamiętajcie jednak o naszej bezsilności wobec alkoholu.

Tę piosenkę „Do Kołyski” zespołu Dżem dedykuję panu doktorowi wszystkim terapeutą Oddziału Dziennego oraz Wam kochani moi .

Dzięki terapii jestem trzeźwym ojcem i mężem, zacząłem czuć i poznawać swoje emocje i potrzeby. Złe emocje jak strach, lęk, niepokój, które towarzyszyły mi każdego ranka zamieniłem na przyjemne emocje spokój, radość, zadowolenie. To była bardzo dobra i jedyna słuszna decyzja w moim pijackim życiu.

Mopsik

18/12/2025

… „ Alkohol oraz leki stały się moim nieodzownym uśmierzaczem bólu, samotności i pustki.”...

W moim dorosłym życiu było dużo przykrych sytuacji. Najpierw poronienie, później utrata córeczki w 7 mcu ciąży. Trudny i bolesny poród martwego dziecka wydawał mi się nie do przeżycia. Rozwód z pierwszym mężem, który pił, bił, wyzywał.
Wydawało mi się, że te wszystkie sytuacje życiowe powinny mnie doprowadzić do obłędu i pewnie w jakimś stopniu tak było, ale wtedy jakoś sobie z tym wszystkim poradziłam. Dopiero śmierć Mamy powaliła mnie tak, że nie umiałam sobie poradzić z bólem po Jej stracie i to właśnie wtedy te wszystkie trudne i ciężkie chwile zaczął łagodzić alkohol.
Wydawało mi się, że puszka piwa przynosi ulgę w tym trudnym czasie.
Po śmierci męża cierpienie, ból, smutek, złość, tęsknotę łagodziły leki.
Jakieś dwa lata po śmierci męża, związałam się z kolegą z dzieciństwa.
Ten związek miał być źródłem wsparcia i poczucia bezpieczeństwa.
Okazał się związkiem, w którym było dużo przemocy psychicznej, a na końcu nawet fizycznej.
Kolega okazał się zwykłym tyranem, który zmienił moje życie w piekło.
Z dnia na dzień zaczęłam brać więcej tabletek .
Do tego doszły problemy w pracy.
Szefowa, która wymagała coraz więcej i więcej i ja naćpana lekami z myślami, żeby nie czuć już nic.
Dla mnie cierpieniem była samotność, bezradność, brak zrozumienia.
Ból psychiczny był tak ogromny, że nie umiałam sobie z nim poradzić.
Nie widząc innego rozwiązania, dzień po dniu przygotowywałam się z pełną świadomością, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało, do dnia w którym w końcu ten ból miał się skończyć .
Czyli do dnia mojego samobójstwa.
Alkohol oraz leki stały się moim nieodzownym uśmierzaczem bólu, samotności i pustki.
Czy nudy i monotonii też?
Pewnie w jakiś sposób też, bo przecież i alkohol i leki były moją formą ucieczki. Dawały poczucie ulgi i odprężenia. Jednak do pewnego czasu.
Picie alkoholu oraz długotrwałe branie leków spowodowało u mnie stany depresyjne. Pojawiły się lęki, które z dnia na dzień były coraz większe.
Ataki paniki były na porządku dziennym. Wypity alkohol czy brane leki zabijały we mnie człowieka.
Tak samo alkohol jak i leki przynosiły ulgę w bólu po śmierci Mamy czy męża.
Przez chwilę dawały złudną nadzieję, że jutro będzie lepiej, co oczywiście było kłamstwem, bo z każdym następnym dniem było coraz gorzej i z każdym kolejnym dniem potrzebowałam coraz więcej alkoholu czy też leków, żeby radzić sobie ze stresem, bólem, cierpieniem.
Alkohol i leki stały się lekarstwem na moje smutki.
Moją wielką radością były narodziny wnuka.
Jaka ja byłam wtedy szczęśliwa.
Dziś wiem, że tak naprawdę, mimo że w dniu narodzin mojego wnuka nie piłam już prawie 6 lat, to tak naprawdę Jego narodziny świętowałam nawalona jak autobus.
Co z tego, że lekami??
Przecież to leki zabrały mi trzeźwość myślenia, wypruły ze mnie wszelkie uczucia.
Moją największa zgubą jest lęk. Utrata bliskich mi osób spowodowała u mnie poczucie niepewnej przyszłości. Bałam się dnia, bałam się nocy.
Pojawiły się bezsenność, brak apetytu.
Pojawiły się napady paniki, brakowało mi oddechu, kręciło mi się w głowie.
Było mi zimno a za chwilę gorąco.
Wszystko wydawało mi się takie nierealne, moje życie toczyło się poza mną.
Śmierć bliskich, oraz przemocowy związek spowodowały wiele spustoszeń w moim życiu.
Powstały traumy, z którymi nie umiałam sobie radzić.
Więc sięgałam po alkohol czy też leki.
To wszystko spowodowało, że moje lęki się powiększały i próbuję się ich pozbyć po dziś dzień.
Jednak dziś już wiem, że szczera rozmowa z dziećmi czy też rodzeństwem lub przyjaciółkami potrafi te lęki trochę powstrzymać.
Widzę też jak dzięki temu, że nadal jestem w terapii, potrafię sobie poradzić z atakami lęku czy też paniki.
W końcu zaczynam rozumieć, że alkohol i leki zabrały mi możliwość przeżycia żałoby po Mamie oraz mężu.
Dziś wiem też, że przede mną bardzo długa droga do odzyskania moich uczuć i tych przyjemnych i tych nie przyjemnych, bo na obecną chwilę, czuję się pusta w środku i ta pustka mnie przeraża .
Zuzka

11/12/2025

… „Po każdym dłuższym piciu nachodziła mnie myśl, że za dużo piję ale ta myśl była bardzo ulotna i trwała nie dłużej jak do otwarcia kolejnego piwa.”...

Historia moich starań związanych z kontrolowaniem picia alkoholu

Analiza mojego picia przedstawiona w pracy numer dwa pokazuje, że ja nie zmniejszałem ilości wypijanego alkoholu wręcz przeciwnie, z roku na rok, z picia okazjonalnego, poprzez picie weekendowe, przeszedłem do picia codziennego. Wzrost tolerancji na wypijany alkohol spowodował, że musiałem zwiększać ilość trunku aby uzyskać podobny efekt upojenia i euforii.
Myślałem, że z dnia na dzień mogę przestać pić. Niestety, to była tylko utopia. Głody alkoholowe i silna chęć napicia się przestawiały mój tok myślenia na inny tor. „Jeszcze tylko dzisiaj się napiję, 2-3 piwka, lepiej się poczuję i będzie dobrze.” Za każdym razem wracałem do punktu wyjścia.
Po każdym zapitym weekendzie obiecałem sobie, że w następny weekend nie będę pił lub zmniejszę ilość wypijanego alkoholu ale gdy tylko poczułem się lepiej, wracałem do starych nawyków.
Piłem głównie piwo, gdyż myślałem, że w ten sposób licząc butelki mogę bardziej kontrolować ilość wypijanego trunku. Nic bardziej złudnego. Po 5-6 piwach moja orientacja ilościowa zanikała i kończyło na 10-15 piwach dziennie.
Nigdy nie spożywałem alkoholu w pracy ale zdarzało się przyjechać do pracy na mocnym kacu. Na uroczystościach rodzinnych: wesela, urodziny, święta ograniczałem spożywanie alkoholu do minimum aby rodzina nie widziała, że mam problem z alkoholem. Większa część rodzinny ze strony żony do tej pory nie zdaje sobie sprawy, że jestem alkoholikiem.
Niedziela po zakrapianym weekendzie była najczęściej dniem bez piwa.
Ograniczałem picie lub nie piłem wcale gdy na drugi dzień jechałem do pracy lub firmy, miałem wyjazd służbowy, sprawę urzędową, lekarza lub wyjazd do rodziny żony.
Gdy zachorowałem na grypę, anginę lub dnę moczanową to również wtedy nie spożywałem alkoholu ale trwało to nie dłużej niż tydzień, maksymalnie 2.
Piłem sam lub kolegą, ale nie unikałem kontaktów z ludźmi pijącymi na uroczystościach rodzinnych, konferencjach czy wyjazdach służbowych.
W swoim pijackim życiu miałem dwa okresy dłuższej abstynencji: zachorowanie na Covid, 2 lata bez alkoholu oraz okres dwóch miesięcy, kiedy zachorowała moja mama.
Przyjmowane przeze mnie leki i suplementy diety pomagały mi stanąć na nogi po weekendowym piciu, najczęściej była to niedziela.

Po każdym dłuższym piciu nachodziła mnie myśl, że za dużo piję ale ta myśl była bardzo ulotna i trwała nie dłużej jak do otwarcia kolejnego piwa.
Ostanie dwa miesiące mojego picia i ostatni ciąg alkoholowy doprowadziły mój organizm do silnego zatrucia i wtedy pojawiła się myśl, że właśnie straciłem całkowitą kontrolę nad swoim pijackim życiem. Potrzebuję pomocy innych ludzi, gdyż sam sobie nie poradzę, stąd decyzja o terapii.

Czynności dnia codziennego umilałem sobie piwkami tj. drobne naprawy, porządki, sadzenie kwiatów, koszenie trawy. Miałem wtedy więcej energii, która jednak szybko malała gdy poziom alkoholu w organizmie spadał. Wówczas sięgałem po kolejne piwo. Po alkoholu byłem bardziej odważny, rozmowny, wesoły, łatwiej mi było nawiązywać kontakty z obcymi ludźmi na uroczystościach rodzinnych, konferencjach czy wyjazdach służbowych. Nie wyobrażałem sobie wyjścia na parkiet bez kilku głębszych, wtedy stawałem się królem parkietu i mistrzem różnych stylów tańca. Trudne rozmowy telefoniczne z klientami również poprzedzone były kilkoma piwkami na odwagę. Wtedy byłem bardziej elokwentny. Problemy dnia codziennego również zapijałem alkoholem.

W przeszłości nie robiłem nic aby nie widzieć faktu, że nie kontroluję picia. Piłem bo chciałem, a potem piłem, bo musiałem aby normalnie funkcjonować. Tak działa alkohol.

Jestem uzależniony od alkoholu i muszę o tym pamiętać do końca życia ale mogę być szczęśliwy jeżeli nauczę się żyć bez niego i rozwiązywać na trzeźwo swoje problemy.

Mopsik

Kolejny 🥈do kolekcji 😊   I pomyśleć, że dokładnie 6 lat temu sięgałem dna.Obdarty nos, brudne ciuchy, ,,małpka" w kiesze...
07/12/2025

Kolejny 🥈do kolekcji 😊
I pomyśleć, że dokładnie 6 lat temu sięgałem dna.
Obdarty nos, brudne ciuchy, ,,małpka" w kieszeni, piwo w ręce i papieros w zębach to była moja codzienność. Marudzenie jaki ten świat jest niesprawiedliwy i jak to wszyscy wokół się mnie czepiają to była moja mantra. W tamtym czasie chyba nikt z moich znajomych czy rodziny, nawet ja sam nie przypuszczałem, że jestem zdolny do takich osiągnięć.
Tym bardziej dzisiaj ,wieszając ten medal ,jestem z siebie dumny, że podjąłem właściwą decyzję, we właściwym miejscu ,o właściwym czasie. Wszystkie te medale są dowodem mojej przemiany, stworzenia całkiem nowego systemu wartości i wzięcia odpowiedzialności za swoje decyzje i życie oraz siły sprawczej pchającej mnie do działania.
Każdy z tych medali jest moim amuletem i przypomina mi dlaczego chcę być trzeźwy i pokazuje mi różnicę pomiędzy życiem w uzależnieniu, a świadomym życiem w trzeźwości.
Więc jeśli czegoś naprawdę chcemy to możemy to osiągnąć, a dowodem tego jestem ja Piotr ,,od menela spod sklepu do Mistrza Europy z Nowego Sącza"
Spokojnego wieczoru wam życzę♥️

Motyle nie widzą swoich skrzydeł. Nie widzą, jak naprawdę są piękne, ale wszyscy inni to widzą. Ludzie też tacy są.— Nay...
01/12/2025

Motyle nie widzą swoich skrzydeł. Nie widzą, jak naprawdę są piękne, ale wszyscy inni to widzą. Ludzie też tacy są.
— Naya Riviera
Pani Moniko, serdecznie dziękujemy, że pomaga Pani odkryć piękno, którego najczęściej nie są świadome, naszym Paniom.

Jaka ja jestem?Opisać siebie to trudna sprawa, czy to co myślę o sobie,takiej pompatyczności nie nada. Nie potrafię przy...
26/11/2025

Jaka ja jestem?
Opisać siebie to trudna sprawa, czy to co myślę o sobie,
takiej pompatyczności nie nada.
Nie potrafię przyjmować komplementów,
pewnie nie wierzę,
ale gdy ktoś mówi o mnie miłe słowo,
zawstydzał się szczerze.
Dostałyśmy zadanie, że na tak zwanych ciasteczkach swoje zalety piszemy i powiem wam szczerze,
jak mało my o sobie napisać chcemy.
Gdy na biofeedbacku czyściłam swoje myśli rozbiegane.
W pewnej chwili zaczęłam pisać zalety moje i czułam się wspaniale.
Uwierzyć w siebie, docenić to czego wcześniej nie rozumiałam
i w ten oto sposób sporo ciasteczek zaletami i dobrymi rzeczami zapisałam.
W tym słoiku pięknym, jakby w sercu w moim schowanym są moje zalety i dobre rzeczy dla siebie w życiu dokonane.
Na ciasteczko zawsze jest ochota.
To jak na miłe słowa, bo wówczas serce grzeje,
a do działania pobudzona jest głowa.
Zamiary zamieniajmy w celne, a cele w realne spełnienia
i zobaczycie kochani, że życie smakowite ciastko się zamienia.
Z każdym następnym ciastkiem bardziej w siebie wierzę
i choć to w samochwałą idzie, jestem szczęśliwa, powiem szczerze.
Już nie jesteś zastraszana/ zahukany ale kobieta pełnowartościowa I powiem wam, że szokujące jest, ile potrafią z nami zrobić pozytywne słowa.
Dlatego uważam, że te tak zwane ciasteczka z słowami zapisane to ,,Smakołyki mojego życia'' i dalsze życie smaczne jest mi dane.
EWA

WRAŻLIWOŚĆ Czym jest więc wrażliwość?Czy ją znasz dokładnie?Czy Cię unosi, uskrzydla?Czy czeka, aż upadniesz?Ja wiem, że...
23/11/2025

WRAŻLIWOŚĆ

Czym jest więc wrażliwość?
Czy ją znasz dokładnie?
Czy Cię unosi, uskrzydla?
Czy czeka, aż upadniesz?
Ja wiem, że z nią każdemu jest do twarzy
Bo dostrzega piękno otaczającego świata
Bogactwo każdej pory roku, a szczególnie lata
Wiem, że wrażliwość to nie za nos wodzenie
To tworzenie
To pomoc i wsparcie od serca dana
Gdy jest rana zadana
Przynosi w bólu ukojenie
Serca drżenie
Która na krzywdę ma patrzenie

Lilą

18/11/2025

… „Narzekanie sprawia, że zaczynam koncentrować się na tym, co złe, a nie na tym, co mógłbym poprawić. Zamiast szukać rozwiązań, pogrążam się w negatywnych emocjach.”...

Czy użalam się nad sobą, jakie ma to dla mnie skutki?

Kiedy myśli pan o sobie, jakie najczęściej pojawiają się panu myśli?
Proszę podać przykłady pozytywnej i negatywnych myśli.
Kiedy myślę o sobie, zauważam, że w mojej głowie pojawia się wiele różnych myśli – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Przez długi czas dominowały te drugie, ponieważ moje życie było pełne trudnych doświadczeń związanych z piciem alkoholu. Często oceniałem siebie bardzo surowo, miałem wrażenie, że nic mi się nie udaje i że nie jestem wystarczająco dobry. Dopiero od kiedy jestem w trzeźwości i pracuję nad sobą, zaczynam dostrzegać też swoje mocne strony i dobre cechy. Negatywne myśli, które często pojawiały się w mojej głowie, to na przykład: „Znowu wszystko zepsułem, Nie potrafię niczego zrobić dobrze.” „Jestem do niczego.” Nikt mnie nie rozumie, wszystkim tylko przeszkadzam.” I tak już nic się nie zmieni, po co próbować.” Takie myśli sprawiały, że traciłem wiarę w siebie, czułem się słaby i bezwartościowy. Zamiast szukać rozwiązań, pogrążałem się w poczuciu winy i wstydu. W takich chwilach często sięgałem po alkohol, żeby na chwilę odciąć się od tych uczuć. Dziś rozumiem, że te negatywne przekonania nie były prawdą, a jedynie odbiciem mojego niskiego poczucia własnej wartości. Z czasem, dzięki terapii i trzeźwieniu, zaczynam dostrzegać również pozytywne myśli o sobie. Coraz częściej potrafię zauważyć, że mam w sobie dobre cechy i że warto nad sobą pracować. Przykłady takich myśli to: „Potrafię się zmieniać i rozwijać. "Jestem wartościowym człowiekiem, mimo swoich błędów” Mam prawo do szczęścia i spokojnego życia.” „Dobrze, że nie poddaję się i walczę o siebie.” Każdy dzień bez alkoholu to mój sukces.” Te pozytywne myśli pomagają mi w budowaniu nowego, zdrowszego obrazu siebie. Zauważyłem, że kiedy myślę o sobie z większym zrozumieniem i życzliwością, łatwiej jest mi utrzymać motywację i spokój.
Kiedy myśli pan o otaczających pana ludziach, co myśli pan najczęściej?
Proszę podać przykłady pozytywnych i negatywnych myśli.
Kiedy myślę o otaczających mnie ludziach, zauważam, że moje myśli bardzo się zmieniły w ostatnim czasie. W okresie, kiedy piłem alkohol, często miałem w sobie wiele złości, żalu i nieufności wobec innych. Wydawało mi się, że ludzie mnie oceniają, nie rozumieją, albo chcą mnie kontrolować. Dziś, gdy jestem trzeźwy i staram się patrzeć na świat spokojniej, coraz częściej widzę w ludziach dobro, wsparcie i życzliwość. Negatywne myśli, które często pojawiały się w mojej głowie wcześniej „Ludzie mnie nie rozumieją i tylko mnie krytykują.” „Każdy chce mnie pouczać, a nikt nie widzi, ile ja znoszę.” „Nie mogę nikomu ufać, bo i tak mnie zawiodą.” „Inni mają lepiej, ja zawsze mam gorzej.” „Po co się starać, ludzie i tak tego nie docenią.” Takie myśli powodowały, że odsuwałem się od ludzi, przestawałem rozmawiać o swoich problemach i zamykałem się w sobie. Z czasem prowadziło to do poczucia samotności i izolacji. Alkohol wydawał się wtedy jedynym „przyjacielem”, który nie oceniał. Dziś wiem, że to było błędne myślenie i że w rzeczywistości sam odpychałem innych swoim zachowaniem. Z kolei pozytywne myśli, które coraz częściej pojawiają się w mojej głowie, to: „Ludzie też mają swoje problemy, ale większość z nich naprawdę stara się dobrze postępować.” „Mam wokół siebie osoby, które mnie wspierają i chcą dla mnie dobrze.” „Nie każdy mnie ocenia – wielu ludzi po prostu próbuje zrozumieć.” „Jeśli sam będę szczery i spokojny, łatwiej mi się będzie dogadać z innymi.” „Warto dbać o relacje, bo dobra rozmowa i zaufanie mają ogromną wartość.” Dzięki terapii i pracy nad sobą zaczynam rozumieć, że ludzie nie są moimi wrogami, tylko to ja przez alkohol i negatywne emocje widziałem ich w złym świetle. Teraz uczę się patrzeć na innych z większą empatią, cierpliwością i zrozumieniem. Widzę też, że pozytywne myślenie o ludziach poprawia moje samopoczucie i relacje. Kiedy wierzę, że ludzie mają dobre intencje, łatwiej mi rozmawiać, prosić o pomoc, a także okazywać wdzięczność. Dzięki temu czuję się bardziej częścią wspólnoty – w rodzinie, w pracy czy wśród znajomych.
Co Pan myśli o otaczającym Pana świecie?
Proszę podać przykłady pozytywnych i negatywnych myśli.
Kiedy myślę o otaczającym mnie świecie, zauważam, że moje spojrzenie bardzo się zmieniło w ostatnich latach. Kiedyś, w okresie picia alkoholu, widziałem świat jako miejsce pełne niesprawiedliwości, zła i problemów. Wydawało mi się, że wszystko jest przeciwko mnie, że inni mają łatwiej, a ja ciągle muszę walczyć o przetrwanie. Dziś, gdy jestem trzeźwy i pracuję nad sobą, coraz częściej dostrzegam, że świat nie jest tylko czarno-biały — że obok trudności istnieje też wiele dobra, piękna i szans, które wcześniej ignorowałem. Negatywne myśli, które kiedyś często pojawiały się w mojej głowie, to: "Świat jest zły i niesprawiedliwy.” „W tym życiu nie da się być szczęśliwym.” „Ludzie myślą tylko o sobie.” „Człowiek uczciwy zawsze przegrywa.” „Nie warto się starać, bo i tak nic się nie zmieni.” Takie myśli powodowały, że traciłem motywację i sens działania. Czułem się bezradny i rozżalony. Zamiast próbować coś zmienić, uciekałem w alkohol, który na chwilę „odcinał” mnie od rzeczywistości. Myślałem, że to świat jest winny moim problemom, a nie moje decyzje czy sposób patrzenia na życie. Dziś jednak coraz częściej pojawiają się we mnie pozytywne myśli o świecie, takie jak: „Świat jest pełen możliwości – wszystko zależy od tego, jak na niego patrzę.” „Każdy dzień może przynieść coś dobrego, jeśli tylko jestem na to otwarty.” „Na świecie są ludzie życzliwi, uczciwi i gotowi pomagać.” „Złe chwile też są potrzebne – uczą mnie pokory i siły.” „Życie potrafi być piękne, jeśli potrafię je docenić.”
Czy zdarza się panu narzekać, użalać się na sobą i nad tym, co dzieje się w pana życiu? W jakich sytuacjach?
Tak, muszę przyznać, że zdarza mi się narzekać i użalać nad sobą. Wcześniej robiłem to bardzo często, zwłaszcza wtedy, gdy piłem alkohol i nie potrafiłem wziąć odpowiedzialności za swoje życie. W tamtym okresie uważałem, że to świat, inni ludzie albo pech jest winni temu, co mnie spotyka. Czułem się ofiarą losu i miałem wrażenie, że nic ode mnie nie zależy. Narzekałem na brak pieniędzy, na brak zrozumienia ze strony bliskich, na trudności w pracy, a nawet na własne zdrowie. W rzeczywistości jednak nie robiłem nic, żeby to zmienić. Alkohol był wtedy moim „pocieszeniem” – piłem, żeby zapomnieć o problemach, a potem czułem się jeszcze gorzej. To błędne koło sprawiało, że coraz bardziej użalałem się nad sobą i pogłębiałem swoje poczucie bezradności. Zauważyłem, że szczególnie często narzekałem w sytuacjach, gdy coś mi się nie udawało lub gdy ktoś mnie krytykował. Zamiast przyjąć odpowiedzialność i zastanowić się, co mogę poprawić, szukałem winnych na zewnątrz. Mówiłem sobie: „Nie mam szczęścia”, „Ludzie mnie nie rozumieją”, „Nic w moim życiu się nie układa”. Takie myślenie tylko pogłębiało frustrację i oddalało mnie od rozwiązania problemów. Dziś staram się patrzeć na to inaczej. Dzięki terapii i trzeźwieniu zaczynam rozumieć, że użalanie się nad sobą niczego nie zmienia – wręcz przeciwnie, odbiera mi siłę i motywację. Zamiast skupiać się na tym, co złe, próbuję szukać rozwiązań i uczyć się wdzięczności za to, co mam. Oczywiście, nadal zdarzają się chwile słabości. Czasami, gdy coś pójdzie nie po mojej myśli, gdy czuję się niezrozumiany lub zmęczony, wraca we mnie stary sposób myślenia. Ale teraz potrafię to zauważyć i zatrzymać. Przypominam sobie, że nie jestem już tą samą osobą, co kiedyś — że mam wpływ na swoje życie i mogę je kształtować. Zrozumiałem też, że narzekanie to sposób ucieczki od działania. Łatwiej powiedzieć „nie da się”, niż spróbować coś zmienić. Dlatego uczę się patrzeć na trudności jak na lekcje, a nie na kary.
Proszę podać 5 przykładów zdań, które pan myśli lub mówi, kiedy narzeka pan na to, co dzieje się w pana życiu.
Często zdarza mi się narzekać na to, co dzieje się w moim życiu. W takich chwilach pojawiają się w mojej głowie myśli, które odbierają mi energię i spokój. Na przykład myślę: „Zawsze wszystko idzie nie tak, jakbym chciał”, co sprawia, że czuję frustrację i bezradność. Innym razem pojawia się przekonanie: „Inni mają łatwiej, a ja ciągle walczę ze wszystkim sam”, które potęguje poczucie niesprawiedliwości i samotności. Czasami mówię sobie: „Nie mam już siły, nic się nie zmienia na lepsze”, co sprawia, że trudno mi podjąć jakiekolwiek działanie. Inną myślą, która się pojawia, jest: „Życie jest niesprawiedliwe i nie mogę na nic liczyć”, co utrwala wrażenie, że jestem bezsilny wobec wydarzeń. Zdarza się też, że myślę lub mówię: „Nikt mnie nie rozumie i wszyscy mnie zawiedli”, co oddziela mnie od innych i zwiększa poczucie izolacji. Te przykłady pokazują, jak często negatywne myśli wpływały na moje emocje i zachowania. Uświadomienie sobie ich obecności jest pierwszym krokiem do zmiany sposobu myślenia i stopniowego odzyskiwania kontroli nad własnym życiem.
Jak się pan czuje, kiedy narzeka pan na to, co dzieje się w pana życiu?
Kiedy narzekam na to, co dzieje się w moim życiu, czuję się przytłoczony i bezsilny. Mam wrażenie, że nic nie idzie po mojej myśli, że ciągle spotykają mnie trudności, na które nie mam wpływu. Towarzyszy mi wtedy złość, frustracja i smutek. Czasami czuję też żal do siebie i innych – że coś mogłem zrobić inaczej, że inni mnie nie rozumieją lub nie wspierają tak, jakbym chciał. Narzekanie sprawia, że zaczynam koncentrować się na tym, co złe, a nie na tym, co mógłbym poprawić. Zamiast szukać rozwiązań, pogrążam się w negatywnych emocjach. W takich momentach tracę energię, chęć do działania i wiarę w siebie. Po pewnym czasie czuję też wstyd, że znów skupiłem się tylko na problemach, zamiast działać. Zrozumiałem jednak, że narzekanie niczego nie zmienia – przeciwnie, tylko pogłębia poczucie bezradności. Staram się teraz świadomie zatrzymywać takie myśli i szukać sposobów, by coś poprawić. Kiedy zamiast narzekać próbuję działać lub rozmawiać o swoich trudnościach w szczery sposób, czuję się spokojniejszy i silniejszy.
Co daje panu użalanie się nad sobą, jakie ma pan z tego korzyści?
Użalanie się nad sobą daje mi przede wszystkim chwilowe poczucie ulgi. Kiedy skupiam się na swoich problemach i trudnościach, mogę przez moment poczuć, że ktoś mnie rozumie lub że moje cierpienie jest zauważone. Daje mi też wrażenie usprawiedliwienia własnych błędów – mogę myśleć: „To nie moja wina, wszystko się tak ułożyło”. Czasami użalanie się nad sobą pozwala mi też unikać odpowiedzialności i trudnych decyzji. Zamiast działać i zmieniać sytuację, mogę trwać w roli ofiary, co daje pozorne poczucie bezpieczeństwa. Jednak z czasem zauważyłem, że te „korzyści” są krótkotrwałe i złudne. Użalanie się nie rozwiązuje problemów, a wręcz pogłębia poczucie bezradności i smutku. Daje ulgę na chwilę, ale odbiera motywację do działania. Dlatego teraz staram się zamiast użalać się nad sobą, szukać rozwiązań i brać odpowiedzialność za swoje życie. Dzięki temu czuję większą siłę i kontrolę nad sobą i swoimi decyzjami.
Jakie konsekwencje ma użalanie się nad sobą w pana życiu?
Użalanie się nad sobą w moim życiu miało kilka istotnych konsekwencji. Przede wszystkim osłabiało moją motywację do działania – zamiast szukać rozwiązań problemów, tkwiłem w poczuciu bezsilności i biernie czekałem, aż coś się zmieni samo. Kolejną konsekwencją było pogorszenie mojego nastroju i samopoczucia. Im dłużej użalałem się nad sobą, tym bardziej czułem się smutny, zniechęcony i przygnębiony. To także zwiększało poczucie frustracji, żalu do siebie i innych, a czasem nawet wstydu. Użalanie się nad sobą wpływało też negatywnie na relacje z innymi ludźmi. Bliscy często czuli się obciążeni moimi narzekaniami lub zniechęceni moją postawą, co powodowało konflikty, dystans i izolację. Dodatkowo, to zachowanie utrwalało złe nawyki i wzorce myślenia, np. przekonanie, że zawsze jestem ofiarą losu lub że nic ode mnie nie zależy. W konsekwencji trudniej było mi podejmować odpowiedzialne decyzje i budować swoje życie w sposób świadomy. Dziś rozumiem, że użalanie się nad sobą daje krótkotrwałą ulgę, ale w dłuższej perspektywie blokuje rozwój, odbiera energię i pogarsza relacje. Dlatego uczę się je zastępować aktywnym działaniem i konstruktywnym myśleniem.
Co mógłby pan zrobić aby przestać lub ograniczyć użalanie się nad sobą?
Aby przestać lub ograniczyć użalanie się nad sobą, mógłbym podjąć kilka konkretnych kroków, które pomogą mi inaczej reagować na trudne sytuacje. Przede wszystkim chcę uczyć się zauważać moment, w którym zaczynam narzekać lub myśleć o sobie w roli ofiary. Świadomość tego, co się ze mną dzieje, to pierwszy krok do zmiany. Kiedy zauważę, że znów się użalam, spróbuję zatrzymać się i zadać sobie pytanie: „Czy to mi w czymś pomaga?” lub „Co mogę zrobić, żeby poprawić sytuację?”. Drugim krokiem jest zmiana sposobu myślenia – zamiast skupiać się na tym, czego mi brakuje, chcę uczyć się dostrzegać to, co mam i co mogę zrobić lepiej. Pomaga mi w tym wdzięczność i refleksja nad małymi sukcesami, które osiągam każdego dnia. Kolejnym ważnym działaniem jest rozmowa z innymi ludźmi – nie po to, by narzekać, ale żeby dzielić się swoimi emocjami w sposób szczery i konstruktywny. Dzięki temu czuję wsparcie, ale nie wchodzę w rolę ofiary. Chcę też aktywnie działać, bo wiem, że działanie jest najlepszym lekarstwem na bezradność. Nawet drobne rzeczy – jak spacer, pomoc komuś, czy realizacja planów dnia – pomagają mi poczuć, że mam wpływ na swoje życie. Wreszcie, chcę pracować nad akceptacją siebie i swoich błędów. Zamiast użalać się nad przeszłością, chcę z niej wyciągać wnioski i iść dalej. Wiem, że zmiana wymaga czasu, ale każde świadome działanie przybliża mnie do spokojniejszego, bardziej odpowiedzialnego życia.
Marcin

15/11/2025

JAK BUDOWAŁ SIĘ U MNIE NAWRÓT - NARASTANIE KRYZYSU

1. Tunelowe widzenie:
No tu mam do czynienia z dwoma, jakże różnorodnymi, aspektami - dobro, zło. Dzieje się coś dobrze, nie widzę złego, są rzeczy złe, nie widzę pozytywnej strony. Tak, myślę, że to też wystąpiło w moim przypadku mianowicie to tunelowe widzenie. Tak, jak pisałem wcześniej w poprzednich pracach od sierpnia zaczynało się coś ze mną dziać. Nie dostrzegałem pewnych rzeczy, niektóre wyparłem. Tu tunel się pojawił, ten z dobrym postrzeganiem. Widziałem wszystko to, co dobre, że terapia działa - oby tak dalej. Uczęszczam na popołudniowe zajęcia i terapię indywidualną - oby tak dalej. Jestem cały czas w terapii - oby tak dalej. Trzymam abstynencję i tego się trzymam - oby tak dalej. Daję radę i jest dobrze - oby tak dalej. A w tych wszystkich małych, tych złych rzeczach, które się pojawiły w międzyczasie, nie zobaczyłem tego, że powoli robię sobie malutki podkop w procesie mojego trzeźwienia. Wydaje mi się, że tego przekonania - oby, oby, zwyczajnie w świecie było za dużo. Nie wiem czy dobrze to interpretuję, ale tak mi się wydaje. Ciężko mi powiedzieć czy to też działało w przeciwną stronę, chociaż po usłyszeniu terminu „ bojkotowanie własnej terapii” mam mętlik w głowie. Naprawdę jeden wielki kocioł. Na pewno wrzuciłem sobie za dużo rzeczy na głowę i nie zawsze się z tego wywiązywałem. W tamtym okresie nie przypominam sobie aby mi to przeszkadzało czy też powodowało jakąś złość, frustrację. Wychodziłem z założenia – dobra, nie dziś to jutro. I teraz tak myślę, czy to się nie posypało jak nastąpił nawrót i powrót na terapię. Chyba za bardzo i za dużo chciałem, a jak nie wychodziło, to zwyczajnie obwiniałem siebie, że zawodzę sam siebie, nie daję rady. Dopiero tutaj się chyba pojawił ten zły tunel i tak naprawdę nie dostrzegałem tego, co osiągnąłem w danym dniu czy też tygodniu. To takie bojkotowanie siebie. Wcześniej naprawdę ciężko mi dostrzec, chyba, że coś zaświta w głowie po pytaniach. Czy uważam, że życie jest niesprawiedliwe? Ha dobre pytanie, myślę, że odnośnie mojej osoby jak najbardziej sprawiedliwie mnie rozlicza. Zbieram to, co zasiałem bez dwóch zdań, a ogólnie tak, jest nie sprawiedliwe.

2. Stany depresyjne:
Nie wiem, naprawdę nie jestem specjalistą, aby określić u siebie czy mam depresję czy nie. Chyba, że istnieje jakiś zestaw pytań jak odnośnie tego, czy jestem uzależniony od alkoholu. 3 pozytywne odpowiedzi znaczą iż problem występuje. Na pewno pojawiał się zły humor, w późniejszym czasie coraz więcej rzeczy mi przeszkadzało. Zwyczajnie w świecie mnie denerwowało. Częste drzemki popołudniowe, wieczorem sen bez chęci wstawania rano, w pracy energia na maksymalnych obrotach później wypompowanie. Bardziej rozdzieliłbym to na takie dwa okresy - rano i popołudnie oraz wieczór,, gdzie podczas tego pierwszego, życie na pełnej petardzie - działamy, pracujemy, jest dobrze a później, późnym popołudniem, wszystko mijało, powietrze schodziło. Zmęczenie, senność, wypompowanie to było normalne. Dlatego dziś już wiem, iż dopiero na sam koniec żona to wyłapała. ten brak rozmowy, dzielenia się co się wydarzyło, co przeszkadzało. Ogólnie brak tego, co było wcześniej. Ja niestety się nie połapałem i jestem ponownie na terapii. Ogromnie mi z tego powodu przykro. Nie z tego, że jestem tu znów, bo to akurat najlepsze co mogło mnie spotkać i jestem sobie wdzięczny za podjęcie takiej decyzji, ale z tego, że wiem iż pofolgowałem sobie. W większym lub mniejszym stopniu zlekceważyłem, zaniedbałem niektóre sprawy.

3. Utrata konstruktywnego planowania:
Zacznę od początku. Zwyczajnie w świecie życie oraz potrzeby dnia codziennego wszystko to weryfikuje. Podczas pierwszej terapii nauczyłem się planować popołudnie. Wszystko fajnie, spoko działało. Po powrocie do pracy z samego początku wyszedłem z założenia, że będę planował to, co na popołudniu dopiero po pracy, żeby skupić się na tym, co tu i teraz. Z początku to działało, jednakże przestało to zdawać egzamin z różnych powodów. Później postanowiłem planować następny dzień wieczorem i to także się sprawdzało przez dłuższy czas. Rano praca, później obowiązki w domu itp., plan ułożony. Nie wiem, czy po prostu stało się to monotonne, czy coś innego się wydarzyło, że przeszedłem na planowanie typu: jutro praca, a później polecę spontanicznie. Co będzie trzeba, to zrobię. Dużo razy okazywało się, że wychodziły rzeczy niespodziewane, które burzyły ten plan i tak naprawdę przestałem wszystko planować. Nie było nic w planach, nic się nie działo, to zasługiwałem na to, żeby odpocząć, nic nie robić. Nie jestem w stanie powiedzieć czy przeszedłem na plany życzeniowe, żyłem z dnia na dzień, a co przyniesie nowy to wtedy będę się dostosowywał. W pewnym momencie jedynym stałym punktem w planie całego tygodnia była praca, wtorkowe spotkanie na grupie oraz spotkanie indywidualne środa czy też czwartek, reszta na spontanie.

4. Plany kończą się niepowodzeniem:
No tak, wszystko na to wskazuje, że tak się działo, bo w końcu plany przekładane z dnia na dzień nawarstwiały się i niektóre trzeba było odpuścić, a to można nazwać niepowodzeniem, ponieważ nie zostały zrealizowane. Dobrym przykładem na teraz jest chociażby przełożenie właśnie tej pracy. Wcześniej odkładanie jej na jutro, powstawały to nowe zadania, obowiązki nawet zmęczenie i to przekładanie spowodowało, nie wyrobiłem się w terminie i poprosiłem o przełożenie. Jak tak sobie pomyślę, to w ostatnim czasie dużo tego było, dużo się nawarstwiało i to powodowało coraz więcej niedomówień w rodzinie. Mam na myśli kontakt mój- żona, mój-dzieci, co dalej powodowało narastanie Przykrych emocji. Na pewno też problem finansowy. Zacząłem wydawać pieniążki na rzeczy niepotrzebne, czy też swoje zachcianki, co w efekcie skutkowało tym, że pojawiała się nerwówka czy starczy do wypłaty. Zamiast rozsądnie dysponować środkami znów powrócił stary schemat - łatwo przyszło, łatwo poszło. Jest więcej pieniążków, to można więcej ich wydać. Zwykły brak planowania wydatków. Tak, mogę śmiało powiedzieć, że sam sobie na głowę nałożyłem zmartwień. Niepotrzebnych zmartwień, których by nie było jeśli bym rozsądnie planował i myślał.

BIZON86

Adres

Aleja Okrężna 79
Inowrocław
88-100

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 07:30 - 19:00
Wtorek 07:30 - 19:00
Środa 07:30 - 19:00
Czwartek 07:30 - 19:00
Piątek 07:30 - 15:00

Telefon

+48505944425

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Odwykowo Psychiatryczny Ośrodek Leczniczy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Odwykowo Psychiatryczny Ośrodek Leczniczy:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram